Demoniczny piecyk i tajemnicze odgłosy

Jestem obecnie w trakcie lektury książki „Pamiętam cię”. Polecił mi ją kolega. I nie wiem, czy on mi tak z życzliwości, czy może postanowił pozbyć się mnie z tego świata. Bo czytam i umieram normalnie ze strachu.

Dawkuję sobie po około 50 stron na wieczór, a potem kitram się iść do toalety. Wczoraj wieczorem to samo. Książka ma niesamowity klimat.

„Pamiętam cię” to kryminał, ale utrzymany w konwencji horroru. I autorka tak buduje atmosferę, że normalnie potem boję się jak głupek. A wczoraj po przeczytaniu, jak zawsze tulę się do swojego Mężusia, który jeszcze czyta. I nagle widzę, że w pokoju obok światło się pali. No, ale pomyślałam, że to może lampa z ulicy, bo Mężuś twierdził, że komputer wyłączył. No, okej. On skończył czytanie, zgasił światło, a tam za drzwiami ciągle świeci. I w dodatku zaczęło migać, a potem doszły jeszcze odgłosy. Normalnie jak w książce. Bohaterowie też je słyszeli. No, to ja już kołdrę mam prawie na oczach i w strachu proszę Mężusia, żeby sprawdził. Jemu się nie chce, no, ale w końcu postanawia iść i zmierzyć się z tajemniczym światłem i głosami. Wrócił cały. Okazało się, że telewizor się włączył. Może kocur nadepnął na pilota łapą.

Uff! Odetchnęłam, ale od razu przypomniała mi się pewna historia. Byłam wtedy jeszcze studentką i na weekend przyjechałam do domu. Rodziców i brata akurat nie było.  Pamiętam, że późna godzina się zrobiła, a ja herbatka i telewizorek, zadowolona korzystam ze spokoju. Puszczam sobie wodę do wanny i oglądam jakiś horror w TV. To było jeszcze wtedy, gdy byłam młoda i nieustraszona.

O diabłach w filmie było. A nagle słyszę, jak w przedpokoju ktoś wali w drzwi od łazienki. Od wewnątrz. Normalnie jakby ktoś siedział w środku i nimi trząsł. No, kurza twarz! Stanęłam jak wryta. Nogi mi się zrobiły miękkie jak z waty. Nie wiem, co robić. A tu nagle spod drzwi para. Normalnie piekło mam w łazience jak nic. Chcę biec na korytarz i wołać pomocy, ale patrzę na zegarek, a tu już po północy. No, nieźle, bo godzina na wylądowanie piekła w mojej łazience też odpowiednia. Stoję więc tak w tym przedpokoju. Serce wali. Widać jak bluzka mi się rusza, tak łomoce pikawa. Cycki chyba ze strachu zaczęły falować. Normalnie, zaraz zejdę na zawał. Nogi drepczą w miejscu. Chętnie by poniosły, tylko nie wiedzą dokąd tak w środku nocy, bo mózg nie może się zdecydować. No, w końcu rozum powrócił. Bo przecież trzecie piętro, więc piekło by ot tak z ziemi na taką wysokość nie poleciało… Najpierw musiałoby się znaleźć na parterze, a nie ot tak na wysokościach, nie?

W końcu się decyduję. Łapię za klamkę. Otwieram drzwi. A tam piekło. Prawie. Gorąca woda rurami zapieprza, a najwięcej z piecyka gazowego, który trzęsie się jak opętany. Normalnie jakiś diabeł z piekła rodem w niego wlazł i tarmosi we wszystkie strony. Woda z kranu już nie leci, tylko ta para rurami zasuwa. Chwytam jakąś kurtkę z wieszaka, żeby się nie poparzyć i piecyk wyłączam. Odkręcam też mocniej wodę. Po chwili, kiedy gorąca woda spływa z rur, wszystko się uspokaja. Nie mam jednak pewności, czy jakimś krucyfiksem dziada potraktować nie powinnam. Ale normalnie oczyma wyobraźni widziałam jak ja, mój piecyk, moja łazienka i moje mieszkanie (częściowo z sąsiadami) lecimy sobie w powietrze w siną dal.

Egzorcysty do piecyka nie wezwałam. Skończył biedak na śmietniku albo na skupie złomu, bo panowie, którzy go wymieniali, byli cali uchachani, że mogą sobie go zabrać. Nie wspomniałam im jednak o jego demonicznej mocy.

Od tej pory boję się wszelkich horrorów (i piecyków również). Bo takie piekło sobie zafundowałam w domu, że hej. Do grobowej deski będę pamiętać telepiące się drzwi i parę wydobywającą się spod nich.

0 myśli na “Demoniczny piecyk i tajemnicze odgłosy”

  1. Pracujemy z żoną w systemie całodobowym, aby sobie nie przeszkadzać śpimy w oddzielnych pokojach (nawet zaciemnione szyby). Z reguły znamy swój grafik, ale WTEDY tylko się domyślałem, że żona jest w pracy. I nagle w nocy – akurat nie spałem – słyszę jakiś głuchy łomot w jej szafie. Biorę giwerę, podchodzę do szafy, i wtedy drzwi same się otwierają, a na mnie wypada “trup z szafy”! Po kilku sekundach, gdy się ocknąłem, widzę, że obok mnie na podłodze leży manekin krawiecki, a nieco dalej ogromny zwój krawieckiej ceraty. To ta cerata, pod wpływem ciepła, rozkręciła się, przewróciła manekin, i razem z nim wypadła z szafy. To miała być niespodzianka żony, której zarzucałem, że ma manię kupowania ciuchów i rozdawania ich wśród koleżanek. Niespodzianka żony się udała. Przez kilka dalszych dni miałem giwerę pod poduszką.

      1. Pozostając w temacie trupów, to mój ojciec, kapitan żeglugi śródlądowej, wyszedł sobie kiedyś o świcie puścić dymka na pokładzie. Przysiadł na polerze i delektuje się dymem a nagle widzi w szuwarach nogę. też mu serce mocniej zabiło, ale on nie taki strachliwy jak ty, tylko już mu się w głowie pojawiła wizja prokuratury i innych mecyi co mu zrobią dłuższy postój jako przypadkowemu znalazcy zwłok. Już miał dzwonić i zgłaszać, ale zszedł na ląd przyjrzeć się a to był właśnie manekin. Sama w takiej sytuacji już byłabym nieźle przerażona a co dopiero jeszcze sprawdzać co to za topielec 🙂

        1. O, rany. Już pewnie bym zeszła. 🙂 Widok niecodzienny. Może ktoś specjalnie tę nóżkę tam porzucił? 😉 🙂

        2. Kilka minut temu skończył mi się dyżur w pracy, ale jeszcze nie ma zmiennika, więc “mój licznik bije”.
          W dawnych czasach mieliśmy sąsiada, który słynął z tego, że prawie nigdy nie zmieniał ubrania (poza niedzielną wizytą w kościele). Któregoś dnia mama wpada do domu z krzykiem: “Józek się powiesił na drzewie!” Gdy wreszcie sąsiedzi przeskoczyli płot i zaczęli ściągać wisielca, okazało się, że to żona Józka nie wyrobiła i nad ranem całe ubranie Józka nadziała na wiszącego na drzewie stracha na wróble. Okazało się, że strach zadziałał nie tylko na wróble, Józek wisiał “jak żywy”.

  2. Hihihi, człowiek czyta kryminały, horrory, a potem nawet piecyk jest jak największy demon 😀 Poza tym coś o tym wiem. Zaczęłam czytać “Czerwony Hotel” Grahama Mastertona i wczoraj miałam problem iść do toalety, choć mam ją zaraz obok.

    1. Bo wyobraźnia wtedy płata niesamowite figle, nie? Kurczę, ja potem nie mogę zasnąć, normalnie się boję. 🙂

  3. A ja nie mogę oglądać horrorów i thrillerów, bo strasznie reaguję – krzyczę, piszczę, jęczę, skaczę :DDDDDDD i robi się komedia 🙂
    I mnie zawsze wkurza to, że bohater idzie do ciemnego pomieszczania – światła nie masz?!!!- no drę się tak najnormalniej. bo po co lezie tam gdzie ciemno, gdzie czai się coś……grrrrrr
    Nie mogę oglądać takich filmów, bo wyobraźnia potem podsuwa własne obrazy i zasypiam przy zaświeconej lampce łypiąc jednym okiem.
    Ale ksiązki łykam. Choć drżę …..:)

    1. To widzę, że też to masz. 🙂 Niezłe są te emocje, które się udzielają w trakcie oglądania i czytania. A potem idź do łazienki… 😉

  4. no ba!!!! 🙂 nawet mi nie mów – miałam odwieczną jazdę spędzając wakacje na wsi, i np trzeba było iść do wychodka, no cóż, w wieczornym porach był plener, nie dawałam rady :DDDD -ta ręka, która miała mnie dopaść i wciągnąć prześladowała mnie nawet w cywilizowanej toalecie.
    Ja to w ogóle…
    Idę lasem i patrzę na te liście, drzewa i myślę sobie – kurde, ile tam musi się czaić kleszczy! – i tak idę i myślę i nagle coś spada na moją rękę. Atak paniki natychmiastowy – drę się piszcząc i skacząc, a mężunio leci na ratunek. I co? to tylko…………….biedronka.
    Mężuś uhahany mówi, ze jestem trzepnięta.
    Więc teraz sobie wyobraź jakie mam spustoszenie w głowie po horrorze :DDDDD

    1. Ha, ha 🙂 To cieszę się, ze nas więcej. Ja oczyma wyobraźni w lesie też widzę kleszcze, a jeszcze wilki i niedźwiedzie 😉 🙂

  5. Książki zawsze budzą emocje i wyobraźnię.
    Ja i bez nich boję się wyjść na przedpokój w nocy kiedy jest noc i ciemno wszędzie, a to długa historia. Mąż się tylko ze mnie śmieje 😛

    1. Ja bez “podkładki” w postaci horroru raczej funkcjonuję normalnie. Ale wczoraj się zastanawiałam, czy ktoś nie rzucił czasem jakiegoś uroku na nasz dom, bo w książce akurat jest taki przeklęty domek z chichoczącym złośliwie i mordującym dzieciakiem w środku. 🙂 😉

  6. Nie strasz, bo my nopwy 1,5 roczny piec mamy, i też mi para statnio po suficie poleciała. Podobne skojarzenia miałam i odruchowo popatrzyłam na zaparowane lustro czy może jaki napis nie zacznie na nim powstawać 🙂 Lubię się bać, ale gdy nie jestem sama w domu i jest jasno 😀

  7. Hahaha. Bardzo sugestywna, oryginalna i zachęcająca recenzja. Nie żebym była fanką kryminałów, ale jeśli jest tak dobry jak Larsson, to dam się namówić 🙂

  8. A wszystko przez dobór lektur -ten piecyk…
    Kiedyś czytałam opowiadania Mastertona..
    W jednym bohaterem był facet – typowy padalec bzykający na lewo i prawo i nagle – o zgrozo nie jest w stanie sikać na stojąco, mało tego ma przyjemność gdyż stał się właścicielem damskiego biustu – przemieniał się tak do czasu, przyjmował kolejne formy, aż nie trafił na tę którą skrzywdził po raz pierwszy – skitrałam się i prawie musiałam się sprawdzać – jednak ten horror był dużo lepszym wyborem – haha
    Pozdrawiam i więcej strachu przy lekturze, niż w życiu życzę
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

  9. Jako dziecko bałam się wampirów-myślałam sobie że przyjdzie takie bydlę w nocy i perfidnie mnie ukąsi.Więc spałam szczelnie opatulona kołdrą-najgorzej to było latem podczas upałów hehe…

  10. Mój ulubiony pisarz grozy to Stephen King. Nazwisko trafiło mu się w sam raz bo jest królem tego gatunku 🙂 Mam jego wszystkie powieści jakie wyszły w języku polskim. Zgaszenie światła graniczy z cudem, nie mówiąc już o wyjściu spod kołdry lub z wanny…. bo uwielbiam poczytać w ciepłej kąpieli 🙂 Interesowałam się też biografią tego pisarza, zresztą on sam jest dość otwarty, swoje powieści i opowiadania okrasza opowieścią o okolicznościach powstania utworu i dość często wtrąca akcenty biograficzne. najlepsze były pierwsze książki kiedy pisał jako bardzo młody zapaleniec, najmocniej oddziałujące na psychikę czytającego te które pisał przez pierwszych dwadzieścia lat. Okazało się, że kilkanaście lat pisał pod wpływem alkoholu i narkotyków, może nie dodało mu to talentu, ale myślę, że dzięki temu książki mają swoistą mroczność, i wielokrotnie myślałam, że ten kto to wymyślił miał nieźle “zrypany mózg “. W 1999 r. autor miał poważny wypadek, potrąciła go furgonetka. To m.in. spowodowało, że odstawił wszelkie używki. Jego książki nadal były dobre, ale to były książki bardzo sprawnego rzemieślnika, tym bardziej, że miał kontrakt zobowiązujący go do napisania o ile się nie mylę jednej książki rocznie. Były dobre, ale ten specyficzny klimat gdzieś się ulotnił. Ostatnia powieść ( już czytam – zamówiłam w przedsprzedaży i dostałam do domu w dniu premiery polskiej ) to King jakiego uwielbiam. Pełne mistrzostwo. Jest i opowieść i magia. Dobry stary King…. Mam nadzieję, że to nie wpływ dobrego starego LSD :))))) I tak, znowu boję się nawet wyjrzeć spod kołdry 🙂 a jak ktoś by chciał zacząć przygodę z jego twórczością, polecam czytać chronologicznie. Pięknie widać jak na przestrzeni lat rozwijał się Jego talent, warsztat, pomysły, jak zmieniał się On sam

    1. W październikowym numerze “Książek” jest bardzo dobra recenzja najnowszej książki Kinga, nawet mnie zaciekawiła ta książka z opisu, więc może nawet po nią sięgnę. 🙂

  11. Zresztą jak zainteresowałam się tematem to większość pisarzy wspomaga się rozmaitymi substancjami, i to nie koniecznie są pisarze grozy. Nawet nasi rodzimi pisarze, uznani, cenieni, uznani za wieszczy, wielbieni, pisali pod wpływem 🙂 Witkacy( prawie wszystko ), Hłasko( głównie alkohol), Lem (lsd), Kasprowicz, Przybyszewski i Tetmajer ( opium, haszysz) , Słowacki i Mickiewicz (opium ). Długo by wymieniać, oczywiście nie wszyscy się uzależnili ale każdy z nich napisał przynajmniej jedno dzieło pod wpływem 🙂 zresztą podobnie jak i muzycy, malarze itd… nawet Chopin ma swoje za uszami 🙂

    1. Oczywiście również Pilch, Bukowski i można by tak wymieniać bez końca. 🙂 Właśnie czytałam ostatnio, że jakby jakiś procent z akcyzy alkoholowej szedł na rynek książki (podobno są kraje, które tak robią), to bylibyśmy potęgą wydawniczą. A przecież pisarze i poeci mają spory udział w spożyciu alkoholu. 🙂 😉

  12. jeżeli mówisz o książce ” Doktor Sen ” ( bo King w tym roku wydał wiosną jeszcze ” Joyland ” ) to polecam najpierw przeczytać ” Lśnienie ” bo to troszkę kontynuacja 🙂 a może raczej wiele odwołań. Obie książki m.in. o żywych trupach i duchach więc wyobraźnia szaleje. Chociaż King nie pisze na zasadzie uuuuu duchy straszą 🙂 buduje grozę na jakimś innym poziomie. Wynika ona z tego, że porusza głębsze obszary w nas ukryte, o tym jakie figle płata nam własny umysł i o tym jak niektórzy maja ten umysł otwarty…

    1. Tak, chodzi o książkę “Doktor Sen”. Dzięki za podpowiedź. Kiedyś czytałam jakieś książki Kinga, ale to było bardzo, bardzo dawno temu, więc mniej więcej wiem, jakie on tworzy klimaty, dawno jednak do niego nie wracałam i chyba w końcu się skuszę. 🙂

  13. Co ciekawe kiedy czytam te książki po raz drugi, trzeci po kilku latach, co innego w nich odnajduję. za pierwszym razem śledzę historię, za drugim odkrywam drugie dno. na przykład ostatnio wróciłam do utworu “Sztorm stulecia ” jest to oryginalny scenariusz serialu/filmu. Kiedyś czekałam na rozwiązanie historii, miesiąc temu zwróciłam uwagę, że ta historia mogła być zupełnie inna. mogłaby gdyby bohaterowie…. ciekawe, że za pierwszym razem o tym nie pomyślałam. Zresztą to jest też chyba w ogóle taka uwaga Kinga, że wiele historii potoczyło by się inaczej gdyby bohaterowie… Może przeczytasz i ciekawa jestem czy dojdziesz do podobnych wniosków 🙂 Ale uprzedzam King uzależnia i wtedy polecam chronologicznie 🙂 On pisze też w konwencji baśni, ale ma też dwie małe książeczki które do dziś wywołują we mnie bicie serca, choć nie są opowieściami grozy, a przynajmniej nie w dosłownym sensie ” Pokochała Toma Gordona ” i ” Wielki Marsz “

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *