Wyimaginowane problemy z nazwami

Ostatnio wpadł mi w ręce ciekawy artykuł na temat pewnej wsi w Zachodniopomorskiem. Nazwa dość pospolita – Zielnowo. To podobno rodzinna wieś nieżyjącego Andrzeja Leppera. Zwróciłam na to uwagę z kilku powodów. Co prawda na swoim blogu nie mam najmniejszego zamiaru zajmować się polityką, ale muszę tutaj niestety wspomnieć o byłym wicepremierze. Jednak absolutnie nie w kontekście politycznym. Zainteresowało mnie co innego. Wyczytałam, że wójt gminy ma zamiar zmienić nazwę miejscowości na Lepperowo, by uczcić pamięć zmarłego. Podobno ma przedłożyć taki wniosek pod głosowanie.

I tak mnie to zastanowiło. Bo w miejscowości mojego poprzedniego zamieszkania pewien radny też miał genialny pomysł, by zmienić nazwę miejscowości. Po prostu chciał ją skrócić. Dyskusji było na ten temat co niemiara. Mieszkańcy oczywiście podzielili się na trzy obozy: ci za, ci przeciw i ci niezdecydowani. Odbywała się agitacja. W szkołach, urzędach, przychodniach, szpitalach, itp. porozkładane były ulotki. Odbywało się głosowanie mieszkańców. Dzieciom w szkołach organizowano pogadanki na temat wyższości jednej nazwy nad drugą.

Mnie nasunęła się od razu refleksja. Bo podobno kryzys i kasy nie ma. A nas jednak stać na fanaberie. Zmianę nazwy miejscowości właśnie uważam za fanaberię. Przecież to kosztuje. Zmiana dowodów, tablic, drogowskazów… Jak ktoś ma firmę, musi zmienić pieczątki itp. A wszystko dlatego, że kogoś poniosła ułańska fantazja, by zmienić nazwę. A po co? Mam wrażenie, że czasami, by pokazać, że „jestem radnym pełną gębą, patrzcie, działam”. O kant dupy można rozbić takie działanie. Bo przecież chociażby ulotki też kosztują. Ludzie, którzy „agitacje” przeprowadzali, podejrzewam, że nie robili tego w wolnym czasie, a raczej w godzinach pracy. W mojej byłej miejscowości stanęło jednak na tym, że nazwy nie zmieniono. Ale problem wałkowano dość długo.

Nie wiem, jak będzie z Zielnowem/Lepperowem i w zasadzie jest mi to obojętne. Tylko tak myślę, że to chyba bogata gmina być musi, że pieniądze i czas marnują na coś, co przecież i tak nie ma znaczenia. I tylko trzeba mieć nadzieję, że inne gminy, miasta i wioski nie podchwycą tematu i nie zacznie się zmieniać nazw miejscowości tylko dlatego, że w niej urodził się jakiś premier, wicepremier, minister, czy nawet prezydent. Biorąc pod uwagę to, że u nas raczej rządy zmieniały się jak kartki w kalendarzu, dość sporo innowacji nazewniczych należałoby wprowadzić. A przecież za te pieniądze można chociażby biednym dzieciakom w szkole dać śniadanie czy plac zabaw wybudować, drogę wyremontować. Bo jakie to ma znaczenie czy mieszkamy w Pcimiu Dolnym czy Górnym, jak drogi nie ma i bida aż piszczy, a pieniądze przepuszczane są na głupoty?

 

0 myśli na “Wyimaginowane problemy z nazwami”

    1. Masz rację. Gdyby mieli z własnego portfela wyłożyć, to pewnie nazwa by im nie przeszkadzała, a za wspólne, to czemu nie.

  1. Oj, chyba faktycznie bogata musi być. Co prawda za dowody os. mieszkańcy pewnie musieliby zapłacilić sami, ale dochodzą do tego jeszcze prawa jazdy, a to już przesada moim zdaniem.

    1. To się tak wydaje, ale tej wymiany jest sporo, bo i tablice (drogowe, na urzędach, instytucjach), drogowskazy, pieczątki. A i na mapach i planach należałoby zmienić.

      1. Ha ha 🙂 wyobraziłam sobie własnie taki komunikat społeczny: apelujemy do wszystkich mieszkańców naszego kraju posiadających mapy, globusy i podręczniki z geografii Polski, aby udali sie do puntu X celem wymiany w/w na aktualne z powodu zmiany nazwy miejscowości X na Lepperowo 😀

        Większość pewnie by pomyślała: ale prima aprilis to w przyszłym roku dopiero.

        Głupawka mnie bierze, nadgodziny miałam, za free oczywiście.

    1. O podręcznikach też mam zamiar napisać, bo mnie nosi. Jedna książka do historii podobno 180 zł kosztuje! Normalnie zwariować idzie. 🙁

      1. Klik dobry:)
        Mnie też nosi i też chciałam o tym napisać, tylko nie mam czasu.

        Jedna pani pracująca w księgarni postanowiła porównać podręcznik do matematyki – nowy (zalecany obowiązkowo!) z zeszłorocznym (zabroniony!). Okazało się, że zarówno teoria, jak i układ rozdziałów oraz treści w nich są identyczne. Zadania też mają tę samą treść, a jedynie zmieniono dane liczbowe. Skandal, że biedniejsze dzieci nie mogą mieć podręczników po starszym rodzeństwie, czy kupić taniej używane w ubiegłym roku szkolnym.

        Pisz, pisz. Twój blog jest nośny, więc …

        Pozdrawiam serdecznie.

      2. zastanawiam się, nad celowością reklam wołających o pomoc najuboższym dzieciom w szkole!
        Wystarczy tak niewiele jeden wydawca na długie lata i danie możliwości odsprzedaży podręczników- to przecież uczy przedsiębiorczości
        Pozdrawiam

  2. A ja uważam, że w niektórych miejscowościach skrócenie nazwy ma uwarunkowania historyczne i praktyczne. Obecnie dokumenty w większości wypisywane sa elektronicznie, ale był taki czas, że trzeba było ręcznie i pamietam jak się swego czasu naklęłam z tytułu wpisywania podwójnej nazwy miejscowej 3 razy po 30 razy na dokumentach szkolnych. I to w najlepszym wypadku! Bo czasami ten proceder wypisywania trzeba było powtarzać w nieskończoność na różnych dokumentach. Gotowa byłam sama tabliczki miejscowe w mieście, na wlasny koszt wymieniać… Nie wspomnę o tym, że powojenna nazwa była krótsza do czasu, kiedy komunistom zachciało sie mieszać… Na pocieszenie zawsze przypominałam sobie Siemianczykowczyznę…

    1. Tam gdzie są takie uwarunkowania, to można jeszcze zrozumieć. Ale w przypadku Lepperowa to czysta fantazja i totalna głupota.

  3. Wg mnie to też fanaeberia i marnotrastwo pieniędzy. Od tablic po papier firmowy…niestetety wielu rządzących nie tylko jeśli chodzi o gminy ale i firmy (bynajmniej nie prywatne firmy!) ma takie często problemy..i zmieniają co roku nazwę. By potem i tak powrócić do starej…
    co niektórzy rzeczywiście mają klapki na oczach jeśli nie widzą większych problemów.
    Czyż róża pod inna nazwą mniej by pachniała?…

  4. Prawie kawę wyplułam. Co to za pomysł?
    Urzędnicy niestety bywają nieodpowiedzialni”bawiąc się” za nasze pieniądze. Taka zmiana nazwy niesie za sobą potężne koszty. Ale za to reklama gminy za darmo :))))
    A idąc śladem pomysłu wójta to może inne nazwy miejscowości też zmienimy? umarłych polityków mamy więcej….

    1. O tym samym pomyślałam. A na stanowiskach ministrów mieliśmy do tej pory sporo, więc byłoby co zmieniać.
      Oj, tylko tej kawy wyplutej szkoda 😉 🙂

      1. oj szkoda, szkoda, ale oszczędzam każdy łyk jak mogę np. nie czytając wiadomości na onecie, bo tam co rusz jak nie kawa to “mięso” z ust mi się wyrywa 🙂 (nie że tracę język, choć to też, ale …noz klnę, bo nie mogę)

  5. Trudno komentować głupotę, zwłaszcza za nasze pieniądze. Autorzy takich pomysłów powinni być kierowani na przymusowe leczenie. A może udałoby się ich “wygłosować” przy kolejnych wyborach.
    Na marginesie jest (chyba w Walii) miejscowość, której nazwa składa się z 56 lub 58 liter. Przypuszczam, że ma jakieś uwarunkowania historyczne. W takim przypadku rozsądek nakazuje ją zmienić.
    Pozdrawiam serdecznie.

  6. Mówili nawet o tym w TV, to bardziej jako ciekawostka, bo na zmianę musi się ktoś zgodzić tam wyżej, a na to chyba się nie zanosi. Widocznie mieszkańcy tej miejscowości darzą wielkim autorytetem św. A. Lepera.
    Może na początek miech wygospodarują miejsce na jakieś pamiątki / małe muzeum?

    1. Ha, ha 🙂 Z tego, co pisali w gazecie, wynika, ze to wójt wpadł na taki pomysł, a rodzina się zgodziła. Tylko problem polega na tym, że radni dowiedzieli się ostatni. Mieli ten pomysł głosować. Ciekawe, jak to się skończy.

  7. O tym Lepperowie to słyszałam kiedyś w telewizji-myślałam że mam omamy wzrokowe i słuchowe…Nawet ciężko to skomentować-bo jak tu delikatnie można ująć totalną głupotę…?

  8. Słyszałam o tym Lepperowie. Jak dla mnie nonsens i bzdura…

    Wcześniej Katowice to był Stalinogród, oczywiście na cześć radzieckiego przywódcy Stalina…

    Jednak w tym przypadku cieszę się, że Katowice wróciły do starej nazwy.

  9. Nazwa nazwie nierówna. Nie każda przynosi korzyści. Mamy już takiego orła-polityka, wprawdzie importowanego, który od 1990 r. siódmy raz zmienił nazwę swojej partii, i za każdym razem ma się coraz lepiej. Prawica, lewica, byle do przodu!

      1. Ci, którym tylko o to chodziło – i o ile nie “ukradli pierwszego miliona” – po zmianie wahadła wyborczego lądują na zasiłku dla bezrobotnych.

  10. wiadomo, pieniądze na pierdoły zawsze się znajdą, a drogi się rozlatują, ludzie nie mają się jak leczyć.. bo na takie sprawy pieniędzy nie ma. 🙂

  11. Chyba niektórym ludziom przy władzy przewraca się w głowie od możliwości zawiadowania dużymi środkami z państwowej kieszeni. Właśnie przeczytałam w Angorze, że MSZ wydało 300 000 zł na 28 foteli! NIK się tym teraz zajął.

  12. To ja może nie w temacie skomentuję, choć muszę przyznać że zmiana nazw miast i wsi jest delikatnie mówiąc naciągana, ale czytam twoje archiwum, bo nie od samiutkiego początku tu jestem. Nadrabiam te kilka miesięcy gdy mnie nie było i bawię się rewelacyjnie, choć nieliczne wpisy są smutne i refleksyjne.
    Ale musze przyznać, że jako człowiek pracy odwaliłaś kawał dobrej roboty i jak tak się poczyta kolejno to można wyczuć lekką zmianę stylu, na lepsze oczywiście 🙂
    I cóż mogę dodać… pisz kobieto! … kuro! ktokolwiek, ale pisz!

    1. A wiesz, że ostatnio też mnie wzięło na taki przegląd. I zmianę również zauważam. I też stwierdzam, że na lepsze.Dlatego nie ustaję w pisaniu, kto wie, co będzie za rok. 😉 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *