Mam drzwi!

Mam w końcu drzwi! Wiem, że to żadna rewelacja. Że wynaleziono je dość dawno, też wiem. No, ale w naszym domku ich nie było. To znaczy były do łazienki i piwnicy (i wejściowe oczywiście), ale już w pokojach niekoniecznie. Poprzedni właściciele mieli gwoździe nad drzwiami poprzybijane i zasłonki rozciągnięte. Jak oni zrobili w tych warunkach trójkę dzieci, nie wiem. Chociaż pierwsze pewnie całkiem spokojnie, gorzej z następnymi.

Co prawda Jajo ma pokoik na górze, ale jednak łazienka jest obok naszej sypialni, która oczywiście do tej pory stała otworem. Bo zasłonek dźwiękoszczelnych chyba jeszcze nie wynaleziono. Najgorzej jednak było, kiedy przyjeżdżali goście, bo żadnej intymności ani my, ani goście nie mieli.

Ostatnio była u nas moja 86-letnia babcia – fanka pewnego radia zrzeszającego miłośniczki moherowych beretów. I to w dodatku jeszcze taka na wpół przygłucha. Wiadomo, jak to w tym wieku. I dzięki babci lekką traumę pewnego poranka przeżyliśmy. Co ja mówię “poranka”. Toż to świt ledwo był. A tu właśnie jakieś modły nas obudziły, bo babcia z radyjkiem swoim ustawionym prawie na cały regulator, modły do Absolutu wznosiła. A my jak się obudziliśmy, to pierwsza myśl: „Co jest? Co się dzieje?” Za oknem jeszcze ciemno, a tu takie hałasy. I tak kilka różańców chyba babcia do rana zdążyła odmówić.

I kiedy nam w końcu zamontowano futryny i drzwi z odpowiednimi uszczelkami, patrzę a Mężuś wchodzi do pokoju, w którym wcześniej spała babcia, i odpala na cały regulator radio (to samo co babcia), zamyka drzwi i wychodzi. Ja w szoku. Bo już nie wiem, czy Mężuś jakiegoś pomieszania nie dostał. Pytam, o co chodzi. A on mówi, że sprawdza szczelność drzwi i jest spoko. Możemy więc bezstresowo sobie w naszej sypialni hałasować, jak tylko zechcemy. I nawet modły wznosić wniebogłosy. I inne odgłosy wydawać, w zależności od nastroju i ochoty. No, to teraz mamy pełny komfort. A wczoraj Jajo odleciało (a niby jaja nie latają, kurczaki i kury też podobno nielotki), tym razem do Norwegii i znów luz-blues będziemy mieli i na golasa znów poganiać będzie można ku zgorszeniu naszego sierściucha. A i zapomniałabym dodać, że jedynym osobnikiem niezadowolonym z wstawienia drzwi jest właśnie kot. Bo mu Mężuś od razu ograniczył dostęp do drukarki, na której sierściuch miał punkt obserwacyjny i legowisko. Kot zdziwiony, lekko orientację stracił, bo jakże to tak drzwi mu pozamykać! I teraz wieczorem, jak już wyczuje, że my do łóżek się szykujemy, zasuwa pędem do pokoju i pod biurkiem się kamufluje, coby nikt go nie wywalił.

A ja cieszę się nieustająco i głośno. Mam drzwi! Ha!

0 myśli na “Mam drzwi!”

  1. Skoro Jaja nie ma,to narazie Wam drzwi nawet niepotrzebne;)Ty masz drzwi,a ja ściankę do łazienki:)Wczoraj znajomy nam ją postawił.Jakoś tak się ciaśniej zrobiło,ale też się cieszę z tej ścianki,bo widać postępy pracy,no tak jakoś jednak lepiej z ścianką:)Drzwi zamontujemy później.W poniedziałek może wylewkę mąż będzie robił.Będzie miał urlop,to coś podziałamy:)

    1. Człowiek się cieszy z drobiazgów. I fajnie. A Jajo niedługo wróci, więc drzwi na pewno się przydadzą. Głupio tak było bez drzwi, bo czasami trzeba po prostu zamknąć pokój. 🙂

  2. drzwi to dobry wynalazek jest 🙂 🙂 a co do robienia 3 dzieci… cóż, małe dzieci bardzo często nie narzekają na problemy ze snem to jedno, a drugie – brak drzwi w pomieszczeniach przy 3 dzieci to oszczędność na wybijanych szybach i hałasie, bo nie ma czym trzaskać 😛 😉

  3. z kotkiem trzeba uważać, bo jak wejdzie wieczorem, Wy zamkniecie drzwi, a kotu się za przeproszeniem siku zachce w nocy i nie będzie miał jak się dostać do swojej kuwetki, to może kąt sypialni “uperfumować” (czytaj “zasikać” ). Lepiej go odzwyczaić od wchodzenia do tej sypialni. Co do wczesno porannych modlitw, to pastor z naszego kościoła również ma zwyczaj rozpoczynać dzień o 6 rano wysławianiem Stwórcy. Oboje z żoną modlą się razem i śpiewają bardzo głośno a zważywszy że ostatnie modlitwy wznoszą o północy (również bardzo głośno ) to mniej uduchowieni sąsiedzi zaczęli już się skarżyć. Dlaczego ciągle krzyczycie? A oni na to: my nie krzyczymy, tylko się modlimy!

    1. Kot na szczęście do sypialni nie wchodzi, tylko do pokoju, w którym mamy książki (taka moja “biblioteka”). A tam staram się nie zamykać, właśnie dlatego żeby go nie zamknąć. 🙂

  4. A sąsiedzi też mają dźwiękoszczelne drzwi i okna? Zakładam, że mieszkasz w blokach, loftach, albo w jakimś segmencie. 😉 🙂
    A skoro temat wielowątkowy, to i odpowiedź podobna. Otóż kiedyś “przed” moja partnerka uprzedziła mnie, że “podczas” lubi wydawać dziwne odgłosy i zapytała czy nie bedzie to przeszkadzało. Jako rasowy samiec z chęcią na to przystałem. Jednak “podczas” – a było to ok. 23 godz. – zaczęła wydawać przeraźliwy świst i charkot podobny do ruszającej lokomotywy Tuwima, potem rozległ się indiański okrzyk wojenny, aż wreszcie zaczęła cwałować. Na szczęście sąsiad rano tylko spytał się co za film oglądaliśmy wieczorem …
    Myślę, że to była trauma podobna do modłów Waszej babci.

    1. Ale zobacz, jak dzięki temu ją pamiętasz. 😉 A co do sąsiadów, to mam ich na tyle daleko, że mogę sobie spokojnie głośno różne odgłosy wydawać. 😉 🙂

      1. Obawiam się, że jak ja byłem zapamiętany (podobno robimy “podczas” bardzo głupie miny).
        A skoro u Ciebie sąsiedzi daleko, to można sobie zafundować nie tylko indiańską ścieżkę wojenną, ale i całą wojnę konfederacką.

  5. Jak człowiekowi niewiele do szczęścia potrzeba 🙂
    Moja Babcia całą noc słucha radia bo mówi, że nie może spać w ciszy i musi jej coś szemrać. Tylko to szemranie oznacza ryczące radio na cały regulator, bo też lekko przygłuchawa 🙂

  6. moja babcia mieszkała w bloku i wprawdzie radia maryja nie słuchała ale lubiła oglądać tv, a że była lekko przygłucha, to sąsiad odgrażał się, że policję wezwie. Tam w ogóle strasznie delikatni ludzie mieszkali 🙂 mnie mało rzeczy przeszkadza – no chyba, że sąsiad nam zalewa mieszkanie jak ostatnio, wtedy się wkurzam.

    1. W poprzednim miejscu zamieszkania miałam takich, co mnie notorycznie zalewali. Kiedyś się obudziłam, bo słyszałam, jak w przedpokoju woda z sufitu kapie. Pobiegłam w środku nocy do nich, bo łazienka i przedpokój po kostki w wodzie, a u nich sucho. Okazało się, że jakaś rura pod wanną im pękła.

  7. Ale Ci zazdroszczę! Poważnie.
    Bo do tej pory nie mam drzwi w kuchni. Miało byc na próbę i na prośbę męża, ale jednak wolę się zamykać w kuchni i tak marudzę o nie od kilku m-cy.

        1. Aaa 🙂 Co prawda, nie wiem, jak tam masz i gdzie te drzwi miałyby być, no, ale jak potrzebne, to trzeba by zrobić. 🙂

          1. Jak mawiają na Kociewiu (wiesz, tam gdzie koty się kocą) “szału nie ma”. Ale to nic. Dowiesz się wkrótce, niech mnie tylko szefowa z pęti (taka podobno deklinacja) uwolni. Zapraszam;)

  8. I ja również nie posiadam drzwi-ale myślę o tym że w końcu trzeba-bo cholera dzieci coraz większe-ale maja twardy sen ,więc na razie jest ok hihi.W obecnej chwili modlę się o deszcz ,jakieś ochłodzenie chociaż chwilowe-bo miało być a nie ma….U was też taka duchota?

    1. Ania, czytałaś może książkę “No limits”?Przedstawiciel handlowy pytał, czy wiem kto ją napisał, bo chce ją przeczytać. A ja nie wiem.

      1. Nie czytałam. To napisał Pałkiewicz. On chyba jest podróżnikiem, czy kimś takim. 🙂 Pisze o przetrwaniu w dżungli i takie tam. 🙂 To raczej nie mój typ książek, nie znam, więc trudno mi oceniać. Ale jak ktoś się interesuje czymś takim, to może być ciekawe. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *