Kot i żaba

Że mój kot jest gruby i leniwy, to stali czytelnicy tego blogu wiedzą. No, ale tym razem to jego lenistwo przeszło samo siebie.

Siedzimy na tarasie, patrzymy, a kot jakoś tak dziwnie podskakuje. Bawi się. Żabkę sobie wynalazł. I ją bach łapką. Żabka skok. To on za nią. I znów łapką trąca. Jednak żaba ile może uciekać przed takim włochatym zwierzem? Udaje, że nieżywa. Nie rusza się, więc Nutuś ją łapą pac po łepetynie. Jakoś taka niefajna ta zabawka, kiedy się nie rusza. A ponadto ile można tracić energii, podskakując za żabą? Ileż to straconych niepotrzebnie kalorii, przecież z takim trudem zdobytych? Kot się zmęczył.

Za chwilę patrzymy, co grubas robi i normalnie oczom nie wierzymy. Leży do góry brzuchem, łapska wyciągnięte. Zadowolony. Patrzymy, a on pod głową ma żabę.

Żaba w tej samej pozycji co kot. Brzuchem do góry. Sprawdzam. Żyje. Ciągle jednak udaje trupa na wszelki wypadek. Pewnie nie spodziewała się, że jako poduszka sierściuchowi posłuży. Doszła do wniosku, że stawianie oporu nie zda się na nic, więc lepiej być uległą. A ten się katula zadowolony, że tak się wszyscy nagle nim zainteresowali. Kula się po tej rozkraczonej żabie, która powraca do wyjściowej pozycji i pewnie tylko czeka by czmychnąć. Na zdjęciu wyglądają, jakby to kumple dobrzy byli. Pięknie się przytulają. Normalnie pełna integracja międzygatunkowa.

Podejrzewam, że ta żaba to stała mieszkanka naszego ogrodu, nie bardzo ma gdzie się wyprowadzić, bo ogródek siatką przeciw sierściuchowi ogrodzony i ani myszka się przeciśnie. Już kilka razy widziałam, jak żaba bezskutecznie próbowała się wcisnąć w oczka siatki. No, chyba, że przejdzie na solidną dietę, to może wtedy da radę.

Nie wiem, ile tych żab u nas mieszka, ale zawsze widzę jedną. Nie wiem jednak, czy ciągle tą samą. Choć żaba żabie nierówna, dla mnie każda wygląda tak samo.

I wczoraj usłyszeliśmy z Mężusiem dziwny pisk dochodzący z ogrodu. Patrzymy, a tam żaba z piskiem podskakuje, a kot za nią. Tak się darła w niebogłosy, że wybiegliśmy z domu, by spojrzeć kto kogo morduje. Ale nie. „Bawią się”. Żaba ucieka z piskiem, kot za nią. Prawie tak samo podskakuje. I tak w koło ogrodu, po trawie. Żaba z piskiem, a Nutuś w milczeniu podąża zadowolony jej śladem. A to go zaskoczyło, bo pewnie nie spodziewał się, że „zabawka” takie fajne odgłosy wydaje.

I powiem szczerze, że jedyne żabie dźwięki, o których wcześniej miałam pojęcie, to kumkanie. A tu okazuje się, że i piski przeraźliwe żabska w pakiecie mają. Pewnie na samą myśl, że znów za poduszkę sierściuchowi posłuży takiego przyspieszenia urozmaiconego wrzaskiem dostała.

A i jeszcze przy okazji słów kilka z frontu Mężusiowo-Nutusiowego. Wciąż prowadzi Mężuś, Nutuś zaprzestał prób forsowania siatki, chociaż ostatnio pojawiło się pewne ryzyko. Ni stąd ni zowąd w naszym ogrodzie ku zaskoczeniu naszego sierściucha pojawił się kot weterynarza – Fifek. Nutuś zdziwiony chciał go powąchać, ponadto przecież był na swoim terenie, to czego się miał bać. Nawet to, że Fifek dużo większy od niego nie zmusiło go do ucieczki. I kiedy to zobaczyliśmy, od razu wyszliśmy do ogrodu podejrzeć, co się będzie działo. Fifek się nas wystraszył i próbował uciec, ale przecież wokół siatka albo ściana. Z dachu łatwo zeskoczyć, ale wdrapać się po murze, to już nie tak prosto, o czym kocur się przekonał na własnej skórze. Już myśleliśmy, że trzeba będzie go odnieść, ale kot się zdenerwował i w afekcie płot przeskoczył. Z trudem, bo z trudem, ale dał radę. Nutuś to widział. Oczywiście zdziwił się bardzo i długo w tym miejscu przeszkodę badał. Jest więc prawdopodobieństwo, że po tym, jak mu Fifek pokazał, jak to się robi, może spróbować płot sforsować górą. Co prawda Fifek większy, smuklejszy i bardziej zaprawiony w bojach, bo to on raczej rządzi okolicą, a nasz biedny wykastrowany Nutuś mógłby za osiedlową sierotę robić. No, ale Fifek pewnie mu na ambicję wjechał i tylko patrzeć, kiedy nasz sierściuch zacznie trenować i podciąganie ćwiczyć. Oczywiście, jak się w końcu porządnie wyśpi i jakiejś karmy energetyzującej dostanie.

***

PS  A to mój wczorajszy wypiek, bo w weekend znów mam gości. Niestety poszłam po najmniejszej linii oporu i przyznaję się do tego bez bicia. Babeczki zrobiłam z gotowej mieszanki (z różanym nadzieniem) i przyozdobiłam bitą śmietaną z odrobiną wody różanej i ociupinki czerwonego barwnika. Na górę poszła borówka z własnego ogródka. Będzie jeszcze sernik na zimno z czarną porzeczką, zdjęcie wrzucę w poniedziałek.

0 myśli na “Kot i żaba”

  1. Oj jak ja uwielbiam koty! Wczoraj byłam u krawcowej to ona ma trzy dwa rude i jednego śnieżnobiałego. Cudne po prostu!
    Z kolei dziś jedziemy na wakacje i tam też będzie mój kot z rodzicami więc zobaczę moją psotkę hi hi może da mi się pogłaskać, bo mój kot ma zapędy arystokratyczne pt nie rusz nie dotykaj chyba, że pozwolę. Inaczej syczy i rzuca się. Istnieje prawdopodobieństwo, że mnie nie pozna i nie da się tknąć….
    Twój kot przeszedł do next level – nie mąż kontra kot, tylko kot kontra żaba, a może znalazł sobie przyjaciela, ten pomiałczy, ta pokumka ? Może być ciekawie póki żabka żywa…

    1. Mój to do głaskania jest pierwszy. Nawet jak ktoś przychodzi i mu podpasuje, to od razu pakuje się na kolana. Taki pieszczoch. 🙂
      A ja kiedyś kotów nie lubiłam, wolałam psy (oczywiście kiedy nie miałam własnej rodziny). Ale jak Jajo znalazło tego “rasowego” Nutusia za złotówkę, to zgodziłam się, żeby (paradoks) nie mieć psa, bo z psem za dużo obowiązków, a jak już był kot, to nie było mowy o psie. 🙂 Taka sprytna byłam. A teraz Nutuś jest moim kocurkiem. 🙂

    1. Dzięki, właśnie za chwilę będę goście. Jaja kuzynka z rodzicami i moje dwie ukochane koleżanki z poprzedniego miejsca pracy. 🙂 Idziemy dziś wieczorem w miasto 😉 😉 😉

  2. Ze mnie jest straszna “kociara” ale na trzymanie w obecnym mieszkaniu kotka się nie decyduję, bo to by była droga przez mękę dla zwierzaka, cały czas w zamknięciu, na podwórze bym go wypuścić nie mogła. Ale po przeprowadzce ( o ile ona nastąpi w tym stuleciu ) na pewno zamieszka z nami kot, już zapowiedziałam to mężowi, który za kotami średnio przepada 🙂

    1. Ja kiedyś kotów nie lubiłam, wierzyłam stereotypom, że koty wredne i nie przywiązują się do właścicieli. Nic bardziej mylnego. Mój sierściuch ewidentnie jest związany ze mną, nawet weterynarz to zauważył. Tuli się do mnie, jak się czegoś boi, tęskni, kiedy mnie nie ma. Chodzi za mną krok w krok i nie lubi być sam. 🙂 Polecam. Koty są super. Mama mojego była syjamem, a podobno to są takie psie koty. I faktycznie tak jest, mój nawet aportuje, zawsze przyjdzie, kiedy go wołam. 🙂

      1. kiedyś, dawno, dawno temu miałam kota. Strasznie był do mnie przywiązany, najlepiej lubił spać obok mnie i tulić się do głowy. Zostawiał w moich włosach pełno białych kłaków. Podobno koty lubią leżeć przy tych częściach ciała właściciela, które szwankują, co mi daje trochę do myślenia, bo ten mój zawsze przy głowie…..czyżby mi na rozumie czegoś brakowało?

  3. Ja bardzo lubię koty, ale jeden taki mnie toksoplazmozą zaraził, strasznie to przechorowałam:(

    A miałam i ja swojego kotka, Bakusia, to był dopiero agent. Ale to dluga opowieść by była i fotkami musiałabym poświadczyć. Powiem jedno – mleka nie cierpiał, ale piwo, wodę z ogórków, chipsy, ser feta KOCHAŁ! I wogóle miał jakieś dziwne zachowania i zachianki. Też kastrowany – może dlatego?:D

    1. Dobre. Mój, jeżeli chodzi o jedzenie i picie, jest tradycjonalistą. Mleczko lubi, mięsko również, a i rybką nie pogardzi. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *