Wiśniowo-czekoladowe smaki

 

W poniedziałek miałam niezwykłego gościa. Odwiedziła mnie Justyna – czytelniczka mojego blogu. Niektórzy może kojarzą ją z pozostawianych tutaj komentarzy. Justyna pochodzi z okolic, w których obecnie ja mieszkam. Ona natomiast od 20 lat mieszka we Włoszech i przyjechała do Polski z dziećmi. Świetnie te jej krasnale nawijały po włosku. O, i jakie piękne czarnookie dzieciaki. Ciemne włosy, ciemna karnacja. A Justyna drobniutka niebieskooka blondyneczka. Poplotkowałyśmy troszkę.

Upiekłam na jej przyjazd kruche ciacho z wiśniami. Miało być z malinami, ale akurat na targu w sobotę nie było już malin, więc poświęciłam się i wypestkowałam cały kilogram wiśni. A wyczyn to nie lada, bo nie mam drylownicy.

I muszę przyznać, że robiłam to kruche ciasto już z różnymi owocami: malinami, truskawkami, morelami i wiśniami. Moim zdaniem, najlepsze z malinami, bo najbardziej aromatyczne. A najstarszy syn Mężusia, który już te wszelkie wariacje próbował, stwierdził, że z wiśniami najsmaczniejsze. Wszystko oczywiście kwestia gustu. Niewątpliwie jest to jednak bardzo dobry przepis. Ciasto kruche genialne i do tego pianka, i owoce. Mniam, mniam.

Zostało mi prawie połowę wypestkowanych wiśni, więc zrobiłam frużelinę (dałam na oko cukru, żelatyny i mąki ziemniaczanej). Nawet nie myślałam, że to tak proste i tak genialne, bo nie za słodkie, lekko kwaskowe, fajna konsystencja. Tym bardziej, że u nas taką gotową frużelinę w puszce raczej trudno kupić, a tu no proszę, z resztek wiśni wyszła domowa. Idealna do naleśników czy gofrów. Już obiecałam mojej rodzince gofry na wiśniowo (tylko nie wiem kiedy).

Co prawda w trakcie przygotowywania frużeliny o mało nie zamordowałam swojego sierściucha, który ma dziwny nawyk sprawdzania, co gotuję i jak tylko widzi, że ja w kuchni przy garach, to siada na dywaniku i obserwuje. A niech ja tylko na chwilę wyjdę i gary zostawię samotnie, to od razu wskakuje na kuchenkę i włącza ją swoimi łapskami, spacerując oczywiście po przyciskach. Już mi tak jeden garnek spalił, bo jak na kuchence coś stoi, to się włączy podgrzewanie. Za każdym razem, jak kończę gotowanie, muszę zabezpieczać płytę jak przed małym dzieckiem, bo sierściuch paradę po przyciskach robi i jeszcze mi chatę z dymem puści. Raz niestety się zdziwił, bo wskoczył akurat na gorące miejsce. I takiego przyspieszenia dostał, że w sekundę był w ogródku. Niestety nie zraziło go to nic a nic, pokusa żarcia silniejsza.

A propos sierściucha i wojny, jaką toczył z Mężusiem o swobodne przejście do sąsiadów, to ogłaszam, że jednak Mężuś wygrał. Kot przestał forsować ogrodzenie. Poddał się po ostatniej chorobie. Nie wiem, więc czy Mężuś nie zastosował jakiejś broni biologicznej przeciwko Nutusiowi, że biedak się pochorował i odpuścił. Poddał się. No, chyba że to taka zmyłka, uśpienie czujności przeciwnika.

A wczoraj machnęłam ciastka mega czekoladowe.

Niedawno przez pomyłkę kupiliśmy dwa kg mąki pszennej razowej i w końcu trzeba ją na coś zużyć (co prawda z dwoma kilogramami to się będę bujać przez następny rok). I znalazłam przepis. Dosypałam jednak więcej mąki (tej razowej), bo jak dałam tyle co w przepisie, to ciasto było rzadkie. Dodałam też trochę (na oko) płatków owsianych, coby zdrowiej było, dałam o połowę mniej czekoladowych kulek do zapiekania (bo więcej nie miałam). Wyszły pyszne, choć uważam, że spokojnie można dać trochę mniej cukru.

I dzięki temu mamy wiśniowo-czekoladowy tydzień.

 

0 myśli na “Wiśniowo-czekoladowe smaki”

  1. Mniam Mniam jak to mówi moja latorośl na coś rewelacyjnego 🙂
    mnie wychodzą same zakalce ostatnio, ot co zasługa piekarnika 🙂 zostaje mi tylko patrzec w ekran i się ślinić do Twoich słodkości 🙂 można przytyć od samego gapienia się. Jak dobrze, że nie jestem na diecie 🙂

    1. To ciasto kruche Ci polecam, tylko że jest pracochłonne, bo się je mrozi, potem trze. Chyba jeszcze nie było takiego przypadku, żeby się nie udało. 🙂 I widziałam w necie, że dużo osób je proponuje na blogach kulinarnych.

  2. To kruche ciasto wygląda cudownie pysznie! Ja ostatnio też miałam jakiś taki czas i chęci na pieczenie czegoś, choć nie jestem mistrzynią, ale jak mam wenę to zawsze się uda 🙂

  3. Mmmmm jakie ciacho!Ja czekam na śliwki-bo ślinotok mam na myśl o knedlach…A i duże gratulacje dla Mężusia-biedny Natuś musiał skapitulować.

    1. Mam nadzieję, że skapitulował na całego i że za miesiąc nie rozpocznie od nowa forsowania płotu. 🙂
      A knedle są pyszne. Niestety u mnie w domu nikt ich nie lubi, więc odpada. Ale na przykład powidła śliwkowe? Pyszne 🙂

    1. Wiśniowe już wybyło, ale są ciasteczka. 🙂 Zresztą zanim byś się doturlała pociągiem, upiekłabym coś nowego 🙂

  4. Klik dobry:)
    Przypuszczam, że to tylko chwilowe zawieszenie broni. Kot podobno musi być panem i zwycięzcą.

    Byłam kilka dni na wsi, gdzie piekli podobne ciastka z wiśniami. Cały czas w tych ciastkach, a wcześniej w wiśniach posypanych cukrem kot buszował i nie było silnego, który by go przepędził. Nawet niektóre wisienki w ciastkach były zapieczone z kępkami sierści. Fuj! Jak sobie zbrzydziłam takie pyszności.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Moje ciastka są w ceramicznym słoju, więc bez kota. A kot włazi na blaty dopiero, kiedy ja wyjdę z kuchni. Taki cicho-ciemny. I wychował nas wszystkich, że nic na blatach nie zostaje 🙂

  5. Witam , jestem stałym czytelnikiem lecz nie zabieram tu głosu by nie zakłócać harmonii w kobiecych tematach 🙂 Mam pytanie natury technicznej , widząc kolekcję twoich udanych wypieków .
    Jakiego używasz piekarnika i jakie masz ustawienia co do pieczenia , czy używasz termoobiegu . Niestety moja mama nie jest zadowolona z obecnej kuchenki i ciężko ustawić ten piekarnik by wyszło dobre ciasto . Prawdopodobnie przyczyną jest to że dolna grzałka ma moc mniejszą niż górna niestety . Mam w planach kupno dla niej drugiej kuchenki , może masz jakieś rady ?

    1. Ja z mojego piekarnika jestem bardzo zadowolona. Jest z funkcją pieczenia na parze. Piekę właśnie często w ten sposób serniki. A kuchenka jest kupiona razem z meblami w IKEI, oni chyba mają Elektroluksy. Sprawuje się naprawdę rewelacyjnie, więc śmiało mogę polecić.
      Na termoobiegu raczej nie piekę. Ustawiam góra-dół i odpowiednią temperaturę. Ciasteczka na przykład piekłam w 190 stopniach, ciacho w 180.

  6. Popraw sobie “prawię”na prawie:)
    Z tymi ciastkami,to mnie też nosi:)Tym bardziej,że są czekoladowe.
    Gratulacje dla mężusia.
    Ps.Wysłałam Ci maila;)

        1. Ja je trzymam w ceramicznym słoju, są tak w razie “w” 😉 Dzisiaj zaniosłam kilka do spróbowania męża siostrzenicy, coby miała w pracy do kawki 🙂

  7. kruche z wiśniami… mmmm 🙂 uwielbiam też z porzeczkami. Ostatnio robiłam fale dunaju z malinkami, bo wiśni nie chciało mi się drylować, też pyszne 🙂 Ale mi narobiłaś smaka, już wiem jakie mam plany na popołudnie 😉

  8. Hihihi, dziękuję za “drobniutką” 😉
    Ciasto było mniam… ja wiśnie bardzo lubię. Dziś za to przeszłam się do lasu z jaskiniowcami i nazbieraliśmy niechcący litr malin 🙂 Mieliśmy ze sobą tylko plastikowe butelki i te napełniliśmy. Teraz babcia zrobi nam soczek. Może kiedyś wybierzemy się specjalnie w tym celu i zrobimy potem tę frużelinę. Kusi mnie.
    Wyobrażam sobie Nutusia z przyspieszeniem 😀

    1. Właśnie zauważyłam podczas naszych rowerowych wypraw, że tutaj w lasach jest dużo malin. I jakie aromatyczne! 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  9. OOOO!!! widzisz i już wiesz jak robić frużelinkę do dziury w serniku 🙂 🙂 🙂 to teraz jeszcze taki szybki na serku zakupionym w biedronce (bo ładnie opada i duży krater na dużo wiśni się robi) serniczek wiedeński i… niebo w gębie 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *