Jak mi suknię ślubną podmienili

Ostatnio zastanawiałam się nad tym, czy jestem przesądna. I stwierdzam, że chyba nie, chociaż gdybym była, być może uchroniłoby mnie to od przynajmniej jednego doświadczenia. Nie nazwę go błędem, bo jednak w wyniku tego „doświadczenia” przyszło na świat moje kochane, już lekko wyrośnięte, Jajo.

Jak każda przyszła panna młoda, marzyłam o pięknej białej sukni. Był to rok 1993, więc nie szerzyło się jeszcze ślubne szaleństwo z pogranicza cyrku i teatru.

Zaczynały się wtedy pojawiać wypożyczalnie sukien ślubnych. Żeby było taniej, bo przecież studentka groszem nie śmierdzi, postanowiłam wypożyczyć, bo przecież to tylko na jeden raz. Znalazłyśmy z mamą wypasioną wypożyczalnię, taką, która się w regionalnej TV reklamowała. Pojechałyśmy. Salon piękny. Panie sympatyczne. Opowiadam, jak bym chciała wyglądać. To miała być skromna sukienka, bez żadnych falbanek, kwiatków i innych błyskotek. Pani mi wynalazła. Piękną, skromną satynową sukienkę. Jej jedyną ozdobą był tren. Zadowolona zarezerwowałam suknię dwa miesiące przed ślubem. I żyłam sobie przez ten czas w błogiej świadomości, że suknia taka cudowna i że na pewno tam na mnie czeka z utęsknieniem.

Miałam ją odebrać w czwartek, tuż przed ślubem, który miał się odbyć tradycyjnie w sobotę.

Jadę sobie z rodzicami do Szczecina po odbiór sukienki. Podaję pani kwitek. Pani szuka. Druga robi nam kawkę, każe się rozgościć. Siadamy z mamą. Czekamy. Ja uchachana, bo przecież o białej sukni marzy każda dziewczynka. Chce raz w życiu poczuć się jak księżniczka, nawet choćby to miała być wypożyczona suknia.

Pani wraca. Podaje suknię. Ale już widzę, że coś nie tak, że tamta wyglądała inaczej. Ponadto tamta była śnieżnobiała, a ta jest lekko kremowa.

No, ale myślę sobie, że może ją w tym czasie wyidealizowałam. Mierzę. A tu dupa. To znaczy dupa się mieści, ale brzucho (choć wtedy było w sam raz) ni jak się dopiąć nie da. Suknia za krótka chyba z 30 cm, przy tym za ciasna. Mówię pani. A ona na to:

– Może pani przytyła? – pyta. Ja w śmiech. Niestety histeryczny, bo 7 kg schudłam przed ślubem z wrażenia, że to już.

– I może urosłam? – pytam już prawie przez łzy.

– No, tak – mówi pani i idzie szukać innej. Po chwili wraca i mówi, że pomyliły sukienki i moja właśnie jest w pralni, a potem jedzie do krawcowej, bo tren jest zniszczony i nadaje się do obcięcia. No, ładnie. Moja mama załamana. Ja już prawie ryczę jak bóbr. Bo jakże to? Nikt nie raczył mnie powiadomić, że suknia zniszczona?! Pani przeprasza. Szuka czegoś innego. Okazuje się, że przy moim wzroście nie jest łatwo. Jest 6 sukienek, które pasują na długość, ale są albo za szerokie, albo za wąskie, albo tak brzydkie, że łzy już zasuwają po moich policzkach jak szalone. Mama zdesperowana, prosi już o jakąś ze sklepu, nie z wypożyczalni, bo może kupimy w takim razie. Jednak okazuje się, że jedyna, w której wyglądałam jak cię mogę (czytaj: jak beza), to jakiś hiszpański model – hit w modzie ślubnej. Tak przynajmniej zapewnia nas pani. No i miałam suknię niczym bezę, z kilkoma rzędami falbanek. Bo przecież to hiszpańska! W ogóle wyglądałam jak jedna wielka falbanka. Co prawda na weselu wszystkim się ta suknia podobała. Babcia piała z zachwytu. Może i była ładna. Może. Ale ja chciałam skromną i prostą, bez falbanek…

Mogłam już wtedy wiać stamtąd, odwołać ślub i tyle. Ale ja nie. Uparłam się.

Najpierw odbył się ślub cywilny. I tu znów znak. Pani urzędniczka prosi nas i świadków do siebie. Prosi o dowody. Dajemy. A tu nagle świadek:

– Ja nie mam dowodu – mówi zadowolony. My na niego. Jak to nie ma?! Urzędniczka nie wierzy, mówi, że bez jego dowodu ślubu nie będzie. A świadek na to:

– Ale ja kłamać nie będę, powiem prawdę – wszyscy w śmiech. W końcu pani daje nam parę minut na przywiezienie dowodu. Czekamy. Już za nami kolejka, bo następni młodzi czekają. My tamujemy ruch. Też mogłam wtedy uciec, opatrzność dawała mi czas na zabranie nóg za pas. Ale nie.

W końcu urzędniczka dała nam ślub. Potem odbył się kościelny.

Msza. Ksiądz daje komunię. A tu nagle opłatek wypada mu z dłoni wprost w moje białe kwiaty. Ja w śmiech, bo ileż można. Ksiądz w panice grzebie łapą w kwiatach. I szepcze, że musimy go znaleźć, nowego dać nie może. A że wiącha była spora (bo przecież zamawiana pod skromną sukienkę), szukamy. W końcu jest! Pokazuję księdzu palcem. Odetchnął.

Tyle sygnałów, żeby jednak ślubu nie brać, a ja i tak w to zabrnęłam. Brakowało jeszcze tylko czarnego kota robiącego bramę i trzymającego w mordzie tabliczkę „Spieprzaj czym prędzej!” Zamiast palnąć się w łepetynę i wyciągnąć wnioski ze znaków, które dawała mi opatrzność, to ja jak ten koń z klapkami na oczach przed siebie…

A nasze małżeństwo trwało dokładnie 13 lat. Przypadek?

0 myśli na “Jak mi suknię ślubną podmienili”

  1. Podziwiam Cię,że tej kobiecie oczu nie wydrapałaś,bo ja bym chyba tak zrobiła.
    Cóż,nie dla każdego 13ty jest szczęsliwy:(Dla mnie 2 tygodnie po ślubie,13ty w piątek był szczęśliwy,bo znalazłam 300zł;)

    1. Jak bym jej wydrapała oczy, to by mi nie znalazła innej sukienki po omacku 😉 😉 Wkurzyłam się, ale cóż było robić. Ślub było pojutrze, sklepów z sukniami wtedy też nie było tak dużo. No, ale jakoś poszło. Ale przesądna dalej chyba nie jestem 😉

        1. Pamiętam, pisałaś o tej fryzjerce. Człowiek się wkurza, ale nawet jak nawtyka winnemu jego zdenerwowania, to i tak naprawdę przez to nic zyskuje.

      1. Ja jak wychodziłam za mąż, a było to niecały rok temu 11 sierpnia, to na pół roku wcześniej miałam totalną tremę… na dwa tygodnie przed godziną zero wszystkie obawy puściły… gdy dzień wcześniej dzwoniłam do zespołu, który miał bawić gości na weselu i usłyszałam, że cała ekipa leży w łóżku lecząc ostre przeziębienie to zrobiło mi się lekko niedobrze… przecież kapela to praktycznie 80% sukcesu na weselu…!!! ale stwierdziłam, że wszystko będzie dobrze… na pewno dadzą radę i… dali… 😀 wesele było świetne, nikt nawet nie zorientował się, że ich struny głosowe przechodzą dramat… było po prostu fantastycznie… 😀

        http://szminkapoasfalcie.pl/

  2. Miałaś cudowne przeżycia 🙂 i adrenalinę 🙂
    JA nie pamiętam by była jakaś wpadka u nas tego rodzaju… może tylko to, że sukienkę miałam krzywo uciętą na dole… Nie, u nas było bez pomp 🙂

    1. U nas to po bandzie, co krok to jakiś znak, żeby się wycofać 😉 ALe za drugim razem poszło, jak należy 🙂

    1. Niby człowiek nie jest przesądny, ale jednak później traktuje takie zbiegi okoliczności jako znaki od losu. 🙂

      1. Dlatego mam bardzo fajne uczucie jeśli chodzi o założoną przeze mnie firmę 😉 Od początku ułatwienia i nawet awaryjnie dotacje dostałam, w odpowiednim momencie pojawia się wszystko 😀

  3. Ledwo napisałam o swoim ślubie, patrzę do Ciebie a tu też ten temat! 😉 Ładną miałaś tą sukienkę, chociaż nie nazwałabym ją skromną na pewno. I nie wierzę w przesądy, bo to co działo się przed ślubem i w trakcie jego równie dobrze mogłoby przynieść szczęście.
    Szczęśliwie lub nie można trafić na mężczyznę i tyle. A może tamto było potrzebne do tego, co jest teraz? Jakbyś Ty bidaku żyła bez Jaja… Tak musiało być 😉

    1. Bez Jaja by nie dało rady. 🙂 A sukienka na zdjęciu z neta, ale takie same falbanki miała, górę trochę inną może. Taka “na bogato” była, a miała być skromna…

  4. Nie lubię skromnych sukienek. Suknia ślubna marzeń powinna być krótka, przed kolano i z dekoltem dość głębokim – z przodu lub z tyłu, kwestia gustu 😀
    No ale, przy tylu znakach ostrzegawczych, po prostu nie mogło się to małżeństwo udać, dobrze że masz z tego związku udane Jajo 🙂 Znajoma opowiadała kiedyś, jak w dniu jej ślubu spadł z sufitu żyrandol i rozbił stół – młodzi rozwiedli się po roku

    1. Czyli jednak znaki trzeba brać na serio. 😉 Szkoda tylko, że za znaki takie zdarzenia uznaje się dopiero wtedy, gdy się coś nie uda. 🙂

  5. Przypomnę, że obronę pracy magisterskiej miałyśmy 13 w piątek o 13 (przynajmniej ja o tej godzinie wchodziłam). A obroniłyśmy na 5.

  6. Niby tyle znaków ostrzegawczych, a dopiero po czasie człowiek zdaje sobie sprawę, że nie były to zwykłe złośliwości losu. Opatrzność próbuje nas przed czymś ochronić, a my na przekór wszystkiemu brniemy dalej po szyję 🙂

    http://suzette.blog.pl

  7. A u nas prąd zabrali. Jak weszliśmy do kościoła, to ksiądz zapytał się, czy aby na pewno ślub chcemy brać? Bo tak bez prądu to dziwnie…
    A wcześniej nie mogłam znaleźć fryzjera, co by mi koafiurę wyczarował na głowie… Znaki były, zlekceważyłam a i tak los postanowił na swoim. Po 15 latach zakończyłam tamten związek.

  8. Rany-az mi się przypomniał mój koszmar z dnia ślubu.Fryzjer-który mawiał że najmodniejszą fryzurą jest “nieład artystyczny”Skubany nic widocznie nie umiał wyczarować.Jak mnie uczesał-tak z rykiem poszłam do domu sama od nowa się czesałam-oczywista wyglądałam jak “kupa”-do dzisiaj na weselne fotki nie patrzę…

    1. Dobry sposób na wszystko: “nieład artystyczny”. Właśnie mi panowie kładą na tarasie kafle i mam nadzieję, że nie powiedzą, że w modzie glazurniczej “nieład artystyczny” 😉

  9. Taak, 13-stki są pechowe. Mój jamnik o imieniu Amorek żył 13 lat… Sporo jak na jamnika, ale z drugiej strony, żałuję, że nie więcej. Przecież psy czasami dożywają i 20 lat.
    Moja historia dotycząca wyjątkowo pechowej 13 jest podobna do Twojej. Wiele lat temu poszłam na rozmowę o pracę 13-tego września, a osoba, z którą się miałam spotkać, miała firmowy numer 13 na dzwonku do drzwi. Uznałam to za zły znak, ale weszłam. Pracę dostałam. 5 lat później trafiłam do lekarza, wyniszczona po 2-letnim mobbingu. Żałuję, że wtedy weszłam przez te drzwi.
    I zgodzę się z komentarzem, że jeśli na początku coś wygląda niedobrze, to potem może być już tylko gorzej. Dlatego ostrożnie dobieram oferty pracy i jeśli coś mi nie odpowiada w procesie rekrutacyjnym, to rezygnuję. Np. gdy rekruter już na starcie podważa moje kompetencje, to po co mam się w to pakować dalej? Lepiej nie będzie. Niech sobie rekruter znajdzie kandydata, który mu odpowiada, choć akurat prawda jest taka, że aplikuję tylko na te oferty, na które świetnie pasuję. W ogóle zaczynam mieć wrażenie, że rekruterzy w Polsce myślą zbyt ciasno i z tego powodu rekrutacje bywają bezowocne. Te same ogłoszenia pojawiają się co 2-3 miesiące, co oznacza, że wybrano kogoś, kto się nie sprawdził. Jak czytam wymogi w ogłoszeniach, to się temu nie dziwię, bo pewnie zatrudniono jedyną osobę, które te absurdy zdawała się spełniać.
    Odeszłam chyba zanadto od tematu, zatem skończę “w temacie” – suknia na zdjęciu jest śliczna, wdzięczna. Nawet jak nie lubisz falbanek, to z pewnością zauważyłaś, że prezentujesz się świetnie:)

    1. To niedokładnie ta suknia ze zdjęcia, ale dół był identyczny. Może nie była brzydka, ale wiesz, jak to jest, kiedy wymarzy sobie człowiek zupełnie inną. 😉

  10. niezła historia 🙂 ja też chyba ślepa na wszystkie znaki byłam… spóźniłam się na własny ślub i zapomniałam kwiatów, w ostatnim momencie przypomniało mi się o dowodzie. małżeństwo trwało jakieś 5 lat, z czego 90% czasu spędziłam z teściową. eh…na drugi raz będę bacznie się rozglądać za znakami 😉

  11. 13 lat to i tak dużo. Bez przesady z tym nieszczęściem. 😉 Czytałam też i takie wypowiedzi, że wszystko szło z trudem i oporem, na siłę, jakby wbrew… a potem się okazywało, że “los”, czy inna siła przeznaczenia, takie przeszkody -jakby na złość i przekór albo dla PRÓBY WYTRWAŁOŚCI – specjalnie “ustawiały” – bo DALEJ JUŻ BYŁO TYLKO SZCZĘŚCIE, MIŁOŚĆ I POMYŚLNOŚĆ…

    1. Pewnie takie przypadki też się zdarzają, jednak mój do takich nie należał. Dzisiaj mogę powiedzieć, że tak miało być 🙂

  12. Ja miałam coś podobnego, tyle znaków na niebie i ziemi mówiło do mnie “NIE RÓB TEGO”! Zaczęło się od sali(domu weselnego jak twierdził właściciel) zamówiliśmy pół roku wcześniej. Braliśmy ślub w lutym więc nie było dużo chętnych.Koniec grudnia jedziemy umówić szczegóły a pan nas informuje że nasz termin zbiegł się z ostatnim weekendem karnawału!? Więc odda nam pieniądze bo ma jakąś imprezkę na dużo więcej gości niż nasze wesele!!!Po straszliwej awanturze prawie doszło do rękoczynu ja z mamą zabrałyśmy się do szukania sali na gwałt. Udało się mała kameralna na nie dużo gości jakich mieliśmy i nawet nie daleko od domu. To był jeden znak a drugi wydarzył się w dzień przed. Wymyśliłam sobie ze nie chce sukienki do ślubu(chodź był Kościelny)tylko jedwabną tonikę i spodnie. Znalazłyśmy krawcową z polecenia mojej kochanej ciotuni, zakupiłyśmy piękny cholernie drogi materiał. Chodziłam na przymiarki i umówiłyśmy się z krawcową na środę przed ślubem do odbioru i oczywiście zapłatę. Zwodziła nas ta baba do piątku popołudni i w końcu udało mi się odebrać ubranie o godz.18.00 dzień przed, pani się tłumaczyła że nie mogła przez sprawy rodzinne prawie we łzach to mówiła. Wzięłam ciuchy i pojechaliśmy do domu a w domu zawał ten piękny jedwab jest cały brudny z tłustymi plamami i nie dokładnie pozszywany!!! Ręcznie w wannie prałyśmy go z mama(raczej starałyśmy się go prać) i całą noc suszyłyśmy a rano biegiem do tej krawcowej bo oczywiście tel. nie odbierała cała noc. Jej nie ma i nie wiedzą gdzie jest, biegiem do naszej rodzinnej krawcowej. Powiedziała że coś spróbuje zrobić naprawdę miała najgorszą robotę poprawiać po kimś, dała rade, nie było to moje wymarzone wyczekane ale nie szmata do podłogi. Byłam uparta robiłam wszystko by doszło do ślubu choć babcia ostrzegała “poczekaj jeszcze, czy to na pewno ten, jeszcze będziesz przez niego płakać” i oczywiście miała racje. teraz dusze się w tym związku i wyje w nocy do poduszki.

    1. Moja babcia też ostrzegała, a ja też nie słuchałam. Na szczęście już się nie duszę, mam nowego męża, najcudowniejszego na świecie 🙂 Już żadnych znaków nie było 😉

  13. Tak , rozumiem Cię doskonale , najpierw do cywilnego dostałam od “przyszłego” żółte kwiatki do szafirowej sukienki ( wyglądałam jak reklama znanego radia) , potem moja świadkowa na cywilnym spóźniła się ponad godzinę więc wzięłam inną z łapanki , w kościele ksiądz tak pokręcił z przysięgą , że składałam ją dwa razy i po 5 latach było po wszystkim. Masz rację przesądy przesądami ale czasem jakby coś chciało nas przestrzec przed decyzją szczególnie jeśli popełniamy błąd. tyle , że zwykle okazuje się już po czasie….
    Drugim razem wszystko było ok i jesteśmy już 18 lat razem. 🙂

  14. hahahaha… no to teraz ja 🙂 ślub brałam kilka lat później niż Ty bo w 2002 roku, też studentka i też suknia była (a raczej miała być) ze Stargardu Szczecinskiego (jakieś 30 km od Szczecina) 🙂 ale od początku 🙂 8 dni przed ślubem mój (a jakże) już były mąż miał wypadek jadąc na prostej drodze i rozwalając auto którym mieliśmy jechać do ślubu… to było takie pechowe miejsce – tej zimy 4 auta się dokładnie na tym samym słupie zatrzymały 🙂 ale co tam… samochód to nic – choć byli teściowie olabogowali ile wlezie – ważne że on cały i zdrów. Następnego dnia – czyli 7 dni – przed ślubem zadzwoniła do mnierano mama i mówi tylko – córeczko Ty to lepiej usiądź! Salon sukien ślubnych okradli – wszystkie suknie ślubne wynieśli – w tym Twoją piękną, z francuskiej koronki… Może córeczko odwołamy jednak ten ślub? przeniesiemy na inny termin? A ja na to – jak spali się kościół albo sala weselna to wtedy odwołujemy 🙂 Sukienkę wypożyczyłam pierwszą lepszą jaka na mój niski wzrost i mega chuderlawe ciało pasowała – w sumie to chyba była pierwsza jaką przymierzyłam w tych drugich poszukiwaniach 🙂 No i nic się nie spaliło, ślub się odbył a po prawie 8 latach rozwód 🙂 Na drugi ślub to już sukienkę na pewno kupię i będę trzymać w domu pod kluczem – no i będę przesądna na maksa 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Nieźle, żeby ktoś okradł salon sukien ślubnych 🙂 Ja drugą sukienkę miałam prościutką, z koronki tak jak chciałam i oczywiście kupiłam ją, wisi w szafie, i nawet się nada na jakąś szczególną okazję, bo wiadomo kościelnego już za drugim razem nie było. 🙂 Przy okazji pozdrawiam Stargard Szczeciński (moje rodzinne miasto) 🙂 🙂 🙂

  15. okradli salon sukien ślubnych i sklep z garniturami męskimi – chyba sunset suits się to nazywało jako jedyne z całego centrum handlowego Rondo tylko te dwa sklepy – ktoś musiał otwierać salon mody ślubnej 🙂

  16. a ja nie miałam żadnych znaków, zaplanowane, zrealizowane i …tak gryziemy się od 8 lat. Koszmar jakiś… Jedyne co mi chodzi po głowie to hasło siostry przed weselem ,,kłócicie się jak stare małżeństwo” TO BYŁ TEN ZNAK

    1. U mnie też nie było żadnych ZNAKÓW – przynajmniej takich, na które bym mogła teraz zrzucić winę.
      Ja gryzę się po 4 latach małżeństwa, ale przed ślubem byliśmy ze sobą jeszcze 9 lat. Dwa razy rozstawaliśmy się na pół roku i wracaliśmy znowu. Mój największy błąd… NADZIEJA. Przy pierwszym rozstaniu po 3 latach byłam załamana – wyłam na samo wspomnienie TŻ. Później wrócił do mnie – kolejne 3 lata i nagle telefon – “musimy porozmawiać” – widziałam już co jest grane. Usłyszałam w rozmowie, że “chyba coś czułaś, że chcę się rozstać bo ostatnio byłaś dla mnie tak wyjątkowo dobra i miła”. Nie zdążyłam potęsknić – kolega ze studiów szybko zajął miejsce TŻ – często spędzaliśmy razem czas – kolega się niestaty zakochał. Ja nie umiałam. Po 2 miesiącach zerwałam z nim łamiąc mu serce. Chciałam być fair. Po pół roku wrócił mój TŻ. Zamieszkaliśmy razem. Kupiliśmy psa. Było super. Okazało że zostawił mnie przedtem dla koleżanki z pracy. Wybaczyłam. Ale nie zapomniałam. Nie da się zapomnieć. Przy którejś z kłótni gdy wywrzeszczałam TŻ, by miał na tyle odwagi i zakończył to wszystko bo ja już nie mam siły – ten wyciągnął pierścionek. Zalana łzami zgodziłam się na ślub. I co? Okazało się, że zdradzał mnie przed ślubem, po ślubie. Ciągle romansował z jakimiś – głównie z pracy. Ciągle siedział potajemnie na czatach i opowiadał, jak bardzo nie chodzi mu o seks tylko o miłość. Pisał, że do mnie OD LAT już nic nie czuje, traktuje jak koleżankę… Gdy się o tym dowiedziałam było już za późno – okazało się, że jestem w ciąży. Zaczął mówić jak bardzo chce walczyć o rodzinę, że zerwie wszystkie kontakty. Po 2 miesiącach dowiedziałam się, że jest zakochany w koleżance z pracy. Tego samego dnia z brzuchem, psem i kilkoma rzeczami wyprowadziłam się z domu. Teraz córeczka ma ponad rok, mieszkamy znowu razem próbując posklejać resztki tego co zostało. TŻ jest cudownym ojcem, wspaniałym mężem – zmienił się bardzo. Ale nie widzę w jego oczach miłości do mnie. Sam mówi, że nie wie czy będzie w stanie dać mi TEGO CZEGO ŻĄDAM. Chodzimy na terapię małżeńską… ale czy to wystarczy…

      1. Życzę powodzenia w terapii, może pomoże. Chociaż zapomnieć się nie da, wybaczyć może tak, ale zapomnieć nie.

      2. Kochana współczuję bardzo. Jest jednak dla Was sznasa i to duża bo chodzicie na terapię. Niewielu mężczyzn stać na to żeby się zgodzić. Widać że Twojemu mężowi zależy na rodzinie. Będę za Was mocno trzymać kciuki!!! Bardzo mocno 🙂

  17. Znaków sporo, trzeba było nie bagatelizowac i zdać się na intuicję.Niestety ja tez zawaliła sprawę i tak się męczę już 28 rok. horror!!! Jedno zastrzeżenie wypożyczalnie sukien slubnych były nawet w latach 8O-dziesiatych. W Poznaniu było ich co najmniej kilka jesli nie więcej i w każdej mnóstwo sukienek.

    1. Ja nie wiem, ile było wypożyczalni, ale w Szczecinie chyba wtedy jeszcze nie były tak popularne. Tym bardziej, że nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, bo przecież tematem się nie interesowałam. 😉

    2. Ja na swoim przykładzie wiem jedno, jak się zle zaczyna to sie dobrze kończy – i odwrotnie. Slub z przygodami brałam 37 lat temu.Wesela nie miałam, obiad na 15 osób . Najpierw w dniu slubu przyszły mąż zaspał ( ni z tego, ni z owego z kolegą urządzili sobie wieczór kawalerski). Umówieni byliśmy na 7.30 bo trzeba było jeszcze iść rano do spowiedzi.8 minęła, 8.30 minęła , ja na relanium bo wstyd tak zostać porzucona w dniu ślubu. Przed 9 przyjechał, biegiem do kościoła, księdza sciągneliśmy z lekcji religii – jedna sprawa załatwiona. Z fryzjerka byłam niby umówiona, podobniez uczesanie bez kolejki. U fryzjera tłum , nie było mowy żeby ktos przepuścił, biegiem do drugiego zakładu. Tam ubłagałam czesanie. Jeszcze mi pół głowy nie nakręciła, wybuch piecyk gazowy, fryzjerki zajęły sie piecykiem, ja siedzę i czekam. Godzina 12, slub cywilny o 13 a ja u fryzjera. Jak wyszłam to nie szłam, biegłam jak pomylona. 12.45 ja w zupełnym proszku.Migiem sie ubrałam, złapałam pierwsze kwiaty, które mi wpadły w ręce i do USC. Jak na zdjęciach zobaczyłam ten niby bukiet mało nie padłam, pare wyliniałych gożdzików.. Godzina 13, nie ma swiadka. Swiadek uczył w szkole, dyrektor na slub kolegi (też nauczyciela) nie raczył go zwolnić. Zapraszaja na salę, swiadka nie ma, trzeba brac z łapanki – na zasadzie, kto ma dowód osobisty. Przeboje w sumie były niewaskie, małzenstwo super.Moja córka wychodziła za mąż, wesele w najdroższym lokalu, sukienka, wszystko przygotowane, zadnych potknięć – małżeństwo trwało rok.

  18. a ja właśnie dzisiaj obchodzę 21 rocznicę ślubu – nie miałam żadnych znaków, wszystko poszło jak po maśle, wymarzona suknia, wymarzony Pan młody i może dlatego po tylu latach wszystko układa się OK, pozdrawiam 🙂

  19. no historia z tą suknią podobna do mojej! rok 1988, z oszczędności także chciałam wypozyczyć cukienkę, dwa miesiące przed ślubem znalazłam w wypożyczalni, których jak na lekarstwo wtedy było, i głupia naiwna myślałam ,że będzie czekać na mnie te dwa miesiące! w piątek przed ślubem odbieram, dostaję zapakowaną w ogromny szary papier i jedziemy do domu moich przyszłych teściów obejrzeć . odpakowujemy i doznaje szoku! szara, poprute szwy oderwane falbanki i cholera wie co jeszcze! zryczałam się jak bóbr, ale jeszcze jedziemy z moim przyszłym mężem do moich rodziców, mama przerażona.cóż robić? ślub jutro a ja bez sukienki i szczerze powiem bez funduszu na ewentualny jej zakup w ostatniej chwili. masakra… moi teściowie okazali się wspaniałymi ludźmi i postanowili “zasponsorować” mi sukienkę. wsiadamy w auto i jedziemy 50km do dużego miasta po sukienkę. udało się, znalazłam super kieckę.była trochę pognieciona, ale pani w sklepie podpowiada ,że kilka dni przed ślubem mam ją wyjąć z worka i luźno rozwiesić aby sie rozprostowała, gdy powiedziałam że to już jutro, oniemiała! czy to był znak? inny znak to to , że w kościele mój mąż założył mi swoją obrączkę na palec, zrobił kwaśną minę a ja szybko zsunęłam ją na tę tackę i założyłam sama sobie swoją! było mnóstwo różnych znaków, ale czy ja wtedy pomyślałam ,że po ponad 20 latach wymieni mnie na młodszy model? jestem po rozwodzie 3 lata i ciężko jest…

    1. Mnie mój też wymienił na młodszy model. Nie martw się, potem się jakoś ułoży. Ja jestem już po raz drugi mężatko i w dodatku bardzo szczęśliwą. 🙂 Pozdrawiam

  20. Niesamowite, jakbym czytała o sobie. Tez 1993 rok, też Szczecin i sukienka zaklepana jakieś 2 miesiące wcześniej. 2 dni przed ślubem okazało się, że sukienka, która wybrałam uległa zniszczeniu w czasie czyszczenia. Nie miałam wyboru, musiałam wziąć jedyną, która była na mnie dobra. Marzyłam o prostej, klasycznej sukni a podobnie jak Ty na ten wyjątkowy dzień zamieniłam się w bezę. Aha , a moje małżeństwo trwało 18 lat. Nie jestem raczej przesądna, ale czasem myślę, czy to nie był znak ?

  21. Moje małżeństwo trwało 5 lat ale rozeszliśmy się po 13 latach. Pamiętam sen w noc przed ślubem…śnił mi się kolega ze studiów ( zawsze mi się podobał ), powiedział mi, że Paweł ( czyli mój przyszły mąż) nie będzie mnie szanować i kochać tak jak ON by to robił. I wyszło jak powiedział…pamiętam to jak wczoraj…wiele razy intuicja, podświadomość czy co tam jeszcze dają nam znaki tylko my ich nie słuchamy…:)))

  22. ja miałam bez znaków piękna suknia wszystko zaklepane ale mój luby rozmyślił się na 2 miesiące przed ślubem a że mieszkałam w małej wiosce gdzie się wszyscy znają to śmiechu ludzie mieli.Po paru latach wychodziłam za mąż a tu same nieszczęścia nawaliła dekoratorka i ubieraliśmy sami salę,w dniu ślubu rozchorowała się moja fryzjerka a jakaś młoda zrobiła mi na głowie coś ala a jak wróciłam do domu to ryczałam,bukiet się rozwalał,w kościele i przez całe wesele welon leciał mi z głowy ale sum sumarum jesteśmy razem z mężem prawie 5 lat razem i z każdym dniem kohamy sie coraz bardziej POZDRAWIAM CIEPLUTKO

  23. Bardzo jestes infantylna. Po pierwsze, skąd to dziwne przekonanie ze WSZYSTKIE młode nie marza o niczym innym tylko o białej sukni.Jest wiele młodych, które tego tak nie przeżywaja, sukienkę pożyczy, sukienkę odda i po sprawie. Po drugie, jakie to ma znaczenie jak ta sukienka wygląda – goście 2 dni po weselu i tak juz pamiętać nie będą, twoje dzieci oglądają zdjęcia po wielu latach i tak powiedzą – coś ty na sobie za dziwną suknię miała Suknia , wesele i tak nie maja zadnego związku z pozyciem. Mozna iść w worku po mące i zyc długo i szczęśliwie, mozna miec suknię z Paryża i zyc z męzem rok.

  24. a u mnie jak wychodziłam z domu na ślub,zaciął się zamek i nie można było zamknąć drzwi od domu,chyba 20 minut kombinowaliśmy jak zamknąć drzwi, i po co?żeby doświadczyć piekła w małżeństwie,duchy przodków czy opatrzność ,już wtedy miałam złe przeczucia ,ale człowiek młody-nie słucha nawet samego siebie

    1. Jak się źle dzieje, to człowiek ma przeczucie, żeby się wycofać. Ale niestety jest to tylko przeczucie, a i tak lezie przed siebie i głupstwa robi 😉 Młodemu człowiekowi, jakby czerwony neon zapalono “nie rób tego”, to i tak zrobi 😉

  25. Skoro przyjęłaś oświadczyny, to znaczy, że było Ci z tym facetem dobrze. Chciałaś za niego wyjść, prawda? To dlaczego w ogóle dopuściłaś do świadomości, że takie durne ‘znaki’ są dla Ciebie przestrogą?? Mam wrażenie, że sama sobie problem wymyśliłaś, od tamtej chwili doszukiwałaś się czegoś złego w partnerze. Choć może tak nie było 😉

    1. Pewnie, że “coś” w nim widziałam, jeżeli za niego wyszłam. I jak głupia wierzyłam “że po ślubie się zmieni”, ale jakoś się nie dało 😉 😉

  26. a ja miałam coś takiego przed wyjazdem na wakacje. Najpierw nawalil samochod, ktory miał nas odwiezc do autokaru. Potem juz na wakacjach – w ogole nei było pogody i danego dnia drzwi same sie otworzyły i przeleciał wiatr. Co sie okazało – akurat tego dnia okradli mamie, ktora byla ze mną całe mieszkanie do cna.

  27. Prawie, jakbym czytała o sobie samej. Ja też miałam klapki na oczach i ignorowałam wszystkie “znaki”. Najpierw inna para “sprzątnęła nam sprzed nosa” kościół i księdza, na których nam zależało. Znaleźliśmy innego księdza i inny kościół. Potem wycofał się ksiądz, którego mieliśmy umówionego, bo musiał wyjechać. Ustalił zastępstwo z innym. Ten inny zapomniał o ślubie i drzemał na plebani, póki kościelny go nie sprowadził. W czasie przysięgi pomylił nasze imiona, gdyż uznał nas za parę z następnego ślubu. A na koniec pomylił obrączki, bo były prawie jednakowe. Małżeństwo trwało 5 lat. I jak tu nie być przesądną?

  28. Kochana, odpuść sobie, przed przeznaczeniem nie uciekniesz, choćbyś na rzęsach stawała. Twój “luby” był Ci pisany i należał Ci się jak psu buda 🙂

  29. A ja w dzień swojego ślubu, wstałam wczas rano, idę do kuchni a tam siedzi moja mama cała zapłakana….’bo ja chciałam Ci welon uprasować i wypaliłam w nim dziure iiiii w bek” no dobra to jeszcze nie koniec swiata. My z mama szybko do fryzjera a tata do salonu ślubnego po nowy identyczny welon. Od samego rana padał deszcz i było zimno jak na wrzesień. Ale póżniej zrobiła sie pogoda i tylko kiedy wychodziliśmy z kościoła nagle spadł na nas deszcz, ktoś pożyczył parasol ale za moment wyszło słońce i taka pogoda została już do wieczora. Cała reszta przebiegła bez większych niespodzianek. 🙂
    Na kilka dni przed ślubem zadzwoniła pani z salu ze mozna juz odebrac suknie… telefon odebral moj tata. Tak sie złozyło ze tato nie nadazal za rozwojem wydarzen i myslal ze to ja dzwonie do niego z jakims zartem. W odpowiedzi wlascielka salonu uslyszala; ‘Cooo? Chyba se jaja robisz !!! :)”
    To był niewątpliwy hit ślubnych przygotowań:)
    Pozdrawiam

  30. I żałujesz tych 13 lat?? Dużo moich znajomych bierze teraz śluby i się zastanawiam jak to będzie. Jeśli kochałaś na początku, przez parę lat byliście szczęśliwi to czy nie było warto? Czy jednak nie?

    1. Warto, bo pewnie nie doceniłabym tego, co mam teraz. Ponadto mam córcię najkochańszą na świecie 🙂

  31. Nie przypadek. Gdybyś nie wzięła ślubu nie wiedziałabyś jak Ci się życie potoczy. Ja też miałem znaki przed ślubem, i brnełem w to nie wierząc w nie. I co? Po roku się rozwiodłem 🙂

    1. Czasami lepiej po roku, niż to ciągnąć w nieskończoność. Ja już miesiąc po ślubie wiedziałam, że popełniłam największy błąd swojego życia, ale bujaliśmy się tak jeszcze przez wiele lat.

  32. Zeszłego roku też miałam 13tkę i było fajnie, a teraz była 14tka też jest fajnie.

    Ogółem jest fajnie, a czarnych kotów dookoła mnie jest dostatek 😉

  33. Tak czytam te wszystkie ślubne historie i naprawde można napisać by scenariusz do komedio-dramatu bo i pośmiać się można i popłakać zarazem 🙂 Ja raczej do osób przesądnych nie należe. Brałam ślub 13-tego w piątek o 13 🙂 Znaków żadnych nie było ale każdy się dziwił.. no bo jak można wybrać taki termin na ślub? A można 🙂 Co prawda był to ślub cywilny ale chcemy z mężem jeszcze kościelny 🙂 I jak dla mnie to też może być 13-tego i w dodatku piątek 🙂 Jesteśmy 1,5 roku po ślubie i praktycznie NIC sie nie zmieniło od tametgo dnia…no oprócz tego, że jest nas już troje :))) Mamy wspaniałą córeczkę i czekamy kiedy posypie nam kwiatki przed ołtarzem 🙂 Pozdrawiam tych, którzy znaleźli tak jak ja swoje własne szczęście i tych, którzy na nie czekają bo WARTO 🙂

  34. Śluby wyśnione wymażone .Moja nauczycielka przestrzegała szukajcie przyjaciela a nie byle co, bo chłopa do łóżka i do prania skarpetek wszędzie znajdziecie.Ja mój ślub brałam w zimę stulecia to jest 34-lata temu wszędzie śnieg i potężny mróz a wiecie wszystko trzeba było w kokejka wystać .Ale w dzień ślubu w styczniu zrobiła się przepięka pogoda i mogę powiedzieć że tego przyjaciela i nie tylko mama do dzisiaj

  35. Upadły Anioł odwiedzi nas
    Upadły tak jak i my
    Nie zdązysz uciec
    Zaszyć się w cień
    Nie bedzie następnych dni

    Widziałem kilka kropel Twej krwi
    Poczulem Twój zapach i smak
    Nie potrafiłem pozwolić Ći
    Byś czuła się jak czułem się ja
    Byłem nikim

    Upadły Anioł odwiedzi nas
    Upadły tak jak i my
    Nie zdązysz uciec
    Zaszyć się w cień
    Nie bedzie następnych dni

    Choć chwile trwaja w pamięci mej
    Przezywac znow chce kazda z nich
    Nie potrafiłem pozwolić Ci
    Byś była kim chciałas byc
    Byłem nikin

    Upadły Anioł odwiedzi nas
    Upadły tak jak i my
    Nie zdązysz uciec
    Zaszyć się w cień
    Nie bedzie następnych dni

    Odeszłas choc oczu twych blask
    Wciąz w pamieci pozostaje mi
    Niepozwolilem bys była kim chcesz
    Niepotrafiłem zaufac Ci
    Jestem nikim
    R.h

  36. Ciekawe…U mnie też były jakieś dziwne znaki. 1.dzień przed ślubem jechałam pks do domu, wiozłam obrączki.Zrobiła się taka burza, że wyrywało drzewa z korzeniami (ale dojechałam).2. W wyniku tej burzy zalało nam salę, gdzie miało odbyć się przyjęcie (Właściciel doprowadził ja do porządku, widoczne były jedynie ślady zalania kilka centymetrów od podłogi). 3. Mojemu bratu wybili przednią szybę w aucie, którym mieliśmy jechać do ślubu pojechaliśmy autem męża).I tak do dnia dzisiejszego pokonujemy wspólnie życiowe przeszkody, oby jak najdłużej…….

  37. Ojojoj!!!! Tyle co trwało moje – też 13 lat, i podobnie miałam już wcześniej złe symptomy, miałam bardzo złe sny, które były widoczne i odciągały mnie od tego nieszczęsnego małżeństwa – ale ja nie! Przecież trzeba było się poświęcić! Na dzień dzisiejszy wiem, że trzeba słuchać swojej intuicji i tak też w zgodzie sama ze sobą zaczynam żyć!!! Tego też życzę autorce bloga:) pozdrawiam

  38. średnio wierzę w znaki, bardziej w zdumiewający zbieg okoliczności 🙂 u mnie przed ślubem dyrygowała teściowa: jaka suknia, koniecznie diadem i tez sobie tak wtedy myslałam “ocho, całym moim zyciem chętnie by pokierowała” i tak było na początku jak się mój Dzieć urodził. Mogłabym powiedzieć, że to były wtedy znaki? Mogłabym. Jednak zebrałam się w sobie i tak pokierowałam sprawami, że mam spokój, tylko czasem pozwalam jej “podyrygować” – niech ma, niech się poczuje ważniejsza, najmądrzejsza i wszystkowiedząca- ja nie stracę, a ona jest przeszczęśliwa.

  39. u mnie przed ślubem zmarł organista,ślub był smutny mimo,że w święto Trzech Króli.Przez pomyłkę chciałam założyc mężowi obrączkę na lewą rękę a podczas przysięgi mój maleńki bratanek strasznie głośno krzyczał moje imię, co mnie wtedy przerażało, no i… minęło 12 lat i jesteśmy w trakcie rozwodu. Wierzcie w znaki..

  40. Wierzcie w przesądy. Ja byłam świadkową, ale początkowo miał być ktoś inny. Czułam się jak awaryjna ale nie odmówiłam. Dziś wiem, że to był błąd. Od tej pory nic mi się nie udawało: miałam problemy z odpowiednim dobraniem przedmiotów do wystroju sali, chociaż wcześniej wszystko szło super, z sukienką, z rajstopami, z dodatkami, to co zamawiałam w e-sklepach przychodziło niezgodne z opisem lub wcale.
    Przygotowania to kawał roboty m. in. ozdoba sali, samochodu, wieczór panieński, i dużo drobnych pierdołek. W dniu wesela przynieś, wynieś, pozamiataj. Panna Młoda w zamian za wszystko nie zamieniła ze mną ani słowa. Za to osoba, która miała być początkowo świadkową ale jej się nie chciało nic robić była gościem nr 1. Na weselu byłam tak zmęczona, że nie miałam siły się bawić. Ot tak! Nie zgadzajcie się na awaryjne świadkowanie zwłaszcza gdy był wybrany ktoś inny a Wy tylko dlatego że zrobicie co trzeba. To nie wróży udanej zabawy, nie przynosi zaszczytów tylko oddala od Panny Młodej. Żałuję że się zgodziłam. Od tej pory przestałyśmy się przyjaźnić.

    1. Szkoda przyjaźni, ale pewnie nie była prawdziwa, jeżeli nie przetrwała. Tym bardziej, że przecież te przygotowania do ślubu były dla niej.

  41. Oj przesądy, ach przeczucia..mogła bym tak dalej,ale najgorsze: On się po ślubie zmieni! Matko! Jaka ja durna byłam… Ale od początku.
    Znaliśmy się długo i bujalismy na wszystkie kierunki, raz razem a raz nie.
    Ślub. Miał być kościelny, data zabawna 13.07.2001(jedyna Wolna) bo ślubów było o dziwo na wsi zatrzęsienie. Czyli mieliśmy jakieś…4 miesiące. Moja teściowa pewna siebie jak sto diabłów wzięła na siebie sprawę księdza. Zaprawiona w bojach kobieta,pewna siebie była,w końcu załatwiala takie “rzeczy” nie pierwszy raz…Rzekła: dzieci kochane wy się salą i tymi sprawami zajmijcie,ksiądz Mój.
    No to my sukienka(ja też z wypożyczalni korzystałam) garnitur,sala…szkoda gadać.
    Termin jest,sala jest,garnitur się szyje…a my czekamy i ogólny zaciesz!!! Będzie pięknie… I co,i Gucio…
    29 maja się dowiaduję od teściowej która prawie beczy że ksiądz nam ślubu NIE DA!
    Szlag mnie trafił.
    Poszliśmy do USC,wzięliśmy pierwszy wolny termin,za miesiąc był…
    Szlag trafił kasę z zadatkow na salę i sukienkę (niestety kasa moja wiec do Cywilnego szłam…skromnie)ale to tylko kasa…
    I czy to był koniec? Nie drogie panie,to był dopiero początek… W dniu ślubu, a właściwie w drodze na ślub autko się nam rozkraczylo (skrzynia biegów w proszku) na jednym z najgorszych skrzyżowań! Dzięki Bogu nie spowodowalismy wypadku…a do USC 30 kilometrów. My kombinacje alpejskie a goście czekają. Dojechaliśmy tak spóźnieni że już chciano odwołać cały cyrk. Mój,już teraz były mąż, z uporem osła Swoją obrączkę mi zakładał( moja rozmiar 13, jego 22) no chyba trzeba być ślepym… I ostatni gwóźdź programu,na obiedzie( bo po co wesele) płakałam jak bóbr…z “męża” powodu
    I niech mi ktoś teraz powie…nie było “sygnału z góry”
    Pozdrawiam z uśmiechem, bo teraz to tylko zabawne…

    1. Dobrze, że po latach to już zabawne się robi, ale domyślam się, ile Cię to wcześniej nerwów kosztowało. I jak nie wierzyć w znaki, nie. 🙂 🙂
      Pozdrawiam również. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *