O ochronie danych osobowych

W trakcie ostatniej podróży pociągiem byłam świadkiem ciekawych dialogów, które pobudziły mnie do refleksji. Jechałam osobowym, więc miałam dość ciekawy repertuar do odsłuchania, bo kontakt słuchowy zachowany był z większą grupą ludzi niż w pociągu pośpiesznym, gdzie człowiek z reguły jest zamknięty w przedziale maksymalnie z ośmioma czy sześcioma osobami.

Dziś o paniach, które siedziały blisko mnie. Dwie nauczycielki i jedna nienauczycielka. Młode, chyba z niewielkim stażem, bo jeszcze o studiach wspominały. Jak zdążyłam się zorientować, musiały razem studiować, a teraz pracują w jednej szkole, oczywiście oprócz nienauczycielki. Nie słuchać tych kobitek się po prostu nie dało. Zawsze myślałam, że głośne mówienie to zboczenie zawodowe, które nauczycielom przychodzi z wiekiem. A doświadczona w tym względzie jestem, ponieważ dziecko nauczycielskie ze mnie. I moja kochana mamusia, po cichu mówić niestety nie potrafi.

Panie były tak zaaferowane brakiem sukcesów u co niektórych uczniów, że w pociągu po imieniu i nazwisku rzucały. Uświadamiały koleżankę nienauczycielkę, jakie to w podstawówce są nieuki. I dowiedziałam się, dlaczego Gracjan K. ma siedem jedynek. Dlaczego Damian P. nic nie robi na plastyce, tylko „siedzi, lampi się i żre kanapki”. Dlaczego Kaśka B. z III a jest nieznośna, chamska i pyskuje do nauczycieli. I nawet kilka nazwisk grona pedagogicznego padło, niestety nie przytoczę.

I tak tego słuchałam, choć słuchać nie chciałam. I nawet na panie wymownie spojrzałam ze zdegustowaną miną, coby dać do zrozumienia, że tu obok ludzie i wszyscy słuchają. Jednak one wzięły tę moją zdegustowaną minę za zachętę do jeszcze ciekawszych opowieści o Gracjanie K. i Damianie P. Pewnie pomyślały, że ja tymi „nieukami” się bulwersuję, a nie nimi. Bo jakżeż bym śmiała z dostojnego ciała pedagogicznego…

I tak sobie jechałam i zastanawiałam się nad tym, jak to u nas jest z ochroną danych osobowych. Bo to, że panie obowiązuje tajemnica, nie ulega wątpliwości. No, mogę to jeszcze zrzucić na karby ich młodości i braku doświadczenia, bo wystarczyłaby w wagonie jakaś miła sąsiadka rodziców Gracjana K., Damiana P., czy Kaśki z III a, a afera gotowa.

No, ale a propos ustawy o ochronie danych osobowych. Zauważyłam, będąc w Niemczech, że w bloku, w którym mieszka moja szwagierka, na domofonie przy każdym numerku widnieje nazwisko lokatora. U nas już nikt tego nie robi, bo ochrona danych osobowych. Jak ogłaszane są wyniki jakichkolwiek egzaminów, to nauczyciele szepczą wyniki uczniom na ucho, bo ochrona danych. Szczegół, że potem rzucają nazwiskami podczas podróży pociągiem.

I tak się zastanawiam, czy jeżeli w Niemczech jednak ochrona danych nie jest taka rygorystyczna jak u nas i wszyscy żyją, nic złego się nie dzieje, a nawet dzieje się lepiej niż u nas, to może my – Polacy lekko przesadzamy, co? Kiedyś na drzwiach wieszało się wizytówki. I nawet niektórzy „inż.”, „mgr”, „prof.” wpisywali, coby powagi sobie dodać. A teraz? Nasze drzwi są zupełnie anonimowe. Pewnie ma to swoje plusy i minusy i nikt nikomu nie zabroni wypisać nawet sprayem własnego nazwiska na drzwiach, ale może jednak warto się zastanowić, czy my z tą ochroną danych lekko nie przesadzamy? W sumie przez to nawet nie wiemy, jak nazywają się nasi sąsiedzi. 🙄

0 myśli na “O ochronie danych osobowych”

  1. Chyba masz Aniu rację,że przesadzamy z tą anonimowością,odgradzamy się od innych pod pretekstem ochrony danych osobowych.
    Ja mieszkam w bloku czteropiętrowym,więc w klatce raczej wszystkich sąsiadów znam,ale gorzej z tymi,co mieszkają w wieżowcach.
    Nie wydaje mi się,żeby przez brak nazwiska na domofonie,czy wizytówki na drzwiach,było mniej jakiś włamań itp.awet jakiś czas temu,okradziono rodzinę,która mieszka w klatce obok.Nie wiem,czy mieli wizytówkę na drzwiach i nazwisko,wtedy na starym domofonie,ale się zdarzyło,że ich okradziono.Teraz prawie każda klatka w naszym bloku ma domofon na kod,oprócz naszej,u nas nie ma żadnego domofonu.

    1. Złodziej, jak chce kogoś okraść, to i tak zrobi i wydaje mi się, że nazwisko na domofonie jest mu niepotrzebne. Pamiętam, jak byłam dzieciakiem, to dzięki temu, ze były wizytówki na drzwiach, wiedziałam, kto jest moim sąsiadem, a jak poznikały, ludzie się zmienili, to nie znałam nikogo. Z jednej strony może dobrze być anonimowym, ale czasami anonimowość mnie przeraża. Numerki na drzwiach i tyle.

      1. Niby racja,że złodziej zawsze znajdzie tego,kogo chce,ale myślę,czy właśnie tym ludzie się też nie kierują,usuwając nazwiska z domofonów i wizytówki z drzwi?Ludzie mają różne pomysły.

        A ja też pamietam,jak byłam dzieckiem,to wiedziałam dokładnie,czy dobrze trafiłam np. do koleżanki,do której szłam pierwszy raz.Teraz to wszystko się zmienia w zastraszającym tempie.

  2. Moim zdaniem to kto będzie chciał to będzie wiedział wszystko o wszystkich. U nas na klatce tylko My nie mamy wizytówki, ale tylko dlatego że mamy zamiar wymieniać drzwi, bo te są Po poprzednich właścicielach.
    Odnośnie pań to chyba zachowywały się troszkę nie profesjonalnie, bynajmniej mało pedagogicznie. Cóż, młoda kadra.

  3. Klik dobry:)
    Mam nadzieję, że te młode nauczycielki z pociągu nie są “próbką reprezentatywną”, bo strach się bać, na co/kogo wyrośnie młode pokolenie kształcone przez takich nauczycieli.

    Pozdrawiam serdecznie.

      1. Najgorsze jest to, że trzeba nosić ze sobą notes z numerami mieszkań, albo kodami do otwarcia drzwi, bo przecież nie sposób wszystkich zapamiętać.

      2. No co Ty… w zeszłym roku widziałam nazwiska na domofonie w Stg.
        U mnie są i nikomu się nawet nie śni, żeby je likwidować. Listonosz by nie wiedział, gdzie pocztę zostawić. Jak mi się coś w skrzynce nie mieści, to pani dzwoni do mnie, żebym od razu wzięła. O poleconych nie wspomnę.
        A klucze mam normalne, bez żadnych kodów.

        1. To jakiś wyjątek z tymi nazwiskami na domofonie, bo ja już od kilku lat nigdzie nie widziałam. Raczej wszędzie polikwidowano. Serio.

  4. ochrona ochroną, ale przecież nikt nikomu nie zabrania umieszczania sobie wizytówki na drzwiach. Myślę że Polacy lepiej się czują ze swoją anonimowością, bo pełna jawność kojarzy się u nas z inwigilacją obywatela, jak za komuny – no wiesz, nawet rozmowy telefonicznej nie mogłaś przeprowadzić bez kontroli 🙂 no i u nas wciąż mamy meldunki na stałe, czasowe itp. np. Wielka Brytania tego nie ma.

    1. Fakt, że nikt nikomu nie zabrania, można sobie wymalować na drzwiach nazwisko. Być może faktycznie lubimy być anonimowi. A do tego nasza przeszłość… Nie wiem, jak u Ciebie, ale w poprzednim moim miejscu zamieszkania była jeszcze taka tendencja do stawiania słupków, barierek i płotów, każda wspólnota się ogradzała. Po cholerę? Nie mam pojęcia. Być może to jest takie wytęsknione po latach poczucie własności. Nie wiem. Ale na moim osiedlu tyle tego nastawiano, że karetka w razie co nie miała jak podjechać pod blok i pewien facet niestety zmarł… Nie wspomnę, że jak się człowiek przeprowadzał, to nie miał szans na podstawienie samochodu pod drzwi. Trzeba było drałować z meblami na parking. Masakra to była.
      Dziwne to wszystko…

  5. Szczerze mówiąc nie wierzę zbytnio w ochronę danych osobowych,a zwłaszcza w dzisiejszych czasach.Moje dane fruwają sobie w różnych miejscach…Czy chcę,czy nie.Taka prawda,że albo legitymuję się w salonie Pley,albo przy rejestracji w przychodni szafuję peselem,proszona o szafowanie,mimo iż mam słuchaczy w postaci innych pacjentów,a o tym,z jaką inwigilacją mamy do czynienia w necie,to już nie wspomnę.Wspomnę.Itd.itp.itd.

    1. Zgadzam się ! Mało tego ! Dzwonią różni tacy naciągacze telefoniczni i pomimo tego, że na pytanie czy ja to ja odpowiadam twierdząco, to jeszcze o Pesel pytają!. Np. wstyd się przyznać (wstyd dla mnie) ale robi to windykacja w poważnym banku. I wiecie co usłyszałam od pracownika na stwierdzenie, że nie podam tego Pesel? Ano że mi nie mogą udzielić informacji bo” ICH OBOWIĄZUJE USTAWA O OCHRONIE DANYCH. I jeszcze ktoś się dowie jakie jest moje zadłużenie “. No zdębiałam jak to usłyszałam. I co ten hipotetyczny ktoś zacznie mnie szantażować? Że może w piaskownicy rozpowie czy jak?. Zanim zmądrzałam to klepałam często na ulicy ten swój Pesel. Słyszał każdy, kto obok przechodził. Głupota jak nic.

  6. Witam Aniu! (O!! ale wpadka)
    Witam Pani A.

    Trudno zmusić się do komentowania tych absurdów. My zawsze musimy być “świętsi” od papieża. Skąd bierze się ta nasza nadgorliwość, która najczęściej zmierza w niewłaściwym kierunku.
    Podam przykład z mojego życia. Ostatnio, niestety miewam czasami kontakty z NFZ.
    Usłyszałem, że mam umówić się na następną wizytę po nadejściu wyników badań. Kiedy zadzwoniłem, żeby się upewnić, czy badania już są, usłyszałem – nie mogę udzielić takiej informacji, gdyż, ponieważ obowiązuje mnie ustawa o ochronie danych osobowych.
    Ręce i słuchawka mi opadły. Panienka w recepcji tak gorliwie przestrzegała zaleceń ustawy, że podciągnęła pod nią również wyjawienie faktu nadejścia, bądź nie, wyników badań.
    Paranoja!!!
    Mówi się, że gorliwość jest gorsza od faszyzmu!
    I pewnie tak jest.

    1. Bo my chyba kochamy skrajności 😉 A potem pewnie ta sama pani przez pół korytarza krzyczy, pytając o imię, nazwisko i pesel 🙂

  7. Uświadomiłam sobie właśnie, że gdzieś zgubiłam mój stary dowód… te wszystkie przeprowadzki… Może wreszcie wyrobię sobie plastikowy? 😉 Czy muszę stary koniecznie oddać przy składaniu wniosku?

        1. To chyba wystarczy. Zgłosisz, że zgubiłaś i już. Nie wiem tylko, czy jak się zgubi dowód, to na policję nie trzeba tego zgłosić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *