Zakochałam się w Szwajcarii

 

Wróciłam ze Szwajcarii. Co prawda uczyniłam to bardzo niechętnie i tylko dlatego, że w domu czekało stęsknione Jajo i oczywiście Mężuś. Nie mogę ogarnąć swoich emocji. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to: WOW!!! Szwajcaria to piękny kraj, Alpy powalają na kolana, a organizacja wyjazdu niesamowita. W zasadzie palce na klawiaturze mają ochotę na określenie tego w jakiś bardziej ekspresyjny sposób i ciągle wybijają mi, że było zajebiście. Ja to kasuję, bo nie chcę, żeby było wulgarnie, a one swoje. No, chyba się nie da inaczej. I muszę się poddać. Naprawdę było ZAJEBIŚCIE!

Dzisiaj jeszcze nie jestem w stanie napisać, co widziałam, co robiliśmy i gdzie dokładnie byliśmy. Przez te cztery dni działo się tyle, że nie sposób tak na gorąco poskładać tego w całość.  Oprócz naszej czwórki blogerów (ja, Ulabrzydula, AllEla, Peradon) byli: pani Marta z organizacji turystycznej znajdującej się przy Ambasadzie Szwajcarii i pan Miłosz z Onetu. Nie wiem, czy przeszli specjalny casting na najfantastyczniejszych opiekunów, czy po prostu tam wszyscy są tacy zabawni i wyluzowani. Na miejscu mieliśmy również szwajcarskich opiekunów, którzy oprowadzali nas po różnych miejscach.

Widoki piękne, pogoda fantastyczna, towarzystwo rewelacyjne, Szwajcarzy mili, hotele z czterema gwiazdkami, ba, nawet restauracja z gwiazdkami (dwiema) jedzenie smaczne (chociaż „smaczne” to tutaj mało powiedziane) i do tego powietrze takie, że normalnie pełną piersią trzeba było je wchłaniać. Szczypaliśmy się po dupskach z wrażenia, czy to czasem nie sen. Ale nie, jawa, najprawdziwsza w świecie. Nie spodziewałam się aż tak świetnego wyjazdu za friko. Jak będzie następny konkurs tego typu, to spinam się i znów piszę. Was nie namawiam, bo po co konkurencję sobie robić. I tak myślę teraz, bo temat tego konkursu był „Zakochaj się w Szwajcarii”. Napisałam wtedy, że nie mogę kochać, bo nie znam, w ciemno nie umiem. Teraz zupełnie szczerze mogę powiedzieć, że zakochałam się w Szwajcarii, mogę tam wrócić. Ba! Muszę tam wrócić!

Obiecuję, że dokładnie opiszę, jak było. Na razie muszę ochłonąć i przyzwyczaić się do tego, że w domu już nie jestem vipem. Trudno będzie, wiem. W kuchni śniadania nie ma, wszyscy w robocie albo w szkole. Kot chodzi osowiały. A tak nawiasem mówiąc, kot mi się rozchorował, więc muszę z nim dziś do weterynarza. Chyba tęsknota go tak rozłożyła. Wygląda jak sto nieszczęść.

A tak a propos traktowania nas jak vipy, to piszę to zupełnie serio. Byliśmy traktowani jak przedstawiciele mediów. A wiecie, jaką siłę mają media.  Tylko za cholerę nie wiem, dlaczego ta siła mediów nie działa w moim domu i jakoś tutaj vipem już nie jestem. Hmmm…

Od jutra zaczynam opisywać wyjazd do Szwajcarii. Na pewno poświęcę mu kilka wpisów, bo w jednym się nie da. A dzisiaj te zdjęcia to tylko tak, żeby Wam troszkę zaostrzyć apetyt na Szwajcarię. 

25 myśli na “Zakochałam się w Szwajcarii”

  1. No no 🙂 pozazdrościć! Nie mogę się doczekać więcej! Opowiadaj… Emocje były jak widać wielkie, no i fajnie! 🙂 A teraz ochłoń hehe Polska to też piękny kraj 🙂

    1. Niby piękny, ale jakoś to nasze Zakopane kiczowate się wydaje teraz, stragan na straganie, a tam spokój, można się podelektować widokami 🙂

      1. Może dlatego że Szwajcaria to nieco bogatszy kraj…? W Polsce ludzie imają się każdego zajęcia tylko by móc zarobić, choć wydaje się, że tak ciężko nie jest. Ale fakt, w Polsce fajne miejsca są niemal okupowane przez wszelkiego rodzaju stragany, a to troszkę psuje wycieczkę…

        1. Wydaje mi się jednak, że nie wszystko jest kwestią pieniędzy. Dużą rolę chyba też odgrywa mentalność ludzi. W Polsce lasy są zasyfione, niestety (taki przykład). A tam było czyściutko i chociażby taki drobiazg robił wrażenie. My, śmiecąc, sami sobie przecież to robimy, ale jakoś do naszych rodaków nie dociera. Koło mnie jest las, wygląda niemalże jak wysypisko śmieci, pisałam kiedyś o tym. A mógłby naprawdę cieszyć oko.

    1. Przyłożyli się tak, że nikt z nas się nie spodziewał aż takiej organizacji. Było jak w szwajcarskim zegarku. 🙂

  2. Bardzo się cieszę, że miałaś udany wyjazd.
    Spędziłem kiedyś 1 dobę w Szwajcarii. Miałem przesiadkę na samolot. Było to dość dawno, więc niewiele pamiętam, ale bardzo pozytywne wrażenie pozostało.
    Bardzo lubię góry, więc tym bardziej Ci zazdroszczę.
    Czekam na notatki z podróży.

    1. Góry niesamowite. Opiszę i pokażę na zdjęciach. 🙂 Pokonałam swój lęk wysokości nawet! Taka byłam dzielna. 🙂 Naprawdę piękny kraj, nie spodziewałam się, że aż tak. 🙂

  3. dojść do siebie nie mogę… wróciłem i jakby mi kto w łeb młotem kowalskim przyłożył… oj, niebezpieczne sa takie wyjazdy…
    pozdrówka..
    jak postawię drop boxa to foty wrzucę … kilka ci pstryknąłem 🙂

    1. Fajnie, dzięki. A drop boxa już sobie zainstalowałam. 🙂 Wrzuciłam zdjęcia (wszystkie, bo nie miałam czasu na segregację, a część na pewno nadaje się do kosza, ale nie wiem, jak to dalej z tym zrobić, nie mam czasu poczytać 🙁 )Ja też czuję się, jakbym obuchem dostała. Jeszcze mój kot chory, biedaczysko. A weterynarz dopiero od 16. Martwię się o tego mojego sierściucha. 🙁

    1. Ten dokładny opis to nie lada wyzwanie. Nie wiem, od czego zacząć i jak wyrazić to piękno, którego doświadczyłam… 🙂

  4. Wiem, że Szwajcaria jest odlotowa, raz po drodze tam zaglądnęłam. Cieszę się, altruistycznie, że wróciłaś pełna wrażeń, bo te z mojej ostatniej podróży się nie umywają!
    Ochłoń i opisuj po kolei, będę czytać.

    1. Opiszę. Już jakoś zaczynam to ogarniać, chociaż jeszcze wszystkich zdjęć nie obejrzałam.
      Ale było fantastycznie 🙂

  5. Klik dobry:)
    Melduję się na blogowym łonie. Też nie wiem co napisać i od czego zacząć. Mam jeszcze rozdziawioną buzię. Żeby tylko nie wypadła mi z szczęka z zawiasów. 🙂

    Pozdrowienia i uściski.

  6. Witaj!Ogromnie się cieszę że już jesteś!Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy o pobycie w Szwajcarii.Zdjęcia są takie że na odległość można się zakochać-a co dopiero będąc tam…Kurcze-mam nadzieję że kot wyzdrowieje-bo fajnie się czyta kolejne wątki o wojnie na linii kot-mężuś!

    1. Już zaczęłam podejrzewać, że pod moją nieobecność, Mężuś wyciągnął jakieś grubsze działo w walce z kotem. Jajo było na wycieczce szkolnej, więc wojownicy zostali sami. No, ale już jest lepiej, ma zastrzyki przez 4 dni. Weterynarz sprawdził mu paszczę, bo strasznie śmierdziało, okazało się, że miał zepsutego zęba i może wdała się infekcja. Miał prawie 40 stopni gorączki. No, ale dzisiaj już ryczał po staremu. 🙂

  7. To ostatnie zdjęcie wyszło super 😉
    Dzisiaj wróciłam już do pracy i nie mogę dojść do siebie… nic mi się nie chcę, ustawiłam sobie na tapetę góry i wzdycham…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *