Jak Polak z Polakiem w pociągu

Jak mi się wczoraj nie chciało, już wszyscy wiedzą. No, ale zmobilizowałam się, wzięłam dupsko w troki, wstałam o 4 rano i hajda do rodzinnego miasta załatwić sprawę niecierpiącą zwłoki. A że mi się nie chciało, jak wiecie, więc wszystko mnie po drodze irytowało. Po pierwsze pociąg był nieogrzewany. No ja nie wiem, czerwiec, a ci już nie grzeją w pociągach, toż to skandal!!! Dobrze, że wzięłam kurtkę, to siedziałam w niej jak pacan przez cztery i pół godziny. W dodatku nie było komu nachuchać, bo oprócz mnie żywej duszy w przedziale. Czytać się nie dało, bo normalnie trzęsłam się z zimna. Oczy mi latały po literkach, nijak nie szło złożyć ich w jakiś sensowny tekst. Spać się nie dało, to jasne, bo jak człowiek w trzęsawce, to trudno się skupić na spaniu. Przez pierwszą godzinę modliłam się o herbaciany cud. Gorący cud. Ale za cholerę kelnera z wózeczkiem w tym składzie nie było. Stwierdziłam, że jednak pociągi, którymi jeździłam do Warszawy, to była Europa w środku Europy, bo i kawka i herbatka były, śniadanko nawet można było przekąsić, wagon restauracyjny był, czasami nawet gniazdka z prądem. A tu nic. Jak człowiek w potrzebie, to herbaty nie uświadczy, ogrzewania nie ma. Kto to widział, żeby w czerwcu były nieogrzewane wagony?! Jak zapytałam konduktora o to, czy do samego Szczecina będzie taka zimnica (ubrany był w koszulkę z krótkim rękawkiem! ja w koszulkę, wdzianko i kurtkę zapiętą pod samą szyję), to spojrzał na mnie, jakbym co najmniej z kosmosu była:

– Proszę pani, jest czerwiec – przedstawił mi z oburzeniem nazwę miesiąca, jakbym ułomna była. I w konsternację mnie wpędził, bo nie wiem, czy dziękować za tę cenną wiedzę, czy nie.

– No, tak, ale jest zimno – odpowiadam i nie ustaję w swojej trzęsawce. On patrzy na mnie i w końcu obiecuje, że się zorientuje. Tak „zorientuje”. I łatwo się domyślić, że więcej go nie widziałam. Orientował się zapewne.

Na szczęście po 2-3 godzinach trzęsawki do przedziału wsiadły trzy osoby. Również siedziały w kurtkach i solidarnie się ze mną trzęsły. Ale jakoś wspólnymi siłami nachuchaliśmy w ten przedział, że w końcu zrobiło się cieplej. Nie myślcie jednak, że ściągaliśmy kurtki. O, nie. Cieplej się zrobiło. Nie – ciepło! To znaczna różnica.

Muszę przyznać, że od kiedy wsiedli ci ludzie jakoś też raźniej się zrobiło. A że temperatura sprzyjała pogaduszkom w stylu „jak to wszędzie źle”, to wymieniliśmy, oczywiście jako specjaliści, poglądy na temat stanu dróg, torów kolejowych, służby zdrowia, stanu oświaty, na temat bezrobocia, łapówkarstwa, nieudolnego rządu i oczywiście pogody. Aha, i jeszcze dorzuciliśmy taki bonusik na temat ustawy śmieciowej, czy segregować, czy nie, czy będzie drożej i lepiej, czy tylko drożej i gorzej. Czyli wszystkie te tematy, które statystyczny Polak podczas spotkań towarzyskich musi obowiązkowo poruszyć. Pełniliśmy więc ten obowiązek pełni zapału aż przez 2 godziny. Cieplej i przyjemniej człowiekowi od razu się jechało jak tak sobie z rodakami ponarzekał. Jakby kto pytał o szczegóły, to przekazuję jeszcze na koniec news pani z przedziału, że lata w tym roku nie będzie. To tak nawiasem mówiąc, jakby kto był ciekawy, kiedy w końcu będzie cieplej.

 

***

 

PS  Joanno, jest prośba do Ciebie od pewnej czytelniczki, żebyś podała w komentarzu link do strony z ćwiczeniami na cellulit (Chwaliłaś się, że masz, stosujesz i sprawdziłaś skuteczność). Będzie wdzięczna. Zrób dobry uczynek, coby kobitka miała piękne nogi i pupkę. W jej imieniu proszę. A może i jeszcze ktoś się skusi na ćwiczenia? A może nawet ja? Bo co mi tam szkodzi mieć nóżki i tyłeczek bez cellulitu, nie? Oczywiście, jak mi się zachce, a z tym to wiecie, jak jest. 😆

0 thoughts on “Jak Polak z Polakiem w pociągu”


  1. http://www.youtube.com/watch?v=RVt1j8NfFL8
    O jak mi się miło zrobiło-jakaś wyróżniona się poczułam w ten przeklęty,deszczowy poranek.Co do ćwiczeń-trzeba codziennie -WIADOMO!Bez wymówek!Ale po dwóch tygodniach są efekty.Ogólnie jak tu nie narzekać.Zima długa,teraz leje,a do dupy z tym wszystkim.Pranie podsuszam suszarką do włosów…A widzę że konduktor z tych gorących-jak mój mąż.Całą zimę w krótkim rękawku i kurtka rozpięta-no przecież ciepło jest!Dobrze że nie trzęsłaś się sama!

    1. Trzeba ćwiczyć codziennie,racja.Ja mam tylko taki problem,że jest mi ciągle tak zimno,że ciężko mi się przebrać do treningu w krótsze spodnie i koszulkę.Cała się trzęsę z zimna.

      Joanno,naprawdę tak pomagają te ćwiczenia?Mam też do Ciebie pytanie.Czy też miałaś uczucie,jakby Ci kolana puchły,bolały,nawet łydki?Ja mam wrażenie,że te części ciała mam takie masywne,to swoją drogą,ale jakby spuchnięte.Często nogi czuję w kolanach takie zmęczone,nawet po siedzeniu.

      1. Kochana pomagają!!!Ja mam problem-masywne uda-a na nich tłuszczu cała masa no i ten cellulit.No i zadek miałam obwisły i też to badziewie zwane skórka pomarańczową.Ale teraz pupcia fajna,krągła,uda-szczuplejsze ,i cellulit się o połowę zmniejszył.Dodam że dobiegam 40-stki więc też jest w tym wieku trudniej.Ale tak się zawzięłam że hej!Co do puchnięcia-to nie mam takich objawów.Ale może Ty masz problem że w nogach zatrzymuje Ci się woda?(hehe nie jestem ekspertem-ale cos na ten temat mi się obiło o uszy)Ale zachęcam Cię gorąco-a jak poczytasz komentarze pod filmikiem z Mel b.-to dopiero dostaniesz skrzydeł!!!

        1. Zajrzałam na te ćwiczenia, nawet serię zrobiłam. Tzw. składziki robiłam na fitness (takie przysiady) i pamiętam, że naprawdę pomagały. Chodziłam w poprzednim miejscu zamieszkania z moją koleżanką Iwonką, kilka lat tak dreptałyśmy (2 razy w tygodniu), pamiętam, że po dwóch latach składziki robiłyśmy w nieskończonej ilości i nie pękałyśmy. 🙂 I faktycznie były efekty. 🙂

        2. Dziękuję Ci za odpowiedź.Z Mel B.też ćwiczę:)Ja jestem niska,kiedyś dużo schudłam,ale na dolnych partiach ciała co nieco mi pozostało.Jestem szeroka w biodrach i też mam taki obwisły tyłek.To jakaś zmora.A mierzyłaś cm w udach itp?
          Co do zatrzymywania wody w organiźmie.Też mi tak sasiadka powiedziała i zaczęłam brać tabletki Hydrolinum.Narazie zbyt krótko je biorę,ale mam nadzieję,że pomogą.

          1. Słuchaj, a picie wody nie pomaga? Jak chodziłam do dietetyczki, ona robiła mi pomiar wody w organizmie i też miałam za dużo, więc kazała pić jak najwięcej wody. Pomogło, ale wypijałam około 2 litrów dziennie.

          1. Nie smaruję-mimo iż stoi tego trochę na półce-ale zacznę.Brałam Cellasene-ale obecnie czekam do 10-tego i kupię znowu.Ale wydaje mi się że te ćwiczenia najbardziej pomogły.

          2. Ok,dziękuję.Właśnie zaraz biorę się za Chodakowską i Mel B.,a po południu rowerek stacjonarny.wczoraj też tak ćwiczyłam:)

          3. No, jak to kto? Ty! Taka mobilizacja zdarza się rzadko. Ćwiczenia, rowerek! Mnie zapału zawsze starcza na pierwsze trzy dni, potem już szukam różnych wymówek. 😉

          4. A…nie przesadzaj.Ze mną też różnie bywa,ale zawzięłam się i koniec.Staram się w tygodniu nie jeść słodkiego,jedyne na co sobie pozwalam,to trochę słonecznika podłubać i ze 2 kostki gorzkiej czekolady.W weekend zjem coś słodkiego.No i te ćwiczenia.Wierz mi,że też mi się czasem nie chce,ale zaraz sobie mówię,że siedzeniem nic nie osiągnę,że coś sobie obiecałam i mogę tego dokonać.Narazie działa,mam nadzieję,że długo to podziała.
            Dziś już trzeci dzień z rzędu ćwiczę z Ewką,wcześniej ćwiczyłam co drugi,co trzeci dzień.Jeszcze mam w planie ten rowerek i Mel B.no i może te ćwiczenia od Joanny,te z przysiadami:)Zobaczę na co mi czasu starczy i ile będę na rowerku jeździła:)

          5. To trzymam kciuki. Mnie się zdarzy od czasu do czasu przebiegnąć lub poskakać na skakance. Dziś zrobiłam serię tych ćwiczeń, co podała Joanna. A jak jest ładna pogoda (i Jajo ma mniej nauki), to mamy teraz z Jajem fazę na babingtona. Też się można zmęczyć i uśmiejemy się zawsze nieźle 🙂

  2. to może hurcikiem ten cellulit pogonimy???
    Że jak razem to może “niechcemisię” pójdzie jak zima do morza??? Hmm ale czy ona (ta zima) naprawdę sobie poszła??
    Ciepełka życzę :-))

    1. Oprócz “niechcemisię” jest jeszcze jedna dobra wymówka “niemamczasu”. 🙂 I jakoś tak człowiek zawsze sobie wytłumaczenie znajdzie, nie? 😉
      A cipełko by się przydało. Jeszcze w poniedziałek u nas świeciło słońce i można się było opalać.

  3. Na samą myśl o tym pociągu,gęsia skórka mi wychodzi.U mnie cały czas pada.Najgorsze jest to,że muszę wyjść z domu do lakarza,a zbieram się już od poniedziałku.Chyba założę kalosze i pójdę,bo inaczej zaraz będe przemoczona.W domu też zimno,zagrzać się nie idzie.Ja już nie mam sił do tej pogody,a że lata nie będzie,to się już domyśliłam:(

    Co do prośby czytelniczki!!!

    Wiem,że prośba nie była do mnie skierowana,ale może uda mi się coś podpowiedzeć.

    Ja ćwiczę metamorfozę z Ewą Chodakowską,właśnie na dolne partie ciała,na cellulit.Tylko ja to ćwiczę z płyty,ale może czytelniczka znalazła by to na youtube lub na stronie Ewy?http://www.ewachodakowska.pl/

    Na youtube są też ćwiczenia na pośladki z Mel B.takie 10 minutowe http://www.youtube.com/watch?v=rsOwRoaRh4I

    1. Pisała mi e-maila, że właśnie z Chodakowską ćwiczy, ale dzięki, mam nadzieję, że przydadzą się jej te informacje. 🙂
      Wiedziałam, że można tutaj na Was liczyć i pomożecie 🙂

  4. też chętnie sprawdzę jakie to ćwiczenia 🙂
    choć nie powiem, bo jednak marka kosmetyków wraz z rolkami podgrzewanymi radzi sobie całkiem nieźle i może mój nie poszedł jeszcze całkiem precz, ale na pewno uległ sporej redukcji … w zamian odsłaniając tabuny rozstępów, no ale jak widać w pewnym wieku nie można mieć wszystkiego …

          1. w sumie raczej tak – choć zależy od częstotliwości chodzenia oraz dobrze jest nasmarować się jakimiś paćkami wcześniej

          2. Tylko że to pewnie kosztowne, nie? Bo trzeba jednak chodzić systematycznie.

    1. Chyba nie będzie źle, wróciłam wczoraj, aspirynę na noc wzięłam, bo coś gardło mnie zaczęło drapać. No, ale najważniejsze, że już jestem w domu. A następna podróż, jaka mnie czeka, to samolotem, a potem szwajcarskimi kolejami. Będę mieć porównanie 🙂

  5. Wszędzie leje a u nas słońce,tylko wietrzyk trochę piżdżący.A na zmęczenie mam sposób .Kładę się i leżę .Wszak człowiek najmniej się męczy leżąc .Pozdrawiam pracusi i leni.

    1. Mój tatuś zawsze powtarza, że człowiek najmniej się męczy w pozycji horyzontalnej, więc kto może, ten leży 😉

  6. A ja dwa lata temu niemalże – koniec lipca – wracałam z podróży poślubnej pociągiem (razem ze świeżo poślubionym oczywiście) i oparzyłam się o grzejnik (czy jak to się tam nazywa) w pociągu właśnie. Na dworze było ciepło, choć pochmurnie, najmarniej 25 stopni, Mężu (kolejarskie dziecię) pobiegł od razu do kierownika pociągu powiedzieć, żeby wyłączyli ogrzewanie. Nie mogli – wyłączanie popsute… Masakra trochę.
    A jak się oparzyłam – to w pierwszej chwili myślałam, że prąd mnie kopnął 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *