Mój ogród

Dzisiaj będę się chwalić. Już od kilku dni noszę się z zamiarem zrobienia tego wpisu. Pamiętacie, jak kiedyś zamieściłam zdjęcie swojego ogródka jeszcze w części pokrytego śniegiem? Chociaż słowo „ogródek” było wtedy mocno przesadzone. Dzisiaj pochwalę się efektami swojej ciężkiej pracy.

Na zdjęciu widać stan naszej „posiadłości ziemskiej” zaraz po kupieniu domu. Chaszcze, chaszcze i chaszcze. W zasadzie to one nas zauroczyły i spowodowały zakupienie domu. Wiem, normalne to z naszej strony nie było. Ale my tak z Mężusiem mamy. Lubimy dziwne rzeczy. Może trochę nietypowe. Tylko nie popuszczajcie wodzy swojej fantazji, poza ogródkiem jesteśmy chyba normalni.

Wczesną wiosną ogródek wyglądał już trochę lepiej. To znaczy było w nim mniej chaszczy, bo jednak ich urok urokiem, ale nie dało się żyć w takim buszu.

Obecnie jednak, kiedy nawet trawka zaczyna rosnąć, jest lepiej. Co prawda na zdjęciu raczej łyso to wygląda, bo roślinki jeszcze raczkują, ale jest szansa, że będzie pięknie. Siadamy sobie co dzień z Mężusiem na naszym (jeszcze odrapanym) tarasie i podziwiamy. Najpierw robimy obchód. A jak zauważyliście na zdjęciu, dużo się nie nachodzimy, bo to nasze maleństwo ma może z 30 metrów kwadratowych. Sprawdzamy każdą roślinkę po kolei, czy urosła. I prawie z nimi gadamy. Cieszymy się jak głupki, jak nam coś zakwitnie. Potem siadamy na naszych plastikowych krzesełkach (kiedyś będą lepsze) i podziwiamy. Ostatnio spełniłam nawet swoje marzenie. Już pewnie przywykliście do moich durnowatych manii, a to pewnie kolejna z nich. Wymarzyłam sobie, że jak będę mieć taras, to postawię na nim duże donice z ziołami, a także z trawami ozdobnymi i jakimiś polnymi roślinkami. Taki kawałek łąki w donicy. I mam! Urosła mi kolendra, lubczyk, mięta, malutki koperek, pietruszka, bazylia. I jak pięknie pachną. Wystarczy dotknąć ręką i cała gama zapachów rozchodzi się w powietrzu.

A tu prezentuję moje trawy, w których rośnie kocimiętka, smagliczka, goździki i jeszcze jakieś kwiaty, których nazwy nie pamiętam. Piękne, prawda?

Kocimiętkę posadziliśmy, ponieważ wyczytaliśmy, że odstrasza komary. Jednak te nasze są chyba tresowane, bo nijak się nie boją i tak latają nad nami, kiedy siedzimy i podziwiamy. Chyba by trzeba neon ostrzegawczy im zapalić, że niebezpieczeństwo, bo cholery się nie przejęły. Kot zresztą też olał koci miętkę, choć sprzedawczyni zapewniała, że będzie się w niej tarzał. Nasz kot za leniwy, żeby wdrapać się do niewygodnej donicy i w niej potarzać. Bo i po cholerę, jak może w tym czasie leżeć Mężusiowi na kolanach i mruczeć z zadowolenia, kiedy ten go głaszcze.

A i jeszcze Mężuś zamontował karmnik i w planie ma domek lęgowy dla ptaszków. Tak nam pięknie śpiewają, że niech tam mają jakąś przyzwoitą rezydencję. Nie będziemy im żałować. A od jesieni zaczniemy je dokarmiać. Szarpniemy się na jakieś ziarno, tacy będziemy.

0 myśli na “Mój ogród”

  1. Ogródek mały ,ciasny-ale własny!A taka donica z ziołami-marzenie…Wiesz Aniu-a ja kocham szfirki-i od dziecka jestem nimi wręcz zauroczona.Może posadzisz małą kępkę dla mnie i co jakiś czas wstawisz fotkę żebym mogła oko nacieszyć?Pamiętam że gdy byłam mała chodziliśmy do cioci która mieszkała w domu,a przed domem miała taki mini ogródek z alejkami (z płytek chodnikowych)i tam właśnie królowały szafirki.Jejciu uwielbiałam się tam kręcić i podziwiać te cuda.Ale kocham również goździki i bratki.Obiecuję sobie że gdy kiedyś dorobię się domu to właśnie te kwiaty będą królowały i cieszyły moje oczy.

    1. Bratki mam posadzone w ogródku (słabo widać na zdjęciu), a goździki w donicy (ciemnoróżowe) 🙂 Nie wiem, jak wyglądają szafirki, zorientuję się i posadzę z myślą o Tobie 😉

      1. Już się zorientowałam. Też mi się podobają. Wsadzę jesienią, bo przeczytałam, że tak najlepiej i wtedy w kwietniu będą kwitły. Jeszcze i tak muszę sobie dosadzić tulipanów, żonkili i krokusów, żeby mieć kwiaty wczesną wiosną. 🙂 Wczoraj jeszcze dosadziliśmy cytryńca chińskiego pod żywopłotem. Ciocia poleciła, bo podobno ma zdrowe liście i owoce. Ciekawe, jak nam to wszystko urośnie?

        1. Mały i uroczy, ale wcale nie mniej pracy co przy większym, prawda 🙂
          Cebulki krokusów możesz wkopać jesienią na trawniku. Wiosną będzie kolorowy dywan zanim trawa się zazieleni. A gdy przyjdzie do pierwszego koszenia trawy, to krokusiki już przekwitną. Potem nawet nie trzeba ich wykopywać, u siebie mam je już kilka lat w gruncie. Podpatrzyłam to w wielkim mieście nieopodal, gdzie wiosną każdy skwer tryska kolorami.
          Ale z tą budką lęgową to przemyślcie jeszcze, bo może w kocie obudzą się instynkty łowieckie. Moja kocica po przeprowadzce na wieś była zielona w tym temacie ale po jednym sezonie taki z niej się myśliwy zrobił, że aż ciarki mam. Lada dzień znowu zacznie się rzeż niewiniątek, bo młode ptaki jeszcze słabo latają.
          Pozdrawiam i życzę miłego relaksu w ogrodzie.

          1. Nasz jednego ptaszka już upolował, ale kilka miesięcy temu to było. Pewnie chciałby znów. Ale Mężuś budkę zawiesił wczoraj, jest w takim miejscu, że kot na pewno nie wlezie. Ponadto mamy tam jaśmin, który jak urośnie, to trochę tę budkę osłoni.
            A z krokusami dobry pomysł, na pewno wykorzystam. 🙂

  2. Klik dobry:)
    Krokusy fajnie prezentują się na trawniku. Zakwitają wiosną zanim trawa na dobre się zazieleni. Gdy trzeba kosić trawnik, to już przekwitną i kosi się razem z trawą.

    Pozdrawiam serdecznie.

  3. 🙂 donice śliczne i kolorowe 🙂 🙂
    … a co do dokarmiania ptaszków, to … kurcze – chcesz – oddam Tobie całe stado wróbli i inne takie, co to tak od kilku lat dokarmiają się w psiej misce i wszystko, wszędzie zasrały 😐

    1. To fajne masz te wróble. 🙂 Myślę, że chyba z kociej miski to się raczej nie odważą. 😉 (mam nadzieję)

  4. Ogródek pomału się rozrasta w pięknych kwiatach, bo jak mówią: do cierpliwych świat należy. Tak więc z dnia na dzień jest coraz ładniej i ciężka praca zostaje wynagradzana. I nawet miejsce dla ptaszków się znalazło!
    Cudnie! Pozostaje tylko pogratulować i pozazdrościć tak pięknego widoku w zasięgu wzroku!

    1. Chciałoby się, żeby to od razu wystrzeliło, ale nie da rady. W przyszłym roku pewnie będzie jeszcze ładniej. 🙂

  5. Świetny wpis i choć za kwiatkami nie przepadam – co innego jadalne – bazylia, oregano, szczypiorek, nawet rzodkiewka – te może kiedyś znajdą miejsce na moich parapetach, balkonie, może kiedyś w jakimś (bliżej nieokreślonym) ogródku. Co do kwiatów, to ja chyba jestem jakoś upośledzona estetycznie. Są mi bardzo obojętne. Już bardziej te chaszcze wydają się pociągające, ale tresowane komary i kot nieczuły na kocimiętkę to przebój. Umiesz pisać, oj umiesz!

    1. Dzięki 🙂 A ja też kiedyś byłam obojętna na kwiaty, ale tak sobie myślę, że może to mi przylazło z wiekiem. 😉

    1. Muszę powiedzieć, że Mężuś prowadzi. Kot poddał się, choć próbuje wziąć nas na litość i ryczy przed tą siatką, a za nią jak gdyby nigdy nic przechadza się Gienia. Kobiety (nawet kocie) to są cwane bestie. 😉

  6. Witam po dlugim weekendzie!

    Widzę, ze masz pozytywnego bzika na punkcie ogrodu – podobnie, jak moja zona. Kilka lat temu kupiliśmy zaniedbana działkę leśną. Las sosnowy z domieszka cholernej brzozy (ciągła walka z liśćmi). Kupiłem piłę spalinowa i na 2 lata zamieniłem się w drwala wycinając koszmarne chaszcze i trochę drzew. Roboty jest tam pewnie jeszcze na 10 lat, ale już podobnie, jak Wy, możemy usiąść na tarasie cieszyć się całkiem przyjemnym widokiem leśnego trawnika. Na trawniku, jak to w lesie, znajdziesz trawę, różnego rodzaju chwasty, niezapominajki, polne bratki i różne takie. Regularnie to koszę i wygląda całkiem przyjemnie i kolorowo. Nie mieliśmy ambicji, jak niektórzy sąsiedzi, robić z lasu „ogrodów Schoenbrunn”. Największy problem i zmartwienie żony to żywopłot, który próbujemy stworzyć przy ogrodzeniu. Jak na razie bez efektu. Chcemy go zrobić z krzewów iglastych, ale większość po zimie wypada. Wiem, że łatwiej byłoby posadzić coś liściastego, ale liści na działce mamy już pod dostatkiem. Musisz przyznać, że kawałek „zieleniny”, którym można się zajmować, a potem wygrzewać się w słoneczku na jego łonie, to super odskocznia od codzienności.

    1. Odskocznia świetna, to fakt. A co do żywopłotu. Sąsiedzi są od nas odgrodzeni dwumetrowym (może nawet ponad) żywopłotem z jakichś iglaków, niezła ściana powstała. Obsadziłam to teraz milinem amerykańskim, żeby było kolorowo. 🙂 A my przed domem “odziedziczyliśmy” po poprzednich właścicielach liściasty żywopłot i niech go cholera weźmie, nie dość, że trzeba przycinać, to jeszcze ludzie traktują go jak śmietnik i co rusz wtykają w niego jakieś papierki. Planujemy go zlikwidować w następnym roku i zrobić mały płoteczek.

  7. Widzę, ze masz pozytywnego bzika na punkcie ogrodu – podobnie, jak moja zona. Kilka lat temu kupiliśmy zaniedbana działkę leśną. Las sosnowy z domieszka cholernej brzozy (ciągła walka z liśćmi). Kupiłem piłę spalinowa i na 2 lata zamieniłem się w drwala wycinając koszmarne chaszcze i trochę drzew. Roboty jest tam pewnie jeszcze na 10 lat, ale już podobnie, jak Wy, możemy usiąść na tarasie cieszyć się całkiem przyjemnym widokiem leśnego trawnika. Na trawniku, jak to w lesie, znajdziesz trawę, różnego rodzaju chwasty, niezapominajki, polne bratki i różne takie. Regularnie to koszę i wygląda całkiem przyjemnie i kolorowo. Nie mieliśmy ambicji, jak niektórzy sąsiedzi, robić z lasu „ogrodów Schoenbrunn”. Największy problem i zmartwienie żony to żywopłot, który próbujemy stworzyć przy ogrodzeniu. Jak na razie bez efektu. Chcemy go zrobić z krzewów iglastych, ale większość po zimie wypada. Wiem, że łatwiej byłoby posadzić coś liściastego, ale liści na działce mamy już pod dostatkiem. Musisz przyznać, że kawałek „zieleniny”, którym można się zajmować, a potem wygrzewać się w słoneczku na jego łonie, to super odskocznia od codzienności.

  8. No bardzo dobrze.O tej porze nie wypada mi telefonować.A jakoś rano nie mogłabym po to podskoczyć,np.przed pracą?
    Na 14 muszę/powinnam dostarczyć sałatkę;)

Pozostaw odpowiedź anna.a72 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *