O seksie w necie

Wczoraj w telewizji śniadaniowej był wywiad z angielską blogerką, która ma siedem milionów wejść dziennie. Właśnie wydała książkę. Nieźle, nie? Siedem milionów dziennie! Mnie w ciągu ośmiu miesięcy udało się przyciągnąć zaledwie 1,6 miliona czytelników. Mały pikuś ze mnie. Byłam ciekawa, o czym ta blogerka pisze, że ma taką „oglądalność”. Nie było to zdrowe odżywianie ani dywagacje filozoficzne, a seks. Okazuje się, że najłatwiej zwrócić uwagę czytelników, pisząc właśnie o seksie.

Zastanawiałam się przez chwilę. Nigdy nie szukałam w necie żadnych treści erotycznych. Nie szukałam informacji związanych z seksualnością kobiety. A podobno to właśnie ten temat jest obecnie na topie. No, dobra, biorąc pod uwagę to, jakie książki są ostatnio popularne, to może faktycznie jest zapotrzebowanie na mówienie o sprawach intymnych. Przez wieki mówiło się raczej o potrzebach facetów, a kobieta traktowana była przedmiotowo, jako obiekt seksualny.

Jestem właśnie w trakcie czytania „Cząstek elementarnych” – podobno jednej z najlepszych książek pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. Autorem jest mężczyzna. Bohaterowie to też faceci. Czytam więc o „brandzlowaniu”, o typowo męskich potrzebach i upodobaniach seksualnych. Uszy i policzki mam czerwone z wrażenia. Nie jest to jednak pornografia, o nie. Książka ciekawa. Połączenie fizyki z seksem [sic!]. Tak bym może to określiła w skrócie. Ale znów jest to kolejna książka o potrzebach facetów. Może faktycznie za mało jest dobrej literatury o seksualności kobiet. Tylko nie wiem, jak taka książka miałaby wyglądać. Kobiety ostatnio zaczytywały się w „Pięćdziesięciu twarzach Greya”, więc może chcą o seksie? Ale wtedy co? O czym? O technikach? Pozycjach? Orgazmach? O masturbacji? Czy o czym? Bo o miłości to mamy mnóstwo tanich romansów oferujących same banały.

Niewątpliwie kobiety podobnie jak faceci mają różne temperamenty i różne potrzeby. Od wielu lat w końcu mówi się także o potrzebach kobiet. Nie są tylko obiektami seksualnymi. Teraz i one wyruszają na łowy męskich ciał. Mają prawo czuć satysfakcję seksualną i mogą o tym głośno mówić. Tylko ja ciągle mam takie nieodparte wrażenie, że seks jest czymś tak intymnym, że pisanie o swoich doświadczeniach w necie, jest lekkim przegięciem. No, chyba że jestem już wapniakiem i nie znam się. Taka możliwość też istnieje. Ale wyobrażacie sobie, żeby pisać o tym, jak z własnym mężem, kochankiem, czy z kim tam jeszcze kto woli, w jakiej pozycji, gdzie i jak długo? Mężuś toby mnie wtedy chyba na trzy wiatry pogonił kijem z domu, oblał jeszcze smołą i obsypał piórami. Bo to jak, gdzie i kiedy, to nasza sprawa i nikomu nic do tego.

0 myśli na “O seksie w necie”

  1. Któryś raz już zacytuję moją Babunię: “D..a rządzi światem”. (U nas w rodzinie nie używa się ugrzecznienia typu “pupa”). I coś w tym jest. Praktycznie w koło seksu krąży wiele rozmów, o nim traktują książki, filmy i seriale…
    Tylko, że to nudne. Odkrywanie tej sfery życia czyni z niej zwykle mechaniczny proces fizjologiczny, a to co w seksie najlepsze ukryte jest pomiędzy spojrzeniem, dotykiem i szeptem.

    1. Też tak uważam. Nie można wszystkiego sprowadzić do techniki i fizjologii. To, co najcenniejsze, najbardziej ulotne, powinno być tylko dla nas. 🙂

  2. Dzień Dobry Aniu.
    Pierwsza refleksja po przeczytaniu Twojego tekstu – pewnie jestem staroświeckim wapniakiem (podobnie, jak Ty), który lubi to robić, ale nie lubi o tym opowiadać.
    A druga to moda, którą kształtują media.
    Już kiedyś dyskutowaliśmy o zachowaniu ludzi i o tym, jak te zachowania są kreowane przez media.
    Wzorzec człowieka początku XXI w. – młody, a jednocześnie doświadczony, szczupły, jeszcze lepiej chudy, modnie ubrany(dziwacznie), szokujący otoczenie zachowaniem (najczęściej chamskim), uśmiechnięty, bogaty (bo tylko taki liczy się w tym świecie – (wiedza, zainteresowania, intelekt, kindersztuba – cóż za dziwne, niezrozumiałe określenia!), no i oczywiście bogowie sexu – facet, który nie przepuści niczemu, co się rusza i robi to 15 godzin na dobę i opowiada o tym wszystkim dookoła, najlepiej przed kamerą. A kobieta musi przeżywać ciągły, wielokrotny orgazm trwający również 15 godzin, bo jakby inaczej. W końcu oboje (oba) wzorce muszą szczytować, tak samo długo. No i jeszcze magiczny, demoniczny, wyśniony punkt G – obiekt pożądania wszystkich kobiet i mężczyzn, poszukiwany przy użyciu publikowanych “przewodników, atlasów, planów”, a pewnie wkrótce będzie nas do niego prowadził GPS.
    Akurat w tym względzie preferuję robotę chałupniczą. Nic tak nie zbliża i nie sprawia satysfakcji, jak wspólna wyprawa w nieznane i doskonalenie poprzez trening.
    No cóż przy takim wzorcu, Bogowie greccy to mały pikuś.
    Dla podsumowania tego tematu idealny wydaje mi się nieśmiertelny i uniwersalny cytat z Młynarskiego – “Róbmy swoje”, który może być również optymalną radą dla Polaków, we wszystkich sytuacjach z którymi stykają się żyjąc w tym dziwnym kraju.

    1. Najbardziej spodobała mi się ta “robota chałupnicza”. 🙂 Ale niektórzy, tak podejrzewam, chętnie by taki GPS sobie zakupili, by się zbytnio nie zmęczyć. 😉

      1. Na koniec dnia chciałbym życzyć Ci miłego weekendu i przyjemnej chałupniczej roboty, bo kiedy uprawiać seks jak nie w weekend kiedy więcej luzu, spokoju i czasu. Tylko z Jajem coś trzeba zrobić.
        Pozdrowienia dla Mężusia.

        1. Ha, ha 🙂 Jajo ma pokój na pięterku, więc nie ma problemu. 🙂 To mnie wypada napisać tylko jedno: wzajemnie i pozdrowienia dla Żonki. 😉 Miłego weekendu 🙂

  3. Wszędzie seks, że aż mdli. Temat pożądany jest bardzo. Cóż, wszystko kręci się wokół niego, a że człowiek ma takie czy inne instynkty łatwo przyciągnąć widza. W Polsce też jest bardzo dużo blogów o tej tematyce. Opowiadania, historie z życia wzięte itp ludzie chętnie to czytają choć ja ostatnio mam tego dość. Szukam książki, w której nie będzie ani grama seksu, ale takiej, która nie będzie kryminałem. Coś o realnym życiu bez otoczki erotycznej. Po prostu świat kipiący seksem jest dla mnie już nie fajny, delikatnie mówiąc.

    1. Bo to chyba jest tak, że co za dużo, to niezdrowo. Sławek świetnie to ujął. Ponadto ten model, który kształtują media, może też doprowadzić do niejednej frustracji. Bo może coś ze mną jest nie tak, jeżeli nie przeżywam orgazmu przez 15 godzin?
      Tak myślę o książce, którą mogłabym Ci polecić i w której nie byłoby seksu. Oprócz bajek dla dzieci, przychodzi mi do głowy niedawno przeczytana olbrzymia powieść Cabre “Wyznaję”. Świetna, choć nie wiem czy lubisz takie potężne, wielowątkowe powieści. Pisałam recenzję na swoim drugim blogu. Wiele osób tę książkę chwali, w radiowej “Trójce” czytano fragmenty. A i reportaż “W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” – świetny. Zrobił na mnie wrażenie. Polecam

        1. Nawet piły mechaniczne reklamują roznegliżowane panienki. 🙂 Masz rację, że wszystko sprowadza się do dupy.

  4. Czyli ja też Aniu zaliczam się do “wapniaków”,w zupełności zgadzam się ze Sławkiem.No cóż teraz żeby zaistnieć wystarczy pokazać kawałek cycka,dupy i już się “jest”na salonach.A ja nie chcę,ja się sprzeciwiam -ja chcę posłuchać ludzi mądrych,mających coś do powiedzenia.Bodajże wczoraj słynna “wodzianka”była gościem w telewizji śniadaniowej-temat poważny:jak używać samoopalaczy!I nawet na ten temat nie umiała sklecić ani jednego mądrego zdania.A słynna Frytka(teraz ponoć słynna aktorka)za przeproszeniem dała d..y na wizji i to dosłownie -i co-karierę robi.I powiem szczerze że choćby zmieniała co rok imię ,to i tak większośc ludzi tylko z tym jednym wybrykiem będzie ją kojarzyło.I nie piszę tego z zazdrości,bo w taki sposób to zaistnieć bym nie chciała.

    1. A z tą “wodzianką” widziałam końcówkę, jak ją Prokop zapytał czy woli Feuerbacha czy (chyba, dokładnie nie usłyszałam) Schopenhauera, a ta: “Czy mogę prosić inny zestaw pytań”. Podpuścił ją i wyszło, że oprócz samoopalaczy ma niewiele w głowie.Dobre to było, choć może ze strony prowadzącego nieeleganckie. 🙂
      To prawda, że dzisiaj najlepszy marketing, to zrobienie seksafery.

  5. Sex nie powinien być tematem tabu, ale to co się obecnie dzieje nie jest normalne. Właśnie seks jest wszędzie…dzięki temu zanikają wśród młodych ( i nie tylko)ludzi uczucia wyższe. To co się dzieje jest przerażające…Dla mnie najgorsze jest to, jak idę gdzieś ze znajomymi na drinka, na imprezę i ktoś proponuje mi sex. Czy wy też macie takie sytuacje? Jak reagujecie na takie sytuacje?

    1. To fakt, że nie powinien być tematem tabu, wszelkie przegięcia w jedną czy drugą stronę są chore.
      A co do proponowania seksu… Hmmm, jak byłam młodsza, to się zdarzało, jak byłam rozwiedziona również, ale obecnie tylko Mężuś mi składa takie propozycje, więc wolę się nie wypowiadać. Ale fakt, może to być szokiem. Dzisiaj czasami to jak zaproponować komuś drinka. Niestety.

      1. Jak sięgam pamięcią miałam też takie propozycje…w wieku 13-14 lat. Od mężczyzn dużo starszych… przestraszona omijałam takich ludzi szerokim łukiem…Większość mówi negatywnie o młodzieży, a ja bym się przyjrzała bacznie takim typom…

        1. A takie typy zawsze były i pewnie będą, nie bez powodu powstała “Lolita”. Trzeba się ich wystrzegać jak ognia.

  6. I wszyscy się dziwią że teraz ta młodzież taka zwichrowana jest.Ale przecież treści jakie do nich docierają na każdym kroku w jakiś sposób na nich wpływają.Ogólnie świat oszalał!I brak mi coraz częściej mojego dzieciństwa gdzie przyjaźń była bezwarunkowa(a nie ze względu na to ile kto miał)gdzie szanowało się dorosłych,gdzie nauczyciele mieli autorytet …i tak bym mogła wyliczać do wieczora!

    1. Młodzież…, mam nadzieję, wierzę, że jednak nie wszyscy są zwichrowani. 😉 Jakiś czas temu oglądałam program o zabawach gimnazjalistów, typu “słoneczko” czy “Wymiękasz”. Byłam w szoku. I to nie lekkim.

  7. Mnie też się wydaje,że to lekkie przegięcie,bo człowiek już niec dla siebie nie zostawia,tylko wszystko chce społeczeństwu przekazać.
    “Pięćdziesiąt twarzy Greya”czytałam i nie widzę w tej książce nic nadzwyczajnego,a tak niektórzy są”napaleni”po jej przeczytaniu.W tej książce jest dużo gadania,a mało działania;)

      1. Ja przeczytałam tą książkę tylko dlatego,że każdy mi ją zachwalał.Znajomi o niej mówili,a ja nie byłam w temacie,więc postanowiłam ją przeczytać.Jednak gdzieś tak od połowy,coraz rzadziej po nią sięgałam i kończyłam ją na siłę.Moim zdaniem ta książka jest nudna i nic się w niej nie dzieje takiego,co by doprowadzało do rozgrzania policzków:)

  8. Nie czytałam, ale myślę, że czasami lepiej jak coś jest niedopowiedziane, wtedy można sobie wyobrazić i ewentualnie wtedy mogą się nam zaróżowić policzki. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *