Wróciliśmy z Bremerhaven

Wróciłam. Wrażeń sporo. Zacznę od oprowadzenia Was po Bremerhaven. Miasto piękne, robiące wrażenie, chociaż nie wszystko mi się podobało.

Bremerhaven to miasto portowe położone na zachodzie Niemiec. Niedaleko stamtąd do Holandii. Mieszkaliśmy z Mężusiem u jego siostry. Mieliśmy przepiękny widok z okna. Ten wielki „naleśnik” to budynek w kształcie przypominającym statek. W środku są sklepy i coś w rodzaju muzeum 8. południka. Można tam odbyć podróż po całej kuli ziemskiej, ale tylko wzdłuż tego południka. Kapitalnie pomyślane. Spędziliśmy tam ponad dwie godziny. Wycieczkę zaczęliśmy od Szwajcarii. Nawet wydoiliśmy tam krowy. I muszę przyznać, że Niemcy pomyśleli o najdrobniejszych szczegółach. Co z tego, że krowa plastikowa, jak i tak z jej wymion można wycisnąć „mleko” (wyszło kiepskie zdjęcie, bo nie można było używać lamp). A najzabawniejsze jest to, że śmierdzi jak prawdziwa. Dla pewności wąchaliśmy jej zadek przytuleni do niego, macając pod spodem plastikowe wymiona. W ogóle w wielu miejscach starano się oddziaływać na wyobraźnię nie tylko obrazem, ale i zapachem. Wiem na przykład, jaki odorek wydzielają namioty nomadów. I muszę przyznać, że nie jest to jeden z moich ulubionych aromatów.

Kapitalnie się bawiliśmy. Przeszliśmy również dżunglę (obrzydliwie coś nam miękko było pod nogami), dotykaliśmy lodowców, znaleźliśmy się też na pustyni. A wszystko w ciągu dwóch/trzech godzin i za jedyne 14,5€. No, tanio nie było, ale co tam, raz się żyje.

W Bremerhaven jeszcze kilka rzeczy wywarło na mnie dość spore wrażenie. Przede wszystkim wszechobecny beton. Na zdjęciu widać. Niewiele trawy rośnie w tym mieście. Mężuś stwierdził, że Niemcy są zbyt praktyczni, żeby kosić trawę i poszli po najmniejszej linii oporu, wybetonowali to, co się dało. Dziwne uczucie, jak się spaceruje po takiej betonowej pustyni. Ale fakt faktem, że Niemcy mają porządek. Wszędzie czyściutko, chodniczki ładne, równiutkie. I żadnej psiej kupy, w którą można by wdepnąć! Ale psy jak najbardziej istnieją, widzieliśmy kilka osób przechadzających się po galerii handlowej ze swoimi pupilami! Wszystko przemyślane i chyba w ogóle niewiele jest tam przypadków. Nie to co u nas. Wielka improwizacja i ułańska fantazja.

Pisałam, że to miasto portowe. Trochę mi przypominało Gdynię. Jednak tutaj całe wybrzeże wykorzystane. Tory do samego portu. I to kilka linii. Drogi oczywiście również odpowiednie, bo co po samym porcie, jak nie można by z niego wyruszyć z transportem dalej? Mnóstwo parkingów, chyba tam przeładowuje się samochody. Do tego stocznia. Ta podobno już malutka, ale jest. I wszystko zagospodarowane, nowoczesne. Naprawdę byłam pod wrażeniem. I tam się opłaca!

Akurat kiedy znaleźliśmy się w Bremerhaven przypłynął do portu „Dar Młodzieży”. Spotykaliśmy polskich marynarzy. Przystojne chłopaki, od razu wiadomo, że Polacy. Oczywiście spotkanie z polską mową odbyło się również. Szliśmy przez pasaż handlowy. Naprzeciwko dwóch marynarzy, widać, że nasi. I słychać.

– Ku..a! Nie drzyj mordy! – mówi jeden do drugiego. I od razu człowiek czuje się jak w domu. Najważniejsze polskie słowo usłyszane na obczyźnie, aż łezka w oku się zakręciła.

Okoliczności naszego wyjazdu nie były sympatyczne, ale sposób, w jaki pożegnaliśmy szwagra mojego Mężusia, na szczęście nie polegał na darciu szat i nieskończonych lamentach. Pochówku nie było. Urna z prochami zostanie utopiona w morzu w przyszłym tygodniu (zgodnie z jego wolą). Teraz było pożegnanie w kaplicy. Były jego ulubione piosenki, wspomnienia. Słuchaliśmy Niemena, oglądaliśmy stare zdjęcia i wspominaliśmy.

A w tak zwanym międzyczasie z Mężusiem spacerowaliśmy po mieście. Było zimno jak cholera. Miałam na sobie podkoszulkę, bluzę i kurtkę i zmarzłam przeraźliwie. Nie zamoczyliśmy stopy w Morzu Północnym. Wiało i padało, jakby pogoda chciała nas wykurzyć. A po przekroczeniu polskiej granicy przyjemne ciepełko owiało nasze przemarznięte kości. Cieszę się, że jesteśmy już w domu.

16 myśli na “Wróciliśmy z Bremerhaven”

  1. Witaj,kilka zdjęć się nie wkleiło,albo mi się nie wyświetliły:(

    Całkiem inne zwyczaje tam mają,jeśli chodzi o pogrzeb.U nas by to nie przeszło.

    Co do Polaków na obczyźnie,to masz rację,że zaraz się ich pozna:)

    1. U mnie widać całe zdjęcia, może u Ciebie się nie otworzyły? Trudno mi to nawet sprawdzić, bo widzę je w całości. A szkoda by było.

  2. Jest dokładnie tak jak piszesz, im się opłaca transport wodny, bo to też port śródlądowy. A u nas rzeki zaniedbane i tylko myśli sie o nich gdy zagrażają powodzią. Znam temat, pisałam dwie prace dyplomowe o tym. Poza tym siedzę w temacie jako córka kapitana i siostra armatora. U nas na rzekach pływają kajaki a TIRy śmigają po drogach i sieją zagrożenie. Ale to długi proces aby ludziom uzmysłowić co tracimy i aby popłynęła kasa w zagospodarowanie rzek.
    Pozdrawiam

    1. Ja w tym temacie jestem amatorem, ale port zrobił na mnie ogromne wrażenie. Objechaliśmy go tam, gdzie się dało i szczęka opada. A Gdynia przy tym to mały pikuś. Mamy dostęp do morza, dwie duże rzeki i dupa. U nas nic się nie opłaca.

  3. zastanawiam się, czy my jako Polacy dorośniemy do takiego pożegnania jak to w którym braliście udział, czy nie? i ile pokoleń na to trzeba by było poczekać.

    60 PLNów to taki tam, nasz ojczysty standard jeśli chcesz wejść do jakiegokolwiek muzeum – wiec nie uważam, aby wasze wejściówki jakieś szczególnie drogie były…

    1. To fakt, że u nas zupełnie inna mentalność. Teściom trudno tutaj przed rodziną przyznać, że ich zięć nie ma grobu, bo to w świadomości Polaka się nie mieści. U nas muszą stać wypasione pomniki na cmentarzu. Nawet tu obowiązuje zasada zastaw się a postaw się. Niestety.
      A z tymi wejściówkami. Drogo, tym bardziej, że Polacy mniej zarabiają. U nas w ogóle, uważam ceny wejść do muzeów, jaskiń, ogrodów itp. są za drogie. Niektórzy w ogóle nie chodzą, bo jak mają wejść całą rodziną, to przecież majątek. U nas bilety rodzinne są pożal się, Boże. A zresztą, jaka polityka prorodzinna, jaka edukacja, takie bilety wstępu. W Niemczech rodzinne naprawdę się opłacają i w porównaniu z ich zarobkami, wcale nie wychodzi drogo.

  4. Okoliczności smutne, ale czas spędzony bardzo przyjemnie. To fajnie…
    Ta śmierdząca plastikowa krowa mnie rozbroiła totalnie 😉
    Ja gdybym tylko mogła wyprowadziłabym się do Niemczech, uwielbiam ten kraj, ludzi i język 😉
    Byłam kiedyś na wakacjach na 2 miesiące w Wiesbaden koło Frankfurtu i się zakochałam ( coś się zrobiłam kochliwa na wiosnę 😉 ) …

    1. Serducho Ci szaleje 😉
      Ja mimo wszystko nie chciałabym tam mieszkać. Lubię swój kraj, choć czasami mam wrażenie, że wszystko stanęło na głowie.

  5. Eh, Ja tez sie czasem zastanawiam jak to jest mozliwe, ze w tylu krajach sie oplaca transport wodny tylko nie w Polsce. Stocznia kiedys najpotezniejsza w europie lezy w gruzach, ale moze kiedys nasz kraj sie zmieni i do niego wroce razem z rodzina.
    Faktycznie miasto bardzo wybetonowane, ani skrawka zieleni:-( Ale dobry pomysl z muzeum, krowa, ktora mozna wydoic i powachac – super pomysl!

  6. Okoliczności bardzo smutne w tej podróży, choć wspomnienia są i dobre. Ciekawi mnie to zatopienie w morzu… W Polsce by to chyba nie przeszło. Pogrzeb bez łez też jest w sumie w pewnym sensie miły dla zmarłego. Ja osobiście nie chciałabym lamentu. W końcu gdzieś tam potem wszyscy się spotkają więc po co żegnać się w bólu i zatrzymywać czyjąś duszę… Nie chciałabym pozostawiać po sobie smutku. Milutko słyszeć ulubioną muzyczkę i miłe wspomnienia o sobie. Niech spoczywa w spokoju…

  7. Łzy też były, nie dało się tak całkowicie bez. szczególnie, jak w kaplicy ten Niemen leciał. Ale fakt, że w Polsce zupełnie inaczej to wygląda. Zatopienia w morzu nie zobaczę, ale pewnie będzie to wzruszające.

  8. Czy moglabym dowiedziec sie cos wiecej na trmat tego miasta? Czy jest bezpieczne? Mysle o wyjezdzie z dziećmi bo maz ma tam prace

    1. Trudno mi dokładnie powiedzieć, ale moja szwagierka z rodziną właśnie tam wyjechali. Tam mieli pracę, tam wychowywali dzieci. I zostali na stałe. To miasto portowe, ładne, zadbane. Byłam tam dwa razy i zawsze było spokojnie. Siostra męża jest bardzo zadowolona z mieszkania i życia w tym miejscu. Na Twoim miejscu pewnie bym podjęła ryzyko i wyjechała. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *