Przepraszam, ale pani dziecko…

Stoję sobie ostatnio na dworcu. Jestem nad peronem, przy barierce. Takiej wypełnionej szybami. Koło mnie matka z dzieckiem. Przyszli popatrzeć, jak pociągi wjeżdżają na peron. Dzieciaczek może ma 3, może 4 latka. Straciłam orientację, trudno mi ocenić wiek takiego malucha. Jest wyraźnie podniecony tym, co wokół niego się dzieje. Lokomotywa, wagony. Wszystko takie potężne, majestatyczne. Chłopiec aż podskakuje przy barierce. Mama stoi za nim, tłumaczy mu, co się dzieje.

Ja uśmiecham się do siebie, bo piękny widok. Patrzę na chłopca, a on z tej radochy oblizuje jęzorem szybę przy barierce. I widać, że jest chyba (zgodnie z filozofią Freuda) w fazie oralnej, bo z widoczną przyjemnością organoleptycznie poznaje szybkę. Patrzę na matkę, ale ona nie widzi, bo jest za nim. Czuję więc, że moim obowiązkiem jest uświadomić jej, co robi jej syneczek. Nie żebym coś miała przeciwko lizaniu różnych przedmiotów, ale tak nie wiadomo, kto tej szyby dotykał, jakie na niej bakterie i wirusy zostawił. Więc w dobrej wierze, przepraszam panią, że się wtrącam, ale może chciałaby wiedzieć, że dziecko język ma na szybie. Kiedy to mówię, uśmiecham się życzliwie, bo przecież wiem, jakie są dzieci. Pełna radość i wyrozumiałość na mojej twarzy. Jednak pani szybko mi ten uśmiech z facjaty zdjęła. Nagle zmieniło się jej oblicze. Jakby marsowe się stało. A we mnie od razu czerwona lampka z neonem UWAGA we łbie zawyła niczym syrena alarmowa. Czułam, że zaraz nastąpi atak. Kobiecie prawie para poszła z nozdrzy. Mogłaby brać udział w konkursie na najszybszą przemianę oblicza.

– A co to panią obchodzi? – spytała jadowicie. A ja oniemiałam i nawet pomyślałam, że coś mi się przesłyszało. Patrzę więc na panią i próbuję skapować, o co chodzi. Jednak wyraz jej twarzy jest jednoznaczny. Ona szarpie dzieciaka, odciąga od szyby. Ale tylko tak na kilka centymetrów, na długość języka. Dziecko wywala swój mięsień, by jednak wrócić do szyby i kontynuować organoleptyczne penetracje zakamarków barierki. A ja w głowie układam sens zdania, które do mnie wypowiedziała. I w końcu dociera, że się nie przesłyszałam.

– Przepraszam, w zasadzie nic mnie to nie obchodzi, ale myślałam, że chciałaby pani wiedzieć – odpowiadam w ciągłym szoku.

– Niech się pani lepiej zajmie swoimi dziećmi, a nie wtrąca się w wychowanie mojego! – prawie krzyknęła mi to w twarz. A ja szok. Rozdziawiam gębę. Nie powiem, że się spodziewałam peanów na swoją cześć i dziękczynnych pokłonów, że próbuję ratować jej dzieciaka przed jakimiś zarazkami, no, ale żeby chociaż odsunęła synka na bezpieczną odległość. A ona mi tu z wychowaniem wyjeżdża.

– Spokojnie – odpowiadam po pierwszym szoku.

– Co spokojnie, co? – szarpnęła chłopca nerwowo i odeszła, rzucając jeszcze na odchodne: – Głupi babsztyl.

Zostawiła mnie z głupawym wyrazem twarzy. I „głupim babsztylem” przyklejonym do czoła. Gorzej jak mi tak zostanie.

Z otępienia wyrwał mnie dopiero głos za mną.

– Dziwni są dziś ludzie. – To jakaś kobitka za mną taką filozoficzną myśl wysnuła.

Kiwnęłam tylko głową. Już nic nie powiedziałam. Po co ryzykować. Może kobitka tak niewinnie wygląda, zaczepia rozmową, a za chwilę rzuci się na mnie jak rozhisteryzowany cerber. Co mnie tam obchodzą inne bachory zlizujące bakterie, zarazki i cholerne wirusy z barierek dworcowych? A niech sobie wchłaniają je do woli. Dobry uczynek pewnie nie zostanie mi policzony.

 

 

PS   A to truskawkowo-rabarbarowe cudo powstało na pocieszenie i żeby na chwilkę odciągnąć Mężusia od walki podjazdowej z naszym sierściuchem. Wyniki „rozgrywki” przedstawię za kilka dni.

 

0 thoughts on “Przepraszam, ale pani dziecko…”

  1. Wniosek wysuwa się tylko jeden-owa mamusia była “ćwierćinteligentem”,bez grama kultury osobistej…to przykre że dała na dodatek”dobry”przykład dziecku.A ciacho-aż mi ślinka pociekła!Proszę o przepis.

    1. Jest podlinkowane, więc jak klikniesz, to wskoczy strona z przepisem. 🙂 A ciacho takie typowo letnie. Chodził za mną rabarbar. 🙂
      A “mamuśka” chyba miała jakieś problemy ze sobą, więc wybuchła ku mojemu zdziwieniu.

    1. A ja właśnie zaraz idę na pierwszą kawkę 🙂 U Ciebie też taka piękna pogoda? Słoneczko od rana, ptaszki śpiewają, aż chce się żyć. 🙂

  2. Telepatia jakaś bo też produkuję wpis o takich matkach, co to nawet na dobre słowo reagują agresją. Które wielbią te swoje “skarby” i zatracają zdolność myślenia. Ostatnio kilka razy trafiłam na wypowiedzi typu: rozszarpałabym gdyby ktoś coś powiedział o moim dziecku. Chore to jakieś.
    Temat mnie bulwersuje i musze trochę odczekać aby nabrać obiektywizmu.

    1. Może telepatia faktycznie. 🙂 Ale masz rację, że wkurzające są takie matki. Normalnie gardło by przegryzła jedna z drugą, jak tylko ktoś zwróciłby jej lub dziecku uwagę. Strasznie wszystko osobiście traktują. Nie wiem, może boją się porażki. I każdy gest pomocy traktują właśnie jak swoją klęskę. Może dlatego wybuchają agresją?

  3. Haha, a moze ona chciala zeby dzieciak baze wirusow zaktualizowal:-) Ale na powaznie to faktycznie co niektore matki przesadzadza z obrona swojego potomstwa.

  4. Niestety, reakcja “mamuśki” typowa. Wielokrotnie byłem świadkiem takich ataków na Boga ducha winnych. Sam też kiedyś byłem “obiektem”. Skąd to się bierze? Nie mnie sądzić, wszak kobiety są z Wenus.
    Pewnie częściowo takie reakcje są przyczyną naszej, jako społeczeństwa, bierności w reagowaniu na sytuacje, które odbiegają od norm życia społecznego.
    Moja żona uczy “przyszłość naszego narodu” (klasy I-III) – długo by opowiadać o braku krytycyzmu rodziców i uwielbieniu wobec swojego dziecka. Co tam krytycyzm! Nie ma najzwyklejszego obiektywizmu. Co więcej, im dłużej uczy, tym jest z tym gorzej.
    PS.
    Szkoda, że nie możesz podesłać tego ciacha!!!

    1. Ciacho chętnie bym podesłała. 🙂
      A co do dzieci. Najgenialniejszy film, jeżeli chodzi o to uwielbienie dla swoich pociech, to “Ballada o Januszku” 🙂 Nawet nie trzeba go komentować. 🙂

  5. Dziś naprawdę lepiej odwracać głowę od wszelkich “dziwnych” zachowań innych ludzi. Ktoś powie “znieczulica społeczna” ale jak sama się przekonałaś żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary. Ja kiedyś zainterweniowałem widząc jak chłopak tłucze swoją dziewczyną na co ona skoczyła na mnie z mordą… Ja tu ryzykuję własnym uzębieniem a tzw. ofiara ma jeszcze pretensje…

  6. osobiście wczoraj popełniłam rabarbarowe bez truskawek 🙂 🙂
    znaczy na 1/3 musiałam ułożyć jabłuszka gdyż Nielat na sam widok rabarbaru dostaje drgawek, ale co tam i tak nie wytrzymało do całkowitego ostygnięcia … bo reszcie domowników już nie przeszkadzała kwasotka rabarbaru 🙂

    1. Na letnią pogodę ciasto z kwaśnym rabarbarem jest świetne. Moje Jajo do gęby ciast w ogóle nie bierze, więc nie ma znaczenia, co w nie wrzucę. 🙂

  7. Właśnie dlatego,ja “olewam”takie sytuacje i nic nie mówię.Może to zabrzmi dziwnie,ale ni mój problem,skoro matka się tym nie martwi i nie widzi,co jej dziecko robi,to ja tym bardziej staram się tym nie interesować.Inna sytuacja,kiedy czyjeś dziecko coś by mi brzydkiego mówiło,coś zrobiło,a matka by nie reagowała,wtedy bym się odezwała.

    1. Nie wiadomo czy w takich sytuacjach reagować, bo niby chce się dobrze. Ale jak to mówią dobrymi chęciami piekło wybrukowane. 😉

  8. Chciałam wejść na mojego bloga z Twojego bloga i faktycznie jest napisane, że blog o podanym adresie nie istnieje. Mogłabyś zmienić u siebie w opcjach adres z ulabrzyduladg88.blog.onet.pl na ulabrzydula.blog.pl

    Bo może problem jest w tym, że zmieniłam adres bloga…

    1. Już nawet tak myślałam, że może to mój komputer zna Twój adres i wszędzie Cię znajdzie 😉 Nie miałam problemu ani razu, inaczej dawno bym zmieniła. 🙂 Ale fakt, że czasami dziwne rzeczy się dzieją. Na przykład ten załącznik, który Wam się otwiera, a u mnie nie chce i zapisany jest nie w pdf-ie, tylko jako Firefox HTML 🙁 Pani mi napisała tylko, że “chyba załącznik nie działa”. Super, nie? 🙂

  9. To jakaś zła kobieta była 😉
    Mnie też się dziś oberwało. Po raz pierwszy byłam w mieście z Laurą, bez wózka i bez pampersa, miałam do załatwienia WAŻNĄ SPRAWĘ. Potem oglądałyśmy sobie spódniczki kiedy zameldowała potrzebę. No to biegiem ze sklepu! Rozglądam się za barem, bo mają toalety, baru nie widać. Skręciłam w boczną i szukam ustronnego miejsca. Wysadziłam ją, a za mną facet zaczyna przemowę o niewychowaniu, itp. Miałam bar za plecami! Przysięgam panu (z tego baru wyszedł), że nie widziałam, ale nic z tego, niewychowana jestem, trudno się mówi. Miałam ze sobą butelkę z wodą, opłukałam i poszłam sobie, bo co mu będę jeszcze tłumaczyć…
    Wiem, że niepięknie tak na ulicy, ale spanikowałam, nie wiem, na jak długo małej starczyłoby pęcherza, a baru naprawdę nie zauważyłam. 🙁

    1. Mnie się wydaje, że maluchowi takie sikanie to można spokojnie wybaczyć. Małe dziecko to nie dorosły, że wytrzyma, zaciskając pęcherz. No, ale są ludzie i parapety. Trafiłaś na jakiegoś społecznika 🙂 Może takiego jak ja 😉

  10. Ja była bym zadowolona, gdyby ktoś zauważył coś niepokojącego, a ja tego bym nie wiedziała. Czasem rodzic jest zbyt pochłonięty szczęściem danej chwili i nie skupia się na szczegółach.
    Doceniłabym uwagę, gdyż nie miała na celu negowania jej jako matki. Ale nie warto się przejmować. Teraz jest zbyt dużo krytyki i tak tłumaczyłabym jej reakcję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *