Strefa bez dzieci

Czy jesteście zwolennikami stref bez dzieci? Ostatnio dużo się o tym mówi w radiu i w TV. Są lokale, które podobno się w ten sposób reklamują. Tak jak są strefy dla palaczy, tak są dla tych, którzy chcą odpocząć od jazgotu dzieci. W Polsce wywołało to burzliwą dyskusję. Bo przecież u nas polityka prorodzinna jest namiętnie realizowana. Już słyszałam głosy, że będą getta dla rodzin z dziećmi itp. Podobno w Paryżu takie lokale funkcjonują i nikomu to nie przeszkadza. W Niemczech również. Są miejsca, do których rodzicom z dziećmi wstęp wzbroniony. A u nas wiadomo, każdy temat może podzielić społeczeństwo na tych „za” i „przeciw”.

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Co prawda moje Jajo jest już na tyle duże, że raczej potrafi się przyzwoicie zachować w lokalu, nie wszczyna awantur, nie ryczy, nie biega pomiędzy stolikami. Ponadto wszyscy do Jaja zwracają się per „pani”, więc raczej wpuszczą nas do każdego lokalu.

Kilka razy zdarzyło mi się siedzieć w jakiejś restauracji czy kawiarni, w której dziecko łaziło pomiędzy stolikami i zaglądało w talerze klientom. A rodzice w spokoju konsumowali swój obiad i nie zwracali uwagi na swoje pociechy. Zdarzało się też dziecko wrzeszczące, tupiące nogami. Trudno się wtedy odpoczywa podczas posiłku. Patrzysz sobie namiętnie z Mężusiem czy nie-Mężusiem w oczy, ma być romantycznie, a tu włącza się syrena alarmowa jakiegoś rozwydrzonego dzieciaka. Piękne miny mają wtedy kelnerzy. Dziecku ani rodzicom nie zwracają uwagi, bo nie chcą nikogo urazić, pozostałym klientom starają się nie patrzeć w oczy. Uśmiechają się głupio, bo co im pozostało, a przecież nie oni powinni czuć się zażenowani. No, a moja cierpliwość chyba pryska wtedy w kosmos. Lubię dzieci, ale ich wrzask w miejscach publicznych przy niereagujących rodzicach, powoduje, że się wkurzam, a w mojej głowie pojawiają się mordercze myśli. Bynajmniej nie w stosunku do dziecka i nie do kelnera.

I tak sobie myślę, że może nie chodzi o strefy bez dzieciaków. Może chodzi bardziej o to, byśmy byli odpowiedzialnymi rodzicami. Jeżeli rodzic jest rozsądny, to przecież chyba poczuje się głupio, gdy jego dziecko będzie wkładać paluchy do czyjegoś talerza i odpowiednio zareaguje. Jak będzie się jego latorośl drzeć w niebogłosy, to też zareaguje, uspokoi, może na chwilę wyjdzie. Nie wiem, ale ja bym tak zrobiła. I pewnie drugi raz nie przyszłabym w to samo miejsce, okopałabym się w domu w okopach wstydu i trenowała dziecko przed następnym wyjściem w miejsce publiczne.

Dzieci trzeba uczyć bycia z innymi, ale w miarę bezboleśnie dla otoczenia. Jeżeli rodzice będą wykazywać się rozsądkiem, to nie potrzeba będzie lokali z napisami, że „rodzicom z dziećmi wstęp wzbroniony”. Nie trzeba będzie dziecka jak pieska przywiązywać przed restauracją lub zostawiać w miejscu dla rowerów.

* Zdjęcie z Wikipedii

41 myśli na “Strefa bez dzieci”

  1. Z jednej strony pomysł świetny ale z drugiej hm.. Dzieci to też ludzie tyle tylko że mało ogarniete.. Dlatego ja swojego syna nie zabieram do dużych restauracji. Chodzimy tam gdzie dziecko nie będzie nikomu przeszkadzało i gdzie jest mile widziane, zawsze siadamy tak żeby nie ingerować w innych klientów;) są przecież miejsca typowo dla dzieci typu mc donald.. I myślę że każdy mądry rodzic wie że ludzie chcą spokoju więc dzieciaka nie zabierze do restauracji na kolację.. Przynajmniej ja tak myślę i tak robię;) pozdrawiam

    1. mc donald? Chyba naprawdę nie kochasz swojego dziecka. Wypada po prostu powstrzymać się od wleczenia dzieciaka tam, gdzie będzie się nudził, a Tobie nie będzie się chciało go zabawić. A jeśli oznacza to częściową rezygnację z przyjemności, trudno, takie jest życie. Mnie najbardziej przeszkadzają rozpełzające się dzieciaki w kościele.
      A co ciekawe, mój syn bardzo ładnie się zawsze zachowywał wszędzie, bo dostawał własne jedzenie, własny napój i czuł się pełnoprawnym członkiem imprezy, a nie dodatkiem. No, wyjątkiem były zawsze ogródki piwne z muzyką, bo przyczepiał się do grajka i miałam spokój 😀

  2. “Jeżeli rodzice będą wykazywać się rozsądkiem, to nie potrzeba będzie lokali z napisami, że „rodzicom z dziećmi wstęp wzbroniony”. Nie trzeba będzie dziecka jak pieska przywiązywać przed restauracją lub zostawiać w miejscu dla rowerów.”
    Te ostatnie zdania mówią wszystko,co chciałam napisać w komentarzu.Dodam tylko,że to chyba jest nierealne,niestety:(

  3. Jeszcze tylko jedno napiszę,że może napisać na drzwiach danego lokalu kartkę:Klienci,których dzieci będą rozrabiały w lokalu,zostaną wyproszeni!Ciekawe,jak ludzie by na to zareagowali.

    1. widziałam zdjęcie napisu na drzwiach jednego z lokali, bodajże w USA czy UK, co po przetłumaczeniu brzmiało tak: ‘dzieci pozostawione bez opieki będą przekazane na eksperymenty medyczne’. To tak a’propos 🙂

  4. Ja raczej nie mam nic przeciwko temu żeby takie lokale powstały.Osobiście moje dzieciaki zawsze potrafią się zachować,sprawnie operują nożem i widelcem więc w miarę możliwości zawsze wyskakujemy sobie do lokalu.Natomiast gdyby nie potrafiły usiedzieć na miejscu to raczej zrezygnowałabym z zabierania dzieci do restauracji.Gdy starszy syn był w przedziale wiekowym 1-2 latka to musiał wszystkiego dotknąć-szczególnie nic nie mogło leżeć w pobliżu jego łapek na meblach-cholera ściągała wszystko,więc ograniczyliśmy chodzenie do pewnych znajomych z naszym pierworodnym-ewidentnie przeszkadzało im że zostawia odbicia linii papilarnych na meblach.A i my wtedy nie stresowaliśmy się czy czegoś nie zmajstruje.

    1. Ale Wy jesteście rozsądni, jest jednak wielu takich, którzy myślą, że jak są w lokalu z dzieckiem, to za dziecko chyba obsługa tego lokalu powinna odpowiadać 😉

  5. Jako mama dwóch przedszkolaków, czuję się wywołana do odpowiedzi 🙂
    Gdy chłopcy byli młodsi, to nie chodziliśy z nimi do restauracji bo nawet nam to niesprawiało przyjemności. Zanim dostaliśy posiłek to maluchy były tak znudzone siedzeniem przy stole, że zaczynali się kręcić i marudzić. A gdy podróżowaliśmy, to mieliśmy już obczajone przydrożne knajpy i wybieraliśy te z placem zabaw na zewnątrz albo jakimś kącikiem w środku. Teraz jest już dużo takich miejsc.
    Teraz są już bardziej kumaci, potrafią wysiedzieć, wiedzą jak się zachować. Ale pobyt w restauracji nie może być przeciągany bo zaczynają dostawać głupawki. Wówczas wychodzimy.
    Myślę, że to kwestia rozsądku rodziców i wydzielanie miejsc nie byłoby potrzebne.
    Ale jest też coś co mnie wkurza u innych. Nie pozwalam chłopcom na złe zachowanie ale nie zapominam, że to dzieci. One zawsze biegną do stolika, mówią trochę głośniej niż my, częściej się śmieją. Dzieci takie są. Nie pozwalam im zaczepiać innych, wyć, drzeć się, ale nie robię z nich marionetek w miejscu publicznym. Wolałabym aby inni wykazywali się wyrozumiałością na normalne dziecięce zachowania. Przecież każdy kiedyś był dzieckiem i tryskał radością.
    A cała tajemnica tkwi w tym aby rodzic odróżnił zachowanie rozwydrzonego dzieciaka od normalnej radości i spontaniczności.

    1. Pewnie, że każdy kiedyś był dzieckiem. Ale ja przyznam, że wkurzam się, jak dzieci krzyczą na przykład w kawiarni, bo przecież idę tam, żeby odpocząć. Są przecież miejsca dla rodziców z dziećmi (z zabawkami, miejscami do przewijania), to może powinny być takie bez dzieci. Nie wiem, bo moje Jajo duże, więc nie ma problemu. Ale fakt faktem, że denerwuję się jak ktoś nad moim uchem wrzeszczy.

  6. Szczerze, to uważam, że u nas 95% lokali to strefy bez dzieci są. Zwłaszcza w zakresie dzieci młodszych. Poza sieciówkami, mało który lokal przystosowany jest do małych dzieci, posiadając np. przewijak w łazience, że o fotelikach dla dzieci to nie wspomnę, bo to jest abstrakcja.

    Więc jakie protesty? W tym kraju to najgłośniej krzyczy się że jest coś, czego tak na prawdę nie ma, nie istnieje lub jest tylko literacką fikcją dnia codziennego… niestety, stan rzeczy od samego krzyku się nie zmienia…

    1. Tylko że to takie polskie. Jest problem, to trzeba protestować i już społeczeństwo dzielić na tych za i przeciw. Ale tak jak piszesz, to chyba podlega naturalnej selekcji. Nie idę do lokalu, w którym nie ma miejsca przystosowanego do dziecka.

  7. Ostatnio też natknęłam się w restauracji na dwie mamusie, które zupełnie nie zwracały uwagi na dwa bardzo aktywne i wrzeszczące maluchy, które wpadały pod nogi klientom i kelnerom i dawały po głowach linami zawieszonymi w lokalu jako dekoracja. Fakt, że mamy w domu mogą być tak przyzwyczajone do tych wybryków, że nawet ich nie zauważają, no ale w lokalu to kwestia kultury osobistej, żeby nie narażać wszystkich klientów na takie zachowanie (jedna klientka po 5-ciu minutach po prostu wyszła). Gdyby wszscy rodzice robili tak, jak w powyższych wpisach, to nie byłoby problemu.

  8. Witam po długiej nieobecności 🙂
    Jako matka szarańczy (4, 9 lat) nie mam nic przeciwko takim lokalom. Moi zachowują się grzecznie i bez histerii ale maleńki non stop gada i gada… Sama mam niekiedy stres ze nas pognają bez deseru 🙂 Rozumiem jednak że większość chce jednak zjeść w spokoju i szanuje to pragnienie.

    1. Nareszcie jesteś 🙂 Nawet ostatnio o Tobie myślałam, że tak nagle zniknęłaś, zdałaś egzamin i gdzieś pognałaś. A ja mam egzamin w niedzielę, właśnie udało mi się z przygodami dotrzeć do akademika. Trzymaj kciuki. Od 11.00 🙂

  9. My chodzimy czasem do lokali z dzieckiem. Jak mała zaczyna źle się zachowywać to jedno z nas wychodzi na powietrze by maluch się uspokoił i wraca z powrotem na salę. Wszystko trzeba podejść rozsądkiem. Ale niektórym przeszkadzają dzieci nawet w kościele. Polityka prorodzinna…

      1. Z rozwydrzonym dzieckiem bym się nie odważyła iść, ale z grzecznym czemu nie? Rodzice powinni mieć rozsądek to może nie było by takich pomysłów. Izolować dzieci jak papierosy, jakby mogły kogoś zatruć. Z drugiej strony to niech będą oddzielne lokale tylko niech potem nie robią uwag dzieciom w tych gdzie można je przyprowadzić 🙂

        1. A to druga sprawa. W ogóle okazuje się, że i tak jak rodzic jest durny, to żadne nakazy, zakazy nie pomogą

          1. A to słuszna uwaga. Oby tylko zaraz wszystkie restauracje nie chciały dzieci gościć. Rodzinne wypady były by intruzami…

  10. Mam 5cio letniego synka ale w pelni popieram powstawanie tego typu lokali. Niektorzy rodzice sa zdania ze dziecku powinno sie na wszystko pozwalac bo to wkoncu dziecko… Tymczasem to nie jest tak, by naszej pocieszce pozwalac by robilo wszystko na co sie jej podoba, nie chodzi tez o to by zachowywalo sie jak “stare malenkie”. To sie tyczy nie tylko zachowania w lokalu ale rowniez wyklych wizyt domowych. Znam rodzicow ktorzy nawet okiem nie mrugna jak ich dziecko rozsmarowywuje czekolade na dywanie, skacze po meblach czy demoluje caly dom.

    Jesli nie zaczniemy juz we wczesnym dziecinstwie uczyc dzieci podstaw dobrego wychowania to nie oczekujmy od nich szacunku w wieku pozniejszym.

    1. Zgadzam się. A rodzice, o których piszesz, są lekko wkurzający i przede wszystkim wpatrzeni w swoje pociechy, które właśnie demolują komuś mieszkanie 😉

  11. Wiem, że może zaraz zostanę zlinczowana, ale ja podpisuję się pod strefami bez dzieci rękami i nogami!! Pewnie będę inaczej śpiewała jak sama będę mieć dziecko.
    Denerwują mnie latające po restauracji i drżące japę dzieciaki. Nawet na urlop zawsze wyjeżdżam jak trwa lub zaczyna się rok szkolny. Unikam wtedy szlochu, chlapania w basenie, wrzasków i pisków małych rozrabiaków 😉 Jestem anty-dzieciowa 🙂

    1. Ja mam dziecko (co prawda prawie dorosłe), a też mnie denerwują czyjejś rozwrzeszczane pociechy, to normalne. Każdy chce odpoczywać w ciszy i w spokoju. 🙂

  12. Dzieci po prostu muszą umieć zachowywać się wśród dorosłych, czy to u kogoś w domu, czy w restauracji. Ciąganie dzieci na kolacje do restauracji uważam za bezsensowne, chyba że je się bardzo wcześnie i wcześnie wraca do domu (no i nie przeszkadza zakochanym albo bezdzietnym, bo oni przychodzą później).
    Ale niby dlaczego mam chodzić tylko do miejsc “typowo” dla dzieci, np. Mc Donald’s (???) – że nie wspomnę, jaki rodzaj jedzenia jest tam proponowany…
    Od czasu do czasu wychodzimy z dziećmi na obiad do restauracji (z różnych rodzinnych okazji :), albo na wakacjach) i nigdy nie było problemów, wrzasków, dzikiego ryku i biegania po lokalu.
    Za to zobaczymy, jak się zachowują kuzynki moich dzieci, 2 czerwca mamy komunię Gio i wybieramy się na uroczysty obiad w małym gronie (7 dorosłych i 4 dzieci, w tym dwie 2-3 latki).

    1. Każdy rodzic wie, na co stać jego dziecko, więc dokonuje wyboru. Ale jak ktoś słusznie zauważył, z dziećmi z reguły chyba pójdzie się do restauracji, w której będzie jakiś kącik do zabawy czy ewentualnie miejsce do przewinięcia. I chyba nie tylko McDonald’s jest przygotowany na dzieci. Są restauracje, które zachęcają właśnie rodziny z dziećmi, ale chyba mają wtedy też prawo być takie, w których dzieci nie będzie. Jest taka konkurencja, że chyba nie powinno być z tym problemu. A i tak wszystko sprowadza się do mądrości rodziców.

      1. Jak żyję, kącików do zabawy jeszcze nie dane mi było zobaczyć w restauracjach! 😉
        Oczywiście, że nie zabiorę dzieci do lokalu z kwartetem smyczkowym w tle, ale to zupełnie inna bajka. W restauracjach często zwykli klienci hałasują bardziej od normalnych dzieci (nie mówimy o ADHD), a już najgorsze ze wszystkich są hordy nastolatków bez rodziców: kwiczą i chichocą bez umiaru.
        Myślę, że zakaz wstępu dla jakiejkolwiek kategorii klientów jest bardzo niebezpieczny. Można przecież zrobić to tak, żeby “niepożądanych” klientów zniechęcać, a ściągać innych. Jeżeli kiedykolwiek zobaczę restaurację z zakazem wstępu dla rodzin z dziećmi, noga moja tam nie postanie nawet za kolejne 20 lat.

        Ogólnie mówiąc, masz rację, wszystko sprowadza się do głupoty rodziców 😉

  13. Mam 8 letnią córkę.Cieszy mnie pomysł na lokale w których nie będzie można przebywać z dziećmi.Rodzice tych “rozbrykanych” bezstresowo chowanych dzieci nie reagują kiedy ich dziecko wrzeszczy , beka , biega po lokalu i zaczepia ludzi.Nie oszukujmy się znam multum ludzi którzy nie znoszą dzieci ,nie zdecydowali się na nie i nie mają ochoty jeść obiadu w towarzystwie obcych wrzaskunów.Z drugiej strony uważam że powinny powstawać lokale gastronomiczne dla rodzin z dziećmi – z kącikami zabaw przydatnymi kiedy maluch się najadł i rodzice chcą w spokoju skończyć jedzenie.tak żeby nie było głupich niesnasek

  14. Nie rozumiem tylko, dlaczego za rodziców źle wychowujących dzieci mają płacić wszyscy pozostali?
    Mogą być lokale specjalnie dla rodzin z dziećmi, ale ZAKAZ uważam za poroniony pomysł.
    Jak widać, w Polsce wychodzenie do restauracji jest dość młodym zwyczajem i po prostu nawet rodzice tych “wrzaskunów” są źle wychowani i nie wiedzą jak się zachować w towarzystwie.

  15. Dzień dobry, jestem zdania,że takie miejsca powinny być.Sama jestem mamą dwójki dzieci i raczej nie zabieram je w takie miejsca jak większe restauracje, nie chce aby moje dzieci zakłócały spokój innym ludziom którzy pragną cieszyć się spokojem.Dziecko to zawsze dziecko i nie zawsze potrafi się zachować. Lubimy czasem z mężem wyjść bez dzieci i nie jestem wtedy zadowolona ja chcąc odpoczać w ciszy jakiś dzieciaki to zakłócają. W końcu rodzicom też należy się czas tylko dla siebie i odrobina spokoju.

  16. Wedlug mnie to jakas bzdura! W Polsce jest ujemny przyrost naturalny, a autorce przeszkadzaja dzieci :-), SZTUCZNIE WYMYSLONY NA SILE PROBLEM!Dziwne ,ze w innych krajach zachodnich takich jak Irladnia, Francja czy Wielka Brytania gdzie przyrost naturalny jest dodtani, a rodzicow stac na czeste wyjscie do knajp z dziecmi, nikt nie ma tego problemu. Moze daltego,ze w Polsce ludzie wychodza do restauracji raz na 10 lat i chca wykorzystac wydane pieniadze maksymalnie, a kazde kichniecie kelnera to problem.

    1. nie wiem czy ty masz problem z czytaniem i rozumieniem tego co przeczytałaś, czy tylko szukasz miejsca, żeby się wyjazgotać.
      autorka nie ma problemu z dziećmi, ani nie wymyśla na siłę sztucznego problemu. twój komentarz jest bezsensowny. nie wiem gdzie mieszkasz skoro możesz obserwować, jak na około ciebie ludzie chodzą raz na 10 lat do restauracji, ale na pewno nie ma to związku z tematem posta. kwestia mentalności, kultury (coś co tobie obce, jak widać, jest)

  17. Jestem mamą wrzaskulca postrzelonego. I nienawidzę, gdy jakiś dzieciak mi się drze pod nosem, lata wszędzie i ogólnie mówiąc przeszkadza. Kwestię rozwalania jedzenia wszędzie naokoło już pominę. Sama młodej w takie miejsca nie biorę. I jestem całym sercem za powstawaniem takich stref. Są miejsca dla dzieci i są takie, gdzie tych dzieciaków byc nie powinno.

  18. Ostatnio siedzimy przy ławie. Dzieciaki konsumują hot -doga. Przypałętało się dziecko babki siedzącej “stolik” dalej. Z Dziecka zaczęły wylewać się samochwalcze wywody. Był to monolog meczący, bez zaproszenia do zabawy.Cykł ” a ja mam w domu psa, a moj brat umie czytać…” etc. Jednym słowem – niezdrowa paplanina. Czekaliśmy aż matka weżmie swoja córkę, ale gdzie tam. Matka przytargała swoje litery i przy nas karmiła swoje dziecie!!!! Nie wierzyliśmy własnym oczom.
    – Sorki, ale pani stolik jest za nami, a nie przy nas.
    Nietakt i brak kultury rodziców przekłada się na zachowania dzieci. Bo od kogo mają się nauczyć?!

  19. Mam prawie 7letniego syna. i zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi być “szczęśliwy” z tego powodu. zawsze zwracałam uwagę, żeby moje Jajo (niesamowicie podoba mi się Twoje określenie:) nie przeszkadzało ludziom. teraz mu to przychodzi naturalnie. owszem, czasem, gdzies na wolnym powietrzu podejdzie do kogoś z pytaniem czy może pogłaskać psa itp, ale to tyle w tamacie. znam zdrowe granice. szkoda, że nie wszyscy rodzice je znają. byłoby o wiele prościej.

    1. Mnie tez sie to okreslenie podoba. Jajo trzeba odpowiednio dlugo wysiedziec, zanim wypchnie sie je do swiata. Sorki za lietrowki, ale nadaje z konca swiata 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *