Spuchnięta świnia

W długi weekend pojechaliśmy do Ostródy. Mam tam babcię. Postanowiliśmy ją odwiedzić, bo ma wyłączony telefon na dwa tygodnie. To skutek działania pewnych naciągaczy. Pisałam o tym kilka tygodni temu.

Posiedzieliśmy u babci, a potem poszliśmy na spacer nad brzegiem jeziora. Pięknie się Ostróda zmienia. Jeżdżę tam, odkąd pamiętam. Jednak nie mam związanych z nią dobrych wspomnień. Babcia to bardzo specyficzna osoba. Wszystkie pobyty u niej (czasy dzieciństwa) kojarzą mi się z przymusowymi wizytami w kościele po dwa razy dziennie i modlitwami rano i wieczorem. I nie wystarczał „jakiś paciorek”. Były śpiewy i modlitwy trwające dobre 40 minut. Nie lubiliśmy tego z bratem. I płakaliśmy, jak mama zawoziła nas na wakacje do babci. W zasadzie miałam wrażenie, że jeździliśmy tam za karę, a w nagrodę do drugiej babci, do Jaworzna. A że częściej chyba broiliśmy, niż byliśmy grzeczni, więc łatwo się domyślić, gdzie częściej spędzaliśmy wakacje.

Dziadek (już nie żyje) był fajniejszy (dla nas jako dzieci), bo zabierał nas na spacery i bawił się z nami. Wycieczki nad jezioro zawsze robiliśmy właśnie z dziadkiem. I tak mi się Ostróda z jeziorem kojarzy. W pamięci z dzieciństwa utkwiły mi jednak dwa makabryczne zdarzenia związane z tym miejscem. Pamiętam, jak kiedyś w miejscu, do którego chodziliśmy, rosło wielkie drzewo, którego gałęzie zwisały nad taflą jeziora. Miejscowi chłopcy przywiązali do konarów linę, która służyła im do skakania do wody. Nieraz obserwowaliśmy z bratem te akrobacje. Jednak pewnego dnia, kiedy przyszliśmy nad wodę, akurat ratownicy wyciągali czyjeś ciało z wody. Zapamiętałam tylko czarny worek, w który pakowano ciało nastolatka. Od tamtej pory nie widziałam, żeby ktoś skakał z tego drzewa. Teraz jest w tym miejscu przystań na żaglówki. Niedługo lato, zaczną się wyjazdy nad jezioro. Sama wiem, jak przyjemne są skoki do wody, ale rozsądek powinien brać górę nad chwilową radością. Kiedyś skakałam, wiem, głupie, ale przyznaję bez bicia, że to robiłam. Teraz chyba by mnie nikt nie zmusił. Nie tylko dlatego że woda mogłaby wystąpić z brzegu, lecz także z tego powodu, że chyba akcje społeczne pozostawiły w mojej świadomości poważny ślad. Mam Jajo. A Jajo trzeba wychować.

Pamiętam też jeszcze z Ostródy, jak kiedyś szliśmy brzegiem jeziora. Wszędzie krzaki. Dużo zieleni. A tu do naszych nozdrzy nagle zaczął dolatywać specyficzny odorek. Idziemy dalej. Już jakoś niepewnie, bo smród coraz większy. Szliśmy wtedy chyba sami z bratem, bo to niedaleko domu babci było. Dokładnie nie pamiętam. Idziemy ostrożnie. Delikatnie noga za nogą, bo ścieżka zrobiła się cieniutka. Ale my dzielnie przeciskamy się przez krzaki, które próbowały tę ścieżkę opanować. Adrenalina rośnie, bo coś tak potwornie śmierdziało, że trudno było oddychać. Ale jak to dzieciaki, ciekawość pchała nas dalej. Idziemy. I nagle dostrzegamy źródło smrodu. Przy samym brzegu unosiła się na wodzie wielka, spuchnięta świnia. Była sina, napęczniała od wody, nad nią unosił się brzęczący parasol much. A fale delikatnie uderzały nią o brzeg. Smród niesamowity. Patrzyliśmy jak zaczarowani. Obydwoje wtedy myśleliśmy, że tak samo okropnie musi wyglądać ludzki topielec. Mój brat wpadł na genialny pomysł, żeby tę świnię pacnąć delikatnie kijem i zobaczyć, co się będzie działo. Nie wiem, czy miał nadzieję, że ona porwie się na nogi, zakwiczy i popędzi do domu? Zaczęliśmy szukać nawet jakiejś gałęzi, żeby genialny pomysł brata wcielić w życie, ale smród był tak potworny, że na szczęście nie daliśmy rady. Uciekliśmy stamtąd do domu i opowiedzieliśmy babci. Nie pamiętam, co było dalej, ale więcej takiej utopionej świni nie widzieliśmy.

Teraz to mi się skojarzyło z „Władcą much” Goldinga. Tam też jest scena z łbem świńskim, nad którym krążą muchy i który intensywnie “waniaje”. I dzieciaki, takie może jak my wtedy…

Wiem, że mam dziś obrzydliwe i cuchnące skojarzenia. Może mózg mi się przegrzał od nauki. Jest taka możliwość. Ale jest szansa, że po weekendzie będzie lepiej.

0 myśli na “Spuchnięta świnia”

  1. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa.Jedni dobre,a inni mniej przyjemne.Ja jakoś mam więcej tych smutnych wspomnień.
    Z dobrych mało pamiętam.Przypominam sobie jak dziedek(ojciec mojego taty)zabierał nas na huśtawki,pamiętam zabawy przed blokiem:gra w gumę,zabawa w sklep i takie tam.Wolę już nie wracać wspomnieniami do dzieciństwa.

    1. Szkoda. Ja mam dużo fajnych wspomnień, naprawdę miałam świetne dzieciństwo. Co prawda trochę z bratem rozrabialiśmy, ale niegroźnie. 😉

      1. A kto nie rozrabiał?:)Ja latałam przez płot za chłopakami,żeby im wlać i wtedy widziała to moja ciocia,która akurat do nas przyjechała.Długo potem to wspominała.Albo śpiewałam ciągle,aż wszyscy w domu mieli mnie dość.Potrafiłam śpiewać wszędzie,pod prysznicem,a nawet podczas mycia zębów,co jest troszkę utrudnione:)

          1. Trzeba je więc pielęgnować, nie dać tym złym wyprzeć ich z pamięci.

  2. Nie mogę uwierzyć… (w sercu mnie rozpiera!)
    Po ok. pół roku czytania Twojego bloga nastąpił właśnie dziś ten nieoczekiwany moment. Coś czułem że mamy wspólnego, ale co? No jak się domyślić? (wróżbita odpada).
    Aż tu nagle wpis o Ostródzie, moim dzieciństwie, moim wychowaniu, mojej Itace!
    Ja mam w Ostródzie dwóch wujków (z ciotkami & kuzynów) a jeszcze niegdyś 3 wujków (z ciotkami i kuzynami), tyle że trzeciego z czasem do Olsztyna wywiało (czyli po sąsiedzku 🙂 ). Jeżdżę tam co roku, jak się da to i dwa razy w roku. Powiedz mi Aniu, czy Ty/Wy też urządzaliście sobie rodzinne (jak i nie rodzinne) spacery dookoła jeziora Sajmino? Z kukurydzianymi chrupkami w ręce? Czy pseudo plaża nad Sajmino z pomostem i ratownikeim, a przy tym olbrzymie schody prowadzące do niej to jedno z Twoich piękniejszych obrazów? Czy też karmiliście łabędzie nad Drwęckim? Czy cygani też podchodzili do Was żebrząc? Powiedz mi że TAK!!!! (PS. Jedyny egzemplarz przepisu na ogórki curry przepuściła mi gdzieś mama, obecnie trwają oczekiwania na powrót koleżanki z urlopu, która to dysponuje drugim na tym swiecie egzemplarzem z tym przepisem, cierpliwości).

    1. Muszę w takim razie po trzykroć napisać: TAK, TAK, TAK! Te same wspomnienia. 🙂 Tylko że u mnie dochodzą jeszcze przymusowe modlitwy. 🙁 Wiesz, babci się marzyło, żebym poszła do zakonu. A w Ostródzie mam też sporo wujków, cioć, kuzynów. Mama tam się urodziła i wychowała. Cała jej rodzina tam mieszka i od strony mamy i taty.
      A tak nawiasem mówiąc, jaki ten świat jest mały, nie?
      A na przepis na ogórki poczekam bardzo cierpliwie.

  3. Rygor w zakonie chyba jeszcze większy jak w szkole baletowej. Czasem nasi najbliżsi jakiejś dziwnej przyszłości nam życzą. Moja mama ciągle mi powtarza, że mogłem zostać księdzem, wtedy miałbym dużo pieniedzy (mówi to oczywiście pół żartem, ale pół serio też idzie wyczuć). Moja rodzina właśnie rozsiana po Ostródzie, Olsztynie, Iławie, Nowym Mieście Lubawskim i licznych wsiach. A mi się do Krakowa zachciało, to teraz mam (największy smog nad głową 🙂 )
    A świat rzeczywiście mały, malutki.

    1. Ale Kraków piękny jest 🙂 Moja mama z Ostródy zawędrowała pod Szczecin. W Olsztynie poznała mojego tatę, który się tam uczył (pochodzi ze Śląska). A ja pod Gdańsk zawędrowałam, też za Mężusiem 🙂 I tak się ludzkie losy rzucają po świecie 😉

  4. Ostróda-tam był mój mąż w wojsku.I ja też tam zawitałam-czywista na przysięgę.Pamiętam gdy po przysiędze wybraliśmy się nad jezioro,wiecie-żeby pobyć sobie razem ,i tu przeszkodziły nam wstrętne komary,te cholery przez dżinsy mnie pokąsały i to dotkliwie.Uciekałam do domu w podskokach,oganiając się kocem od tych wstrętnych krwiopijców!I romantyczny spacer szlag trafił…Ale ja mam miłe wspomnienia jeśli chodzi o moje kochane babcie i dziadziusiów.Byłam grzeczna więc z chęcią się mną zajmowali.A ja im szyłam takie malutkie poduszeczki pod kolana-żeby w kościele było im wygodnie podczas klęczenia.I smak najlepszej pomidorówki na świecie mojej babci z Będzina ,i te sosy drugiej babci mmmm …pychotka.Bardzo za nimi tęsknię.

    1. Ja zawsze wolałam babcię od strony taty. Do dziś pamiętam, jak się z nami wygłupiała. I jej żarty… 🙂 Mleczko od krówki, masełko, twarożek, placki z blachy. Bawiła się z nami, żartowała. Miała taki rubaszny humor. 🙂 A z babcią z Ostródy jakoś tak zawsze “na zimno” było. I jej teksty do nas jako dzieci w stylu (jak rodzice budowali dom), że “jak będziecie zdychać pod płotem, to na mnie nie liczcie”. No, ale to już minęło. Teraz już nie chcę tego rozpamiętywać, chcę zachować dobre wspomnienia. Jeździmy do niej w miarę często i co trzeba, pomożemy.

  5. Jeśli chodzi o makabryczne wspomnienia, to moje wiążą się z pogrzebami.Jestem z Warszawy, ale kilkanaście lat swego młodzieńczego życia spędziłam na wsi . Matula jest dentystką i pracowała w ośrodkach zdrowia na Zamojszczyźnie. Nie wiedzieć czemu byłam delegowana na pogrzeby .Widok otwartych trumien prześladuje mnie do dzisiaj :(. Swoją drogą muszę się dowiedzieć czy ten zwyczaj jest nadal kultywowany.A jeśli mowa o ogórkach, to właśnie z tamtych stron mam przepis na ogórki w kurkumie i ogórki w musztardzie.PYCHA!

    1. To podrzuć ten przepis koniecznie, na pewno nie tylko ja skorzystam. 🙂
      A otwarte trumny nadal są. Rok temu byłam na pogrzebie i była otwarta. 🙁

  6. Ogórki w musztardzie
    3 kg ogórków pokrojonych w ćwiartki
    6 szklanek wody
    2 szklanki octu 6%
    2 szklanki cukru
    5-6 łyżek musztardy
    2 lyżki soli
    ziele angielskie i listek bobkowy w/g
    uznania

    Składniki zalewy zagotować,włożyć ogórki, gotować aż staną się przeżroczyste. Przekładać do słoików zalewając gorącą zalewą.Natychmiast po zakręceniu pokrywki odwracać do góry dnem.Smaku nabierają po miesiącu! Im ostrzejsza musztarda tym ostrzejsze ogórki.Polecam zwykłą musztardę stołową .

    Ogórki z kurkumą
    3 kg ogórków pokroić w słupki.Zasypać 1 łyżką soli.Po godzinie odlać wodę.
    2 szklanki octu 6%
    3 szklanki wody
    3szklanki cukru
    1 łyżka soli
    3 łyżeczki gorczycy
    3 łyżeczki kurkumy
    Dalej postępować jak w poprzednim przepisie!

  7. Aniu, przepraszam ale mam pytanie trochę nie związane z wpisem…jak Ty dodajesz fotki do notatek? Możesz mi powiedzieć krok po kroku…> bo mnie się już przestrzeń dyskowa kończy a widzę, że Ty do każdego wpisu dodajesz zdjęcie…?

    P.S. Pani Marta z ambasady wysłała Ci maila? 😉

    1. Właśnie zajrzałam na pocztę po Twoim komentarzu i jest wiadomość 🙂 O, rany, to już tak blisko. Zmienili nam miejsce pobytu, nie?
      A co do zdjęć. To jak dodaje wpis. To potem klikam w miejsce, w którym chcę, żeby była fotka. Klikam u góry na “wstaw/wyślij” (chyba tak jest napisane, bo teraz tego nie widzę). Wtedy pokazuje mi się taka tabelka z hasłem “przeglądaj” (a na drugim blogu “pobierz pliki”). Klikam na to. Wybieram z kompa zdjęcie (najpierw sobie je trochę zmniejszam, bo jak jest za duże, to nie wejdzie). Ono się chwilę ładuje, tam czasami chyba z boku też trzeba kliknąć (jak już nazwa zdjęcia Ci się pojawi w okienku) na “wyślij na serwer”. Pojawi Ci się miniaturka zdjęcia i możesz ustawić, czy chcesz je z lewej, z prawej czy po środku, możesz jeszcze zmienić tutaj wielkość zdjęcia. I potem tylko klikasz na dole, tam jest chyba “publikuj” czy “wyślij” nie pamiętam (po prawej stronie na dole) i już gotowe.

      1. A przeczytałam o tym regionie, że mają bardzo dobre winnice. Ciekawe, czy nas wezmą na degustację? 😉

      2. Tak, zmienili, ja nie byłam jeszcze nigdy w Szwajcarii także nie robi mi to różnicy 😉 Myślę, że taki górzysty krajobraz będzie piękny 😉 Nie mogę zapomnieć w czerwcu spakować aparatu, jakby co to mi przed wyjazdem przypomnij 😉

        1. Aha, dziękuję za instrukcję!! Ja chyba robię tak samo… myślałam, że Ty to dodajesz w jakiś inny magiczny sposób. A dużo masz jeszcze wolnej przestrzeni dyskowej?

          1. Nie wiem, nawet nie myślałam, że ona się może skończyć. 😉 A gdzie to sprawdzić? A Ty nie możesz już dodawać zdjęć?

          2. Mogę, ale oszczędzam 😉
            W głównym kokpicie jest takie coś napisane… np. Przestrzeń dyskowa
            100MB przydzielone
            17.74MB (18%) używane

            Jak wykorzystasz 100 MB to dupa, nie ma dodawane fot. Bezsensuuuu….

          3. Oj, to dupa, bo ja już 27% wykorzystałam. I co wtedy nowy blog trzeba założyć, czy tylko fotek nie można dodawać?

          4. A jak wykasuję jakieś zdjęcia ze starych wpisów, to rozumiem, że miejsce się powiększy?

  8. Ja również każde wakacje, razem z bratem, spędzałam u dziadków na wsi (ze strony mamy). Okolice przepiękne – nadbużańskie! A tam było jeszcze 3 kuzynostwa – w jednym domu było nas 5, a ogólnie we wsi – całe zastępy dzieciaków! 🙂 bo połowa wsi to prawie rodzina! 🙂 Też trochę rozrabialiśmy, ale w sumie dobre z nas były dzieciaki 🙂 Ach – co to były za lata!!! Cudne! Wspaniałe! Fantastyczne! 🙂 Mam przepiękne wspomnienia z dzieciństwa!!! 🙂 Karmiliśmy kury i świnki z babcią, jeździłam po krowy z dziadziem (na ramie roweru!), zwoziliśmy siano na wielkiej furze (a wóz ciągnęły konie), pomagałam (bardziej w cudzysłowie) przy żniwach (zamierzchłe czasy – kosiarka z koniem i ręczne zbieranie snopków) i uczyłam się wiązać pasy! I wcale nie przeszkadzało mi rżysko kłujące w kostki 🙂 I ciepłe mleko prosto od krowy! I babcine ciasto najpyszniejsze w świecie! I kompot który się chłodził w ogródku. I ławeczka pod wiśnią na której wieczorami zawsze siadali dziadkowie… i poranny śpiew ptaszków na starej gruszy… I miliony innych przecudnych wspomnień… Zaraz się popłaczę… Wszystkie je pielęgnuję w swojej pamięci…

  9. Najfajniejsze są wakacje na wsi. 🙂 W mieście dzieciaki się nudzą. Ja też właśnie z takim miejscem mam najlepsze wspomnienia. 🙂

  10. No popatrz, ja też miałam babcię w Jaworznie! Widziałam ją tylko raz, będąc w wieku 6 czy 7 lat, bo była chora na coś w rodzaju Alzheimera, i jako dziecko bałam się jej, bo wytrzeszczała oczy, nie poznawała Mamy (własnej córki) i mówiła od rzeczy. Jej mąż umarł młodo, chyba jeszcze zanim Mama wzsyła za mąż, więc tego dziadka nie poznałam. Za to u drugiej babci, w Bielsku-Białej, bywałam często i mam same miłe wspomnienia, o niej, a jeszcze bardziej o dziadku.

    1. O 🙁 Chociaż pamiętam, że my z bratem, jak nie chcieliśmy jeść, to mama wymyślała historie, że na dnie talerza coś jest. I były kwiatki (namalowane oczywiście) 🙂 Ale z tym raczej mama nie miała z nami problemu. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *