Humanoidus syfilidus bezmózgus

Ostatnio Mężuś wyprowadził mnie na spacer. Chyba chce, żeby jego kurka była szczęśliwsza i łyknęła trochę świeżego powietrza. Poszliśmy do okolicznego lasku. Już pączki na drzewach, trawka się lekko zazieleniła. Pięknie… To znaczy miało być pięknie, bo jak podeszliśmy na skraj lasu, to szczęka mi z wrażenia opadła, a z mojej młodej jeszcze duszy wyrwało się „Ja, pier…ę!”. Najpierw zaczęłam się zastanawiać, czy to jakiś współczesny performance czy o co chodzi. Na drzewkach powiewały reklamówki. Myślałam, że może to przywiało z ulicy. Niedaleko znajdowało się blokowisko, może z jakichś śmietników te reklamówki sobie przyleciały, by zawisnąć na drzewkach w celach rekreacyjnych. No, ale podążamy ścieżynką w głąb lasu. A tam po obu stronach owej ścieżynki normalnie wystawa śmieci. Jak na półce sklepowej. Tylko opakowania lekko zużyte. I jakoś trudno mi uwierzyć, żeby butelki same sobie tutaj przyleciały, by poleżakować. No, chyba że przez moje miasto przeszło jakieś tornado, którego nie zauważyłam. Ze sto lat albo i dłużej, o ile nikt tego śmietniska nie posprząta, będą się te śmieci rozkładać. Archeologowie nawet nie będą musieli głęboko kopać, by poznać nasz sposób życia.

I tak próbuję podczas tego spaceru przeprowadzić prace badawcze. Co my tu mamy? Bo że zagłębie śmieciowe, to nie ulega wątpliwości.

Normalnie widzę, że sami okoliczni syfiarze tu byli. Butelki po najróżniejszych alkoholach, choć na podstawie znaleziska mogę śmiało stwierdzić, że nasz naród najbardziej gustuje w spożywaniu na łonie natury piwka i wódeczki, choć nie powiem jakaś flaszeczka po winku też się znalazła. Papierki po najróżniejszych słodyczach i chrupkach. Chyba wafelki są spożywane najczęściej, chipsy i batoniki. Opakowania po papieroskach, a jakże. Papiery, folie, opony, jakieś plastikowe odpady, ubrania, szmaty, nawet rajstopy. Ślady po seksie również, a jakże. Przecież jak się nie ma własnego lokum, to taki lasek zajebista sprawa. Tylko tak się zastanawiam, czy te prezerwatywy tutaj od lata leżakują, czy może jacyś desperaci niedawno sobie postanowili dupska odmrozić. W zasadzie można byłoby sprawdzić, czyje to DNA zostało tutaj porzucone, a plemniki na śmierć skazane.

Normalnie wszystko, o czym można pomyśleć, wypowiadając słowo „śmieci”. A „najpiękniejsze” te plastikowe farfocle powiewające na drzewach. Szok! Szok! Szok!

Ja nie wiem, czy ludzie na mózgi się pozamieniali z jakimiś drobnoustrojami, czy o co chodzi. Idziemy sobie z Mężusiem dalej, a tam jedna regularna imprezka. Piwko popijane. Ognisko rozpalone. Omijamy więc, bo towarzystwo lekko szemrane. Mijamy następnych „spacerowiczów”. Ci z flaszeczkami w łapkach. Właśnie z lasu wychodzą. Dobrze chociaż, że te flaszki niosą ze sobą, a nie ciepnęli gdzieś pod drzewa.

Masakra jakaś. Piękny teren, lasek, w dole rzeka, a taki syf, że nie da się spacerować. I czym dalej w las, tym wcale nie mniej odpadów. Normalnie wystrzelać co niektórych by trzeba było, bo inaczej zasypią nas śmieciami.

Ostatnio słuchałam w radiu programu na temat ustawy śmieciowej. Pani ekolog cieszyła się, że w końcu wszyscy będziemy segregować śmieci i że nie będzie bezpańskich odpadów, że ustawa w końcu coś zmieni. A ja tak patrzę na ten lasek i jakoś optymistką nie jestem. Normalnie to by trzeba było niektórym ludziom najpierw mózgi wymienić albo przeszczepić, bo pewnie ich nie mają. Bo że bezmózga odmiana człowieka po ziemi chadza, to chyba nikogo nie dziwi. Humanoidus syfilidus bezmózgus. Zero wyobraźni. Ja już nie mówię o tych wszystkich zwierzętach, którym wrzucamy śmieci do domów. Nie mówię też, że takie zwierzę może zeżreć plastikową torebkę. Ale tak zwyczajnie po ludzku dla siebie, czy nie moglibyśmy zadbać o czystość? Jak długo żyję na tym świecie, to takiego syfu w lesie nie widziałam. Jestem w ciężkim szoku i tylko „kur…i” mam ochotę rzucać, bo normalnie brak słów. Mężuś mówi, że mogłoby miasto zrobić tutaj jakieś ścieżki zdrowia, bo teraz w wielu miastach takie powstają. Tylko, kto by tej ścieżki pilnował? Chyba monitoring trzeba by było zainstalować. Fakt, że tam gdzie szliśmy, nie było też żadnego śmietnika, a mógłby być. Ale to przecież nie usprawiedliwienie, bo jak się te pełne flaszki przytachało do lasu, to puste wypadałoby wytachać. No, tylko, co zrobić, jak człowiek po opróżnieniu zapasu, który ze sobą przyniósł, jakiś taki słabiutki się robi? Nie, normalnie to chyba można byłoby takich dekli eutanazji z czystym sumieniem poddać. Może by zadziałało ku przestrodze.

0 myśli na “Humanoidus syfilidus bezmózgus”

  1. Syf, malaria i korniki… 🙁
    Jednak jakieś kosze powinni tam postawić. Niestety, ludzie nie mają wyobraźni.
    Kiedyś nie było tyle plastiku i u mnie w domu prawie nic się nie wyrzucało: resztki jadalne dla świń/kur/kotów, papierowe i plastik (było go baaardzo mało) do spalenia, szkło do wykorzystania (butelki były na wymianę w sklepie, słoików cały czas używa się na przetwory), metalowe puszki też miały podwójne życie: jadły w nich koty, albo tata zbierał w nich śrubki, itp.

    😉 Ale pomyśl, co to za miłość! Panienka się poświęciła i zdjęła rajstopki (w środku zimy??), potem ich znaleźć nie mogła, a Ty się czepiasz! Biedna, wracała do domu z gołymi nóżkami, może nawet się przeziębiła. Czego się nie robi dla miłości… 😉

    1. No, kurczę, czepiam się, faktycznie, a tu miłość kwitnie 😉 Chociaż nie wiem, co na to Kościół, przecież to bezbożnicy tak w lasku i to nie w celach prokreacji… Świntuszki 😉

  2. Mnie tez szlag trafia jak widzę takie bezmózgie kreatury i efekt ich działań.Ja byłam tak wychowana że nigdy w życiu nie wyrzuciłam śmieci gdzie popadło-a i moi chłopcy też tego nie robią.Młody jest dobry-jak widzi takiego osobnika to się drze na cały regulator-“patrz mamo jaki Burak!”

    1. I słusznie się drze 😉 Mnie też rodzice tak nauczyli, że papierki zawsze zabieram ze sobą, przez to moja torebka jest zawsze pełna śmieci. 🙂

  3. Spacerek okazał się mało pozytywny. Przykre, ale taka jest rzeczywistość. Niektórzy ludzie to chodzące pustaki. Nie przejmują się sobą, bo lubią żyć za przeproszeniem w gównie, a co dopiero gdyby musieli zadbać o kogoś innego komu nie pasuje rzyganie pod siebie. To ich przerasta. Lenistwo, buractwo, egoizm, obojętność. Brakuje słów. Spotyka się to też i w mieście. Idą i rzucają pod siebie bez wstydu czy skrępowania.
    Biedne roślinki i istoty żyjące w lasach pomału umierają. Cóż.
    A ustawa śmieciwa ma na celu tylko wyłudzenie więcej pieniędzy od podatników nic więcej. I tak przyjedzie jedna śmieciara i zabierze wszystko razem na jedno wysypisko bez segregacji.
    Temat rzeka. Szkoda nowych pokoleń, które będą żyć w tym syfie. Ja nie jestem obojętna. Widzę, że ktoś wyrzuca papierek na ziemię to zwracam uwage. Czasem zostanę zwyzywana czasem ktoś się zawstydzi. Reaguje. Monitoring o lasach by się przydał, bo takie zachowanie jest karygodne. Może przesądzam, ale jadąc do lasu Chciałabym użyć świeżego powietrza a nie zatruć się zgnilizną.

    1. Zgadzam się, ustawa śmieciowa to temat rzeka, ale może chociaż w jakimś minimalnym stopniu to na ludzi wpłynie. Wszędzie w Europie ludzie segregują śmieci, może u nas też w końcu zaczną.
      My segregujemy, mamy różne pojemniki, śmieciary wywożą każdy pojemnik w innym terminie. Nie trafia wszystko do jednego kontenera. Mamy również od niedawna kompostownik. Staramy się żyć ekologicznie 😉

  4. Ja też nauczyłam Gio, żeby nic nie rzucać na ziemię, a jak coś leży to zawsze mówiliśmy, że to wandale.
    Poza tym Laura używała pieluch wielorazowego użytku. W czasie przeszłym, bo od dwóch tygodni pieluch używa tylko do spania. Miałam taki pomysł już z Gio, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć 🙁 Mam satysfakcję, że przynajmniej oszczędziłam światu tony zużytych pampersów! 😀

    1. Moje Jajo nie miało wyjścia i było wychowane na pieluchach tetrowych. Pokazywały się wtedy w sklepach pampersy, ale były cholernie drogie i mieliśmy je tylko na spacer lub od święta. 🙂

      1. Pamiętam tetrowe pieluchy siostry (jest 13 lat młodsza ode mnie). Moja koleżanka z podstawówki używała tetrowych dla obu synów (rocznik 2000 i 2004), z oszczędności choć biedni nie są.
        Ja najpierw chciałam ich używać przede wszystkim dla oszczędności, nie pracowałam. Teraz udało mi się to uskutecznić i wcale tak dużo pracy z tym nie było (te nowe pieluchy mają majty nieprzemakalne, są zapinane na rzepy i bardzo ładne kolorowe :)). W sumie na pewno też oszczędziłam jakieś 1000 euro, choć na początku wydatek jest spory.

        1. Widziałam te nowe tetrowe, faktycznie są ładne. Ja wychowałam moje Jajo na zwykłych i jeszcze prałam je w pralce “Frani” i w mydlanym proszku “Cypisku”. Pieluchy musiałam co jakiś czas gotować w wielkim garze. Masakra to jakaś była, ale dałam radę 🙂

          1. A ja od cypiska nabawiłam się uczulenia… i do dziś mi zostało 🙁 – jak jakieś większe zmywanie, to małż za zmywarkę musi robić… o praniu ręcznym nie wspomnę… (ale jak dobrze, że są rękawice 🙂 bo nie zawsze uda mi się “wymigać”)

  5. Za jaja takich śmieciarzy powiesić,to mało.Zastanawiam się tylko,co w takim wypadku zrobić z kobietami-śmieciarzami?:)
    Ja takie rzeczy widzę na każdym kroku,do tego dochodzą psie kupy,już nie tylko na trawnikach,ale też na środku chodnika.Za głowę się łapię i też tylko kur…mi do głowy przychodzą:(

    1. Tak, psie kupy to druga sprawa. Ciekawe, kiedy miłośnicy zwierząt nauczą się sprzątać po swoich pupilach. Niedaleko nas stoi kosz na psie kupy, niestety nie zauważam, żeby ktoś z niego korzystał.

      1. To tak jak u mnie,mało kto sprząta po swoim psie.Czasem tak sobie złośliwie myślę,żeby Ci ludzie,którzy pozwalają psom załatwiać się na chodnikach itp,sami wdepnęli w psią kupę.Raz,drugi,trzeci,może dałoby im to coś do myślenia.Chociaż z drugiej strony,pewnie by klnęli pod nosem,ale by tego nie zrozumieli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *