Mój tata Zygmunt

Dzisiaj trochę pouskuteczniam prywatę, bo mój tatuś ma imieniny.

Jakiś czas temu pisałam, że mój tata ma raka. MIAŁ raka prostaty. Dzięki temu, że mama nie popuściła i prawie na łańcuchu zawlokła go do lekarza, dzisiaj możemy powiedzieć, że jest zdrowy. Badania kontrolne wykazały, że raczysko zostało usunięte. Trafił w szpitalu na dobrych specjalistów. Nie było też tak strasznie po operacji, jak sobie wyobrażaliśmy. Tata nie miał problemów z trzymaniem moczu, cieszył się jak dziecko, kiedy po zdjęciu cewnika, czuł parcie na pęcherz i mógł spokojnie oddawać mocz. Zadzwonił wtedy do mnie.

– Ania, ja mogę sikać po ścianach!!! – cieszył się w słuchawkę. Na szczęście po ścianach z tej radości nie sikał, mama by mu jaja uciachała przy samym dupsku. Nie ryzykował.

Operacja się udała. Tata nabrał sił, nawet przytył 2 kg, co w jego wadze piórkowej jest niesamowitym wypasem. Trafił w szpitalu na dobrych specjalistów. Nawet pomijam fakt, że musiał chyba spaść z łóżka, kiedy był nieprzytomny, bo wyszedł ze szpitala cały poobijany. Miał podrapane łokcie, siniaki i złamane żebro. Ale cóż tam. Jeżeli to ma być cena za usunięcie raka, niech będzie. A jak działają szpitale wszyscy wiemy. Oczywiście ani pielęgniarki, ani lekarze nie przyznaliby się, choćby ich kołem łamano, że pacjent wypadł im z łóżka.

No, ale nie o tym chciałam. Mój tatuś ma imieniny. Dzisiaj Zygmunta. Takie królewskie imię nosi. Chciałabym więc ten wpis poświęcić mojemu tacie.

Jaki jest? Hmmm… Oczywiście to, że jest chudy, już wszyscy wiedzą. Waga piórkowa.

Kiedy byłam mała, myślałam, że mój tata jest najmądrzejszy na świecie. Dużo czytał i miał wiedzę na każdy temat. Pamiętam, jak lubiłam się z nim uczyć geografii. Miałam w szkole takiego nawiedzonego geografa. Wieszał nam czarną mapę z konturami, a my musieliśmy umieć wskazać każde zadupie, o które nas poprosił. I tak z moim tatą tłukliśmy na pamięć mapy. Miło to wspominam. Świetnie się też ze mną i moim bratem bawił. Często nie było światła, więc tata z nami ganiał na czworaka po mieszkaniu, chowaliśmy się mu w różne zakamarki albo on nam, a potem na siebie wyskakiwaliśmy i się straszyliśmy. Super zabawa! Kiedy przychodził z pracy, to przez godzinkę leżał i odpoczywał. To znaczy próbował, bo my z bratem wtedy na niego właziliśmy i po nim skakaliśmy lub próbowaliśmy go zrzucić z kanapy i wepchnąć pod regał (wiem, potwory nie dzieci). A tata cierpliwie to znosił. Nie pytajcie, jak on to robił, bo nie mam pojęcia. Że mu aureola na głowie nie wyrosła, to dziwne. Nie zwariował z takimi łobuzami jak ja i mój brat, zniósł to dzielnie. Wtedy miałam wrażenie, że mój tata jest ekstra superancki!

Potem, jak byłam już starsza, myślałam, ze mój tata to wapniak, który na niczym się nie zna. I co on tam wie o życiu? Ponadto kiedy wszystkie koleżanki nosiły za duże koszule swoich ojców, ja nie miałam się czym pochwalić i byłam zła, że on jest taki chudy! No, ale mama się zlitowała i kupiła mi jakąś olbrzymią męską koszulę, więc mu tę chudość wybaczyłam.

Znów urosłam i stwierdziłam, że jednak coś wie. Teraz korzystam z jego rad, bo jednak okazuje się, że wie całkiem sporo. I nawet wapniakiem przestał być. No, chyba że jest taka opcja, że to ja stałam się wapniakiem. I tak sobie teraz wapniakami razem jesteśmy.

Muszę też przyznać, że mój tatuś posiada kompleks Napoleona. Podobno każdy wojskowy ma coś takiego i prowadzi swoje małe bitwy ze wszystkim i wszystkimi wokół. I pomimo tego, że mój tatuś to najspokojniejszy człowiek na świecie, to jednak takie wojny prowadził. Kiedyś ze szpakami, które objadały mu jego ukochaną borówkę. Z psami, które obsikiwały mu drzwi wejściowe do domu albo próbowały podkopać się do kojca ukochanej suczki. I muszę przyznać, że taktyk z niego wyśmienity. Każdą z tych „wojen” wygrywał „spektakularnie”.

Jest też ogrodnikiem. Od zawsze lubił grzebać w ziemi. Roślinki, zwierzątka to jego pasja.

Od czasu do czasu bywa również poetą. Ma swoją własną koncepcję poezji. Nie zawsze zgadzam się z nim co do literatury, więc dyskutujemy. Tata nawet czasami korzysta z moich rad, a ja się wtedy cieszę. Lubi też swoje wiersze prezentować na różnego rodzaju spotkaniach rodzinnych, więc wyobraźcie sobie, co się dzieje, kiedy tata wyciąga magiczny zeszyt. A że nie może tego zrobić w tej chwili, bo na tym blogu, to ja mam władzę, więc nie pozostaje mi nic innego, jak zacytować jeden z jego wierszy (fragment), żebyście mogli wczuć się w atmosferę naszych rodzinnych spotkań i żebyście lepiej poznali mojego tatę.

„Bóg podarował mi Złoty Flet.
Lecz ja go zgubiłem… i zapomniałem,
po co przyszedłem? Dokąd zmierzałem?
Przez długie lata, jak ślepiec byłem,
o mojej misji nic nie wiedziałem.
Błędne ognie na bagna mnie wiodły.
Z opaską na oczach jak ślepiec błądziłem,
Złotemu Cielcu cześć oddawałem.
W wyścigu szczurów się zatraciłem,
na zgubę niechybnie w nicość zmierzałem[…]”

 

Mój tata. Zygmunt. Najukochańszy z tatusiów. Życzę mu dzisiaj duuużo zdrowia i radości z życia, by czas był dla niego jedną, wciąż odradzającą się chwilą pozbawioną problemów dnia codziennego.

A jeżeli oprócz mojego taty, są na świecie jakieś „inne Zygmunty”, to też życzę im wszystkiego, co imieninowe. Wszystkich ciepło ściskam.

0 myśli na “Mój tata Zygmunt”

    1. Dzięki 🙂 🙂 🙂 Dzisiaj przyjeżdża, więc go osobiście uściskam. Będę mieć pełną chatę, bo przyjeżdża tata, mama, siostra mojego taty z mężem i z córką. Mojej cioci nie widziałam chyba ze dwa lata. 🙂 Cieszę się 🙂 Teraz właśnie piekę ciacho, bo mój tata i jego szwagier to prawdziwe łasuchy. 🙂

  1. oj-jej-jej… bardzo spóźnione – ale i bardzo szczere życzenia!!! 🙂 Zdrówka i radości – to chyba najważniejsze rzeczy w życiu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *