Zielona wyspa

Ostatnio sobie z Jajem dyskusje uskuteczniamy. Ono trajkocze o szkole, ja słucham uważnie, czasami coś wtrącam. Osiem lekcji miało, więc jest o czym opowiadać. Przy okazji mnóstwo dygresji, bo to moje Jajo tak ma, że jak zacznie, to nie da się wyłączyć. Ale ja zainteresowana jestem i zawsze lubię, jak ono tak pod wpływem emocji opowiada. Jak to na przykład pani na polskim odpytywała jej koleżankę, a jakiś chłopak próbował przerwać, więc pani polonistka na to z pełną elegancją w głosie:

– Daj powiedzieć blondynce, przecież chyba nieprzypadkowo dostała się do tej szkoły.

Jajo oburzone, bo to przecież jawna dyskryminacja. Ja ze stoickim spokojem, bo przecież nauczyciela przy Jaju obrażać nie będę, ale swoje myślę i to, co myślę, cenzuralne raczej nie jest. Śmiechem też nie wybucham nad fantazją i dowcipem nauczycielki. Pytam tylko, czy ta biedna uczennica naprawdę blondynką była, licząc na zmianę tematu. A Jajo cały wykład o szowinizmie, feminizmie i dyskryminacji czyni. Słucham z uwagą, ale przyglądam się podejrzliwie, czy mi jakaś rewolucjonistka nie wyrosła. W końcu Jajo zmienia temat. Bo ono tak ma, że może dużo i na różne tematy. Kiedyś pamiętam, jak miało to moje Jajo dwa latka i zostało na cały dzień u teściowej. Kiedy je odbierałam, teściowa umęczona, trzymająca się za głowę, stwierdziła, że ona może to Jajo od czasu do czasu popilnować, nie ma sprawy, ale żeby ono tyle nie gadało.

Nie dało się jednak tego sprawić, choć i tak z wiekiem Jajo „dostojniejsze” się zrobiło i zdecydowanie mówi mniej niż kiedyś.

No, ale jest rozkręcone, gada. Ja słucham już z kwadratową głową i próbuję nadążać, bo tematy zmieniają się jak w kalejdoskopie. W końcu zatoczyłyśmy kółko i wróciłyśmy do szkoły, do lekcji geografii.

– Mamo, a wiesz, w którym kraju mieszkają najszczęśliwsi ludzie?

– No, jasne, w USA. – Odpowiadam, bo to chyba jasne, że Amerykanie są zawsze zadowoleni. Jestem pewna, że dobrze wiem, ale okazuje się, że matka głupia i niedouczona. A Jajo znów wydaje się mądrzejsze od Kury.

– Nie, ale nie zgadniesz – droczy się.

– No, dajesz – zachęcam. A Jajo jak nie walnie z satysfakcją.

– W Polsce! – odpowiada, a ja z wrażenia spoglądam na nią.

– Oj, kochanie, coś Ci się pomyliło – delikatnie prostuję, nie chcę uprzedzić jej do własnego narodu. – Polacy to chyba najwięcej narzekają.

– Nie. Mieliśmy na geografii. Gościówa wyświetlała nam (bo teraz taką nowoczesność jak tablice interaktywne dzieciaki w szkołach mają) mapy i ci najszczęśliwsi zaznaczeni byli zielonym kolorem. I nie uwierzysz, ale jedyny taki kraj w Europie to… Polska! Też nie mogłam uwierzyć. A w Ameryce, to Jamajka. Jarzysz?

– Jarzę – odpowiadam mechanicznie i przetwarzam dane. – Mówisz, że zielonym kolorem?

– Tak, też był to dla mnie szok. Nie, że zielonym, ale że my – Polacy!

– Czyli my jednak tą zieloną wyspą jesteśmy?

– A jakże, jesteśmy jak nic. Najszczęśliwszy kraj, a tak wszyscy narzekają.

Zastanawiam się nad tym, co mi Jajo relacjonuje i mam opory, żeby w to uwierzyć, bo na ulicach jakoś nie dostrzegam tego uchachanego narodu, a wręcz przeciwnie. A jak włączy się TV, to depresja murowana. Ale może tak jest, przecież nie mogę w Jaju budzić zwątpienia i wiary w wiedzę przekazywaną w szkole. Mimo wszystko cieszę się, że mieszkam w najszczęśliwszym kraju w Europie. Na zielonej wyspie szczęścia i radości. I tak teraz sobie rozważam, że może to i prawda, bo wystarczy się rozejrzeć. Gdzie znajdziemy więcej absurdów? Gdzie, jak nie w naszym pięknym kraju? No, dobra, jeszcze w „Cyrku Monty Pythona”, ale to się nie liczy.

Gdyby jednak ktoś miał poczucie, że w takim razie do naszego narodu nie bardzo pasuje, bo jest smutny, apatyczny i nieszczęśliwy, to polecam na poprawę humoru serniczek. Wypróbowałam nowy przepis na sernik miętowo-czekoladowy i śmiało mogę polecić. Poprawia humor w 100% i czyni człowieka szczęśliwym, przynajmniej do czasu delektowania się kremowym smakiem ciacha.

0 myśli na “Zielona wyspa”

  1. później, kiedy kończysz delektowanie, możesz jeszcze kontemplować i rozpamiętywać smak… co w sposób istotny może wpływać na opóźnienie powrotu do świata absurdów 🙂

    1. Racja 🙂 Ten serniczek powstał dzięki Tobie. Narobiłaś mi smaka, pisząc któregoś dnia, że właśnie pałaszujesz. 🙂

  2. No to jestem w szoku,że w Polsce mieszkają najszczęśliwsi ludzie.Jakoś też mi się to podejrzane wydaje:)

    Co do sernika.Ja piekłam w piątek sernik kawowy na parze.Hm…co do pieczenia na parze,sernik wyszedł taki delikatny,jakby pianka,ale jeśli chodzi o smak,to kawowy jednak nam nie przypadł do gustu.Mąż stwierdził,że:”stać cię na więcej”.Powiedział,że te inne serniki co nieraz piekłam były znacznie lepsze.Teraz mąż trzepie portkami,co będzie jadł,jak pójdę do szpitala,a zawsze twierdzi,że z głodu nie zginie,że sobie poradzi,no więc powiedziałam mu,żeby sobie zrobił kaczkę ze śliwkami;)
    Ale najpierw powiedział mi,żebym mu coś przygotowała do jedzenia:)

    1. Przynajmniej doceni swoją żonkę 🙂
      Ten sernik też piekłam na parze. Wtedy faktycznie są bardzo delikatne. Ten miętowy był smaczny, ale trzeba lubić miętę i być przygotowanym na nieco inny smak sernika niż tradycyjny. Ja uwielbiam wszystko, co miętowe, więc dla mnie był świetny. Mężowi też smakował. 🙂

      1. No zobaczymy,czy doceni.On się nawet nie przyzna,jeśliby mu coś nie o do sernika…u mnie miętowy nie przejdzie.Jak sernik,to tradycyjny,ewentualnie z brzoskwiniami,ale nie kawowe,miętowe itp:)

        1. No, tak, bo to kwestia smaku. Moja teściowa robi przepyszny sernik z brzoskwiniami. I na upieczony daje na wierzch galaretkę i chyba też dokłada trochę brzoskwiń. Jest pyszny. 🙂

  3. Witaj Aniu!
    1. Miałem kolegę, który też był mistrzem dygresji. Pączkowały one w zawrotnym tempie.
    Po 10 minutach rozmowy już nie łapałem od czego zaczęliśmy i co było podstawowym tematem rozmowy. A poza tym to był super gość.
    2. Polska krajem ludzi szczęśliwych. Ciekawe, jakie były kryteria oceny. Jeszcze jedno – wielu myli szczęśliwość z dobrym humorem.
    Jamajka kojarzy mi się z “marychą” , rumem i słońcem – może na haju wygląda się na bardziej szczęśliwego.

    PS “Monty Phyton mógłby brać od nas korepetycje z absurdu.
    2PS – Udanej “Majówki”

    1. Witaj. 🙂 A to prawda, że można się od nas uczyć absurdu.
      Z tym szczęściem różnie bywa, w zasadzie trudno je zdefiniować, dla każdego jest czym innym. Jakie kryteria brano pod uwagę, nie wiem. A Jamajka kojarzy mi się tak samo 🙂 Jak już się napalą tej “marychy”, to może wtedy są szczęśliwsi, kto wie? 😉 Pozdrawiam i również życzę miłej, słonecznej “majówki”. 🙂

  4. Po tym serniczku rzeczywiście jest lepiej…Jak się tak na niego patrzy…ślinka cieknie i jestem w stanie uwierzyć w tą zieloną wyspę 🙂 punkt widzenia zależy od puntu siedzenia….

  5. Jak ostatnio widziałam tego rodzaju statystyki, to najszczęśliwsi byli mieszkańcy jakiegoś bardzo biednego kraju, typu Gwatemala, albo coś podobnego.

    Osobiście obraziłabym się za blondynkę, gdybym nią nie była. Tzn. że dziewczę było bardzo niekumate? Może za długo już przebywam za granicami naszego szczęśliwego kraju i słowo to stało się obelgą?
    W moim ogólniaku był chemik, który mówił uczniom, że powinien dostawać dodatek za pracę z uczniami specjalnej troski. Dokazywali u niego uczniowie, że hej! Moja chemiczka tylko spojrzała i było cicho. 🙂

    1. Wiesz, wszystko zależy też od tonu, jakim ta nauczycielka powiedziała. I z tego, co mówi moje Jajo, to raczej zabrzmiało bardzo ironicznie. Zresztą często im nauczyciele “przypominają”, w jakiej są szkole. Że niby-poziomy i te sprawy. Kiedyś o tym napiszę, ale na razie obiecałam Jaju, że dopóki chodzi do szkoły, tematu nie ruszam (chociaż szkołę bardzo lubi). Jednak matematyk aż prosi się o poświęcenie sobie wpisu. To karykatura nauczyciela. 😉 A blondynka niestety kojarzy się od razu z taką z dowcipów, niestety.

  6. A propos serniczka: wygląda smakowicie, a pomyślne połączenie mięty z czekoladą jest znane, np. w angielskich, cieniutkich, pysznych czekoladkach pod tytułem “After eight”.
    Osobiście za miętą ie przepadam, w słodyczach i tzatziki to jeszcze tak, ale absolutnie nie w sosie do jagnięciny, tak ulubionym przez Anglików.

    1. Te czekoladki też lubię 🙂 Ale sosów do jagnięciny nie jadłam, nawet jagnięciny bez sosu. 😉 Ale robiłam kiedyś sałatkę z rukolą i truskawkami, robiłam do niej sos z oliwy z oliwek, z octem jabłkowym, miodem i właśnie dodawałam też do smaku miętę i czosnek. Było świetne. 🙂 Dobrze, że sobie o tej sałatce przypomniałam, muszę odgrzebać przepis, bo już niedługo będą truskawki 🙂

Pozostaw odpowiedź ~zagubiona Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *