Radź sobie sam

Zastanawiała mnie ostatnio jedna rzecz. Na FB czytałam post zrozpaczonej opiekunki osoby chorej na Alzheimera. To była chyba żona chorego mężczyzny. Zresztą nieistotne. Ważne jest to, że była jedyną opiekunką. Nie miała innej rodziny, a szykowała się do poważnej operacji i pobytu w szpitalu. Zastanawiała się, co ma zrobić z chorym.

Jeżeli chodzi o ośrodki opieki, to prywatne są kosmicznie drogie. W naszej okolicy najtańsze to około 3500-4000 zł. Są oczywiście takie po sześć i więcej, ale nie mam pojęcia, kogo na nie stać. Zaznaczam, że to opłata miesięczna. Jeżeli chory ma tysiąc złotych emerytury, to resztę oczywiście dopłaca rodzina. Czasami, gdy się ma szczęście, można tam znaleźć miejsce dla chorego na tydzień lub miesiąc, choć właściciel ośrodka oczywiście będzie wolał przyjąć kogoś na czas nieokreślony.

Sprawdzałam, jak to wygląda w państwowych domach opieki społecznej. Teoretycznie ośrodek pobiera około 70% emerytury chorego, a resztę dopłaca rodzina. Ta “reszta” ustalana jest na podstawie zarobków dzieci i wnuków. Cena normalna to ok. 3600 zł. Kiedy rozmawiałam z paniami zajmującymi się tymi sprawami w MOPS-ie, okazało się, że i tak my na przykład musielibyśmy dopłacić do pełnej kwoty (około 2 tys. miesięcznie!). Cena więc (jak dla nas) nie do ogarnięcia. Nie wspomnę o tym, że na miejsce czeka się około 2-3 lat.

W tym momencie oczywiście żałuję, że nie mam dziesiątki dzieci, bo wtedy może by sobie w przyszłości poradziły w opiece nad matką. Zrzutka po dwie stówki nie byłaby taka straszna. No, chyba że moje książki sprzedadzą się w ogromnych nakładach i odłożę “na kupkę”…

Druga sprawa to opieka wytchnieniowa. Na stronie MOPS-u jest informacja, komu przysługuje: “dla dzieci lub osób dorosłych niepełnosprawnych w ramach pobytu dziennego w miejscu zamieszkania osoby niepełnosprawnej”. I właśnie moja mama z takiej opieki korzysta. Jest to nieoceniona pomoc, bo w ciągu dnia opiekun może odpocząć. Niestety nie w każdej miejscowości jest do niej dostęp. Moi rodzice mieszkali wcześniej w małym mieście (ok. 30 tys. mieszkańców) i tam nie było tego typu wsparcia. Żadnego zresztą nie było. A takich miasteczek i wsi jest z pewnością więcej, choć wydaje się, że taka pomoc powinna być wszędzie jako standard!

A co w sytuacji, kiedy opiekun trafi do szpitala i nie ma innych członków rodziny, którzy mogliby się zająć jego podopiecznym? Podejrzewam, że działa to tak: “radź sobie, człowieku, sam”. Brakuje z pewnością systemowych rozwiązań. Tak naprawdę nikt opiekunami się nie przejmuje. Odwalają czarną robotę, państwo ma spokój, bo przecież w końcu niech każdy sam zajmuje się swoim krewnym. I nie ma co sobie nimi zawracać głowy. Smutne, ale prawdziwe, chyba że macie inne doświadczenia w tej sprawie, to chętnie poczytam. Bo może gdzieś w zakątku naszego kraju jest jakieś Eldorado dla opiekunów osób chorych… Taka kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie nie brakuje pieniędzy na pielęgniarki, rehabilitację, domy opieki, wypoczynek itp.

9 myśli na “Radź sobie sam”

  1. Dwa ostatnie zdania to dla śmiechu zostały napisane? Uśmiałabym się serdecznie gdyby to nie dotyczyło takiej poważnej sprawy. Wszędzie wygląda to kulawo i beznadziejnie – niestety.

  2. Ja mam inny problem. Mieszkam za granica i mam starszych rodzicow. Mame ktora niezbyt czesto wychodzi z domu z powodu choroby i schorowanego tate. Mam rodzine w Polsce a rodhice rodzenstwo. Ale tak jakby ich nie bylo. Rodzina caly czas w pretensjach. Martie sie jak ja to ogarne gdyby ktoremu cos sie stalo jak ja to ogarne…

    1. A to normalne, że niestety często rodzina ma to wszystko w czterech literach, ale za pewnie kiedy przyjdzie do podziału jakiegokolwiek majątku (nawet łyżek) stawią się wszyscy w gotowości. 🙁

    2. U mnie bardzo pomógł mops ale nie mógł działać póki nie było zgody osoby chorej.
      Dlatego tak ważne jest szybkie rozpoczęcie procedury ubezwlasnowolnienia – niestety ciągnie sie około roku a choroba nie czeka.
      Jest jeszcze opcja zatrudnienia osoby z zamieszkaniem ale trzeba mieć warunki i nie łatwo taka osobę znalezc

      1. No właśnie! Procedury trwają bardzo długo. Złożyłam dokumenty w zeszłym roku w czerwcu i jeszcze nie mamy żadnego dokumentu potwierdzającego orzeczenie sądu.

  3. Nic dodać, nic ująć. Moja mama ma w domu babcię, już tylko leżącą i prawie bezkontaktową. Jakiś czas temu ugryzł ją pies sąsiadów i miała szwy na dłoni, nie mogła babci myć itp. Dobrze, że pomogły jej siostry i bratowa, przy okazji zobaczyły, jaki to miodzik…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *