Nasze dziecko

Wczoraj dzielnie pracowałam na działce. Trzeba było pozbyć się chwastów. Za to po powrocie do domu zauważyłam pasażera na gapę. Wbił się, dziad jeden, w brzuch. Ja wiem, że mięciutko i cieplutko, ale bez przesady. Mój brzuch!

Kleszcza więc się pozbyłam. Ostatnio, chyba trzy lata temu, jak mi się taki wbił, to skończyło się rumieniem, badaniami, testami i antybiotykami. Słabo było, bo te antybiotyki naprawdę były mocne i brałam je w sumie przez dwa miesiące. Nie chcę tego powtarzać. O, nie!

Ale ja dziś nie chciałam marudzić. Nie chciałam stękać i lamentować. Będzie dobrze. Zero boreliozy.

Za to chciałabym Wam opowiedzieć coś pozytywnego. Już pod koniec czerwca, a nawet około 25.06 premierę będzie miał mój i mojego męża “Nieprzewodnik rowerowy”. Mamy tremę, bo chcieliśmy stworzyć taką książkę, którą sami chętnie byśmy przeczytali. Wiadomo, że dziś jest GPS i można sobie podróżować po swojemu, a więc w takich opracowaniach nie powinno chodzić wyłącznie o mapy.

Ponadto ta książka to takie nasze “dziecko”, bo ja mam Jajo, Sławek dwóch synów, a wspólnego brak, więc będzie doskonale (choć nasze dzieci traktujemy jako wspólne, synowe też, potencjalnego zięcia również, więc rodzina duuuża).

2 myśli na “Nasze dziecko”

  1. Aniu trzymaj się myśli,że nie każdy kleszcz niesie boreliozę.A wspólnego rodzinnego przewodnika gratuluję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *