Contra spem spero

Boję się. Boję się wirusa, boję się, że po tym wszystkim możemy wylądować na bruku. Strach mnie sparaliżował. Bo jeżeli państwo nie pomoże przedsiębiorcom, to czarna doopa. Czarniejsza może być tylko w koronie.

Dopadła mnie niemoc w każdym zakątku mojego życia. Zero motywacji, zero energii.

Tak było w weekend.

Ale dzisiaj się obudziłam i nie wiem, jak to się stało, ale dla odmiany dopadł mnie optymizm (jest malutki, kruchy, więc trzeba o niego dbać). Nagrałam durny filmik, bo przecież zdobyłam kostkę drożdży, więc upiekę chleb i zapach “zrobi dom”. No, nie można się poddać. Nie można. Wiem, że jeżeli to zrobię, depresja wróci jak bumerang, a ledwo co skończyłam leczenie. Wszystko runie niczym domek z kart.

Za oknem słońce, pootwierałam okna i wpuszczam do mieszkania słoneczne promienie, które chyba mają w sobie magiczny optymizm. Taka nadzieja wbrew nadziei – Contra spem spero.

A Wy jak się trzymacie?

 

PS Jeżeli słuchacie w tym czasie audiobooków (ja tak!), to polecam “Niebieskie motyle”:

3 myśli na “Contra spem spero”

  1. Aniu, codziennie świat się kończy i zaczyna dla kogoś… Nie korona to gruźlica… Nie choroba, to złodziej zabierze to co do życia potrzebne.
    Co się liczy – tylko tą chwila, zapach chleba, uśmiech, emocje, promienie słońca… Nic więcej.
    Ps. Postanowiłam, przeprowadzamy się! Póki co pracuję jeszcze przez 3 miesiące po staremu, mam nadzieję, że zdążę zobaczyć jak się to szaleństwo kończy.
    PPs. Widziałam piękne zdjęcie z włoskiego szpitala – matka przytulająca do twarzy dopiero co urodzone bliźnięta. To wszystko musi mieć sens.

    1. Wpadam czasem na Twojego bloga i marzy mi się,żeby babcie dopadł koronowirus.Jest jeszcze jedna osoba którą mógłby dopaść -nasz “kochany” prezes.;))

    2. Cieszę się z Waszej decyzji. A ja w sumie chyba bardziej się boję tego wszystkiego co wokół wirusa niż samej choroby. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *