Wirusy szaleją, a babcię zew natury wzywa

Wokół szaleje wirus, telewizja straszy, ludzie zapasy robią i nie wiadomo, czy już wpadać w panikę, czy jeszcze się wstrzymać.

Żarty żartami, a to poważna sprawa. Babcia też próbuje to zrozumieć. Kiedy dowiedziała się z telewizji, że jest koronawirus, wpadła w histerię. Zawodziła i płakała, ledwo ją uspokoiliśmy. Jednak trzy dni później był u niej ksiądz z wizytą jak co miesiąc i wspomniał, że jak będzie ciepło, to mogłaby się do kościoła się wybrać. A wtedy babci zapaliły się wszystkie lampki na zielono, bo przecież dała na mszę za dziadka na koniec miesiąca. Zaczęła więc swoje kombinacje.

– Zawiezie mnie Sławek do kościoła? – pyta, a ja zastanawiam się, jak ona się tam doczłapie, bo całą jesień i zimę z domu nie wychodziła. A jak prosiliśmy, by spacerowała, to powtarzała nam, że nie jest ulicznicą.

– Wirus szaleje i starsi ludzie nie powinni wychodzić – mówię jej i tłumaczę, że to może być dla niej niebezpieczne. Na co babcia oczywiście puka się w czoło, bo co tam taki kaszel i katar. Tyfus to by było coś. Tłumaczę od nowa na spokojnie. Kilka miesięcy nie wyściubiała nosa poza próg, a nagle zew natury wzywa.

Podczas obiadu babcia ma tysiąc pytań do mojego taty, który mówi jej to samo co ja. Jednak babcia jako kontrargument podaje, że M. powiedział jej, że spokojnie, może iść, że to nie jest groźna choroba. Ponadto jej koleżanka H. powiedziała, że w Ostródzie był chory facet, ale trzy dni potrzymali go w szpitalu i wypuścili. Tłumaczymy jeszcze raz, ile trwa kwarantanna itp. Dopiero wczoraj zapał babci do wyjścia z domu trochę zmalał, ale zaznaczyła, że zadzwoni do M. i do H. i zapyta. Nie ufa nam jak nic.

2 myśli na “Wirusy szaleją, a babcię zew natury wzywa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *