Dragi bez seksu i alkoholu

Mocno broniłam się przed wirusem, którego przytargał do domu Sławek. Nie wiem, skąd go miał, kto mu przekazał, ale wiadomo, że z wirusami jest jak z biegiem w sztafecie. Zawsze trzeba go komuś podarować. Dostało się więc mnie, ja przekazałam go Jaju, a Jajo babci. Tylko moi rodzice się “wyeliminowali” z tej sztafety, bo tata objął nasz dom ścisłą kwarantanną, by chronić mamę.

Tak więc weekend spędziliśmy odizolowani od cywilizacji. Co prawda dotarła do nas w osobach syna i jego żony, ale mamy nadzieję, że im nic nie przekazaliśmy w podarunku (oglądaliśmy z nimi film z wesela).

Co to za wirus? Czort wie. Na szczęście jest bez gorączki i bólu w kościach. Za to mamy gile po pachy i gardła jakby żywym ogniem potraktowane. Ponadto śpik nas trzyma. Cały czas by się spało, w przerwach kaszlało i smarkało. Ale przecież pięknie jest i człowiek nie będzie się zamartwiał na zapas. Kiedyś przejdzie. Oby jak najszybciej, bo to mało przyjemne i mało “widowiskowe”. Jakoś tak człowiek “niewizytowo” wygląda, aż strach w lustro zerknąć. Koło łóżka piętrzy się góra chusteczek, na szafce “dragi” w różnych kolorach i rozmiarach, tylko seksu brak, bo człek nogą i ręką nie ma siły ruszyć.

A jak u Was? Też sztafeta?

10 myśli na “Dragi bez seksu i alkoholu”

  1. Tak, u nas sztafeta trwała cały styczeń i pół lutego, a wirusy coraz ci nowe , zdrówka dużo życzymy

  2. My zdrowi, ale mamy tydzień nadprogramowych ferii (jak na razie), bo szkoły zamknięte ze względu na koronawirus. Nie, to nie w Polsce, więc bez paniki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *