Internat z piekła rodem

Po ciężkim dniu z samochodem i klemami oraz traumatycznym widoku rowka pana wybawiciela trafiłyśmy w końcu do internatu. I tu kolejny szok. Mamy XXI wiek, kapitalizm, demokrację, komercję wokół, a internat to jakby skansen przeniesiony z czasów najtwardszej komuny. Czysty Gierek. Nie wierzyłyśmy własnym oczom. To nie mogło dziać się naprawdę. Poszczypałyśmy się dla pewności. Jednak obraz nie znikł. My w tych swoich eleganckich ciuszkach, a tu syf, kiła i mogiła. Łóżka takie, że strach na nich siadać, bo nie wiadomo, czy pod naszymi dupskami nie rozpadną się w drobny pył. Meble…, strach oddychać, żeby się nie zawaliły. Na podłodze jakaś podejrzana wykładzina koloru nie wiadomo już jakiego. Dobrze, że się nie ruszała, bo inaczej chyba byśmy nie dały rady tam zostać.

Na szczęście pościel czysta, tak wykrochmalona, że prawie sztywna (i BIAŁA!). To jakoś pozwoliło przełamać lody i zasiadłyśmy na naszych posłaniach oniemiałe z wrażenia.

No, ale moja koleżanka Dorota zaprawiona w bojach, nie takie rzeczy przeżyła, więc na wszelkie niespodzianki losu była przygotowana. Rozpakowuje się i nagle macha mi przed oczyma jakąś piersióweczką wypełnioną nalewką własnej roboty.

– Tak dla zdrowotności sobie wypijemy – proponuje po kieliszku.

No, jak dla zdrowotności, to się rozumie samo przez się. Dorota boi się niestrawności, więc polewa w kieliszki, bo je też ze sobą przywiozła, a jakże. Zjadamy kanapki, popijamy naleweczkę. A za chwilę ona z magicznej torebeczki wyciąga jeszcze inną nalewkę. Normalnie skarb, nie koleżanka. I od razu świat lepiej wygląda. Pokój już nie taki straszny.

Kiedy podjadłyśmy, wypiłyśmy dla zdrowotności trochę naleweczki, udałyśmy się do łazienki. Była jedna wspólna na piętrze. Chociaż trudno też mówić o piętrze, bo łazienka znajdowała się w piwnicy, musiałyśmy zejść na sam dół internatu. Idziemy. Już myślimy, że nas nic nie zaskoczy. Już przywykłyśmy do tego, że nagle przeniesione zostałyśmy w czasy Gierka. Wspomnienia odżyły. Jest pięknie, rumieńce na twarzy, dobry humor. Idziemy i chichoczemy. I nagle. O, cholera jasna! Blady strach padł na nasze oblicza.

Weszłyśmy do łazienki. Myślę, że słowo „łazienka” jest mocno przesadzonym określeniem tego, co miałyśmy przed oczyma. Wielkie pomieszczenie. Ściany pomalowane w kolorze rozdeptanej psiej kupy. Farba łuszcząca się płatami ze ścian. Prysznice są, owszem, ale kabin żadnych nie ma, żadnych zasłonek, nic. Tylko deszczownice zwisające niemrawo z sufitu. Zlewy w kolorze brązowym od zalegającego tam kamienia. No, syf taki, że nie da się tego opisać.

– Tylko niczego nie dotykaj! – krzyczę w panice do Doroty.

– Yyyyy… jaaasneee – odpowiada oniemiała z wrażenia. Tylko jak się umyć i nie dotykać?

Stoimy więc takie sieroty na środku i „podziwiamy”, bo oczom nie wierzymy. I stwierdzamy stanowczo, że chyba jednak za mało tej naleweczki wypiłyśmy.

To jest internat? Kurza twarz! Tu mieszka młodzież? Masakra! Nie pamiętam, jak to zrobiłyśmy, że w końcu się ochlapałyśmy wodą, ale do pokoju zasuwałyśmy jakby nas stado wilków goniło. Trauma na całe życie. Mam nadzieję, że w końcu ten internat wyremontowano. No, chyba że tam skansen zrobiono. Bo faktycznie eksponatów było sporo.

Wpadłyśmy do pokoju i nie sposób było nie dokończyć nalewek. Tym razem dla szczególnej zdrowotności. Brry! na samą myśl o tej „łazience” z piekła rodem.

Szczęście w nieszczęściu, że Dorotę miałam ze sobą, a Dorota nalewki. Dzięki temu jakoś przetrwałyśmy to szkolenie w Szczecinie.

0 myśli na “Internat z piekła rodem”

  1. Faktycznie koszmar. Jak te chłopaki tam wytrzymują. Teraz rozumiem dlaczego jeden z moich kuzynów płakał jak małe dziecko, gdy musiał po weekendzie wracać do internatu. To jak do obozu jakiegoś.

    1. Mam nadzieję, że teraz jest lepiej, że jednak te internaty remontują. Moje Jajo rozważało internat i było pooglądać, podobno nie było źle.

  2. Zatkało mnie….w takim miejscu aż strach dotknąć samej wody… Nie zbyt ciekawe warunki dla każdej żywej istoty. ..
    A tak z ciekawości, czy w internatach nie jest tak, że młodzież ma dyżury i sprząta jak na koloniach? Bo jeśli tam, tak jak mówisz, przebywa młodzież to tak trochę to o niej świadczy…myć się w brudzie i nikomu to nie przeszkadza? Samo mycie się traci sens…

    1. Nie wiem, jakie są zwyczaje. To był weekend, więc młodzieży nie było. Ale w tej “łazience” posprzątanie to mało, tam trzeba by remont i to taki gruntowny przeprowadzić. To było kilka lat temu, chyba z 7 albo 8, może już w końcu wyremontowano. Ale mamy co z koleżanką wspominać. Często śmiejemy się na samą myśl o tych “traumatycznych” przeżyciach.

  3. Współczuję Ci takich warunków.Wyobraź sobie,że podobne są w szpitalu,w moim rodzinnym mieście, na chirurgii.Masakra jakaś,a łóżek na salach napchane jedno na drugim,jakby ktoś zawału dostał,to jest po nim,bo nawet nie ma jak wywieźć pacjenta.Dobrze,że jakoś przetrwałyście,a nalewki chociaż dobre były;)

    1. Nalewki były pyszne. Dorota robi z pigwy, z wiśni, z malin, ze śliwki. Super. Teraz niestety już nalewki nie są na moje zdrowie, bo odkąd mi wycięli pęcherzyk, jakoś nie mogę, ale wtedy na szczęście jeszcze mogłam 🙂 Mniamnuśne były 🙂

  4. Miałem podobne przeżycia.
    jeszcze “za studenta” wylądowałem w akademiku w Bukareszcie. To były czasy Ceausescu. Jeden syf. Pięć dni, które tam spędziłem było koszmarem. “Łazienki” też były otwarte, ale za to koedukacyjne. I to był jedyny plus.

    1. Koedukacyjne… hmmm, fajnie, chociaż trudno sobie wyobrazić otwarte łazienki w ten sposób. No, ale przynajmniej budowę ludzkiego ciała mieliście opanowaną do perfekcji 🙂

      1. Nie bajeruję, tak było.
        Dlatego często przed wejściem do łazienki stała “straż” nie wpuszczająca nikogo do środka.
        Nie muszę dodawać, że straż składała się wyłącznie z dziewczyn.

  5. W moim, skądinąd, szanowanym i renomowanym liceum były toalety ze ściankami z dykty. W dykcie dziury cyrklem wydłubywane (nie wiadomo po co, bo toalety nie-koedukacyjne ;)). O glazurze można było pomarzyć: farba olejna w tradycyjnym kolorze brudnej żółci.
    Wyremontowali je oczywiście tuż po mojej maturze, teraz to cud miód i w ogóle. 🙂

    1. Ciekawe, po co komu w toalecie cyrkiel, nie? 😉 Teraz chyba większość szkół ma wyremontowane toalety. Mam taką nadzieję. Chociaż, jak byłam u Jaja na zebraniu i poszłam przypilona silną potrzebą, to lekko się zdziwiłam. Tak trochę nieładnie było 😉 No, ale nie było najgorzej. 🙂

Pozostaw odpowiedź anna.a72 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *