Otworzy pani maskę

Dzisiaj czas na wspominki wokół tematu kobieta i samochód. Tak mnie natchnął ostatni wpis Młodej Polki.

Pamiętam jak kilka lat temu miałam poprowadzić szkolenie w Szczecinie. Tatuś na tę okoliczność pożyczył mi samochód. Szkolenie miało trwać przez dwa dni, więc postanowiłam zostać na noc w tym mieście. Razem z koleżanką zarezerwowałyśmy sobie noclegi w internacie jakiegoś technikum. Wiadomo, chciałyśmy, żeby było tanio. A nie przyszło nam do głowy, że w internacie może być coś nie tak z warunkami sanitarnymi. Przecież tam mieszka młodzież, przyszłość narodu…

Tata dał mi swój samochód. Odważny człowiek, nie ma co. Szczegół, że ostatni raz siedziałam za kółkiem dwa lata temu. Nie miałam samochodu, bo po rozwodzie zabrał go eksmąż, a mnie najzwyczajniej w świecie nie było stać na taki wydatek. I nie mówię o kupnie auta, bo to może dałoby się zorganizować, ale bardziej mam na myśli jego utrzymanie. Bo kupiłabym na pewno używane, a to loteria. I miałabym na głowie skarbonkę bez dna.

No, ale wracajmy do momentu, kiedy samochód mam już na parkingu. Umówiłam się, że koleżanka pojedzie ze mną. Ona cała w strachu na wieść, że ja dwa lata nie jeździłam. Mnie też lekko strach paraliżował, bo  miałam przecież pojechać do Szczecina, a tam tramwaje! No, ale przestudiowałam trasę i stwierdziłam, że dam radę, nie musiałam wbijać się w centrum, więc nie mogło być źle.

Ubrałam się elegancko, bo przecież mam szkolić ludzi, to muszę wyglądać jak człowiek. Spódniczka, elegancka bluzeczka, buciki na małym obcasie, torebeczka i dama pełną gębą. A musicie wiedzieć, że ja i spódniczka, to raczej rzadki widok. Wsiadłyśmy z koleżanką do samochodu. Ona pewnie z drżeniem w sercu. Ja szczerze mówiąc też, ale robię dobrą minę do złej gry. Jedziemy. Napięcie sięga zenitu, bo duży ruch. No, ale szczęśliwie zajechałyśmy. Zaparkowałam przed ośrodkiem szkoleniowym i poszłam wykonać swoją pracę. Szkolenie trwało chyba z pięć godzin. Wychodzimy zadowolone, bo wszystko pięknie się udało. Ja pilotem w autko, a ono nic. To kluczykiem otwieram. Myślę, że coś zepsułam i tatuś urwie mi głowę. No, ale nic. Wsadzam kluczyk do stacyjki, przekręcam, a ono dalej nic. No, kurza twarz, obraziło się czy co?! Jeszcze raz przekręcam, a ono ani warku, ani mruku, po prostu cisza. Zamilkło na amen. A tu wieczór, do internatu daleko. A ponadto potem trzeba będzie jakoś wrócić do domu i przed tatusiem się wyspowiadać, co ja zrobiłam jego samochodzikowi. No, ale koleżanka bardziej kumata była niż ja, w końcu jeździ na co dzień, nie od święta, domyśliła się, że to akumulator. Bo ja z tej radości, że dojechałam cała i zdrowa do Szczecina, zapomniałam wyłączyć światła i akumulator padł.

– Musimy znaleźć kogoś z klemami – mówi do mnie koleżanka. A ja ku swojemu zdziwieniu nawet rozumiem ten szyfr. Biegamy więc po parkingu, pytamy, ale nikt nie ma. – Taksówkarz może mieć – podpowiada Dorota, więc dzwonię po taksówkę. Odbiera dyspozytorka, więc jej tłumaczę, że ja pana z klemami potrzebuję do akumulatora. Słyszę w słuchawce, jak pani krzyczy do kierowców, który ma klemy. Odpowiada w końcu, że za chwilę ktoś przyjedzie. Czekamy. Już przestało być nerwowo, bo nadzieja na ratunek jest. Już rycerz na białym koniu pędzi, by nas z opresji wyciągnąć. W dodatku z klemami.

Przyjechał taksówkarz. Wysiada z samochodu pan dość słusznych rozmiarów. Nie tak sobie wyobrażałam rycerza. „Zbroja” na nim lekko rozchełstana. W zasadzie najpierw pojawił się jego brzuch, potem on. Na końcu twarz uchachana od ucha do ucha. I nawet nie krył, że z nas tak chichocze. Jego oczom ukazały się przecież dwie bezradne paniusie, którym ktoś nieopatrznie powierzył samochód.

– Otworzy pani maskę – mówi, podchodząc z tymi klemami.

Aha, maskę? Myślę sobie, cholera jasna, co to maska oczywiście wiem i że gdzieś od środka się ją otwiera, też wiem. Wchodzę do auta, macam ręką, gdzie ten wihajster może być, a tu za cholerę nie mogę go wymacać. Samotną kobietą jestem, więc mam małą wprawę w macaniu i jakoś mi nie idzie nawet z autem.

– Ale nie wiem, jak to otworzyć – przyznaję w końcu, wzruszam ramionkami w tej swojej eleganckiej bluzeczce, a facet nie wytrzymuje i jak ryknie śmiechem. Nawet nie próbuje udawać, że to nie śmieszne. Ryje ze mnie, aż brzuszysko mu się trzęsie. A ja czuję się, jak przysłowiowa blondynka. Stoję jak ta sierota. W końcu też z Dorotą parskamy śmiechem, bo przecież Monty Python by lepiej tego nie wymyślił. Pan sięga pod kierownicę i jednym ruchem znajduje wajchę, pociąga, maska odskakuje. A ten cały czas trzęsie się ze śmiechu.

Podłącza klemy. Ale jak się tak nachyla nad maską, to oczywiście prawie cały rowek w pełnej okazałości ukazuje się nam z jego lekko zwisających spodni. Aż nam wzrok poraziło. Cholera jasna, za co? No, dobra wiem, za te niewyłączone światła.

Pan naładował akumulator, kazał przez godzinę pojeździć po mieście, zanim zaparkujemy.

Udało się, samochodzik zaskoczył. Pomruczał przyjaźnie. Podziękowałam panu, zapłaciłam dyszkę, bo tyle sobie zażyczył, cały czas nie mogąc opanować śmiechu. Jeszcze kiedy wsiadał do taksówki, słyszałyśmy jego rechot.

Wskoczyłyśmy niczym gazele do naszego autka i zrobiłyśmy kilka rund po mieście, zanim zaparkowałyśmy przed internatem. Ale że nieszczęścia chodzą parami…

O tym jednak napiszę jutro.

0 myśli na “Otworzy pani maskę”

  1. Ale z tego pana to jakiś straszny szowinista był hihi!No ale nie dość że miał ubaw -to jeszcze zarobił więc powinien dziękować bogu że ten zesłał na jego drogę takie dwie niewiasty.A ja się od wczoraj cholernie cieszę-bo kupiłam sobie gacie-i to o cały numer mniejsze.A jak mnie to zmobilizowało to Ci mówię-jeszcze 4 kilosy i będę wniebowzięta!Nie mogę się doczekać jutrzejszego wpisu.

    1. Dobra jesteś z tymi gaciami. Ja właśnie wymieniłam w szafie ciuchy, zimowe poszły na samą górę szafy, a letnie i wiosenne niżej. I mam takie magiczne spodnie, które od wielu lat są przyciasne. Zmierzyłam. Nadal ciasne. Chyba jednak też warto byłoby się do nich przypasować. 🙂

  2. 🙂 cóż, jeśli chodzi o macanie autka, to jako samotna kobieta mam to niemal do perfekcji opanowane 😛 🙂 nawet do tego stopnia, że jak go szlag trafi w trasie, a bardzo go w trasie to czy tamto lubi trafiać, to na telefon mu wspólnie z mechanikiem stawiamy diagnozę 😛 choć coraz częściej ją bardziej potwierdzamy wspólnie, niż stawiamy, ale tyczy sie to tylko mojego grata, bo znam sie z nim jak łyse kobyły po tych kilkudziesięciu tysiąca kilometrów wspólnego żywota

  3. 😀 😀 uśmiałam się, pocieszające, że takie sytuacje przydarzają się wszystkim. Często widząc auto zaparkowane z włączonymi światłami pod hipermarketem i nie mając szans odnaleźć nieszczęśnika, tylko go żałuję 😉

  4. Dobrze, że ktoś ruszył Wam na pomoc 🙂
    Ja raz z koleżanką świeżą po egzaminie jechałyśmy do jej chłopaka. On mieszkał dosłownie za lasami za polami, 100km od naszego domu i tak gdzieś w środku drogi wśród pól w nocy, w ciemnościach i o żadnej żywej duszy i domu stałyśmy z flaczałym kołem bez zapasu… Oj, strachu było. Modliliśmy się by nikt nie przejeżdżał nawet, bo wiadomo? I tak z 2 godziny czekałyśmy, aż ktoś odbierze telefon w sumie lekko zdenerwowany he he adrenalina nie mała 🙂 Pozdrawiam

  5. no pierwszej stronie blog .pl — to miałem na myśli… faktycznie też mnie tam wrzucili… w pierwszym momencie nie zauważyłem bo zdjecie zmienili 🙂

    1. Tylko tyle powiem, że dalsza część nie związana z motoryzacją 🙂 Ale mam nadzieję, że to Cię nie zniechęci do czytania 🙂

  6. Oj,jak ja bym chciała jeździć autkiem:)Mam prawko,ale nie jeżdże,czhyba kiedyś o tym pisałam?Dobrze jednak,że sama z siebie potrafisz się śmiać,a to jest sztuka:)

    1. Powiem szczerze, że już chyba ze cztery lata nie jeździłam. Albo nawet dłużej. 🙁 Mężuś do pracy jeździ samochodem, bo ma taką pracę też trochę “objazdową”, drugi samochód nam niepotrzebny, bo przecież ja nigdzie się nie wybieram. I nie ma okazji, ale muszę sobie troszkę odświeżyć. Już Mężusiowi zapowiedziałam, że muszę potrenować. 🙂

        1. Mój Mężuś wszystko przyjmuje ze stoickim spokojem, więc tę wiadomość również 😉 No, ale swój samochodzik kocha i nie wiem, jak się z nim rozstanie 😉

      1. nie jeździsz samochodem? normalnie nie wierzę! 😛 dobra, ale ja z tych co rok temu po papierosy na górkę samochodem zasuwałam… hm.. teraz nie zasuwam, bo nie palę, ale życie bez samochodu, jawi mi się jako koszmar 😐

        1. A ja od rozwodu w zasadzie wszędzie pieszo 🙂 Na większe zakupy tylko z Mężusiem. Już się przyzwyczaiłam, że na nóżkach dreptam. Tak dla zdrowotności 😉

  7. Ja głąb szukałem akumulatora 5 minut pod maską z przodu, a miałem w bagażniku obok koła zapasowego. Dobrze że nie była to podobna sytuacja ja we wpisie bo w przypadku kobiety nie ma co się gafy wstydzić, ale w przypadku faceta…

  8. Tak jak Zagubiona, prawko mam i nie jeżdżę. Nie potrzebuję. Za to teściowa jeździła do pracy, do której miała 100 m, i to z górki. Dobrze, że już nigdzie nie jeździ, bo po rodzinie krążą opowieści, jak to zagapiła się na wystawy sklepowe i wjechała na chodnik 😉

    1. To fakt, że niektórzy pomimo tego że mają prawo jazdy, nie powinni siadać za kółko. Ponadto samochód rozleniwia.

      1. Koleżanka, super laska, kupiła sobie samochód i przytyła 15 kilo. Przedtem musiała sobie biegać na przystanek, z zakupami wyrobić, a teraz dupcię wozi, no i takie są skutki… 🙁

    1. No, tak wtedy też mieliśmy jakąś przygodę, pamiętam, że w Niemczech musieliśmy zostawić auto, bo się nam rozkraczyło. Dobrze, że mi przypomniałaś. 🙂 Ja zapomniałam nawet, w którym roku to było. A użeranie się z Niemcami było dość ciekawe. Prawie wojna polsko-niemiecka 😉

  9. Aniu nie ma się co wstydzić.
    Fachowcy czasem też nie dają rady.
    Kilka lat temu, podczas wakacji, padły mi jakieś światła i zapalniczka. Zapalniczka ważna rzecz, bo różne urządzenia można przez nią podłączyć do prądu. Podejrzewałem, że powodem był bezpiecznik. Pojechałem do jakiegoś serwisu. Serwis wyposażony w różne cuda nie widy, komputery do diagnozowania przyczyny usterek itd. Podłączyli moje autko do komputera i po 5 sekundach była diagnoza – bezpiecznik. To już wiedziałem, kiedy do nich jechałem. I teraz zaczęły się schody – gdzie są bezpieczniki? Szybciutko znaleziono 2 miejsca, ale tam wszystkie bezpieczniki były OK. Dalsze poszukiwania trwały ok. pół godziny (łącznie ze studiowaniem, jakiejś dokumentacji dotyczącej różnych modeli Forda). Znużony usiadłem na fotelu pasażera. Znudzony zacząłem “macać” autko i nacisnąłem, jakiś “dings” schowkiem. Nagle wysunęła się płytka, a na niej co? Bezpieczniki!
    I to był strzał w 10. Dalsza naprawa trwała 1 minutę. Pewnie powinienem domagać się rabatu z tytułu znaczącego udziału w naprawie.
    Tak że, nie jest źle z Twoją znajomością samochodu.

  10. Częsta sytuacja, choć przyznam że ślicznie opisana i nawet się uśmiechałem, bo nie ładnie pisać że się śmiałem z tragedii bliźniego 😉 Co do akumulatorów to z nimi podobnie jak z facetami. Trzeba dać odsapnąć (wyłączyć światła), “pomacać” (temperatura podnosi ładunek ogniw) i jeśli zrobi się to umiejętnie na pewno po chwili zaskoczy. Jeśli uda się z akumulatorem, to z facetem na pewno bo łatwiejszy w obsłudze 😉 To tak na przyszłość żeby nie raczyć się więcej nieodpartym urokiem Sexi Taxi;)

    Pozdrawiam

        1. Takiego nie widziałam. 😉 Nie wiem, czy wiesz, ale jestem kobietą, a piszesz do mnie jak do faceta i już zwątpiłam w to kolanko 😉 Mam nadzieję, że to literówka. 🙂

          1. Oj mylna Twoja nadzieja 😉 To nie literówka …. Przyznaje się … prowokacja 🙂

            PS: Prawda taka że literówka, ale jakoś ładnie wybrnąć trzeba było 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *