Reklamowe czary-mary

W środę przeprowadziłam bardzo odmóżdżający eksperyment. Teściowa poprosiła mnie, żebym z nią poszła na pokaz garnków. Chciała zobaczyć wnętrze sali, w której miało się to spotkanie odbywać. Stwierdziła, że na wesele nikt jej tutaj nie zaprosi i nie wiadomo, czy będzie miała okazję tę niezwykłą salę kiedyś zobaczyć. A sala faktycznie wzbudziła mój podziw. Niemalże królewska, z antresolą, pięknymi kwiatami itp.

Poszłam z nią z dwóch powodów. Po pierwsze teściowej się nie odmawia. Po drugie do tej pory ominęły mnie wszelkiego rodzaju pokazy. Co prawda po cholerę mi takie doświadczenie, nie pytajcie. Po trzecie to nowy temat na wpis. Ciekawe studium „socjologiczno-marketingowe”. Mogłam podejrzeć, jak tacy magicy od pokazów działają i jak reagują na tę ich magię zwykli ludzie. I muszę przyznać, że to prawdziwi fachowcy. Sporo osób podpisało umowy na promocyjny zakup garów na raty. Szczegół, że cena była bliska 10 tysięcy i można by za to kupić używany samochód. No, ale jak ktoś ma fantazję kupić gary w tej cenie, to jego biznes. Ponadto nadarzała się okazja, bo na pokazie można było kupić za połowę ceny, na drugi dzień byłoby za późno.

Pan prowadzący pokaz miał niezłe gadane. Umiał nawiązać kontakt z „widownią”. Pięknie nią manipulował, wciągnął w dyskusję, rozśmieszał, straszył cholesterolem i wysokim ciśnieniem, robił konkursy, losowania. Normalnie sinusoida emocji. Prawie sama już chwytałam za dowód, długopis i pędziłam do podpisania „atrakcyjnej” umowy, bo jeszcze kołdry w gratisach rozdawali. A taka kołdra to samo zdrowie, a tu za darmo dają prezent wart około 3 tysięcy. No, ale nie pobiegłam, bo Mężuś mi stanowczo zakazał. Postraszył wyeksmitowaniem z domu do ogródka. A że w tym naszym ogródku dziada i baby brak, więc wolałam w ciepełku we własnym łóżeczku. Jeszcze do wyboru miałam wycieraczkę przed drzwiami, ale też nie skorzystałam. Nie kupiłam więc superaśnych garów, nie dostałam kołdry. Teściowa również nic nie kupiła, bo teść też jej zagroził eksmisją. Wiadomo, ta sama krew, więc te same metody zastraszania. Siedziałyśmy więc jak te sierotki dwie godziny. Dupska nam do krzeseł poprzerastały. A to wszystko po to, by zobaczyć „kryształową salę”. Łeb mnie bolał od tego słuchania. Pan był nakręcony i niestety nie dało się go wyłączyć. I ciągle upominał, jak ktoś gadał. Normalnie jak w szkole. Tylko tyle, że miał lepsze narzędzia dyscyplinujące niż nauczyciele, bo jak chciał nas uciszyć, pukał w mikrofon. A uwierzcie, wtedy w uszach strzelało. Albo podnosił lekko głos i wołał „UWAGA!”.

Przyglądałam się ludziom, którzy przyszli na spotkanie. Może część z nich tak jak my, popatrzeć na nową salę w naszym mieście. Część może z nudów. W sali 80 % osób to emeryci. I jak pomyślałam o ich emeryturkach i rencinkach, to szlag mnie lekko trafiał, bo gary za kilkadziesiąt tysięcy to chyba ostatnia rzecz, jaką powinni kupić. No, niby gary mają gwarancję na 20 lat. Ale jak ma się siedemdziesiątkę z hakiem na karku, to chyba nie ma znaczenia. No, chyba że ktoś ma fantazję zabrać je w zaświaty i zażyczy sobie włożenia ich do trumny. To wtedy może ma sens. Jak go za 200 lat odkopią, to gary dalej będą lśniły pod ziemią.

Moi rodzice też niestety dali się zrobić na cacy takim naciągaczom. Kupili sobie kilka lat temu kołdrę na raty za ponad 3 tysiące. Ale co najciekawsze po spłaceniu rat odezwano się do nich z windykacji. W ogóle to jakieś czary-mary było. Bo niby te raty kto inny przejął czy coś takiego. Sprawa trafiła do sądu. Ojciec prezentował dowody wpłaty i nic nie pomogło. Nie wiem, dlaczego przegrali sprawę i musieli za kołdrę zapłacić jeszcze raz. Czyli taki drobiażdżek – prawie siedem tysięcy, w dodatku z emerytur! Od wyroku nie przysługiwało im prawo apelacji. Nie wiem, jak to możliwe, ale niestety tak się stało. Sędzina prowadząca sprawę nie mogła uwierzyć, że rodzice tak dali się wrobić w zakup kołdry za taką kasę. Nawet skwitowała, że „taką kołdrę to w każdym hipermarkecie kupiliby państwo za kilkaset złotych”. No i co z tego, jak rodzice mieli fantazję i kupili na pokazie. Bo tam takie są emocje, że lepiej niż w kinie. Wyzwala się w człowieku taka żądza posiadania. Chce mieć, bo dają promocję, a za godzinę już będzie za późno. A w zdrowie trzeba inwestować. Taka kołdra, gary, toż to samo zdrówko. Człowiek nagotuje bez soli, bez tłuszczu, a potem poleży pod kołderką, żeby mu się w brzuszku ułożyło jak należy. A że emeryturka jakoś tak przez trzy lata uszczuplona o ratę…, no cóż, zaoszczędzi się na tejże soli i na tymże zbędnym już tłuszczyku.

p.s. Zdjęcia z Wikipedii

0 myśli na “Reklamowe czary-mary”

  1. Mój tata niedawno dał się tak nabrać,właśnie na takie garnki.Do tego dostał kołdrę,płytę indukcyjną,materac i żelazko za to,że przyszedł na spotkanie.Chciałoby się powiedzieć”stary,a głupi”.Wiem,trochę nieładnie z mojej strony,ale ma kredyty nabrane,raty do spłacenia,a teraz jeszcze kolejna rata,jakby tego wszystkiego mało było.
    Rok temu byliśmy z mężem w Darłówku na wczasach i tam był taki pokaz.Tak jak piszesz,facet manipulował publicznością,ale nie wszystkimi,ja się nie dałam.Próbował mnie zagadywać,na swoją stronę przeciągnąć,ale twarda byłam i się z nim wdałam w gadkę,pomimo wszystkich oczu we mnie wpatrzonych,jak na wariatkę,że niby co ja chcę od tego biednego człowieka,a ja mówiłam otwarcie,co o tym myślę.Facet nie miał ze mną łatwo,a mój mąż się śmiał i chyba był w szoku,że ja tak publicznie się odważyłam wyrażać swoje zdanie:)
    Najlepsze było losowanie stacji pogody na koniec,po którą tam przyszłam:)Okazało się,że dwie osoby ją wylosowały,ja i taka druga Pani,która kiedyś dała się omotać,na takiej prezentacji.
    Kiedy facet zobaczył,że to ja wylosowałam tą stację pogody,mina mu zrzędła,więc powiedziałam mu wprost:
    “Widzę,że Panu to nie na rękę,że na mnie trafiło,no ale cóż stało się i są na to świadkowie”
    Faceta zatkało.Ależ miałam ubaw:)

    1. To niezła jesteś. 🙂 ja się nie odzywałam, popatrzyłam i tyle. Więcej moja noga na takim spotkaniu nie postanie.

  2. Hej Aniu!Ostatnio Cie opuściłam-ale życie ech…Nie miałam sił na nic-jakoś psychicznie mnie ścięło.Ja na takie pokazy również nie chadzam-ale kiedyś koleżanka poprosiłam mnie abym przyjęła na pokaz do domku owego pana sprzedającego mega cudowne odkurzacze.Bo ona stała się szczęśliwą posiadaczką tego urządzenia-a gdy ja go wpuszczę do domku to ona dostanie również mega-cudną czarodziejską ssawkę(i to gratis)A ona droga jak cholera…Więc że wtedy mało asertywna byłam i głupia to się zgodziłam.Ogólnie pan udowodnił mi że jestem fleja,brudas i sprzątać nie umiem-ale gdy zakupię to cudo to się zmieni moje życie!Ale ogólnie miałam to w …. i z ulgą zamknęłam drzwi za panem.

    1. A wiesz, że ostatnio właśnie o Tobie myślałam, bo dawno Cię nie było. 🙂
      Z tymi naciągaczami tak jest, chodzi tylko o to, by złapać klienta.

  3. na te garnki to może te z Okrasą jako zachęta, że on je poleca i takie tam? Bo wiesz, mam zaproszenie na 1 maja… ale czy ja wiem, co 1 maja będzie 😐 … zwłaszcza, że Nielata nie będzie 😉 😛

    1. Pewnie te same. 🙂 Może dostaniesz w nagrodę, że pójdziesz jakiś gratis. 😉 Moja noga na pewno już na takim pokazie nie postanie. Żywcem mnie nie wezmą. 😉

  4. We mnie budzą obrzydzenie tacy naciągacze, nawet bardziej niż pospolici złodzieje. My również znajdujemy w skrzynce co rusz zaproszenia na rozmaite pokazy i już mnie na to drze, wiesz gdzie….

  5. Cześć Aniu!
    na początku muszę stwierdzić, że nikt zdrowy na ciele i umyśle, nie kupuje garnków za 10 tys. zł – nawet, jak ma kasy jak lodu.
    Jest to kolejny sposób na wyciąganie pieniędzy od ludzi starszych i naiwnych – już raz o tym pisałaś.
    Raz byłem na takim pokazie, też chodziło o gary. Poinformowano mnie, że zostałem wylosowany” i otrzymam zestaw noży kuchennych za samo przyjście. Poszedłem, bez skrupułów wziąłem noże (całkiem imponujący zestaw w gustownej walizeczce i nie kupiłem nawet złamanego gara. Nie mam wyrzutów sumienia – chociaż odrobinę zrewanżowałem się organizatorom za oszukiwanie innych – taki Janosik ze mnie. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby z przyklejonym do twarzy uśmiechem i wszelkimi sposobami namawiać starszych ludzi do zakupu zupełnie nie potrzebnych im rzeczy, w dodatku za olbrzymie pieniądze. Z racji wykonywanego zawodu często biorę udział w negocjacjach i byłem w tym kierunku szkolony. jednym z ważniejszych tematów szkoleń była etyka biznesu. To co widziałem na spotkaniu z etyką nie ma nic wspólnego i jest jednym wielkim oszustwem i mamieniem odbiorcy.
    PS. Nie byłbym szczery, gdybym nie powiedział, że był to czas stracony. Przez dwie godziny “ćwiczyłem się” w asertywności. Chyba 15 razy mówiłem NIE. No i jeszcze ćwiczenia w zbijaniu argumentów drugiej strony.
    Pozdrawiam cieplutko.

    1. Fakt, że można się wyćwiczyć w asertywności. Tylko szkoda tych wszystkich, którzy nie potrafią mówić “nie”.
      Starałam się na tym pokazie też właśnie obserwować, jak prowadzący manipuluje ludźmi. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z etyką biznesu, bardziej to przypominało show.

  6. Aniu a to były te garnki z kryształami svarowskiego? Znam snobów, którzy lekką ręką funduję sobie takie atrakcje. Ale biednych seniorów ich naiwności, graniu na emocjach, nigdy nie pojmę. Bez serca 🙁

    1. Akurat te chyba nie miały kryształków. te tylko były z jakiejś stai chirurgicznej, wieczne, niezniszczalne… 😉 Gotuje się w nich same zdrowe potrawy 😉

  7. Widzę po reakcjach mojej Mamy , i może też czasem młodszych w rodzinie, że Polska nie jest przygotowana na agresywne sprzedawanie i daje się nabierać. Nauczona angielskim doświadczeniem, odrzucam telefoniczne zaproszenia na jakiekolwiek pokazy, oferty bankowe czy darmowe badania , mówiąc grzecznie, ale stanowczo, że nie jestem zainteresowana, najczęściej zanim jeszcze telefonujący dojdzie do sedna sprawy. Czasem jeszcze dodaję, że jak będzie mi coś potrzebne, to sama się zgłoszę. A niezwykli takich metod sprzedaży ludzie traktują te telefony jak osobiste i czują się zobowiązani przyjąć ofertę lub gęsto tłumaczyć swoją odmowę.

    1. Czasami ci, którzy dzwonią są też niesamowicie nachalni. Ostatnio do mnie zadzwonili z nową ofertą telefonu. Mówię pani, że nie jestem zainteresowana, a ta “dlaczego?”, no, kurczę, jak nie jestem to nie jestem i to nalegała, żeby jej wytłumaczyć. W końcu niestety niegrzecznie się rozłączyłam.

  8. Moja teściowa lubi jeździć na takie wycieczki 🙂 raz kupiła odkurzacz za 1500 zł wart 200 zł. Super nowoczesny design, mały, ręczny. Przeróżne zalety zdrowotne. Odkurza się nim przecież ręką na kolanach więc trochę ruchu He He 🙂 tyle, że moja suszarka do włosów miała 3razy więcej mocy 🙂 Ostatnio też mówiła coś o garnkach, ale wybilismy jej to z słowy. Szczerze mówiąc, ludzie tam pracujący to geniusze. Potrafią omamic. To tylko zwykle oszustwa. Szkoda starszych ludzi, bo oni jeżdżą przeważnie na takie wycieczki. Młody przynajmniej pomyśli, przeliczy. Taka babcia słyszy słowo tanio okazja No to trza brać. W dodatku ktoś jest miły i porozmawia.

    1. Najczęściej takie pokazy robią w takich godzinach, że przychodzą na nie emeryci. A “geniusz” prowadzący podpuszcza “staruszków”, że jak pójdą do domu, to dzieci im odradzą zakupu. A dlaczego odradzą? Bo woleliby od rodziców wyciągnąć tę kasę. I tak niestety grają na emocjach, a ludzie się na to nabierają.

Pozostaw odpowiedź ~Sławek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *