Nie taki diabeł straszny…

Odważyłam się. Przełamałam i poszłam…

Jakiś czas temu pisałam, że myślimy z tatą nad zawożeniem mamy do ośrodka dziennej opieki. Działałoby to jak przedszkole. Na kilka godzin co dzień tata zawoziłby tam mamę i wtedy miałby czas dla siebie. Mógłby odpocząć, naładować bateryjki. Tym bardziej że choroba gna jak szalona. Coraz mniej jest mamy w mojej mamie. Nawet proste czynności obecnie wydają się ogromnie skomplikowane. Niestety…

No, ale do rzeczy. Pisałam, że bardzo boję się myśli o oddaniu mamy na kilka godzin do takiego ośrodka. Jednak przełamałam się i pojechałam zobaczyć, czy diabeł taki straszny jak go malują. Wcześniej porozmawiałam z przesympatyczną panią z MOPS-u. To ona mi poradziła, by pojechać i zobaczyć ten dom od wewnątrz. Zbierałam się kilka tygodni, ale wreszcie się przełamałam. Wybrałam ładny słoneczny dzień na tę wizytę, by iść z pozytywnym nastawieniem. A wyobrażałam sobie straszne rzeczy…

Ku mojemu zdziwieniu diabeł jednak nie jest taki przerażający. Dom wewnątrz odnowiony, po remoncie, robiący dobre wrażenie. Bardzo sympatyczna opiekunka pokazała mi wszystkie pomieszczenia. Zaglądałam też tam, gdzie właśnie przebywali podopieczni i, o dziwo, nic nie zrobiło na mnie przygnębiającego wrażenia. Kuchnia ładna, łazienka, toalety również. Podopieczni siedzący przy stolikach albo spacerujący. Nie zauważyłam niczego niepokojącego. Wyszłam z budynku z lekkim sercem, bo poczułam, że mojej mamie na pewno nie będzie się tam działa krzywda. Długo rozmawiałam z jedną z opiekunek i myślę, że to dobre miejsce. Tata mógłby ją tam przywozić o jedenastej (mama długo śpi) i zostawiać na cztery godziny (albo pięć, bo dom czynny jest do szesnastej).

Nie wiemy oczywiście, jak mama to zniesie, ale na razie jestem dobrej myśli. Miałaby tam fachową opiekę, raz w tygodniu nawet rehabilitację, bo w domu jest sala do ćwiczeń i przychodzi tam rehabilitant. Trzeba tylko oczywiście zacząć starać się o miejsce. Mam więc kolejne zadanie do zrealizowania. Ale wiecie co? Już się tak nie boję! Dobrze, że się przełamałam i poszłam zobaczyć to miejsce, bo dzięki temu wyobraźnia nie pognała w siną dal.

9 myśli na “Nie taki diabeł straszny…”

  1. Bardzo dobrze, że sie przełamałas – teraz tylko przekonac Tate no i Mame oczywiscie! Ale pierwszy krok zawsze najtrudniejszy!✊?

    1. Tata jest przekonany. Ale poszłam dziś załatwiać formalności i wyrosła przede mną góra lodowa. Nie będzie łatwo.

  2. Super wiadomość , pani Aniu z tego co przeczytałam wiele osób , które zdecydowało się umieścić swoich bliskich w takich domach na parę godzin dziennie zauważyło ,że potęp choroby stanął inni piszą ,że spowolniał .pracują tam ludzie którzy wiedzą jak mówić i jak postępować z podopiecznymi . szereg zajęć pomaga chorym.dzięki specjalnym treningom pamięci chorzy dłużej rozpoznają swoją rodzinę ,następuje poprawa nastroju i złagodzenie lęku . Trzeba próbować wszystko do czego ma się dostęp .
    Powodzenia w załatwieniu miejsca

    1. Oby tylko Mama chciała tam być…. Nie wiem jak znosi każdą zmianę. Nie wystraszy się nowego miejsca?
      Pamiętam jak siostra umieściła szwagra do domu opieki, jak koleżanki były na nią obrażone, jak ty możesz…. itp.
      Gdy niektóre dotknęła podobna sytuacja, diametralnie zmieniły poglądy na tę sytuację.
      Bądźmy dobrej myśli.

      1. Nie wiemy, jak mama to zniesie. Tego obawiam się najbardziej. Przed nami jednak jeszcze sporo załatwiania.

  3. Bardzo dobra decyzja Aniu, która absolutnie nie jest egoistyczna – aby dobrze dbać o Mamę wszystkie osoby, które się nią opiekują, muszą też myśleć o swoim zdrowiu i kondycji. Tylko wówczas będziecie mogli jak najlepiej Mama się opiekować. Dużo sił!

  4. Może to mało adekwatne porównanie, ale ja podobnie miałam ze szkołą 😉 Tak się bałam tego rozpoczęcia szkoły u nas, a kiedy poszłam na rozpoczęcie roku, też zobaczyłam, że nie ma się czego bać 🙂 Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *