Majowe zbieractwo

Długi weekend za nami. My spędziliśmy go bardzo intensywnie. Pojeździliśmy na rowerach. Pierwszego maja udało się nam pokonać 85 km. Dla mnie taki dystans to powód do dumy, ponieważ w tym sezonie to mój dopiero czwarty rowerowy wypad, więc bałam się, że będą zakwasy, ale nic z tych rzeczy. Tyłek trochę odczuł, a poza tym było zadziwiająco „spoko”.

Wczoraj zaś też wybraliśmy się na przejażdżkę, ale w konkretnym celu. Trzeba było nazbierać mniszka lekarskiego i pędów sosny. Będą więc syropy na zimę. Potem przyjdzie czas na kwiaty czarnego bzu. W ubiegłym roku bardzo dużo ich nasuszyłam, więc piliśmy prawie całą zimę. Zaparzałam w dzbanku z imbirem, cytryną i czarną herbatą. Pycha! W dodatku nie chorowaliśmy. Jakieś drobne przeziębienie się zdarzyło, ale to był mały pikuś.

Nazbierałam też młodej pokrzywy, teraz jest najlepsza. Dodaję ją do herbaty, ale też do koktajli owocowych. Lubię jej smak.

Wiem, że niektórzy z Was też zbierają różnego rodzaju dary natury. O czym w maju jeszcze należy pamiętać?

W planie na pewno będę mieć też płatki dzikiej róży. Nie wiem, czy się uda. Bo czasami z braku czasu przegapiam odpowiednie momenty.

Aha, jeszcze jedno wyjaśnienie, bo wstawiłam kiedyś zdjęcie na FB ze słojami wypełnionymi ziołami. Ja wiem, że muszą być przechowywane w ciemnych pojemnikach, ale te w słojach trzymam dla ozdoby, resztę jak się należy. To w ramach wytłumaczenia. 🙂

6 myśli na “Majowe zbieractwo”

  1. Ja zbieram owoce czarnego bzu i owoce dzikiej róży. Ale to dopiero późnym latem albo wczesną jesienią – kiedy się pojawią 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *