Barcelona

Urlop był krótkim błyskiem. Można już odłożyć go na półkę wspomnień. Najważniejsze jednak, że zostały zdjęcia, więc co nieco uda się zachować w pamięci.

Niecały tydzień odpoczynku to jednak marny odpoczynek, ale lepsze oczywiście tyle niż nic.

Wróciliśmy cali, może nie do końca zdrowi, bo powrocie szok termiczny powalił nas do łóżek. Zapchane nosy i gile po pas to niewielka zapłata za kilka dni ciepełka.

Odwiedziliśmy Barcelonę i Tarragonę. To był nasz pierwszy pobyt w Hiszpanii i mam nadzieję, że nie ostatni, bo bardzo się nam podobało. Chłonęliśmy ten kraj wszystkimi zmysłami. A szczególnie dopieściliśmy zmysł smaku. Codziennie chodziliśmy na targowisko, gdzie objadaliśmy się owocami. Mango nabrało innego wymiaru. Próbowaliśmy też owoców morza. Ba! Nawet odważyliśmy się stanąć oko w oko z ostrygami. Mnie bardzo smakowało. Natomiast Sławek miał niezbyt wyraźną minę po ich spróbowaniu.

Najważniejszy punkt wycieczki – architektura Gaudiego – oczywiście zaliczony. Pięknie! Zastanawialiśmy się tylko, ile w tym geniuszu, a ile szaleństwa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najśmieszniej za to było po wylądowaniu. Spodziewaliśmy się, że po locie do Barcelony możemy się spodziewać wylądowania na przedmieściach. Przedmieścia były, ale Reus (to tak, jakby lecieć do Gdańska i wysiąść pod Bydgoszczą). I jakie było nasze zdziwienie, że koło lotniska nie było dworca kolejowego, a autobus (nr 50; 3 euro) odjeżdżał stamtąd co godzinę i to tylko do Reus, a tam dopiero trzeba było wsiąść w pociąg (8 euro). Zanim Sławek kapnął się, że jesteśmy na innym lotnisku niż przewidywał, to trochę połaziliśmy w poszukiwaniu pociągu. Przypominało to mniej więcej, jakbyśmy szukali złotego pociągu na Dolnym Śląsku. Efekt był ten sam.

Do hotelu więc dotarliśmy dość późno, a zwiedzanie miasta zaczęliśmy od wtorku. Codziennie pieszo robiliśmy 20 km, jakbyśmy mieli jakieś liczniki w nogach (miałam włączony krokomierz). Oczywiście dodatkowo przemieszczaliśmy się metrem, a raz nawet statkiem.

Morze Śródziemne ma niezwykły kolor. W drodze powrotnej na lotnisko jechaliśmy wzdłuż wybrzeża. Wysiadkę zrobiliśmy w Tarragonie, by jeszcze tam pozwiedzać. Bagaż zostawiliśmy w hotelu (rezerwację przechowalni zrobiliśmy przez internet – 5 euro – bo na dworcach nie ma przechowalni bagażów). I ruszyliśmy w miasto. Tu dech w piersi zaparło! Stanęliśmy na wzgórzu, a tu widok na starożytny amfiteatr na tle morza. Nawet by mi się ten obraz pewnie nie przyśnił. Cudo!

Było pięknie! Naprawdę warto wybrać się na taką wycieczkę! I co najważniejsze, nikt nas nie okradł, czuliśmy się bezpiecznie, a Hiszpanie zrobili na nas dobre wrażenie.

2 myśli na “Barcelona”

  1. Super! Czy załapaliście bakcyla podróżniczego rówież? Katar bedzie wyleczony za 7 dni lub tydzien zależy czy samodzielnie czy z pomoca lekarza 😜 a wspomnienia zostaną! I teraz jak w jakims filmie pokaża Barcelone odczucia juz beda inne bo tam byliscie, widzieliscie…
    Życze czestszych choćby tak krótkich ale jakże urokliwych urlopikow. Wreszcie tylko we dwoje😍❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *