Jest duma

Każdy rodzic dumny jest ze swojego dziecka (no, prawie każdy). Fajnie jest, gdy dziecko daje nam ku temu powody. Oczywiście nie musi robić nic genialnego, ważne, żeby było po prostu dobrym i przyzwoitym człowiekiem.

Kiedy moje Jajo zadzwoniło kilka dni temu z informacją, że postanowiło rozpocząć pracę w ramach wolontariatu w jednej z fundacji ratującej koty, to przyznam, że trochę urosłam.

– Chcę to zrobić ku pamięci Nutusia – powiedziało, a ja poczułam gulę w gardle. Moje kochane, wrażliwe Jajo. – No i tęsknię za Ośką i Pepusiem, więc kombinuję, jak mieć kota i nie mieć.

– No tak, całkiem ciekawe podejście – odpowiadam, ale się cieszę.

Potem słucham opowieści, jak jest w tej fundacji, jakie są tam koty, na co chorowały, z jakich są interwencji. A w głosie Jaja słyszę fascynację i radość. Właśnie opowiada o bezzębnej kotce, która się do niej łasiła. Uśmiecham się do jej opowieści, choć każda z nich naznaczona jest smutnym losem jakiegoś kota.

Muszę przyznać, że to fajne uczucie wiedzieć, że wydało się na świat dobrego i wrażliwego człowieka.

 

 

PS A my Ośkę właśnie wysterylizowaliśmy, więc mamy biednego kotka w domu. Pepuś za to nie jest zaszczepiony, bo ciągle na coś go leczymy. Niestety przybył do nas jeszcze z towarzystwem w uszach (świerzbowcem). Tak więc nie miała baba problemu…

24 myśli na “Jest duma”

  1. brawo dla córki , wyrosła w domu w którym była miłość do kota i tak jej zostało . Pani Aniu z tych historii może powstać ciekawa książka o kotach i ich losach . Fajnie że zdecydowała się Pani na sterylizacje to z jednej strony bardzo wygodne jak sobie przypomnę jak przez 15 lat męczyliśmy się z KLEO tydzień w tydzień żeby podać tabletkę bo przestraszyliśmy się tego zabiegu bo kotka znajomych nie przeżyła zabiegu . I gdy po dwóch latach znowu pojawiła się u nas kolejna kotka postanowiliśmy ,że ją wysterylizujemy ale znowu syn wymyśla ,że taka biedna już tyle się ucierpiała bo bez nogi a my jej znowu chcemy brzuch rozcinać . teraz sami nie wiemy co robić .Pani Aniu czy ten brzuch bardzo rozcięty czy ma ją Pani w domu ile dni była u weterynarza kurczę jaka trudna decyzja
    pozdrawiam

    1. Zdaje sie, że medycyna poszła mocno do przodu. Jakies nowe szwy Leosi założyli? Moja musiała w kolnierzu przez tydzien chodzic do usunięcia szwów…
      Aniu prosimy o relacje z zabiegu

      1. Kasiu, Ośka nie ma żadnego kołnierza, żadnego ubranka. Moja pani weterynarz twierdzi, że to tylko niepotrzebnie stresuje zwierzęta. I faktycznie Ośka jest spokojna, wylizała brzuszek, spróbowała pociągać za sznureczki, ale tylko przez chwilę. Teraz bryka jak szalona, niczego sobie nie wyrywa. A kiedy bawi się z Pepusiem, sygnalizuje mu, że ma dość, chroni swój brzuszek. Zresztą on też jest bardzo ostrożny, co oczywiście jest dla nas niesamowite.

    2. Pani Elżbieto, Ośkę rano zawieźliśmy do weterynarza i około 16 była już w domu. Nacięcie jest malutkie, około 2 cm. Ładnie się goi, brzuszek wygolony, ale śliczny. Ośka już tego samego dnia wieczorem się bawiła, na drugi dzień brykała jak zawsze. W środę był zabieg, w piątek była wizyta kontrolna (dostała zastrzyk), w niedzielę dwie tabletki, w poniedziałek znów kontrola, a w sobotę będzie ściągnięcie szwów. Ja jestem zwolenniczką sterylizacji i kastracji, wręcz uważam, że powinna być obowiązkowa (o ile nie prowadzi się hodowli), bo to zapobiega bezdomności zwierząt, a tym samym zapobiega wielu tragediom. Ośka i Pepe są już po zabiegach. Moi rodzice poddawali zabiegom zawsze wszystkie koty, nawet takie dzikie przybłędy, które zamieszkały na ich działce.

  2. Aniu jaka mama taka córka :). Powinnaś nosić głowę wysoko się góry :). Nutus pewnie też puchnie z dumy bo on ma maczał też w tym pazurki. Pozdrawiam ze Śląska

    1. Oj, tak! Teraz mamy dwa maluchy, są zupełnie inne niż Nutuś. Na pewno kochane, ale nigdy nie będą takie same (co ma oczywiście swoje plusy i minusy).

  3. O to ja już wiem kto mi znajdzie rudego kociaka do adopcji 😉 ale dopiero po przeprowadzce i jak minie tęsknota za naszym staruszkiem. Pozdrawiam Jajo

      1. Ja jestem psiara, mam psa ze schroniska , Metka się zwie 😄 Koty też szanujemy I pomagamy .Moja córka jest w kl.8 I też organizuje zbiórki pieniędzy i karmy na schronisko . I serce rośnie patrząc na te młode człowieki Tak zaangażowane w pomoc .

  4. Super <3 sama uwielbiam pomagać, a kiedy robią to młodzi ludzie , to radość jest podwójna. Moja Młoda zafascynowana psami. Mówi, że będzie weterynarzem, póki co czyta Encyklopedię o psach i rysuje czworonogi.
    Zobaczymy co z tego będzie. Nasz Vincent w przyszłym miesiącu będzie kastrowany…już się boję

    1. Kastracja to naprawdę nic strasznego. “Faceci” mają łatwiej, bo wszystko na wierzchu. 🙂 Pepuś już zapomniał, że coś mu tam robiono. Bardzo mądra decyzja! 🙂

  5. Wolontariat to świetna sprawa 🙂 Sama kiedyś byłam wolontariuszką na kociarni w schronisku. Widziałam wiele kocich nieszczęść, ale jednocześnie cieszyło mnie bardzo, że mogę jakoś pomóc. A najbardziej w pamięci utkwiła mi stara kotka, która w schronisku była już ładnych parę lat. Też już z brakiem w uzębieniu, ślepawa i pewnie pawie głucha, ale za każdym razem, gdy widziała człowieka skupiała na nim całą swoją uwagę, domagała się pieszczot 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *