Za tęczowy most

Czas na post, choć jest smutno. W czwartek odszedł od nas Nutuś. Od roku chyba prześladowała mnie myśl, że to może nastąpić, bo chorował. Nie myślałam jednak, że był aż tak chory. Zmieniliśmy gabinet weterynaryjny. Zrobiliśmy szczegółowe badania. Skonsultowaliśmy wszystko z trzema lekarzami. Byliśmy nawet w Gdańsku zrobić EKG i echo serca. Nutuś to wszystko dzielnie znosił. Prześwietlenie, USG, pobieranie krwi, zastrzyki, przyjmowanie lekarstw…

Diagnoza jednak nie pozostawiała żadnej nadziei. Nutuś miał nowotwór z przerzutami na płucach. Miał wodę w brzuszku i w płucach. Opadnięte płuca. Jedną zdrową nerkę. Niestety dusił się. Były momenty, że czuł się dobrze. Ośka chyba trochę go ożywiła. Widać, jak bardzo chciał żyć. Był jej ciekawy. Sporo wniosła do jego i naszego życia.

Niestety były też momenty bardzo trudne. Nutuś w nocy często dusił się, kaszlał, wymiotował.

Lekarz powiedział, że się utopi, że będzie umierał w męczarniach. Długo rozmawialiśmy o granicy pomiędzy ludzkim egoizmem a cierpieniem kota. Jajo przyjechało pożegnać się ze swoim ukochanym kotkiem, przecież spędziła z nim większość swojego życia. Wychowywali się razem.

Podjęliśmy decyzję, że może trzeba będzie skrócić cierpienie Nutusia, bo nie zasłużył na nie. Mieliśmy to zrobić w piątek, jednak w czwartek nastąpił ogromny kryzys. Nutuś zaczął się dusić. Odszedł wieczorem. Nie było końca łez. Byłam przy nim razem z Jajem, odprowadziłyśmy go do przejścia za tęczowy most. Ośka nie wiedziała, co się dzieje. Szukała go. Dopiero wtedy zrozumiałam, że chyba lepiej, kiedy w domu są dwa koty, żeby oprócz ludzi miały po prostu siebie.

Smutno… Ciągle puste jest jego legowisko, stoją miseczki. Wszystko jeszcze tak, jakby Nutuś ciągle był z nami.

34 myśli na “Za tęczowy most”

  1. Jest mi bardzo przykro. A tak liczyłem latem na pościki ukazujące Nutusia w ogródku, na polowaniu. Żegnaj kociaku ;*

  2. dokładnie wiem co teraz przeżywacie , ponieważ dwa lata temu musieliśmy podjąć dokładnie taką samą decyzje ja płakałam jak bóbr ale najbardziej przeżył odejście KLEO mój mąż ponieważ to on zabrał kotkę do weterynarza po usg okazało się , że oprócz raka sutka miała tez raka macicy niby lekarz chciał operować , ale mąż podjął decyzję o uśpieniu . Powiedział , że gdyby kotka była młodsza można podjąć takie ryzyko ale kot miał już 15 lat i nie będzie narażał jej na dodatkowe cierpienie z nikłą szansą na wyzdrowienie . dobrze Pani powiedziała , że nie można być egoistą i przedłużać cierpienie zwierząt . Nam jeszcze przez wiele miesięcy wydawało się ,że gdzieś przebiegł ,że gdzieś zaskoczył że leży na kaloryferze bo było to jego ulubione miejsce . Zawsze bedzie w waszych sercach jako wspaniały i wyjątkowy kot . Od odejścia naszej KLEO minęły dwa lata a wciąż ją wspominamy choć w naszym domu od 6 miesięcy zamieszkała kotka Tonia o której już Pani kiedyś pisałam – kotka o 3 łapkach

  3. Bardzo smutna wiadomość. Rozumiem w jakim jesteście nastroju. Nasz 15-letni kot dwa tygodnie nie jadł. Odwodnił się a na 2 dni przed Wigilią postanowił uwolnić nas od dylematu czy uśpić czy jeszcze poczekać. Człowiek się bardzo przyzwyczaja do zwierzęcia. Nie wiem nawet czy nie bardziej niż kot do człowieka.Patrzenie jak zwierzę, które było z rodziną tyle lat umiera to jest coś strasznego. Upłakałam się jak bóbr. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zdecyduję się na zwierzę w domu 🙁

  4. Przykre… ale odnoszę wrażenie, że w jakiś sposób chciał Was uwolnić od podjęcia tej trudnej decyzji… Odszedł wcześniej. Jak czytam takie posty to coraz bardziej utwierdzam się w tym, że chyba nie zdecyduję się na zwierzaka… 🙁
    Pozdrawiam, Ewa.

    1. To jest największy minus posiadania zwierząt. Żyją zdecydowanie za krótko i człowiek cierpi, gdy przychodzi moment rozstania. Za to te kilkanaście lat pod wspólnym dachem, to wspaniała sprawa. Nutuś dał nam tak dużo! Był z nami w najtrudniejszych chwilach.

  5. Rozstania zawsze są trudne…. Dlatego już nie zdecydowaliśmy się na nowego kota.
    Kiedyś żegnalismy sunię, najmądrzejszego kundla. A cztery lata temu Sydneya.
    Dobrze, że macie Leośkę i tyle się działo w związku z przeprowadzką Rodziców.
    Potrzeba czasu. A pamiętać będziemy zawsze.

  6. Współczuje bardzo 🙁 Dwa tygodnie temu pożegnałam swojego kociego przyjaciela. Pędzel miał 12 lat i okropnie złośliwy nowotwór. Był najukochańszym kotem na świecie. Została dziura w sercu i okropny smutek. Życzę Wam dużo siły.

  7. Bardzo smutny czas Aniu… Czas, którego boją się wszystkie zwierzoluby. Pozdrawiam serdecznie wraz ze swoim kiciuchem znajdą Czarnuszką. Machamy łapką do Nutusia…

    1. Bałam się tego momentu, bo wiedzieliśmy, że się zbliża. Też bardzo za nim tęsknimy. Jego leżaczek z ulubionymi szmatkami ciągle stoi na swoim miejscu.

  8. Przykro mi. Wiem, co czujecie bo sama pożegnałam końcem sierpnia moją najukochańszą bokserkę. Ból i smutek jest wciąż ten sam. Moja Werwa odeszła z dnia na dzień, w przeciągu 3 dni nagle jej zabrakło. I to jeszcze we Francji. Dziś pustkę po niej wypełnia łobuziak Franco, kolejny pies, a mimo tego od czasu do czasu płyną łzy.
    Nutuś będzie w Waszej pamięci wiecznie żywy, a kiedyś przyjdzie czas, że znowu spotkamy się z naszymi pupilami ♥️

    1. Na pewno będzie na zawsze w naszych sercach, tak jak pozostałe zwierzaczki. Wychowałam się kundelkiem Kropką. Odeszła w wieku 18 lat, najwspanialsza suczka. Nie da się o niej zapomnieć, tak jak nie da się zapomnieć o Nutusiu.

  9. Tak się składa, że dzień po opublikowaniu ostatniego wpisu “z podsumowaniem roku” na którym są wspomnienia z ostatnich wakacji ( tym razem z psem), prawdziwy artemis zaniemógł i musieliśmy się też z nim pożegnać. Odbyło się to nieco inaczej niż w opisanym tu przypadku, ale w mieszkaniu zrobiło się bardzo pusto.
    Pod wpisem umieściłem “pożegnalną” notkę poświęconą naszemu pupilowi i zamieściłem zdjęcia, kiedy był jeszcze szczeniakiem.
    pozdrawiam

  10. W minioną sobotę umarła nasza 11-letnia królinka Zuza. Najgorzej zniósł stratę mój brat, odeszła u niego na rękach. Tyle dobrze, że nie była wtedy sama.
    Niby się na to przygotowywaliśmy, bo na królicze standardy była już staruszeczką, ale boli.

    1. No właśnie, niby człowiek jest przygotowany, ale jak przychodzi co do czego, to nie jest. 🙁 Współczuję bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *