Genialny pomysł

W piątek wpadłam na genialny pomysł. Trochę nad nim główkowałam. Mianowicie przeanalizowałam, że szybciej do marketu dojadę rowerem niż jakbym miała iść pieszo. Plan wydał się doskonały. Niby tylko niewiele ponad jeden kilometr w jedną stronę, ale miałam tak napięty czas, że dobrze było zaoszczędzić trochę czasu. A rowerem to rach-ciach i będę na miejscu.

Ubrałam się ciepło, bo za oknem było akurat 9 stopni mrozu. Czapka, szalik, rękawiczki. Nie wzięłam tylko pod uwagę wiatru. I kiedy wyjechałam z garażu, zaklęłam siarczyście. Noż, ku… rza twarz!

I w tym momencie poczułam, jak moja twarz zmienia się w sopel lodu. Nie mogłam złapać tchu, bo wietrzysko z siłą pchało mi się do gęby. Naciskałam na pedały, a rower sunął tak powoli, jakby nagle powietrze zgęstniało.

O, rany! Stękałam jak moja babcia, ale już było za późno na wycofanie. Miałam wrażenie, że sople wiszą mi u nosa, a poliki zmieniły kolor na buraczkowy.

Ale udało się! Dotarłam do sklepu! O mało co nie padłam u jego progu, ale dałam radę. Mistrz normalnie. Potem tylko trzeba było wrócić. Znów mi się w łepetynie odtworzyły najbardziej siarczyste przekleństwa, jakie znałam. Na bogato było.

Bo co mnie podkusiło? Co? Zima i rower jak dla mnie się wykluczają!

 

 

PS  Przy okazji zapraszam na spotkanie w Łodzi. A teraz odtajam.

4 thoughts on “Genialny pomysł”

  1. No normalnie siłaczka 😉 A czasu dużo zaoszczędziłaś jak tak pędziłaś w tym gęstym powietrzu? 😂😄
    Pozdrawiam, Ewa 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *