Hotelowe wrzaskuny

Wszelkiego rodzaju wyjazdy obfitują zawsze w doświadczenia i emocje. Często hotel to loteria. Można trafić na bardzo uciążliwych sąsiadów. Nam akurat zdarzyło się to w Krakowie.

Pierwszej nocy nie szło przez jakiś czas zmrużyć oka, ktoś wrzeszczał w korytarzu. Swoją drogą trzeba mieć fantazję, by krzyczeć, gdy inni próbują spać. Miałam wrażenie, że to tabory cygańskie wjechały w korytarz. Próbowałam zidentyfikować język, w jakim wrzaskliwi goście się porozumiewali. Myślałam, że to hiszpański albo jakiś arabski, albo może faktycznie romski. Rano jednak okazało się, że to nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy. Wiadomo, słowiańska dusza. A ta nie potrafi chyba cicho usiedzieć i musiała znaleźć ujście we wrzaskach.

Przyznam, że w mojej łepetynie od razu pojawiły się mordercze myśli. To by był całkiem niezły motyw, a może nawet pomysł na kryminał o wrzaskunach z Rosji, którzy zginęli z rąk próbującego zasnąć gościa hotelowego. Narzędzie zbrodni – poduszka. Śmierć – przez uduszenie.

Przy śniadaniu oczywiście potwierdziła się narodowość krzykaczy. No, może niekoniecznie narodowość, ale zapewne język rosyjski to był niewątpliwie. Stwierdziłam też tego dnia, że niesprawiedliwie wszyscy wyśmiewają Polaków za to, że na wycieczkach robią sobie kanapki podczas hotelowego śniadania. Rosjanie robią dokładnie tak samo. Panie starannie zawijały bułeczki w serwetki papierowe, by było na zaś. I może to obciach, ale żołądek pełen.

Żeby tego było mało, w hotelu znalazła się także młodzieżowa wycieczka z naszego ojczystego kraju. Tu nie było żadnych wątpliwości. Polski brzmiał dobitnie i wyraźnie, choć zaczął się od „habemus papam”, co jeszcze nie zapowiadało rodaków. Potem odbył się koncert pieśni kościelnych. Śpiewała polska młodzież. Starali się mocno, wytężając płuca, tak aby wszyscy goście hotelowi mogli posłuchać tych anielskich śpiewów rozciągających się od parteru po czwarte piętro.

Tak pięknie więc urozmaicono nam pierwszą noc w hotelu. Na szczęście na drugi dzień nie było już żadnych wrzeszczących i hałasujących gości. Można było odespać.

9 myśli na “Hotelowe wrzaskuny”

    1. Nam dawno się to nie zdarzyło. Kiedyś nocowaliśmy w Szczecinie (chyba ze trzy lata temu) i wtedy też trafiliśmy na jakichś imprezowych panów. Na szczęście zdarza się to rzadko.

  1. A mówią że Polacy nie potrafią się zachować w nocy. To świadczy nie tylko o gościach hotelowych ale i o obsłudze hotelu. W tych, w których nocowałam, przy próbach głośniejszego zachowania innych gości hotelowych jak widmo zjawiała się obsługa prosząc grzecznie nocne wrzaskuny a wyciszenie się bo inni też chcą spać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *