Postawić na szczęście

Z tego względu na to, że moje myśli przypominają obecnie puzzle rozsypane po podłodze, idę na łatwiznę i wrzucam fragment tego, co powstało dużo wcześniej. Jak wiecie, 14 listopada premierę będzie miała moja najnowsza powieść – pierwsza część dylogii “Plan Agaty” – “Postawić na szczęście”. A już na Targach Książki w Krakowie będzie można kupić książkę przedpremierowo (w sobotę od 10.30 do 11.20 nawet mnie będzie można tam spotkać). Jest też dostępna oczywiście w przedsprzedaży na stronie Empiku. Polecam na odstresowanie, spędzenie miło czasu i zapomnienie o kłopotach. Coś takiego się przydaje! Szczególnie wtedy, gdy myśli rozsypują się niczym puzzle, a nerwy są zupełnie zszargane.

Zapraszam do lektury fragmentu (Agata pracowała tymczasowo jako pet sitterka):

“– Córciu, czy ty pamiętasz o odebraniu tortu z cukierni? – spytała uroczym głosem, a Agatę skręciło w żołądku. Zapomniała! Rzuciła okiem na zegarek, pociągając do siebie Dżafarkę, której chyba nie spodobał się ten nagły ruch ręką, bo pisnęła.

– Jezu! – jęknęła w słuchawkę. – Już po niego jadę. Do której ta cukiernia jest czynna?

– Do osiemnastej.

– O, w mordę jeża! – zaklęła. Miała niecałe piętnaście minut na dotarcie do celu. Nie dała oczywiście poznać swojej rodzicielce, że się tym faktem zdenerwowała. Wręcz przeciwnie, zapewniła, że wszystko ma pod kontrolą i że na pewno tort niedługo trafi na stół rodzinnego domu. Zaraz jednak, gdy tylko się rozłączyła, zadzwoniła po taksówkę. Krzyknęła, że to pilne, że od tego zależy jej życie. Wystraszona dystrybutorka zapewniła, że kierowca już jedzie.

– Proszę podać jeszcze swoje imię!

– Agata!

Odetchnęła. Przyjedzie taksówka, dzięki niej szybko dotrze do cukierni, następnie odbierze tort, odstawi go do swojego mieszkania, potem odda właścicielce Dżafarkę i wreszcie będzie mogła pojechać z ciastem do rodziców. Tak! Plan był doskonały i wydawało się, że wszystko pójdzie jak z płatka.

Nachyliła się, by pogłaskać suczkę…

– Won! – wrzasnęła nagle jak opętaniec, bo dopiero wtedy zauważyła, że koło arystokratycznej psiny czają się trzy zapchlone kundle. Każdy z wywieszonym jęzorem próbuje powąchać zadek jej podopiecznej, a ta jakby zadowolona z życia elegancko podsuwa im swoje kudłate cztery litery. – Poszły!

Psy jednak nie bardzo się wystraszyły, więc nie miały zamiaru zrezygnować z chwili uciechy. Jeden nawet lekko wyszczerzył zęby, zaznaczając, że łatwo nie ustąpi.

– Dżafarka – jęknęła, biorąc ją na ręce. – Tylko cię proszę, nie ten dzień, nie dzisiaj, co? Powiedz, że one tak tylko chciały się zaprzyjaźnić. Dlaczego twoja szurnięta pańcia nic mi o tym nie powiedziała, co? Nie stać mnie na alimenty! – denerwowała się. – Czy mogłabyś to dla mnie zrobić i nie wydzielać żadnych sygnałów zapachowych? Zlituj się nad człowiekiem…

Ledwo to powiedziała, a na chodniku wyrósł potężny kundel mający pewnie w swoim mocno zagmatwanym drzewie genealogicznym wilczura. Agata zdrętwiała. Bała się wielkich psów.

– Jeżu kolczasty, Dżafarka! Ty to masz branie – mruknęła, ściskając mocniej suczkę. Na szczęście zauważyła zbliżającą się taksówkę. Machnęła kierowcy, by miał pewność, że chodzi właśnie o nią.

– Imię poproszę.

– Dżafarka – odpowiedziała, chwytając za klamkę.

– To nie dla pani w takim razie – odparł. W pierwszym momencie nie zrozumiała, o co chodzi, jednak po chwili przytomniej już rzuciła swoje imię. Sezam oczywiście się otworzył, bo hasło okazało się prawidłowe. Szybko zatrzasnęła za sobą drzwi. Rozsiadła się wygodnie na tylnym siedzeniu. A wielki psiur podszedł do taksówki i przez szybę spojrzał na nią, a w zasadzie na psią piękność. Agata chwyciła łapkę Dżafarki i z satysfakcją pomachała mu na pożegnanie.

– Dokąd? – spytał kierowca. Szybko więc podała nazwę ulicy i skontrolowała czas.

– Zdąży pan w dziesięć minut? Katowicka w sumie niedaleko, nie?

– Jasne.

Ruszył powoli do świateł. Agata nerwowo przebierała palcami, poganiając go w myślach, bo w tym tempie na pewno dojedzie po północy, a wtedy rodzina ją podda karze publicznej chłosty. Bo jak można zapomnieć o urodzinach jedynej siostry?!

– A ten co? – rzucił kierowca i szybko zaczął zamykać szybę. Oto właśnie na wysokości twarzy przez otwarte okno zaglądał wielki sierściuchowaty dryblas, którego przed chwilą pożegnała Dżafarka. Z jęzorem na wierzchu sapał prosto w taksówkarza.

– Gaz do dechy i wiejemy – zaśmiała się Agata. – Musi go pan zgubić, bo ten bydlak chce zgwałcić moją suczkę!”

 

6 thoughts on “Postawić na szczęście”

  1. Hi, hi świętoszka nie jestes i dlatego Cie kochamy!
    Mamy nadzieje, że puzzle sie dosc szybko ułożą- jakby co to moje ramie jest w gotowosci😘❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *