Kura pazurem

Ostatnio nasunęły mi się pewne refleksje po przeczytaniu bajek Andrusa. Książkę dostałam od wydawnictwa „Zielona Sowa” do zrecenzowania na moim drugim blogu. Muszę jednak i tutaj parę słów napisać, bo bajki całkowicie mnie zaskoczyły. Nie dziwię się, że Andrus wykorzystuje swoje pięć minut i działa na prawie wszystkich polach. Bo i satyra, bo i piosenki, i wywiad rzeka z Marią Czubaszek, i nagrana płyta, i w końcu bajki dla dzieci. Jeszcze chwila i z lodówki też wyskoczy Andrus.

Książka nosi tytuł „Bzdurki czyli.. bajki dla dzieci i innych”.

W zbiorze Andrusa znalazła się historyjka „O kurze, która los rodziny zmieniła”. Czytam tę opowieść i cholerka, wypisz wymaluj – ja. Kura i kura, w dodatku pazurem wpływała na losy rodziny, więc znów jak ja. Może to moja zaginiona siostra bliźniaczka jak w telenoweli brazylijskiej?

Kura Ksenia wymyśliła, że pisaniem będzie zarabiać na życie. W zasadzie wymyślił to jej mąż kogut Karol. Dokładnie jak u mnie. Mój Mężuś też wierzy, że w końcu uda mi się zarabiać pisaniem. Już pierwsze grosiki są z reklam. Fakt, że na razie waciki mogę sobie za nie zakupić (i to te z dolnej półki), ale kto wie, może kiedyś będzie lepiej i sobie jakieś wypasione kupię. Przecież w USA blogerzy zarabiają miliony czy tysiące dolarów. No, ja wiem, że Polska to nie Ameryka, że my zaledwie jesteśmy „zieloną wyspą” w Europie, chociaż to już i tak przeszłość, ale kiedyś przecież coś się musi zmienić w tym naszym pięknym kraju „mlekiem i miodem płynącym”.

Ostatnio głośno się zrobiło o cheerleaderkach z Sopotu. Mają występować w USA, podobno są rewelacyjne. Widziałam wywiad z jedną z nich. W USA zarabiałyby tyle, żeby się z tego utrzymać. Bo przecież jeżeli są najlepsze, to powinny być odpowiednio nagradzane. Jednak w naszym kraju jest inaczej. Każda z nich musi pracować, by hobbystycznie tańczyć. Brzmi to paradoksalnie. No, ale miejmy nadzieję, że w końcu kiedyś, może coś się zmieni. Bo na razie nasze władze dbają o to, coby się nam w dupskach od dobrobytu nie poprzewracało.

Jest taki stary dowcip, którego w całości nie pamiętam, ale najważniejsza jest puenta. Prezydenci trzech krajów zgłaszają się do Boga, każdy może zadać pytanie: Kiedy mój kraj będzie potęgą, będzie bogaty, będzie cieszył się poważaniem i szacunkiem? Bóg każdemu podaje jakąś datę, a do polskiego prezydenta mówi:

– Oj, to nie za mojej kadencji.

I jeszcze jedna rzecz, która zmotywowała mnie do zrobienia tego wpisu. Tak się zastanawiam, czy w bajkach dla dzieci powinny być aluzje przeznaczone dla dorosłych. Takie na przykład jak ktoś komuś przyprawił rogi na boku, że mężczyzna zawsze najpierw patrzy na charakter, a nie na wygląd, że 70-letnia babcia pracuje zawodowo, bo do emerytury ma jeszcze daleko itp. Dzieci pewnie tych aluzji nie zrozumieją, są one zdecydowanie dla dorosłych. A czy bajki nie powinny być po prostu bajkami (pisząc „bajki” mam na myśli potoczne znaczenie słowa)? Filmy animowane ostatnich czasów przecież też cieszą się ogromną popularnością ze względu na to, że dorośli podczas oglądania lepiej bawią się niż dzieci. Może więc to dobrze? Kiedyś słyszałam wypowiedź jakieś pani psycholog, która twierdziła, że jest to zjawisko negatywne, dziwimy się, że dzieci tak szybko „dojrzewają”, więcej rozumieją. Ale przecież my dorośli być może sami wciskamy ich do świata wcześniej zarezerwowanego tylko dla dorosłych. No, tak, ale czy jest to zjawisko zupełnie nowe? Baśnie Braci Grimm w oryginalnej wersji bardziej przypominają horrory niż bajki dla dzieci. Więc może tak było od wieków, że świat dorosłych przemycany był do dziecięcych historyjek, tylko odbywało się to inaczej?

0 myśli na “Kura pazurem”

  1. Wiesz Aniu-fakt że to my dorośli odpowiadamy za treść jaką przekazujemy dzieciom.Oglądając chociażby razem z dzieciakami “Pingwiny z Madagaskaru”zauważyliśmy że często są tam treści które są bardziej przeznaczone dla nas.A już nie wspomnę o odmóżdżających bajkach(nawet trudno je nazwać bajkami) na Cartoon Network i tym podobnych kanałach(ja osobiście te kanały mam zablokowane)-to jakiś chłam,czyste kretyństwo,bez jakiejkolwiek treści.Jeśli chodzi o książki-to nawet w “Czerwonym Kapturku”zalatuje niezłą sensacją-bo czyż nie wilk zjada babcię,a potem zostaje brutalnie pozbawiony życia?

    1. Moja siostra ze swoim synem ogląda “Pingiwny z Madagaskaru”,są tam różne hasła,niekoniecznie dla dzieci.Ostatnio mój siostrzeniec powiedział do swojego taty:”chodź stary”.Chodziło o zwrot “Stary”.Nie mówi on na rodziców”starzy”,tylko poprostu usłyszał to słowo w bajce i powtórzył.

      1. No właśnie, dzieci są jak gąbka, szybko nasiąkają tym, co wokół słyszą, a niektóre bajki są tragiczne.

  2. W temacie bajek wszelakich siedzę po kokardę! 😉 Złe macochy (drugie żony), stare czarownice (wredne mochery?), babajagi zjadające dzieci, kłamliwe koty w butach, zapracowani ojcowie drwale, rozrywane smoki, wilki połykające stada owieczek, wszystkie te bajki uwielbiałam w dzieciństwie, bo tyle było zła, a dobro zawsze zwyciężało, nie uważam abym była przez to skrzywdzona psychicznie. Moim dzieciakom ze względu na wiek, dawkuję emocje, rozcinam brzuch wilka nożyczkami, po czym zszywam igłą i nitką, a wilk ucieka. I tak mam mieszane uczucia… Wolę jednak bajki typu Kogucik złoty grzebyk, Żuraw i czapla, czy Brzydkie kaczątko. Co do przekazu, to dzieci wyłapują ogół: świat jest nie tylko dobry, istnieją też złe rzeczy. A nad podtekstami dla dorosłych w bajkach dla dzieci myslałam już kiedyś, wydaje mi się że mają rozbawić czytającego rodzica, dziecko tego nie zrozumie, jednak nie podoba mi się takie poczucia humoru. (Misiek przy piosence Panie Janie, zawsze zadaje mi pytanie kogo te dzwony biją: dzieci, pana, wilka, lwa? nie wyjaśnisz 😉 ) I w końcu bajki w TV, są koszary, koszmarki i wielkie tragedie, trzeba się naszukać żeby znaleźć coś, co posiada wartość edukacyjną i uwrażliwiającą, a nie odmóżdżającą.
    Kariery w pisaniu i blogowaniu życzę Ci Aniu całym sercem, wierzę w Ciebie równie mocno jak Twój mąż! Dawaj więc czadu Kurko 😉

    1. Dzięki. 🙂 No, właśnie też tak myślę, że chodzi o rozbawienie czytającego rodzica, ale nie do końca wiem, czy to dobrze, że takie teksty w bajkach się pojawiają. Ciekawa jestem, co na to psychologowie dziecięcy, bo problem wydaje się być ciekawy.
      A te brzuchy rozcinane… Hmmm, w dzieciach też jest taka ciekawość, co żaba ma w środku, nie? I chyba była od wieków. Przecież dzieciaki potrafią być czasami bardzo okrutne.

  3. A może to my powinniśmy troszkę chociaż na chwilę się przenieść w świat dziecinny. Z mężem czasem siadamy i czytamy bajki młodej (7 miesięcy wieku), a czasem słuchamy Radiowego Teatru Sensacji. Ona uczestniczy w naszym życiu, a my staramy się stwarzać jej dziecięcy świat i angażować się w opowieści o dzielnym kaczorku czy misiu oszukanym przez lisa…
    Może jeszcze jest mała, może niewiele rozumie, ale i tak staramy wypracowywać jakąś zdrową równowagę pomiędzy światem dziecka i dorosłych w naszym domu.

    1. To dobry pomysł. 🙂 Ja mojej córci wymyślałam bajki. Miałyśmy ulubioną opowieść o “Jęczydupce”. A Jęczydupka była straszną marudą, to takie alter ego mojej córci 😉 Jej się to bardzo podobało. Jak mama poszła do czarownicy po radę, co zrobić, żeby Jęczydupka przestała się mazać. Fajne to były historyjki. Jedną potem nawet spisałyśmy (pierwowzór). A z dziadkiem wymyślała historię o latającej krowie Felicji. Fajna rzecz i dla dorosłego, i dla dziecka tak pofantazjować. 🙂

  4. Dzień Dobry Aniu!

    Tym razem komentarz INTERWENCYJNY.
    Na Twoim drugim blogu napisałem komentarz. Długo “czekał na moderację”, a potem zniknął.
    Czy są jakieś problemy z tą stroną?

    Sławek

    1. Nie powinno być problemów. Ale ostatnio Onet nam “unowocześniał” blogi i fakt, że były jakieś zawirowania. Być może to z tego powodu, bo ja niestety nie widziałam Twojego tekstu do moderacji. Jak kogoś raz się zaakceptowało, to raczej już późnej komentarz powinien się automatycznie zatwierdzać. Przykro mi, że wystąpił jakiś problem, ale nie miałam niestety na niego wpływu. Tak nam czasami tu “unowocześniają”. 😉

      1. Pozwolę sobie jeszcze raz zawrócić Ci głowę.
        Właśnie na drugim blogu przeprowadziłem test – wysłałem jeszcze jeden komentarz. Mam teraz na ekranie wszystkie moje wiadomości z dopiskiem, że czekają na moderację.

        Czy ty je widzisz?

        1. Aha, na drugim. To już tam pędzę. Tam w takim razie to poprawnie, bo pierwszy raz zamieszczasz tam komentarz, dlatego jest moderacja. Ale już tam pędzę i zatwierdzam. 🙂

  5. Najlepsze bajki się “likwiduje”z ekranu.Np.”Miś Uszatek”,smerfy,Reksio i wiele innych bajek,które dzieci mogłyby oglądać.A teraz jeszcze na dodatek chcą wycofać bajki o 19tej-dobranocki,ponieważ to jest najlepszy czas reklamowy.

    Dzieci,coraz mniej mają do oglądania mądrych bajek,które niosą jakieś przesłanie,z których dzieci mogłyby się uczyć toleranji,jak pomagać drugiemu.

    1. smerfy to dobra bajka? 🙂 przecież to pochwała dla poligamii… jedna smerfetka i 100 smerfów… że nie wspomnę o tym skąd się wziął Smerfuś 😉

      (to akonto świątecznych rozważań przedtelewizyjnych)

        1. och – wiesz, nie żebyś my się nudzili w poniedziałkowy, świąteczny wieczór, ale dyskusyjny przegląd bajek sobie zrobiliśmy … i zdradzę Ci, że nie ma ani jednej w której nie dałoby się podtekstu doszukać. Kurcze, chyba może jakąś notkę o tym machnę jak nie zapomnę i mi wnerwy poprzechodzą 😐

          1. Jest takie opracowanie bajek pewnego historyka literatury (nie pamiętam nazwiska), który właśnie podtekstów seksualnych doszukał się w popularnych baśniach. I na przykład zdobywanie przez rycerza wieży, to “dybanie” na cnotę królewny, a zły smok, który tejże królewny pilnuje, to jej tatuś. 😉 A w “Kopciuszku” podtekst seksualny ma włożenie na stopkę pantofelka. Baśń ta podobno powstała w Chinach, a tam przecież malutka stopa była bardzo ważna. I tak pewnie można by się doszukiwać i doszukiwać. 🙂 W końcu to dorośli wymyślają te baśnie i bajki, nie? 😉 Ale ja chyba wolę o tym całym “bajzlu” nie myśleć. 🙂 Niech bajki będą bajkami.

          1. O, Muminki też lubiłam. To ulubiona bajka mojego Jaja. Wszystkie części przeczytała. I bała się Buki 🙂

  6. Mlekiem to moze jeszzce jest ten kraj płynący…ale z tym miodem to juz nie za bardzo… 🙂 brak wiosny powoduje że sie pszczółki nie bzykają i rozmanżać się nie mogą… Do tego te co są juz w ulach sa słabsze.. no i pracowac nie moga bo nie mają co zapylać i pyłku zbierać… no i Dupa… miodu będzie mało, a ten co będzie będzie drogi (mówię o tym prawdziwym z Polski) do 100 za litr. Miazga. I znowu się będzie lepiej chiński sprzedawał …

    1. No, mam nadzieję, że z tą stówką za litr to Twój okrutny żarcik. U nas w domu miodek płynie niezłą strużką do naszych brzuszków. Stówka za litra nas zrujnuje. 🙁 A kupujemy polski, u sprawdzonej pani, i jajeczka wiejskie… Tylko nie pisz, że wiejskie polskie jajo będzie kosztować dyszkę, bo resztek nadziei, że będzie lepiej, pozbawisz mnie do cna. 😉

      1. nie wiem jak u was, ale u nas za wkładzik jajek od babeczki ze wsi to tę dyszkę trzeba dać, czyli 1 szt. jak nic 1 PLN 😛

        a 100 za miodek, to chyba ja wówczas odpuszczę, bo nie wyrobię, choć Nielat akurat anty miodowy jest

        1. Moje Jajo antymiodowe również, ale ja i mój Mężuś stanowczo jesteśmy “miodofilami” 😉 U nas jajka wiejskie od 40gr do 60gr za sztukę, zależy od wielkości.

          1. kurcze za 40 groszy od sztuki to u nas w sklepie trudno jest kupić… ba nawet w owadzie wychodzi jaloeś 44 groszy za sztukę 🙁 i to tych mniejszych

          2. A widzisz, a ja uwierzyłam, że jajka potaniały w całej Polsce, chyba nawet w radiu mówili, że na święta były tańsze niż w poprzednim roku. Osobiście na święta kupowałam po 40 gr za sztukę u “naszej” pani, co zawsze powtarza, że “kurom dupy przymarzają”. 😉

      2. z miodkiem to prognozy… wiem od pszczelarzy że lipa jest …tzn, nie ma lipy bo zima jest i lipa nie kwitnie :-)… i pszcvzxoły nie moga latać… marzną biedactwa.

  7. Mój siostrzeniec i siostrzenica nie zobaczą od wójka (‘le JA) innych bajek z wyjątkiem tych disneyowskich z przełomu lat 80/90. Mam tu na myśli piąkną i bestię, mała syrenkę, bernarda i biankę w krainie kangurów itp. O resztę tych niekonieczie adresowanych do dzieci niestety już się rodzice postarali. Na szczęście narazie efektów ubocznych nie widać (mądre dzieci po wójku). Zobaczymy co dalej.

    1. Jak dzieciaki mądre po wujku to najważniejsze. 🙂 A rodzicom pewnie też trudno uniknąć tych wszystkich bajek nieodpowiednich dla dzieci, jest tego tyle, że można stracić kontrolę.

        1. Smutne właśnie w tym sensie, że odziera bajki z magii. Źle się wyraziłam. Mnie po prostu tak jakoś się zrobiło, jak pomyślałam o tym “bajzlu”, o którym wspomniałaś. 😉

  8. Ja mocno Ci kibicuję i wierzę, że pisaniem będziesz mogła zarabiać. Nie tylko na waciki, ale i na Porsche 😉 I nie mam wcale na myśli zabawkowego resoraka tylko furę z prawdziwego zdarzenia 🙂
    Trzymam kciuki!!

    A w Szwajcarii to chyba będę musiała się do Ciebie uśmiechnąć i poprosić o autograf. Później może być wart miliony 😉

  9. Aniu, baśnie braci Grimm i inne oryginalne są pełne okrucieństwa, ale wyraźnie widać, że to baśnie i dzieci potrafią odróżnić świat fantazji od rzeczywistego. Nienaturalne jest “reformowanie” starych bajek i wysyłanie wilka “na odwyk”. Wprowadzanie wątków erotycznych (rogi?) i obyczajowych do bajek dla dzieci to głupota. Dzieci powinny zostać dziećmi, i tyle. Podtekstów erotycznych w bajkach klasycznych doszukują się tylko teoretycy literatury (miałam na studiach takiego, który wątki erotyczne widział wszędzie ;)), jeżeli są, to bardzo głęboko ukryte i nie sądzę, żeby to dzieciom przeszkadzało. Ostatnio oglądamy bajki dla bardzo małych dzieci i te są naprawdę ładne. Laura szaleje za świnką Peppa (Peppa pig…) i włoskim pieskiem Pimpa. Pingwiny z Madagaskaru są dobre dla Gio, który ma 9 lat. Jest dużo dobrych nowych “bajek”, mnie się na przykład podoba Ben Ten 🙂

    Powodzenia w używaniu pazur(k)ów! 😉

    1. Ja też miałam na studiach tego teoretyka (ciekawe, czy nie kończyłyśmy tego samego kierunku;) ) Masz rację. Też jestem tego zdania, ale nie ulega wątpliwości, że problem ciekawy. Ja już z bajek “wyrosłam”, bo Jajo duże i “obciach” oglądać bajki. 😉

      1. Tego samego, nie sądzę, było nas mniej niż 30 na roku 😉 Filologia romańska, w Gdańsku wtedy jeszcze nie było.
        (żeby było śmieszniej, oprócz francuskiego uczyłam się hiszpańskiego, a potem spotkałam mojego Włocha i hiszpański zszedł na psy)

        1. To nie ten sam, fakt. 🙂 W Gdańsku też nie studiowałam. Na moich studiach też tłumu nie było, choć zaczynało 70 osób, prawie połowa się wykruszyła.
          To fajnie, że spotkałaś tego swojego, jedynego Włocha. 🙂 A tęsknisz za Polską?

          1. Znów coś ulepszali, nie mogłam wejść, a jak już się udało, nie mogłam pisać.
            Studiowałam w Lublinie 🙂 Męża spotkałam na stypendium naukowym w… Belgii. Lepiej, niż w harlekinie 😉
            Tęsknię za Polską mojego dzieciństwa i lat nastu. Tego już nie ma. Brak mi rodziny w pobliżu, przestrzeni, lasów, ale poza tym: tam dom twój, gdzie serce twoje.
            🙂

          2. To racja z tym sercem i domem. 🙂 Ale macie ciekawą historię miłości. 🙂 A ja studiowałam w zupełnie przeciwstawnym krańcu Polski. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *