Bal w małpim gaju czy jednak nie?

W piątek zabrakło postu. Przyznam, że spostrzegłam się, jaki mamy dzień tygodnia, gdy było już za późno. No, ale zdarza się najlepszym, więc mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone.

Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką, która kiedyś blogowała. Podsunęła mi pomysł na temat postu. W zasadzie go zasugerowała, bo jest ciekawa Waszych komentarzy.

Chodzi o imprezy urodzinowe organizowane dla małych dzieci – takich w młodszym wieku przedszkolnym.

Z tego względu, że Jajo jest już dorosłe i nie mam doświadczenia w temacie, posłużę się tym, co przeczytałam w necie lub dowiedziałam się od znajomych.

Okazuje się, że nawet trzylatkom organizuje się imprezy w salach zabaw. Zapraszane są dzieci z opiekunami. Sprawdziłam w necie, ile kosztuje wynajęcie takiej salki. W sumie nie jest tak dużo, bo około 200-300 zł. Do tego trzeba doliczyć poczęstunek dla gości. Nie wiem, czy to są wszystkie koszty, czy nie zależą one jednak od liczby gości, a cena nie dotyczy wyłącznie wynajęcia sali.

Można oczywiście zrobić też zabawę we własnym ogrodzie i wynająć dmuchane zjeżdżalnie/zamki za około 400 zł. Do tego nająć animatora za około 200, doliczyć poczęstunek dla dzieci i ich opiekunów. W tysiącu chyba człek się zmieści.

W zasadzie teraz wszystko można. Zależy, ile mamy kasy. Górnej granicy nie ma na pewno.

Ja jednak się zastanawiam, czy trzeba aż tak świętować każde urodziny. Jak sądzicie? Czy czasem dziecko nie zacznie z roku na rok wymyślać nowych atrakcji? Bo przecież wymagania rosną, a i będzie chodziło na podobne imprezy do kolegów i koleżanek, których rodzice na przykład będą chcieli być jeszcze lepsi niż my i wynajmą klauna. Następni wynajmą dwóch, więc może trzeba będzie wymyślać jeszcze co innego, by nie było oklepane i nudne? Powstanie taka samonapędzająca się spirala szaleństwa urodzinowego.

Kiedy moje Jajo było małe, też miewało „przyjęcia” urodzinowe. Z tego, co pamiętam, raz miało w „małpim gaju” (chyba 5 urodziny). Potem z reguły urodziny odbywały się w domu. Przychodziło 4-5 dzieci, był tort i zabawa, ale bez animatora. W podstawówce i gimnazjum na urodzinach było już 2-3 przyjaciół. Kameralnie. W liceum Jajo obchodziło chyba tylko osiemnastkę – też w domu. Może gości wtedy było więcej, bo paczka przyjaciół to było chyba około 10 osób, ale też nie było mowy o wynajmowaniu sali i balach do białego rana. Wszystko zupełnie zwyczajnie, więc nie mam doświadczenia w temacie.

Co sądzicie o urodzinach dla dzieci? Czy huczne ich obchodzenie to nie jest Waszym zdaniem przesada? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. Piszcie śmiało w komentarzach.

 

PS  Jest już mój drugi filmik na YouTube! Zapraszam, bo Sławek obiecał część artystyczną i chyba go to lekko przerosło.

40 thoughts on “Bal w małpim gaju czy jednak nie?”

  1. Oczywiście,że przesada.Apetyt rośnie w miarę jedzenia i potem to już nie wiadomo co zrobić,żeby zaimponować innym.Komunie to teraz małe wesela.Dla mnie to odrealnione zupełnie wszystko,bo moje młode aspołeczne zawsze były 🙂 Rodzice maja w głowach pusto,to i dzieciom takie puste wartości przekazują.Świat staje na głowie.Wyścig szczurów na każdym kroku,a dzieci roszczeniowe od małego się robią i to wyłącznie przez rodziców.

  2. Moje dzieci akurat nie lubią takich imprez, ale gdyby zapragnęły urodzinowego party to powiem szczerze wolałabym zapłacić za jakiś “małpi gaj” niż organizować to w domu. Lubię swoje mieszkanie po prostu 😉 Czasem dzieciaki zapraszają kolegów lub koleżanki i naprawdę trójka przedszkolaków jest porównywalna z tornadem 🙂 Natomiast nie rozumiem kompletnie rozdmuchanych przyjęć dla dzieci ani komunijnych, ani urodzinowych, ani żadnych w ogóle. To się robi wcale nie dla dziecka tylko dla innych dorosłych chyba żeby się pokazać.

    1. A może te “dmuchane” imprezy są po to, żeby rodzice mieli spokój? Dzieci mają zajęcie, a rodzice chwilę dla siebie? Tak się zastanawiam, bo faktem jest, że teraz co jeden chce być lepszy.

  3. Robiłam dopóki były w przedszkolu. Rodzice dzieci z grupy Dziecia Starszego byli ze sobą zgrani, bo ich dzieci jeszcze do przedszkola chodziły, więc były imprezy, zapraszało się całą grupę. Dzieć Starszy miał problemy w relacjach z rówieśnikami, więc takie zabawy się przydawały. Dziecia Młodszego zaś nie mogłam traktować gorzej niż starszego. Skończyło się przedszkole, skończyło się wyprawianie urodzin. Teraz w dniu urodzin niosą do szkoły ciastka/cukierki. I tyle.
    Ceniłam to sobie, bo się dzieciaki wyszalały, wyskakały. Parę lat przed tym nim zostałam matką była moda na urodziny pod złotymi łukami, więc cieszyłam się, że moje nie były tam zapraszane.

    1. No właśnie, ja nie mam doświadczeń w kwestii takich urodzin, więc jestem ciekawa każdej opinii. Z jednej strony wydaje się, że cała grupa dzieci na urodzinach to przesada, ale z drugiej, jeżeli to ważne w procesie uspołeczniania i przynosi pozytywne skutki, to może nie jest to taki głupi pomysł. Może wszystko zależy od rodziców, jak to zorganizują.

    2. Całą grupę??? A ile dzieci jest w grupie? Bo z reguły ok. 25 dzieci. Gdzie takie urodziny Pani robiła? Jak ja chodziłam do szkoły, to właśnie cukierki się nosiło, ewentualnie ze 2-4 koleżanki zaprosiłam do domu na ciasto itd. i to wystarczyło 🙁

      1. Nie pamiętam ile dzieci było w grupie, raczej poniżej 20. Na imprezach pojawiało się z kilkanaście, w końcu nie każde dziecko mogło/chciało przyjść. Początkowo były to sale zabaw, mniej więcej takie jak są w prawie każdej galerii handlowej, tylko większe. Później rodzice wymyślali różne inne rozrywki tematyczne typu warsztaty robienia pizzy w pizzerii, zabawa w detektywów, przyjęcie z ogniskiem w jakieś agroturystyce – czasem z animatorami czasem bez czyli dzieciaki ganiały gdzie chciały a organizatorzy dbali tylko o ognisko. Generalnie cieszyłam się jak Dzieć Starszy poszedł do szkoły, bo nie wiem dokąd by ta licytacja doprowadziła.
        Ja robiłam w jednosalowym kindeparku, więc animatorkom łatwiej było ogarnąć dzieci, rodzice mogli oglądać jak się młodzież bawi i zamówić sobie kawę (na koszt własny lub rodzica urządzającego imprezę – różnie to bywało) na koniec była 3-piosennkowa dyskoteka (znane hity z tekstami dostosowanym dla dzieci).

        1. To koszty musiały być spore, nawet jeśli nie wszystkie dzieci przyszły. Pytanie na ile się temu poddać. Bo rozumiem, że dziecko chce, ale czy wszystko, co chce może mieć? Ciężko jest powiedzieć NIE, ale zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim jest jakaś granica? Powiedzmy, że moje dziecko zostanie zaproszone na takie urodziny i dajmy na to, pójdzie, to potem wypadałoby, też coś podobnego zorganizować i dzieci zaprosić. Być może to moje przeświadczenie, ale być może tak jest, że niektórzy tego rewanżu oczekują? Hm… zastanawiam się, do czego to wszystko zmierza. Podam taki przykład. Widziałam ostatnio dziecko 3 letnie, które samo jeździło na mniejszym quadzie. Ojciec obok biegał, a dziecko jeździło już nie tylko po trawie, ale też po ulicy między domkami, gdzie z zza zakrętu często wyjeżdżają auta. I teraz myślę sobie, czy ten rodzić zdaje sobie sprawę z tego, że to dziecko było za małe, czy zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności? Co mu przyszło do głowy, takiemu małemu dziecku quada kupić? A kiedy z pojazdu trzeba było zejść, był płacz, wręcz ryk i protest, bo dziecko nie chciało kończyć zabawy, a tatuś co? Pozwolił dziecku dalej jeździć, żeby nie płakało. Czy dzisiaj my wychowujemy dzieci, czy dzieci wychowują nas? A co jeśli nie mielibyśmy pieniędzy na takie imprezy lub takie zabawki, co w tedy? Tak sobie czasem myślę, jak tu się nie dać ponieść temu wszystkiemu.

          1. Na pewno trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek, choć pewnie nie będzie łatwo, bo presja dziecka też będzie silna.

          2. Sugerowałabym najpierw zapoznać się z kosztami takich imprez zanim się powie, że to przesada. Koszty akurat były niewielkie. I nie płaciło od dziecka. Zamawiałam imprezę na 10 osób lub na 15 czyli jeśli miało być 12 to już cena była na 15 osób. Dopiero powyżej 15 osób płaciłabym za każde dodatkowe dziecko osobno. Jeżeli zamówiłam imprezę na 15 osób a przyszło mniej niż 10 – płaciłam i tak za imprezę dla 10 osób. No i piekłam ciasto dla rodziców… gdybym kupiła pączki byłoby taniej. Tylko akurat dla Dziecia było to bez różnicy, bo dorośli siedzieli osobno.
            I w przypadku moich Dzieci nie doprowadziło to donikąd – skończyło się przedszkole, skończyły się imprezy. Jakoś to przeżyły.
            I nie mam bladego pojęcia jak się ma jednorazowa impreza polegająca na zbiorowym skakaniu po trampolinach i zjeżdżaniu z dmuchańców pod okiem animatorów do kupowaniu dziecku quada.

        2. To było porównanie tylko, jak to teraz wygląda, na co jest moda, czemu ludzie dają się skusić itd. Ja nigdzie nie napisałam, że te koszty to przesada, mimo, że orientuję się w kosztach, jakie trzeba ponieść w mojej okolicy. A chyba o to chodziło, żeby poznać zdanie innych? 😉

  4. Duża przesada i zawsze byłam na nie 😉 teraz syn ma 20 lat więc sam sobie sterem, okrętem… Urodziny ma w styczniu więc jak był snieg to robiliśmy fortece i śnieżne bitwy 😁 Jak nie napadalo to zawsze coś ciekawego można było zrobić w domu. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Pisze Pani, że w Pani przypadku takie imprezy były pod koniec przedszkola, a dziś już 2 letnie dzieci są zapraszane na urodziny i często właśnie w salach zabaw. Próbuję po prostu zrozumieć to wszystko i jakoś to ogarnąć. Osobiście byłabym za tym, żeby takim przedszkolakom dać cukierki do przedszkola, żeby mogły poczęstować kolegów i to w tym wieku by w zupełności wystarczyło. Ale każdy może mieć swoje zdanie i nie koniecznie takie jak ja 😉

  5. Nie lubiłam i nie lubię takich imprez. Organizowaliśmy jak dzieciaki były młodsze, bo jak wszyscy to wszyscy. Starałam się jednak wyszukać jakieś ciekawe miejsce. Raczej nie małpi gaj , gdzie dzieci raz, że nie bawią się ze sobą, bo to duże i znaleźc się trudno, dwa, że nie wszystkie grzeszą czystością (miejsca, nie dzieci;-) ). Ale jakieś pieczenie pizzy, robienie sushi, biblioteka, teatr bardziej mi się podobało.

  6. Ania, ja Ci powiem tak, bo mnie to właśnie dopadło w tym roku. Dziecię Chaosu ma urodziny w grudniu. Była już na kilku urodzinach swoich koleżanek i kolegów z przedszkola – zarówno w salach zabaw jak i w domach z animatorem. I Już ma plan kogo zaprosi na swoje urodziny… Do tej pory było skromnie, w domu – tort i składkowy prezent od nas, dziadków i chrzestnych rodziców. A w tym roku chyba skończy się w jakiejś sali zabaw, bo chyba psychicznie nie dźwignę bandy przedszkolaków w domu. I wiem, mogłabym tego nie robić, zrobić tak jak było dotychczas, ale ja matka miętka jestem, już widzę ten zawód na tym małym pyszczku, więc będzie miała urodziny.

  7. Ja już stara jestem, mój syn takoż dojrzały. I cieszę się z tego ogromnie! Bo kiedy patrzę na to szaleństwo urodzinowe to ogarnia mnie przerażenie! Przecież żądania dziecka będą rosły wraz z nim! I co wówczas kiedy kasy zabraknie?
    Moja przyjaciółka ma wnuczki bliźniaczki – dziewięciolatki i kiedy opowiada mi o tym, że wiecznie gdzieś szaleją – nie ma tygodnia żeby nie było jakiejś imprezy! Z reguły są to dni powszednie! Dzieciaki po lekcjach mają różne zajęcia dodatkowe, ze szkoły wychodzą 16-17 i gnają na imprezkę! Wracają wieczorem zmordowane, rozbrykane, a tu powinny siadać do lekcji… Na ogół następnego dnia babcia jest wzywana, bo “dziewczynki źle się czują”, bo Kaśka wymiotuje, a Alutek narzeka na ból głowy lub, po prostu, nie chce wstać z łóżka! Dochodzą do tego koszty – każda przecież musi kupić prezent! I nie mogą być gorsze niż koleżeństwo! Skutki są opłakane! Bo już nauczyły się olewać szkołę! Sama to słyszałam wielokrotnie z ich ust! A kiedy będą starsze?
    Kiedy mój syn był mały to chadzał na imieniny/urodziny kolegów, ale zawsze było to w domu i na ogół w piątkowe lub sobotnie popołudnie! Nie było żadnego mistrza ceremonii, tortów na zamówienie i innych tego typu atrakcji! Dzieci dostawały słodki podwieczorek i bawiły się we własnym gronie. Rodzice gości wypijali kawę/herbatę z resztkami słodkości i wspólnie przygotowywali kolację dla zabawowiczów! A po kolacji dzieci wracały do domów!
    Ja robiłam podobnie! W starszych klasach podstawówki jakoś to się skończyło. Kiedy zaczęły się osiemnastki z reguły też odbywały się w domach, czasami na działce… O 23 następowało rozwiązanie imprezy i powrót do domów!

      1. Chociaż jestem jeszcze młodą mamą, w pełni Panią popieram. Widzę, co się dzieje w maju, kiedy zaczynają się komunie. Przecież to jest czyste szaleństwo. Wyścig, na najlepszy prezent, na najlepsza fryzurę itd. A właśnie, co jak kasy zabraknie? Mam znajomych z dwójką dzieci. jedno szkolne, drugie przedszkolne. Niestety, albo stety nie chodziły i nie chodzą na żadne urodziny, bo rodziców nie stać na rewanże i nie popierają takich imprez.

    1. U nas bylo bardzo podobnie, bez chorej konkurencji, praktycznie zawsze w domu (lub ogrodzie) i wszyscy byli zadowoleni….. docenają to obecnie….(są dorośli) pozdrawiam (bloga czytam od zawsze ale to pierwszy komentarz)

  8. Mnie przerażają opowieści o tym, jakie ludzie czasem organizują imprezy, już od roczku zaczynając. . A wiem że im dalej w las, tym kosztowniej i z większą pompą. Sala zabaw to mało, więc są urodziny w stadninie koni albo dla starszaków w parkach trampolin, escape roomach – jeszcze nie do końca to ogarniam, ale jestem pewna że jak raz się wpadnie w
    tę “machinę” przyjęć urodzinowych to potem ciężko się wycofać (bo dziecku smutno, bo koledzy przestaną lubić, zapraszać?) Ale to w dużej mierze zależy na jakie towarzystwo w szkole czy przedszkolu się trafi (tzn. na jakich rodziców, bo to oni przecież są pomysłodawcami – a niektórzy robią w myśl zasady zastaw się a postaw i kto lepiej, więcej, kosztowniej.
    My urodziny synków świętowaliśmy w bardzo małym rodzinnym gronie, ale oni są jeszcze mali 🙂 Póki co u starszego synka w przedszkolu są organizowane urodziny, czyli tort dla grupy od jubilata a małe prezenciki od reszty dzieciaków – i to jest bardzo fajne, moim zdaniem zupełnie wystarczające. Każdy w grupie raz jest jubilatem i jubilatom potem daje upominki. Mam nadzieję że na późniejszych etapach będzie podobnie 🙂

    1. O! To jest bardzo fajny pomysł. Nawet jakieś cukierki albo owoce by wystarczyły. Dziecko czuje się tego dnia wyjątkowe, bo ma swoje święto i bez niepotrzebnej pompy. 🙂

  9. Aniu ja już mam dorosłe dziecko i za jego czasów nie było takiej mody organizowania urodzin swoich pociech w lokalu ,jak już to były to imprezy domowe .Ale mam siostrę która ma trzy córki one już też mają swoje dzieciaczki i z ich relacji i opowiadań wnioskuję że jest to dla nich z jednej strony wygodne ale z drugiej strony dość kłopotliwe . Przede wszystkim chodzi o to ,że organizując taką imprezę nie muszą się martwić o miejsce , organizację posiłków ,o zapewnienie dzieciom atrakcji tak aby wszystkie były zajęte i zadowolone a przede wszystkim nie muszą się martwić o sprzątanie po małych rozrabiakach nie mówiąc już o jakiś zniszczeniach . Ale jest też druga strona medalu takie imprezy robią się kosztowne bo rodzice innych wymyślają już czasami takie fanaberie a potem nasze dzieciaki na swojej imprezie chcą czegoś jeszcze bardziej atrakcyjnego .I robi się taki festiwal próżności ,kto lepszy ,kto więcej zapewnił atrakcji ,kto więcej zaprosił dzieci na swoją imprezę bo to niby oznacza ,że takie dziecko jest bardziej lubiane . Dla mnie to chore ,owszem jestem za wygodą i zapewnieniem dziecku atrakcji ,można robić skromne imprezki dla najbliższych kolegów ale nie robić imprezy niczym wesele ,spraszać całe przedszkole czy klasę i robić z tego zwykły cyrk i pokaz swoich finansowych możliwości .A już głupotą jest branie pożyczki na wyprawienie dziecku imprezy a znam takie przypadki .

    1. O, rany! Branie pożyczki na takie urodziny to faktycznie przesada i to duża. Najgorsze właśnie jest to, że czasami powstaje błędne koło i rodzice się nakręcają, kto lepszy.

    1. Na FB był komentarz, że dziewczyna płaciła 40 zł od dziecka na takiej imprezie, to mnie zszokowało, że może być taka cena, bo poczęstunek osobno trzeba wliczyć. Ale patrzyłam na stronach internetowych, że czasami można salę zabaw wynająć za 200 zł (do 10 dzieci).

  10. Kiedy moja córka była w przedszkolu organizowaliśmy jej z mężem urodziny w pobliskim “małpim gaju”. Nie były to wielkie koszty tym bardziej, że córka zapraszała 5-6 ulubionych koleżanek. Robiliśmy to głównie ze względów czysto praktycznych – zero bałaganu w domu. Potem były skromne urodziny ale przeważnie dla rodziny, a moje dziecko wychodziło z przyjaciółmi na pizzę i było ok. Na 18-tkę zażyczyła sobie miejsca noclegowego dla ośmiu osób w hostelu. Całą paczką wybrali się do super modnej dyskoteki w “wielkim mieście”, wynajęli sobie “vip-room” i bawili się do białego rana. Impreza składkowa, jak u pozostałych przyjaciół, bez zbędnych kosztów i blichtru. A moja dorosła już córka do dziś wspomina te 18-tki i żadnej krzywdy nie odczuwa z powodu braku dmuchanego zamku, przejażdżki na osiołku, klauna i pokazu sztucznych ogni. Za pieniądze, których nie wydaliśmy z innymi rodzicami na zorganizowanie wypasionych imprez nasze dzieci pojechały na cały tydzień do Włoch….ich radość nie do opisania, dla nas bezcenna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *