Męski szowinizm?

Ostatnio odkryłam skazę na charakterze mojego prawie idealnego Mężusia. A mianowicie stwierdziłam ze zdziwieniem, że jest męskim szowinistą. Normalnie szok. Sprawa dość dziwna, bo nie spodziewałam się odkryć tego jego męskiego szowinizmu w sferze literackiej.

Jak zwykle akcja rozgrywała się w łóżku, bo wtedy mamy najwięcej czasu, żeby pogadać. O 20.00 zawsze już leżakujemy. Książeczki w rękach. Moja z lewej, jego z prawej. Z reguły potem następuje zmiana. Oczywiście rozmawiamy o tym, co przeczytaliśmy. I ja pchana dobrymi chęciami podsuwam Mężusiowi książkę Zadie Smith. Polecam, bo wiem, że nie czytał. A on mi tak między oczy, że nie czyta książek pisanych przez kobiety! I tu szok! No, tego to ja o moim Mężusiu nie wiedziałam, jakoś się do tej pory ukrywał. Szybko w swojej łepetynie dokonuję analizy tego, co ostatnio czytaliśmy i tego, co tak z prawej na lewą stronę łóżka wędrowało i odwrotnie, zanim zniknęło w innym pokoju na półeczce. I faktycznie, stwierdziłam, że mój Mężuś książki pisane przez kobiety pomija. Nie dziwiłabym się, gdyby były to jakieś typowo kobiece powieści, czy powieści tzw. „wibratory”. No, ale on nie chciał Zadie Smith! A przecież to świetna książka! Gdyby zerwać okładki, nigdy by się nie domyślił, że to kobitka napisała. Chyba zacznę mu wmawiać, że Smith jest facetem, może wtedy się skusi.

No, ale pytam, dlaczego. Niech wyjaśnia, tłumaczy się tu szybko. Bo przecież żonka też marzy sobie po cichutku, żeby być pisarką, a on mi tu manifestuje, że babek nie czyta. No, niech to szlag. A jak tak wszyscy faceci mają?

– Kochanie – mówię. – Wyjaśnij, dlaczego.

– Bo kobiety jakoś tak dziwnie piszą (on).

– Jak to dziwnie? (ja)

– No, dziwnie i nie lubię (on).

Normalnie szowinista, stwierdzam. Ma ryskę ten jego „prawie idealny” charakter. Ma. Naprostować by się przydało, jednak doświadczenie mi podpowiada, że to zły pomysł zmieniać. Trzeba akceptować takim, jak jest. No i akceptuję z tą ryską męskiego szowinizmu. Nie chce czytać książek pisanych przez kobitki, a niech mu będzie. No, chyba, że mu książki w szary papier pookładam, żeby nie widział autora. Choć uważam, że to jawna dyskryminacja. Bo obiadek ugotowany przez kobietę to może być. Pranie przez kobietę do pralki wrzucone również. A książka nie. A ja myślałam, że taki prawie doskonały mąż mi się trafił, a tu niespodzianka. No, proszę, jak to człowiek uczy się przez całe życie.

Muszę jednak oddać sprawiedliwość, że zanim skończyłam robić ten wpis, to Mężuś się przełamał i zamówił książkę szwedzkiej pisarki. Ale zapowiedział, że jak się zrazi, to to będzie pierwszy i ostatni raz. No, to teraz tylko trzymać kciuki, żeby się nie zraził i docenił warsztat literacki kobitek.

Ciekawa tylko jestem, czy wszyscy faceci tak mają, że książek pisanych przez kobiety nie czytają. Może to jakieś ciekawe zjawisko socjologiczne udało mi się w tym naszym łóżku odkryć? No, chyba że ktoś już problem zbadał, zdefiniował i wyjaśnił.

*Na zdjęciu Zadie Smith (zdjęcie pochodzi z Wikipedii)

0 myśli na “Męski szowinizm?”

  1. Och mam ochotę napisać że wręcz Ci zazdroszczę tego waszego wspólnego leżakowania z książeczkami w rączkach.Mój kochany Pan Mąż niestety książek nie toleruje. Jakże ogromne było jego zdziwienie gdy podczas takiego wieczornego leżakowania, po przeczytaniu wiadomości dnia odłożyłam laptopa by zabrać się za książkę. Zazdroszczę Ci tego wymieniania się książkami z mężem, ale tak jak napisałaś nie ma co zmieniać, kocham go nawet z tą wadą. Dlatego też odpuściłam grzech “ignorancji literackiej” Panu Mężowi i spędzamy wspólne wieczory każde z ulubionym gadżetem. Kto wie może ja kiedyś się przekonam do tych jego wszystkich nowinek technicznych? Pozdrawiam

    1. No, właśnie, to tak jak napisałaś, trzeba akceptować te malutkie wady. Jak się kocha, to zawsze można znaleźć kompromis. 🙂

    2. akceptacja to bardzo ważna sprawa jest 🙂 … nie wyobrażam sobie siebie pedałującej na rowerze nie mniej niż 50 km na jeden raz… ale też nie wyobrażam sobie aby jedno takie stworzenie siedziało w wolnej chwili z książką w ręku… zwłaszcza gdy pilot jest w jej zasięgu 😉

  2. HA… to i tak nie jest źle, bo kurcze, ja usiłuje jedno stworzenie nauczyć stosowania znaków interpunkcyjnych – to jakaś masakra jest. czytałaś kiedyś SMSa albo mejla BEZ znaków interpunkcyjnych?

    mówię Ci to jest HORROR

  3. Fakt. Kobiety piszą inaczej. Łagodniej. Mój mąż też nie sięga po takie książki. Tyle że ja nie mam co próbować by jakąś taką przeczytał. Nie zmuszam. Wolę być dumna, że podsunęłam mu książkę męskiego autora i nie może przestać o niej gadać. Pozdrawiam

    1. To też rozwiązanie. 🙂 No, ale przecież mogliby chociaż spróbować, nie? Przecież są książki pisane przez kobiety, ale wydają się być męskie. 😉 Mój przełamał się i czyta reportaż “W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”. I mówi (jak dotychczas), że jest okej. Może się przekona, że są ciekawe książki pisane przez kobiety.
      Przecież my – kobiety czytamy męską literaturę i nie uprzedzamy się, że facetów nie czytamy. 😉

      1. Powiem szczerze, że ja przestałam czytać książki autorów męskich Po książce Toma Wolfe “Nazywam się Charlotte Simons”. Autor chciał się wczuć w kobietę w efekcie stworzył obraz naiwnej, głupiej dziewczyny z dobrego domu, przemądrzałej, zadufanej w sobie i pewnej siebie jednocześnie nieśmiałej i cichej myszki nie umiejącą sobie poradzić w nowym otoczeniu. W dodatku podkreślił kobietę w tej książce jako płeć słabą i łatwa, która sama nie wie czego chce a wręcz samej wchodzącej do łóżka każdego faceta myśląc, że to miłość na całe życie, a to wszystko dzieje się akademiku. Można znaleść fragmenty w których namawiał do puszczania się Twierdząc, że to normalne w czasie studiów, że kiedy jak właśnie nie teraz. Cóż, nie sięgnę już Po taką książkę a przynajmniej Po tego autora.

        1. Nie czytałam, ale z tego co piszesz to jakaś porażka. Na szczęście jest sporo ciekawych książek i niestety nie da się wszystkiego przeczytać. Ja wczoraj czytałam bajki Andrusa. Pośmiałam się (recenzję wrzuciłam na drugi blog), ale zastanawiałam się, czy to nie są raczej bajki dla dorosłych. Jutro chyba coś o tym skrobnę. 😉

  4. To nie szowinizm, ale stereotypowanie, ja też już kilka razy złapałam się na tym, że wybierając książkę, odrzucam tę napisaną przez kobietę. Oczywiście, wiem o tym moim uprzedzeniu, zapewne spowodowanym tak jak u innych przez jakieś przypadkiem przeczytane romansidło, i kobiety czytam. Dobry pisarz to dobry pisarz, niezależnie od płci, ale może Twój mąż ma trochę racji twierdząc, że kobiety piszą inaczej, co czasem jest plusem a czasem minusem ich pisarstwa.

  5. Dobre, fajnie macie. O badaniach socjologicznych nie słyszałąm ale może są, ludzie różne zjawiska badają. Choć tym razem to bardziej dla psychologów. Sama nie zauważyłam takiego trendu. Sukcesem jest jak mężczyźni w ogóle czytają. A ci z mojego otoczenia to sięgają po książki autorek ale zazwyczaj podbierają partnerkom.

    1. Mój czyta bardzo dużo. No, mam nadzieję, że się przekona do babek. Przypomniałam sobie, że jednak przeczytał “Białą Marię” Hanny Krall, więc może rozszerzy zamiłowania czytelnicze. 🙂

    1. Nie. Chmielewska w ogóle nie w jego typie. 🙂 Ale Hannę Krall czytał. Może kobiece reportaże mu się podobają, bo teraz też czyta jakiś szwedzki reportaż napisany przez kobietę.

      1. Cóż, wierzę, że mężczyźni nie lubią czytać książek o uczuciach pisanych przez kobiety, a może raczej książek o uczuciach w ogóle. W innej tematyce nie widzę problemu płci.
        A mój tata czyta, co popadnie, łącznie z romansami.
        Mój mąż czyta nie rozróżniając płci. Gio czyta książki właściwe dla wieku i nie zastanawia się, kto napisał. Laura na razie “czyta” swoje książeczki, tzn. opowiada na głos, cytując fragmenty, które zna na pamięć, albo i zmyśla sobie kawałki 😀
        😉

  6. Mojemu jest obojętna płeć autora 🙂 Ważne, żeby treść przypadła mu do gustu. Ja nie lubię literatury typowo kobiecej, czyli romansów i innych cukierkowych historii

    1. Ja też takich książek nie lubię, chociaż zdarzy mi się czasami. Zależy od nastroju. Czasami przeczyszczam zatoki.;) Siadam, obok paczka chusteczek i romansidło. Raz na kilka lat się zdarzy, nie będę się zarzekać. 🙂

  7. Ostatnio poruszałam ten temat z bratem i doskonale mi wytłumaczył dlaczego książek pisanych przez kobiety nie lubi. Otóż chodzi o narrację (facetowi ciężko jest się uosabiać z kobietą opowiadającą daną historię), jeśli nawet narracja jest w formie trzecioosobowej to i tak idzie wyczuć perspektywę kobiety, a jak mój brachol stwierdził, najgorzej jak kobieta pisze jako facet 😉
    a mnie się po prostu wydaje, że faceci jak widzą na okładce żeńskiego autora to przez pryzmat kobiety te książki czytają, czyli szowinizm i patrzenie stereotypami. Trzymam kciuki za zrewidowanie mężowych poglądów czytelniczych 😉 ale i tak najważniejsze, że czyta!

    1. To my kobietki bardziej otwarte na świat jesteśmy, nie? 😉 Bo nam chyba męski punkt widzenia nie przeszkadza. No, chyba że to utrwalone przez tradycję, przecież więcej mężczyzn niż kobiet pisze. Ze starożytności kojarzy się chyba tylko Safonę, a reszta to same chłopy. 😉

      1. Mnie nie przeszkadza nic, jeśli tylko książka mnie wciąga, a czasem męczę się strasznie i w końcu wymiękam rzucając czytanie, bez znaczenia jakiej płci jest autor. Wiadomo są gusta i guściki, ja nie przepadam za książkami si-fi i fantasy, inni za romansami, może w takich kategoriach należałoby myśleć o wyborze między książką napisaną przez kobietę a taką napisaną przez mężczyznę, “wybiorę co bliższe sercu memu” 😉

        1. Pewnie tak. Ja za fantasy też nie przepadam, ale właśnie dostałam taką książkę od wydawnictwa i nie mogę się dzisiaj oderwać. 🙂

  8. No-no-no! Aleś mnie zadziwiła…. wcześniej też o tym nie pomyślałam! Ale fakt – nigdy nie widziałam w ręku mojej połówki książki napisanej przez kobietę!!! No wbiło mnie to odkrycie w fotel! Nie czyta może dużo, ale jak na faceta, to myślę, że sporo i ……. żadnej babeczki…… Szowinizm??? Hmmmm….. Mój co prawda nie jest tak nieskazitelny (kiedyś i owszem-był! 🙂 ) ale muszę go zapytać! Nie da mi to spokoju….

  9. Może czytał nie te co trzeba. Ja na przykład nie trawię Aleksandry Maryniny. Ale Dorothy Uhnak wciągnąłem wszystko co mi wpadło w ręce.

  10. Mój mąż ma mało czasu na czytanie książek,ale nie gardzi pisanymi przez kobiety.Dla niego poprostu musi się coś dziać w książce,jeden wątek nie może ciągnąć się w nieskończoność.Mój mąż lubi konkretne książki,np.Cobena,Gerritsen…Ale jego szowinizm odkryłam już dawno w innych sytuacjach;)

    1. Coś ci nasi mężczyźni mają jednak poukrywanego w zakamarkach i czasami można się zdziwić. Czasami bardzo pozytywnie 😉

  11. A mnie się jeszcze przypomniały romansidła pisane przez facetów i podpisywane damskimi pseudonimami, żeby się lepiej s[przedawały. Bo niby czytelniczkom ma się podobać jak o uczuciach pisze kobieta. Więc nazwiskiem autora nie zawsze warto się sugerować, bo może wprowadzać w błąd 🙂

    1. W drugą stronę też chyba tak się działo. Kiedyś czytałam o pisarce, która podpisywała się jako mężczyzna. Nie ma co ukrywać, że przecież mężczyźni trochę łatwiej w życiu mają. 😉 I chyba długo nikt się nie domyślił. Wtedy chyba wydawca jej podpowiedział użycie męskiego pseudonimu, książka miała się lepiej sprzedać.

  12. Mój mąż nie czyta…więc nie mam takich problemów hehe(ale to dlatego że ma taka pracę i w domku jest 4 dni w miesiącu)Ale ja nadrabiam za niego czytając co w łapy mi wpadnie.Co do fantasy-ja nie czytałam dopóki w łapy me nie wpadła trylogia Pilipiuka(Kuzynki,Księżniczka,Dziedziczki)Byłam zachwycona,i tym sposobem przeczytałam juz większość jego twórczości(i dzięki Bogu że jeszcze kilka mi zostało)A na zły humor to tylko “Lesio”Chmielewskiej na mnie działa…

    1. “Lesia” czytałam chyba w liceum, nie bardzo pamiętam treść, ale wiem, że uśmiałam się przy tej książce. Faktycznie to dobre na poprawę humoru.
      A z najnowszych badań wynika, że kobiety więcej czytają niż mężczyźni. 🙂 Smutne jednak, że w Polsce czyta ok. 30% osób, a na przykład w Czechach 90%. 🙁

  13. Faktycznie to smutne…a szkoda bo czytanie przynosi dużo korzyści-szczególnie dla dzieci i młodzieży-ale cóż,większość z nich woli siedzenie przed komputerem…Chociaż ostatnio mój syn był na spotkaniu z Marcinem Pałaszem-wrócił zachwycony -a jego książkę przeczytał w weekend…myślałam że dziecina coś nie tego-gorączkę ma albo coś w tym stylu…Ale pozytywnie mnie zaskoczył i oby tak częściej!

    1. Moja na szczęście czyta, jednak często brakuje jej czasu. Dojeżdża do szkoły, późno wraca, a potem nauka. Fakt, że w autobusie czyta, wykorzystuje wolny czas, bo jedzie do szkoły ponad godzinę. Chociaż i tak w podstawówce i gimnazjum więcej czytała. Pamiętam, jak największą karą był zakaz czytania. Potrafiła siedzieć do 2 nad ranem nad książką przy lampce, a potem rano oczy na zapałki.

  14. Siwa ma racje. Dobre pisarstwo jest nie zależne od płci.Ty zresztą także jesteś niekonsekwentna używając słowa ” kobitki”. To znaczy że także kobiet nie traktujesz poważnie .

  15. Nie ma sensu leczyć z uprzedzeń. Ja na przykład omijam dział książek polskich autorów, ponieważ uważam, że są schizofreniczni i nudni, a dobra, polska literatura skończyła się na Młodej Polsce. Zaznaczam, że mam świadomość, że to moje urojenie, ponieważ nie przeczytałam aż tak wielu polskich książek z literatury najnowszej, by takie teorie głosić, ale nic na to nie poradzę. Omijam dział polskich książek i tyle. Mąż Pani pewnie szowinistą nie jest, stereotypowo też nie myśli, ale ma lekką paranoję mojego pokroju :))) Tak na pocieszenie.

  16. Każdy czyta to co lubi i co w jego guście. Najgorsze jednak jest generalizowanie. Nie wolno mówić że kobiety piszą “delikatniej” a mężczyźni na ten przykład częściej o jakichś brutalniejszych historiach. Zawsze znajdzie się jakaś kobieta (może nawet nie jedna) co zainteresuje swoją twórczością bardziej mężczyzn niż kobiety i odwrotnie. Ale samo stwierdzenie “nie czytam książek pisanych przez kobiety” świadczy raczej o tym, że Małżonek nie trafił na książkę płci pieknej, która by go jakoś bardziej zainteresowała. Tak mi się wydaje.
    Twórczość np. Cizia Zyke, którego ja czytuję, jest raczej ciężka dla kobiet (z tego co mi mówiły), a dla mnie wciągająca, bo mocna i bez ogródek.

    1. Ale jest dla niego nadzieja. Czyta reportaż szwedzkiej autorki i z tego, co mówi jest dobrze. Widzę, że raczej nie może się oderwać. 🙂 Może więc wróci na drogę prawdy 😉 😉 😉

  17. Kobiety niekoniecznie piszą “lżej”. W ogóle nie lubię oceniać grup, bo każda jednostka jest pewnego rodzaju unikatem w lawie ludzików.

    Kiedyś zdałem sobie sprawę z faktu, że mógłbym pisać jak kobieta, tylko że to nie będzie do końca “moje”, a co za tym idzie prawdziwe. Dlatego nie piszę w ten sposób.

    Jak wybieram książki? Otwieram, rzucam okiem na kilka zdań z każdego rozdziału i stwierdzam na “tak”, lub “nie”. Często o samym autorze czytam po tym, jak pochłonę jego dzieło i złapię oddech.

    Dlaczego zaraz męski szowinizm? Równie dobrze można opisać, że jest szowinistą, bo nie nosi różowych lakierków na dwu-centymetrowym obcasie…

  18. Akceptacja,wyrozumiałość i bla bla. Jeżeli ktoś czegoś nie lubi to zazwyczaj jest czymś podyktowane. Mnie by nie wystarczyła odpowiedż: “bo nie lubię” a raczej odpowiedż na zadane pytanie “dlaczego nie lubisz?” Lubię znać powód własnego zdania czy stanowiska jakiegoś tematu. Argumenty trafiają do mojej głowy a nie zadawalam się stwierdzeniem, że to jego skaza na idealnym mężczyźnie i pokazuję jaka to jestem wyrozumiała. Trzeba rozmawiać a nie tylko czytać moje drogie panie 🙂

  19. Ja kiedys miałam podobnie,tyle,że na odwrót:nie czytałam książek pisanych przez mężczyzn(chyba,że lektury). No,ale potem przeczytałam ,,Cień wiatru”,i się przekonałam. Trzymam kciuki,żeby Mężuś się nie zraził.

    1. Jest szansa, bo skończył reportaż napisany przez kobietę i stwierdził, że mu się podoba. Będą chyba z niego ludzie. 😉

  20. Uważam, że prawdziwy mężczyzna w pewnym procencie jest męskim szowinistą, a przynajmniej stoi w opozycji do mizoandryczek i negatywnych feministek.

    Piszesz:
    “Nie chce czytać książek pisanych przez kobitki, a niech mu będzie. No, chyba, że mu książki w szary papier pookładam, żeby nie widział autora. Choć uważam, że to jawna dyskryminacja. Bo obiadek ugotowany przez kobietę to może być. Pranie przez kobietę do pralki wrzucone również. A książka nie. A ja myślałam, że taki prawie doskonały mąż mi się trafił, a tu niespodzianka. No, proszę, jak to człowiek uczy się przez całe życie.”

    Ja odpowiadam:

    Żaden mężczyzna, w tym Twój mąż nie ma obowiązku podzielać wszystkich zainteresowań i preferencji kobiety.
    Tak jak kobieta nie musi podzielać tego, że jej mąż ogląda walki bokserskie i nie musi oglądać ich razem z nim tak samo nie musicie przecież lubić tych samych książek.
    Zamiast zmuszać/zachęcać męża do lektury książek napisanych przez kobiety może lepiej Ty przeczytaj jakieś książki napisane przez mężczyzn, np. dzieła Mario Puzo czy chociażby Aleksandra Dumasa.
    Zapewniam Cię, że są o wiele lepsze niż te Twoje książki.

    Poza tym łóżko powinno służyć raczej do spania oraz do uprawiania na nim seksu niż do czytania książek.

    1. Ha, no toś mnie zastrzelił powagą tego wywodu. Bo książki pisane przez mężczyzn raczej czytam. Co prawda Dumas to raczej czasy, kiedy byłam nastolatką, Mario Puzo raczej nie w moim typie, ale mogłabym tutaj wymienić w zamian sporo innych panów, chociażby mojego ukochanego Janusza Rudnickiego.
      A co do łóżka, mnie i mojemu mężowi służy równie do czytania, co do innych wygibasów. I szkoda, że w tym moim wpisie nie dopatrzyłeś się żartu. Bo ja mojego męża do niczego nie zmuszam (nie dałby się, to wolna jednostka), choć faktycznie zaskoczył mnie swoją opinią. A pisząc o książkach napisanych przez kobiety, na pewno nie miałam na myśli tzw. “literatury kobiecej”. Mąż jednak na szczęście sięgnął w końcu po książki napisane przez kobitki, na przykład po Bator, ale też po szwedzką pisarkę (nie pamiętam nazwiska) autorkę reportażu (kapitalnego zresztą) “W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”.
      Ale dziękuję za bardzo długi komentarz. Pozdrawiam serdecznie, a na większość moich wpisów należy spojrzeć z przymrużeniem oka, życie jest zbyt krótkie, by brać je tak zupełnie na serio. 🙂

  21. To nie tak. Kobiety piszą po prostu inaczej niż mężczyźni. Można też powiedzieć odwrotnie: że to mężczyźni piszą inaczej niż kobiety. Nie wiem, jak jest w przypadku kobiet, ale w moim zdecydowanie lepiej czyta mi się książki napisane przez mężczyzn. Nie uważam tego za przejaw dyskryminacji. Równie dobrze można by zań uznać męską niechęć do noszenia różowych ubrań czy romantycznych filmów. Być może z kolei wielu kobietom lepiej czyta się książki autorstwa kobiet.
    Co do różnic w stylu, to choć nie jestem w stanie stwierdzić, na czym owa różnica polega, zdarza mi się wziąć do ręki jakąś książkę bez patrzenia na imię i nazwisko autora, otworzyć na chybił – trafił, przeczytać kilka zdań i stwierdzić, czy została napisana przez mężczyznę, czy przez kobietę. Trafiam w ok. 80%.
    Raz zdarzyła mi się sytuacja, kiedy przekonany byłem, że książkę napisała kobieta, choć autorem był mężczyzna. Okazało się wówczas, że na język polski została przetłumaczona przez kobietę…

    1. Masz rację. Ja tutaj oczywiście żartuję, ale doskonale to rozumiem i też zauważam, że jednak inaczej pisze kobieta, inaczej mężczyzna. Może to zależy od wrażliwości albo innego spojrzenia na świat? Sama nie wiem.

  22. Ps: przykład: jako nastolatek pochłonąłem wręcz “Przygody Tomka Sawyera”, ale przez “Przygody Hucka” przebrnąłem z trudem. Może to zbieg okoliczności, ale wydanie “Przygód Tomka Sawyera” które czytałem tłumaczy facet, zaś “Przygody Hucka” tłumaczyła kobieta.

Pozostaw odpowiedź ~Magdalena F. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *