Rowerem przez świat

Lubicie jeździć rowerem? Mnie to wciągnęło. Daleko mi do tytułu mistrza szos, bo jeżdżę sobie swoim żółwim tempem, ale zauważam, że w tym roku zdarza mi się wyprzedzać innych rowerzystów, więc moje tempo jest już turbożółwie, z czego jestem bardzo dumna.

W tym miesiącu mam już trzysta kilometrów na liczniku (w tym sezonie ponad 800), co też oczywiście cieszy, choć wiem, że mogłoby być więcej. Najgorzej jest jednak w upał. Czasami mam wrażenie, że słońce przenika przez kask i wypala mi mózg, a płuca mają ochotę wyskoczyć z klaty.

Wczoraj mieliśmy wycieczkę rowerową (47 km), na którą zabraliśmy francuskich gości naszej koleżanki. Najsłabszym ogniwem niestety byłam ja, ale to nie przeszkadzało w przyjemnej jeździe. Francuzi nas zaskoczyli kondycją. Podobno jeżdżą w klubie sportowym, a do Polski przyjechali właśnie na jakąś imprezę rowerową. My przy nich to totalni amatorzy. Ale pokazaliśmy Francuzom kawałek pięknego Kociewia i chyba im się podobało.

My za to znów szykujemy się do rocznicowej trasy rowerowej. W ubiegłym roku jednego dnia przejechaliśmy 92 km i to ciągle jest mój życiowy rekord. Fajnie by było go kiedyś pobić.

Ostatnio kupiłam sobie spodenki z „pieluchą” – takie typowo rowerowe. Zawsze z uśmieszkiem spoglądałam na innych rowerzystów w takim wdzianku, ale wreszcie postanowiłam się przełamać. Dziwne uczucie, ale przyznam, że jednak ktoś to w miarę sensownie wymyślił, tylko trzeba sobie odpowiednio ustawić siodełko. W dupkę miękko, można jechać.

A Wy jak? Lubicie rowerowe przejażdżki?

 

14 thoughts on “Rowerem przez świat”

  1. Uwielbiam jazdę na rowerze. Też się przekonałam do odpowiednich wdzianek dla kolarzy, bo po kilku godzinach na siodełku już się nie zastanawiasz, jak wyglądasz w spodenkach z pieluchą, tylko doceniasz komfort jazdy. Oczywiście najważniejszy jest kask, bo chodzi o nasze bezpieczeństwo, a o to nikt za nas nie zadba. Co do upałów, to dla rannych ptaszków najlepsza pora na jeżdżenie to ranek, dla pracujących zostaje wieczór. Mnie również wciągnęło jeżdżenie, zaczynałam od zwykłych przejażdżek, a od kilku miesięcy próbuję sił na rowerze szosowym. W tym roku mam już prawie 3 tys. km na liczniku.

    1. Nieźle! Jestem pod wrażeniem Twoich kilometrów. Mnie szosowy rower na razie przynajmniej nie pociąga, ale kto wie, co będzie kiedyś. A kask musi być, nawet jak się jeździ po polnych drogach. 🙂

  2. wolę biegać albo pocić się na siłowni – po rowerze boli mnie dupsko – pewnie fotel byłby lepszy zamiast siodełka 🙂

  3. 20-30km. dziennie robimy, ale głównie po lesie albo gruntowych drogach więc całkiem inna jazda niż po asfalcie. Chwilami bardzo terenowa 🙂 Do spodenek z pieluchą chyba się nie przekonam. Już kask mi trudno zaakceptować. Na szczęście człowiek się dość szybko przyzwyczaja także do niewygód, a dupsko to w końcu część człowieka – musi się przyzwyczaić 🙂

    1. My też po asfalcie rzadko kiedy jeździmy. W zasadzie tylko wtedy, gdy przecina się z naszym szlakiem, a tak to zdecydowanie polne lub leśne drogi. 🙂

  4. Ja bardzo.Ale sama wiesz, że samemu po pierwsze się nie chce, po drugie w grupie raźniej… Nie mogę zmobilizować męża, który zaległ przy stoliku i klei te swoje modele. Tylko w 2017 skleił ponad 💯 modeli…. Pomału zaczyna brakować w mieszkaniu miejsca, już stoją trzy witryny z Ikei, jest jeszcze opcja porąbania szafy ubraniowej, bo w to miejsce zmieszczą się kolejne dwie…..
    Wracając do roweru….. Od dzieciństwa lubię. Sama nie miałam, starszy brat miał kolarkę i pamiętam, że kiedyś pojechał do Poznania, oczywiście nie na raz.
    A jeśli chodzi o Francuzów, to o i bardzo kochają kolarstwo. Kuzynka męża była kiedyś mistrzynią Francji w kolarstwie. Ja też wiele lat pasjonowałam się Tour de France. Dosłownie z palcem po mapie śledziłam trasę wyścigu, ale jak okazało się, że nawet Lance Armstrong się koksował, to mi przeszło. 😁

  5. Moj rower wisi w garażu i czeka az dojrzeję do decyzji użycia – narazie moje stawy mocno przeciw temu protestują.
    Za to kijki do nordic walking 3x w tygodniu w użyciu – Ewa (a nawet dwie Ewy) mocno mnie zmotywowała

  6. rower to zuuuło wcielona… ale każde zło trzeba czasem nawracać 😉
    raczej omijam szerokim łukiem po przejściach z przed kilku lat z zębami. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *