Słodka maruda w krótkich majtkach

Wczoraj byliśmy ze Sławkiem we Wrocławiu. To była bardzo wyczerpująca podróż, bo wyjechaliśmy wcześnie rano, a wróciliśmy wieczorem. Do przejechania było ponad tysiąc kilometrów. A mój mąż nie chce, by go zmieniać, bo twierdzi, że „za wolno jeżdżę”. Kłócić się nie będę z tą opinią, ale uparciuch jest potworny! Zresztą z nim tak jest, że jak sobie coś wbije do głowy, to wołami można wyciągać i próbować zmieniać. Nic nie pomoże. No, ale ja już do mojego uparciucha się przyzwyczaiłam i wiem, że nie ma co dyskutować po próżnicy, że trzeba innymi sposobami (o ile to jest akurat dla mnie ważne, bo jeżeli jest nieistotne, to sobie nawet głowy nie zawracam).

Kiedy odstawiliśmy Jajo na stancję, pojechaliśmy na śniadanie (Jajo miało w tym czasie pakować swoje rzeczy, nie myślcie, że zostawiliśmy je o suchym pysku, prowiant mieliśmy dowieźć). Sławek wygooglał jakieś miejsce, które spodobało mu się z nazwy. Traf chciał, że to było akurat w Sky Tower. Pojechaliśmy, choć już Sławek stwierdził, że to jednak nie był jego najlepszy pomysł (uwaga: rzadko spotykana autokrytyka!).

Troszkę się już zniechęcił, ale wchodzimy do wieżowca. Na początek nie zauważamy znaku, gdzie są toalety (a były zaraz na prawo od wejścia!) i robimy niezłe kółeczko po próżnicy.

– Nic tu nie mają oznaczone – stwierdza Sławek, a kiedy wreszcie zauważamy oznaczenia, to dodaje, że kiepsko widoczne (wymalowane, jak dla cielaka gapiącego się we wrota!).

Potem szukamy restauracji o pięknie brzmiącej nazwie, która uwiodła Sławka. Jest interaktywny plan. Podchodzimy. A tu wyświetla się nam reklama jednej z sieciówek. Mój mąż macha ręką i coś mruczy pod nosem. Chce odejść.

– Trzeba dotknąć – mówię. Śmieje się pod nosem i oczywiście dalej krytykuje.

– Gdzie tu klawiatura?

– Nie ma, trzeba dotknąć konkretnej nazwy – mówię i mu pokazuję, a on znów się rechocze i stwierdza, że wszystko tu kiepsko oznaczone. No, uparł się!

Po znalezieniu tego cudownego miejsca okazuje się, że nie ma wolnego stolika. Idziemy więc do sieciówki, której reklama nam się na planie wyświetliła. Sławek marudzi. Śmieje się, ale cały czas mruczy coś pod nosem. A ja chichram się z niego, bo mam wrażenie, że idzie koło mnie mały chłopczyk. Wystarczy tylko dać krótkie majtki i jajka ogolić (jak to moja mama zawsze mówiła).

Miewacie czasami obok siebie takie słodkie marudy?

19 thoughts on “Słodka maruda w krótkich majtkach”

  1. Zobaczysz za paręnaście lat…. Faceci się okropnie starzeją 😁Już czasem chcę się odezwać i rzucić komentarz, ale mądrość kobieca mnie powstrzymuje…. Bo i po co, jak to Nick nie zmieni, niech myśli, że ZAWSZE ma rację….. A ja i tak swoje wiem, i nie ma kwasu.

  2. O M.B.Cz. święty Człowiek, ten Małż, że pozwolił takie straszne rzeczy o sobie opublikować 😉 😉 😉

  3. Taaaa…. Mój mąż tak mawia o swoich “niedociumanych” podwładnych . Ale faceci mówią że to my mamy PMS i inne zespoły – szkoda że siebie nie widzą 🙂

  4. Pani Aniu! Myślałam, że to tylko ja mam taki “egzemplarz”. 😁 Ciągle mu powtarzam: “Marudzisz gorzej niż baba!” Ha, ha. 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *