Chaty kociewskie

Kiedy piszę ten post, ledwo ruszam palcami, choć akurat górna część ciała jest i tak w lepszej formie niż ta dolna.

Wczoraj zrobiliśmy sobie całkiem niezłą wycieczkę rowerową. Sławek zaplanował ją kilka dni wcześniej, kupił bilety na pociąg, bo mieliśmy dojechać do Łęgu, a stamtąd rowerami przez Złe Mięso, Długie i Ocypel do domu. A pogoda była w kratkę, więc to dodawało smaczku.

Kiedy obudziłam się około siódmej w niedzielę i słyszałam, jak deszcz łomocze w szyby, zwątpiłam, czy wyruszymy.

– Pada – mówię do Sławka. – Chyba nie pojedziemy. (Bo pociąg mieliśmy o dziewiątej).

– Wypada się – odpowiada, a ja sprawdzam w telefonie prognozę pogody. Wypada się dopiero po czternastej. Mówię więc to swojemu mądremu mężowi, a on do mnie, żebym wybrała bardziej optymistyczną wersję prognozy pogody na dzisiaj.

Aha, myślę. Takie buty. Przejrzał internet i znalazł taką prognozę, która odpowiadała jego oczekiwaniom. Przyznam, że jest to jakiś sposób na zapewnienie sobie lepszego samopoczucia.

Kiedy wysiedliśmy z pociągu w Łęgu, lunęło jak z cebra. Dobrze, że na peronie było się gdzie schować przed deszczem. Odczekaliśmy z pół godziny i ruszyliśmy w trasę. Były podczas niej momenty kryzysowe, bo jechaliśmy do wsi Długie i chyba ze cztery kilometry droga była piaszczysta. Istna pustynia. Po obu stronach pobocza las, a środkiem piaskownica. Ciężko było, oj ciężko. A my jeszcze musieliśmy tą samą drogą wrócić.

Za to Długie mnie zaskoczyło. Mała wioska z drewnianymi chatami, odnowionymi, dobrze utrzymanymi. Wszędzie drewniane płoty ze sztachet, jak do drzewiej bywało. Miałam wrażenie, że jesteśmy w skansenie. Pięknie.

Na trasie co jakiś czas takie dawne kociewskie chaty spotykaliśmy. Uwielbiam takie klimaty, więc oko się cieszyło.

Przejechaliśmy około 60 km. Po zejściu z roweru czułam się kowboj po rodeo. I chodem pokraki dotarłam do łóżka. Jak padłam, tak leżę. Zbieram siły.

A jak Wasz weekend? Udany?

16 thoughts on “Chaty kociewskie”

  1. Wspaniała wyprawa! I dobrze, że nie było upału! Dopiero byłoby ciężko! A takie widoki uwielbiam. Chociaż ja pieszo.
    Moja niedziela nudna – w porównaniu z Waszą! Padało, wiało,zimno. Poczytałam, porobótkowałam i dzień uciekł! 😀

  2. Ja ledwo żyje z objedzenia. Jana było, a że tata Jan to biesiada trwała cały weekend. Pychotki same, więc o diecie nie było mowy. To teraz cierp ciało, jak chciało. w tym tygodniu planuję długie spacery. Przy mojej kondycji to już wyczyn.

  3. Zazdroszczę Wam tej pasji, pewnie wszędzie można znaleźć takie perełki, wystarczy tylko chcieć…..
    Niestety, mój mąż ma taką pasję, która trzyma go przy stole, a samej to jakoś dziko…..
    No i te zdjęcia Sławka…… Piękne. ♥️

    1. To prawda, że samodzielne przejażdżki nie są takie fajne. We dwójkę raźniej. Lubię wyprawy rowerowe, bo głowa niesamowicie wtedy odpoczywa.

  4. Pierwszy wakacyjny weekend bardzo udany. Podejrzewam, że Sławek cykał milion zdjęć podczas waszej wyprawy. Pochwalisz się perełkami? Uwielbiam zdjęcia Twojego Męża.

  5. WOW! Podziwiam że pojechaliście w taką niepewną pogodę rowerami. Co do mojego weekendu, to owszem, był wesoły i rodzinny, bo wyprawialiśmy najmłodszemu synusiowi już 3 urodzinki 🙂 Pozdrawiam.

    1. Nie bardzo wierzyłam, że się nam uda pomiędzy jednym deszczem a drugim, ale wzięliśmy ręcznik i ubrania na przebranie na wszelki wypadek. Na szczęście nie były potrzebne.

  6. U nas weekend dopiero sie zaczyna
    Ja zostałam przegoniona dziś po plaży (bez roweru) 3 km w jedną strone a potem powrót a to wszystko po 8 godz pracy. Co prawda przy Twoim wyczynie to jest pikuś i to mnie pociesza!
    Co prawda moj mężuś ostro nastawia sie na kajakowanie co mnie troszke przeraża czy nie przekształci sie to w takie jak Twoje wyczyny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *