Bez przytulania żyć nie można!

Lubicie się przytulać? Bo ja bardzo! Przytulanie jest mi potrzebne jak powietrze. Nie umiałabym bez niego żyć.

Ostatnio przeczytałam zacytowane gdzieś słowa amerykańskiej psychoterapeutki Virginii Satir: „By przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu. By się rozwijać – dwunastu”. I ja dokładnie tak odczuwam, bez „głasków” życie nie miałoby sensu. Nutuś pewnie też jest tego zdania. Walczy więc dzielnie o życie i domaga się przytulania i głaskania. Rozumiemy się bez słów i bez miauczenia.

Ja o swoją porcję przytulania oczywiście też dzielnie „walczę” i nie odpuszczam Sławkowi ani jednego dnia. Jaju już trochę odpuściłam, bo wiadomo, teraz woli się przytulać do kogo innego, ponadto jest daleko i rzadko przyjeżdża do domu. Życie. A kiedyś to był największy przytulas, jakiego znam. (Ma to chyba po mamusi.)

Nie lubię natomiast, gdy dotyka mnie ktoś obcy. Nie lubię, gdy ktoś przekracza moją osobistą strefę. Tu mówię stop. Jeżeli przytulanie, to tylko wybranych osób. Czuję dyskomfort, gdy jest tłok w autobusie i ktoś się na mnie tłoczy. Odruchowo zapalam w głowie wszystkie lampki i jestem czujna. Na co? W sumie nie wiem. Wiem natomiast, że nie lubię dotyku obcych. Najpierw trzeba człowieka oswoić, a potem dopiero przytulać. Odwrotnej wersji nie przyjmuję do wiadomości. Żadnego poklepywania po ramieniu obcych, obejmowania, dotykania.

Za to bez przytulania bliskich osób żyć nie umiem. A Wy? Lubicie się przytulać, czy raczej wolicie, żeby Was nie dotykano?

 

32 thoughts on “Bez przytulania żyć nie można!”

  1. Od dziecka jestem “panna niedotykalska”. Jako dziecko zawsze zsuwałam się z kolan, uciekałam w kąt, nie znosiłam całusków, a karą największą było dla mnie kiedy jechało się gdzieś w gości i musiałam spać w tym samym łóżku z np. mamą, czy babcią. Zawsze był to dla mnie dyskomfort. Dla porównania, moja młodsza siostra, jeszcze w szkole podstawowej żądała od mamy żeby się przynajmniej z nią położyła do czasu aż ona zaśnie.

    Z czasem dorosłam i te wszystkie rodzinne przytulania, kiedy się zjawia jakaś ciocia 5 lat nie widziana, już mi tak nie przeszkadzają. Kurtuazyjne przywitanie i pożegnanie nie wywiera już na mnie presji, kiedyś (ze 20 lat temu) było przymusem i karą.

    Spontaniczne przytulanie zdarz mi się niebywale rzadko i jest mocno zarezerwowane dla wąskiego grona osób. Właściwie obecnie w tym gronie jest tylko Młody i to chyba bardziej ze względu na to, że on jest przytulakiem, a nie, że mnie tego potrzeba.

    Co do tłumu, bywa, że nie raz zbyt duży tłok prawie mnie “boli”, ale są dni kiedy potrafię się idealnie wyizolować i mi tłum nie przeszkadza, o ile… nie trafi się w nim jakiś zapach nadmierny. No co ja tu tłumaczyć ci będę – sama wiesz jak jest latem w autobusie – no i to jest dla mnie nie do zniesienia. W salach gdzie jest sporo osób, tez zawsze staram się znaleźć miejsce gdzie potencjalnie będzie największy przepływ powietrza i najmniej zapachów będzie dochodzić.

    1. Mój mąż jest taki. Jego mama opowiadała, że nie lubił się przytulać, od razu uciekał. Na szczęście przede mną nie ucieka. 🙂

  2. Ja w zasadzie nigdy nie lubiłam być przytulana, nawet całusy cioć ocierałam z czoła ostentacyjnie i z odrazą., co wywoływało konsternacje w kręgach rodzinnych więc nazywano mnie “iż” czyli w rodzinnej gwarze wściekły jeż.

    1. Takie całusy ciotek i babć nie są fajne, też nie lubię. Za to męża i córkę mogłabym przytulać 24 na dobę. Córka już się nie daje, mąż na szczęście “cierpi” w milczeniu. 🙂

  3. Coś jest w tym co piszesz przecież ” jak powiedział lis w Małym Księciu – „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”. Nie pozwalamy na przytulanie, przekraczanie granicy ludziom, których nie oswoiliśmy. Nie ma więzi nie ma tulasów, dotykania, zbliżania. U nas w rodzinie same przytulaki, a już największy to mój syn. On rano wyrabia normę przytulaniową na najbliższy tydzień, a moja córka przychodzi po szkole i mówi, ze ma niską energię przytulaniową 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Aż się uśmiechnęłam. Takie “przytulaki” są fantastyczne. Trzeba korzystać, bo jak dorosną, to będą wolały przytulać się do kogo innego. 🙂

  4. Mnie też trzeba oswoić. Z tymi najbliższymi chętnie się przytulam choć syn teraz jest bardzo nieprzytulaśny. Najbardziej lubię się wtulić w plecy mamy i czuć się dzieckiem.

  5. Ostatnio właśnie czytałam w jakiś badaniach psychologicznych, że aby przytulanie przynosiło jak największe korzyści musi trwać minimum 12 sekund. Można powiedzieć, że to niewiele – ale jest bardzo potrzebne każdemu. Ogólnie sama czynność przytulania daje człowiekowi ogrom korzyści – obniża poziom ciśnienia krwi, redukuje poziom stresu. I po prostu, najzwyczajniej na świecie – jest przyjemne.

  6. Problem pojawia się, jeśli nie trawisz przytulania bliskiej osoby (z typu: rodziny się nie wybiera) a ona wręcz przeciwnie. Mimo bliskiego pokrewieństwa czułam się wówczas molestowana. Teraz karma do mnie wraca, bo inna najbliższa osoba niekoniecznie lubi się przytulać. Nie tylko do mnie, tak w ogóle.
    Tak zasadniczo to nie lubię być dotykana, więc nie trawię zjazdów rodzinnych, gdzie na dzieńdowidzenia z każdym się trzeba obcałować. Dlatego też mimo, że znam podstawowe zasady savoir- vivre’u nigdy nie wyciągam pierwsza dłoni, więc nie czuję się urażona, jeśli to mężczyzna wyciąga dłoń na powitanie. Wolę męskie podanie ręki niż babskie powitalne/pożegnalne całuski.
    Czasami u lekarza mam problem, bo wiem, że on musi dotykać, żeby zbadać. Dlatego jestem wierna tym lekarzom, którzy muszą dotykać mnie bardziej niż inni.

    1. Też z tego względu nie lubię zmieniać lekarzy. A z rodziną to faktycznie tak jest, nie każde przytulenie jest mile widziane.

  7. Przytulam Młodego kilka-kilkanaście razy dziennie, odruchowo, mocno i długo, a na koniec buziak w czółko, słowo ‘kocham’ też bardzo często słyszy. Młody jest pewny siebie i otwarty na świat. Teściowa powiedziała mi, że dzieci, którym często okazuje się uczucia, są bardziej rezolutne i śmielej idą przez życie.
    I coś w tym musi być, moja znajoma stosuje wobec córki tzw. ‘zimny wychów’, Młoda jest zamknięta w sobie, bywa agresywna i nieposłuszna.
    Reasumując, przytulajmy swoje pociechy i siebie nawzajem:)
    Pozdrawiam.

  8. Ponoc jestem najlepszą ciotką bo sie nie garne do przytulania młodego tudziesz całowania. Wystarcza mu zainteresowanie ciotki oraz wspólne działania.
    Ogólnie jestem przytulaśna ale szanuje to źe nie każdy to lubi.
    Tłoku w autobusie ani wielkich spędów nie cierpię dlatego nie zdarzyło mi sie np spędzać Sylwestra na wrocławskim rynku

    1. Nastolatki nie bardzo lubią przytulania. Trzeba to szanować. Najgorsze są takie ciotki, które ściskają na siłę.

  9. Jasne, że lubię. Przede wszystkim z bliskimi, co zdarza mi się nagminnie. Jeśli chodzi o obcych, różnie bywa. Jakoś latami zmniejszałam te granice. Nie rzucam się na ludzi na mieście 😀 ale potrafię przytulić się do osoby, którą widzę pierwszy raz w życiu, co zdarzyło mi się ostatnio. A tak naprawdę od przytulenia zaczął się mój obecny związek, ale to już zupełnie inna historia… 🙂

  10. To we Włoszech byś musiała przywyknąć, że nagle , zupełnie z zaskoczenia , obcy ludzie Cię ściskają przytulają i całują, ot temperament południowców …. A jeden z moich kotów nie znosi głaskania 🙂 za to drugi jest namolny do bólu

  11. Kiedyś gdzieś czytałam że wystarczy tylko 15 sekund dziennie przytulenia i człowiek wtedy jest szczęśliwy 🙂 Ja też jest taką przytulanką ale tylko wśród swoich, a jak nie ma przytulenia to humor od razu gorszy i życie jakieś takie smutniejsze 🙂

  12. Uwielbiam się przytulać i być przytulaną(ale tylko przez męża i dzieci)Z mężem tulimy się do siebie dziesiątki razy w ciągu dnia.Praktycznie jest tak już odkąd jesteśmy razem…..czyli od 24 lat.Uwielbiam być również miziana po dłoniach,w zgięciach rąk i pod kolanami.I po stopach!!!To chyba najbardziej 🙂

    1. U mnie po miznieciu zgięcia rąk można dostać nie tylko opeer ale to trauma poszpitalna i odruch niezależny. Pozatym przytulajmy sie!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *