Chleb z mąki żołędziowej?

Pisałam jakiś czas temu opowiadanie o chlebie i szukałam informacji na ten temat. Natknęłam się na różne ciekawostki, ale przyznam, że najbardziej zainteresował mnie chleb w czasie wojny. W ogóle to, co ludzie jedli w tym czasie, szokuje i czasami wręcz wydaje się nie do wyobrażenia. Psy, koty, konie, gołębie, wrony… Wszystko mogło stać się wkładką mięsną. Zresztą kiedyś pisałam na blogu o tym, co opowiadał nam dziadek, że w czasie wojny razem ze swoimi współtowarzyszami niedoli zjedli grubego jamnika należącego do Niemca, u którego pracowali. Nie pożarli go w całości, oszczędzali. Część mięsa obtoczyli dokładnie w popiele i zakopali, by wystarczyło na dłużej. Dziadek twierdził, że żadne inne mięso mu nigdy nie smakowało tak jak ten jamnik.

Wiadomo, kiedy jest prawdziwy głód, człowiek nie grymasi.

Podobno chleb przysługujący na kartki w czasie wojny bardziej przypominał węgiel niż puszysty bochenek. Był gliniasty i gorzki, a przez to, że żołądek protestował przeciwko niemu, nazywano go „dźwiękowcem”.

Oczywiście w czasie wojny brakowało mąki, więc trzeba było ją czymś zastąpić. Niektóre rzeczy bardzo mnie zaskoczyły. Wiedzieliście, że ścierano brzozową korę albo robiono ją z żołędzi lub z perzu? To, że żołędzie wykorzystywano jako produkt zastępujący kawę, to jakby oczywistość. W niejednym źródle historycznym o tym się wspomina. Ale mąka na chleb lub podpłomyki?

Zresztą biedni Polacy już dużo wcześniej potrafili „rozmnażać” drogą kawę przy pomocy palonego bobu lub innych składników.

Jest taka książka „Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania” i przyznam, że mam na nią ochotę. Czytaliście, polecacie? Lubię takie ciekawostki i chyba przy jakiejś okazji kupię sobie tę pozycję. Kto ma?

10 thoughts on “Chleb z mąki żołędziowej?”

  1. Rzeczonej książki nie czytałam, ale zainteresowałaś mnie. Natomiast o mące z kory brzozowej czytałam. Była taka lektura szkolna, “Gruby”, nazwiska autora nie pomnę. W każdym razie tytułowy bohater zanim został gruby cierpiał głód. Nie wiem, czy na Syberii byli czy gdzie ale jeść nie mieli co i nawet chleb z mąki z kory brzozowej był rarytasem.
    Co do kawy żołędziowej to chyba jeszcze można coś takiego nabyć. Mąka w sumie też by mnie nie zdziwiła, skoro jest kasztanowa 😉

    1. Mąka podobno jest, bo z niej można sobie teraz przyrządzić taką kawę. Czytałam chyba na jakimś blogu, bo dziewczyna robiła eksperyment.

    1. Czasami można kupić dobry. U nas jest taki Festiwal Kociewskich Smaków i kilka razy był na nich pan, który miał tak pyszny chleb, że można było jeść sam. Niestety już nie przyjeżdża, może mu się nie opłacało. 🙁

  2. Ale to wszystko ciekawe!
    A pod kobiecą sztuką przetrwania pewnie się kryje jeszcze więcej ciekawostek. Zapisuję tytuł, żeby nie zapomnieć.

  3. Uwielbiam domowy chleb, ale wiem, z opowiadań, że ten z dodatkiem mąki żołędziowej nie smakował rewelacyjnie :(( ale wiadomo, że wtedy ludzie wybór mieli niewielki a wola przetrwania była wielka

  4. Zaciekawiłaś mnie tą książką. Muszę poszukać. W części mojej odziny z jedzeniem w czasie wojny do pewnego momentu nie było tragicznie. Babcia mieszkała na wsi a tam o jedzenie było nieco łatwiej niż w mieście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *