Za miliony!

U nas w domu szpital. Ja chora, Sławek chory, tylko Nutuś z babcią w pełnej formie. Babcia oczywiście nie może się pogodzić z faktem, że nie jest najbardziej chorym członkiem rodziny. Przecież wiadomo, że nikt nie ma gorzej niż ona, więc jak możemy kasłać, smarkać i chrypieć?

Mnie przechodzi, wychodzę na prostą, za to Sławka położyło na łopatki. Ma gorączkę, gile po pachy i chrypi strasznie.

– Jesteś rozpalony – mówię i oczywiście proponuję coś na zbicie, ale odmawia. – Weź tabletkę.

– Nie, organizm musi sam to zwalczyć.

– Ale może masz za wysoką temperaturę, jesteś jak piecyk – przekonuję, choć i tak wiem, że to nie ma sensu, bo jak chłop się zaprze, to nie ma mocnych na niego.

– Jest trzydzieści osiem i trzy – odpowiada, a ja ze zdziwieniem spoglądam, bo nie zauważyłam termometru.

– I trzy? – dziwię się niezwykłej precyzji. – Skąd wiesz?

– Bo mój wewnętrzny termometr mi powiedział.

Patrzę na niego z jeszcze większym niedowierzaniem. Bo może mu ten wewnętrzny głos jednak przemówi do rozsądku i każe wziąć aspirynę na noc. No, ale widać, że jednak głos przemówił, podał pomiar temperatury i zamilkł.

A wokół wszyscy śmieją się z facetów, że jak chorują, to od razu umierają, że wystarczy skaleczenie palca, a ranny wije się w bólu niczym bohater wojenny. A mój chłop nie! Dzielnie cierpi w milczeniu. W dodatku niczego nie chce, nie domaga się, o nic nie prosi, nie oddziałuje na moje poczucie winy, nie wzbudza litości. Nic. Po prostu bohater. O, przepraszam, o jedną rzecz poprosił. O krople do nosa! Okazało się, że organizm sam nie może odetkać nosa.

A Wasze połówki jak chorują? W milczeniu? Czy może cierpią wtedy za miliony?

20 thoughts on “Za miliony!”

  1. Moja połówka zasmarkana chodzi do pracy, na ból kręgosłupa bierze tabletki i… chodzi do pracy.
    Sam z siebie nie narzeka prosi tylko o podanie odpowiednich leków i jak tylko jest lepiej od razu je odstawia – na nic tłumaczenie, że antybiotyk trzeba wybrac do końca. Za to jak juz choruje to tak że nikt nie wie jak go leczyc bo zawsze nietypowo – dr House potrzebny

    1. No, to podobnie jak mój. Też chodzi do pracy. A o antybiotyku nawet nie ma mowy, bo przecież organizm sam ze wszystkim musi sobie poradzić.

  2. Aniu,proponuję miksturę:sok z cytryny,starty imbir,miód i kurkuma.Można z letnią wodą przegotowaną lub bez zażywać.Życzę zdrowiai i pozdrawiam Was ciepło,Zosia.

  3. Moja druga połówka to bardzo ,bardzo odporny czlowiek na ból może dlatego ,że dużo go doświadczył w swoim życiu. To ja muszę trzymać rękę na pulsie.Jak dotąd grypa nas ominęła. Profilaktycznie pijemy wodę z cytryną miodem i imbirem.Aniu życzę Tobie i Twoim bliskim zdrowia
    .😍❤

  4. U nas też szpital, wszyscy chorzy. Obecnie najgorzej czuję się ja – trzy ostre stany zapalne: ucha, zatok i gardła. Organizm nie walczy, temperatura 35,5. Mój mężulek jak się rozchoruje to typowy facet – umierający.

  5. Nie do wiary – ale masz dzielnego męża.
    Mój jak chory to cały świat zastyga w przerażeniu … co to dalej będzie. Umrze czy wyzdrowieje ?? Koszmar 🙁

    1. Ha, ha 🙂 Mój jest dzielny, ale mnie wkurza, bo nie chce żadnej pomocy. A już o lekarzu nie wspomnę.

  6. … Napar z kwiatów bzu czarnego 🙂 z imbirem, z cytryną i miodem jeśli lubi i może miód, lub z syropem (najlepszy byłby z kwiatów bzu czarnego) … to jest siła na chorowitki 🙂 … u mnie Matka Rodzicielka marudzi widocznie i za siebie i za Twojego Sławka 😉 – więc równowaga w przyrodzie jest zachowana 🙂

    1. Pijemy! W tym roku się zabezpieczyłam. Mamy kwiaty suszone, mamy też syropy i z kwiatów, i z owoców, i z mniszka, i pędów sosny! Wszystkim tym się faszerujemy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *