Gdy odchodzą mali przyjaciele…

Pamiętacie Nutelkę, kotkę moich rodziców? Podczas ostatniej wizyty u nas nasikała Nutusiowi w jego legowisko. Obsikała też Sławka sweter. Wszyscy wtedy oczywiście na nią się wściekali. Mówiliśmy, że pobiła szczyt bezczelności. Chamstwo nad chamstwem przyjechać w gości, przejąć całe terytorium i ostatni przyczółek Nutusia oszczać.

Okazuje się, że spotkała ją kara. Najokrutniejsza z możliwych. Kotka ma chore nerki, jest umierająca. Nie waży już chyba nawet kilogram. Wygląda tak, jakby umierała z głodu. Nic nie je, niewiele pije. Jest strasznie odwodniona. A mój tata myślał cały czas, że ona tak z tęsknoty za Nutusiem i nie poszedł z nią do weterynarza. Bo przecież na miłość nie ma lekarstwa! Jestem w stanie to zrozumieć tylko dlatego, że wiem, że ma wiele innych problemów. Chociaż to zrozumienie i tak przychodzi mi z trudem.

Oczywiście zabrałam tatę z kotką do Nutusiowego weterynarza. Niestety nie miał dobrych wiadomości. Nawodnił kotkę, dał coś na wzmocnienie, jakieś lekarstwo na język. Dzisiaj ma mieć pobieraną krew. U lekarza okazało się, że kotkę wszystko boli. Tata tylko po prostu tego nie zauważył (?!). Weterynarz wiedział też, co trzeba dotknąć, co sprawdzić. Płakała strasznie. Przyznam, że serce krajało się w plasterki. Niestety na razie nie ma dobrych rokowań.

To mnie zawsze najbardziej przeraża w posiadaniu zwierząt. Żyją stosunkowo krótko. A człowiek się z nimi związuje emocjonalnie. I to jak bardzo! A potem zawsze trzeba być świadkiem ich śmierci. Nie chcę nawet myśleć o tym, że kiedyś zabraknie Nutusia. Toż to członek rodziny. Pełnoprawny!

Smutno!

38 thoughts on “Gdy odchodzą mali przyjaciele…”

  1. Oj tak, smutno! Pamiętam, jak szedłem ze swoją kotką ją uspać (nie było wyjścia). Płakałem w drodze do pracy, w pracy, po pracy… dopiero następnego dnia się uspokoiłem. Nutuś, póki żyje, puty radość! Tego się trzeba trzymać.

    1. To prawda. Z kotką rodziców pewnie też trzeba będzie tak zrobić, jeżeli badanie potwierdzi nerki. Moja mama to ciężko przeżyje, już jej tłumaczymy.

  2. Jak sobie przypomnę,jak ryczałam po każdym uśpionym psie….Do dzisiaj,gdy wspomnę te mordy kochane ,to łezka poleci.I obiecałam sobie-nigdy więcej psa!No i masz!Jest kolejny.Właśnie leży na kolanach.A raczej śpi jak suseł.Coś jej się śni bo wzdycha i uszami rusza. Przykra sprawa z Nutelką.Tata nie dopuszcza myśli,że jest chora-widocznie tak lepiej to znosi.Szkoda tej cholernicy…

    1. Pewnie, że szkoda. Wredne to było, ale dla nich najkochańsze na świecie. Boimy się o mamę, bo dla niej niewskazane są takie emocje.

  3. Mój piesek odszedł trzy lata temu.
    Też zaczęło sie od nerek, dużo pił (tłumaczyłam sobie, że mu gorąco, bo centralne), mało jadł (zawsze był niejadkiem), dużo sikał (bo dużo pije), potem przyplątało się już wszystko…
    Lekarz mi powiedział, że zwierzęta mają dużą tolerancję bólu i bardzo długo nie pokazują tego po sobie.
    Bardzo to przeżyłam, nie mogłam wychodzić z domu, bo zawsze chodziliśmy razem, w nocy słyszałam stuk pazurków po podłodze, doszłam do wniosku, że jednak nie mogę żyć bez psa…

    1. Aż mam ciarki na skórze. Straszne to jest. W dodatku taki zwierzaczek nie poskarży się i długo nie wiadomo, co mu jest. 🙁

  4. My pożegnaliśmy już wiele psów, bo zawsze były w naszym domu, ale ja jakoś tego nigdy nie przeżywałam, po prostu taka kolej rzeczy. Synowi też wytłumaczyliśmy, jak trzeba było uśpić naszego bernardyna, że Barka poszła do nieba i nie było płaczu 🙂

  5. Zawsze się serce kraja i zawsze obiecuję sobie, że kolejnego kota nie będzie. Po czym przynoszę do domu małą, puchatą kulkę i znowu się przywiązuję. Martwię się o syna, bo on kocha nasze koty. Oby żyły sto lat 🙂

      1. Oj przywiązuje sie człowiek do zwierzaków.
        Może trzeba pomyślec o przygarnieciu jakiegos kota dla Mamy….

          1. A to prawda Tacie trzeba ująć obowiązków, ale Mamie psychicznie może by pomogło przygarniecie jakiegos biedaka – czułaby sie potrzebna…

  6. Szkoda ,ale trzeba to jakiś przeżyć. Kiedyś mielismy kota Marcela ze schroniska byl cudowny no i zachorował nie bylo ratunku dla niego ratunku trzeba bylo upić bo strasznie się męczył .Wszyscy ryczelismy po stracie.

  7. Obie moje kotki tak chorowały. Bardzo często jest tak, że koty między innymi z powodu wysokobiałkowej karmy chorują na nerki. Początkowow choroba przebiega bezobjawowo, a “posikiwanie” właściciele tłumacza sobie buntem kota, obrażaniem się lub próbą zwrócenia uwagi. Jest to często pierwszy objaw. Stres związany z wyjazdem może przyspieszać rozwój choroby. Koty tak niestety mają.

    1. Nutelka wyjazdami do nas raczej się nie stresowała, ale fakt, że mogłoby być tak w drugą stron, bo nigdy nie chciała wracać do domu. Buntowała się. Może to przyspieszyło. Nie wiadomo.

      1. Z kotami to nie wiadomo czym się stresują i jak to manifestują. Ekscentryczne zwierzaki. Trzymam kciuki, żeby dobry weterynarz pomógł albo chociaż złagodził chorobę.

          1. A ona była wychowana z psem, więc jak została sama, to zaczęła się pewnie nudzić.

  8. Biedny kociak! Nam było mega smutno, kiedy nasza kotka razu pewnego wyszła z domu i nie wróciła. Od tego czasu minęły już 3 lata. 🙁 Jednak od około półtorej roku mamy nową kotkę. Jest całkiem inna niż tamta kotka. Ale to też nasz członek rodziny. Tak jak 2 papużki, które mamy od miesiąca 🙂

  9. Bardzo trudny i ciężki to czas. Zwierzęta jako członkowie rodzin, najukochańsze, najmilsze.
    W zeszłym roku samochód potrącił naszą ukochaną czarną Kotę – szła akurat na kolację, minęła się z mężem, do mnie już nie doszła. Tak trudno było… i nadal smutno.

  10. Oj, bardzo smutno 🙁 Gdyby koty tylko potrafiły mówić – one dużo pokazują ale jednak nie zawsze człowiek właściwie odczyta sygnały.. Też nie wyobrażam sobie że rudego Andrzeja kiedyś może zabraknie 🙁

  11. Smutno… Trzy noce i dni siedziałam przy klatce królika, który był,, jak mówią pies. Chodził za mną krok w krok . Niestety , tak cierpiał, że musiałam mu pomóc z ciężkim sercem , aż weterynarz musiał mnie wyciągnać z gabinetu . Mówię nigdy więcej zwierzyny ! I masz …. Sunia ze schroniska z nami 2 lata . Moje trzecie dziecko , mój cieñ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *