Jak obuchem w głowę

Premiera już za trzy dni! Jednak warto wiedzieć, że „Na dnie duszy” już jest! Ja co prawda jeszcze nie widziałam, ale powieść przed niedzielą powędrowała do księgarń. Empik już wysyła, Aros również. Mam nadzieję, że do mnie dzisiaj książki też dotrą, więc w środę będzie konkurs. Musi być, taka tradycja.

A ja przy okazji muszę się z Wami podzielić moimi innymi wrażeniami. Czasami bywa tak, że człowiek budzi się z jakąś odkrywczą myślą. Mnie też się to zdarza. Myśl ta dopadła mnie w najmniej oczekiwanym momencie, po prostu nagle trach w rozczochraną i już jest. Wymyśliłam, że napiszę coś w związku z Alzheimerem. I nie było tak, że główkowałam co. Po prostu od razu wiedziałam, kto ma być bohaterem, jaka forma i dla kogo. Wszystko spadło na mnie nieoczekiwanie. Iluminacja. Albo obuchem w łeb.

Tak mnie to dopadło, że trzy dni nie spałam, bo wszystko to kotłowało się w mojej rozczochranej. Nie byłam w stanie nic robić. Trzeba było więc usiąść i to napisać, bo nie mogłam się skupić na pisaniu innych rzeczy. Tłok w łepetynie się zrobił, a nowy pomysł łokciami się przepychał ku wyjściu.

Usiadłam więc i pisałam przez tydzień. Pisałam wszędzie. Jak miałam badanie krzywej cukrowej, to zabrałam laptopa do przychodni i przez dwie godziny tłukłam w klawiaturę jak szalona. Przez połowę opowiastki ryczałam jak bóbr. Ledwo więc widziałam, co jest na ekranie, ale to nieważne. Ważne, że wylatywało na zewnątrz. Potem przestałam ryczeć. I kiedy postawiłam ostatnią kropkę, poczułam, jakby wszystko ze mnie zeszło. Bach! Spadło! Ulga. Totalna ulga! Poczułam, jakbym oswoiła problem (choć on w ogóle nie zniknął!). Oswajałam go długo, bo to niełatwe, ale przyznam, że napisanie tego, co tłukło się we mnie, dało ukojenie.

Co z tym, co napisałam, będzie dalej, nie wiem. Nie chcę zdradzać pomysłu, bo na to przyjdzie czas.

Jedno jest jednak pewne. Pisanie pomaga mi radzić sobie z różnymi emocjami. Jest świetną autoterapią. To jak wywalanie z siebie tego, co zalega na dnie duszy… (mam nadzieję, że zauważyliście, jak zgrabnie nawiązałam do najnowszej powieści 🙂 ).

A Wy jakie macie sposoby na radzenie sobie z nagromadzeniem emocji? Krzyczycie, biegacie, malujecie, piszecie czy jeszcze co innego?

24 thoughts on “Jak obuchem w głowę”

  1. Ja, żeby rozładować napięcie gotuję albo sprzątam. Praca dobrze mi robi. Szczególnie taka, która przynosi jakiś wizualny efekt wow. A pomysły przychodzą mi do głowy tuż przed zaśnięciem albo w środku nocy, jak się obudzę. Rano najczęściej nic nie pamiętam 😉

    1. Ja dlatego mam przy łóżku długopis i notes, bo już wiem, że rano nic nie będę pamiętać. Zapisuję od razu, jak coś się w głowie zalęgnie. 🙂

  2. Ja ryczę.Ryczę jak nienormalna,gile wiszą mi do pasa.Łzy lecą same tak-że mogłabym zostać zawodową płaczką bądź zagrać w jakimś rzewnym melodramacie i dostałabym na bank Oscara 🙂

  3. Nie mam jednego sposobu na sytuacje sterowe. Zależy to zapewne od tego jak ważna, bolesna jest to dla mnie sprawa. Ale im ważniejsza, boleśniejsza tym głębiej tkwi i tym trudniej mi sobie z nią poradzić. Długo trawię, zmagam się “w sobie” z problemem… Dopiero kiedy mija największy ból, szok zaczynam o tym mówić. Ale nie z każdym, nie wszystko do dna… Bo nie umiem otworzyć się do końca. Zwłaszcza w sprawach dla mnie najważniejszych. Jeżeli po latach wracam do tego to raczej z przymrużeniem oka, kpiąco wręcz prześmiewczo. Bo to nadal gdzieś bardzo, bardzo głęboko we mnie tkwi i boli. Natomiast w sprawach przykrych, ale tak doraźnie, płytko – jak skaleczenie to zazwyczaj muszę to z siebie wyrzucić, przegadać (mniej elegancko: wypluć) i na ogół zapominam o nich bez żalu!

    1. To przegadanie jest ważne, mnie też pomaga. Najważniejsze, żeby z siebie wyrzucić te potworne bolączki, nie dusić w sobie.

    1. Wstrętne to było strasznie, ale pozwolono mi przepłukać wodą usta i potem mogłam pisać. Wynik mi wyszedł dobry, więc to chyba dlatego tak dzielnie zniosłam. 🙂

  4. Wychodzę na spacer… najlepiej do jak najdalej położonej kawiarni serwującej dobrą kawę. Wracam też piechotą.
    Gotuję to na co mam ochotę nie licząc się z tym czy inni też mają ochotę to jeść. Piekę trzymając się tych samych zasad co przy gotowaniu.
    Czytam/słucham Harry’ego Pottera lub książek równie wciągająco napisanych. Przed Harrym była to Saga o Ludziach Lodu 😉

  5. U mnie wszystkie problemy rozwiazuje dobra ksiazka. O wszystkim wtedy zapominam, wszystko odplywa gdzies daleko.Pozostaje tylko fabula ksiazki.A potem sprawa sie rozwiazuje i jest dobrze.

  6. Ja robię porzadek w garderobie. Po kolei każdą półkę przy okazji robię segregacje. Pomaga mi tez bardzo dobra ksiazka z gatunku wyciskacza łez. I jeszcze lampka dobrego wina i sterta ciuchow do prasowania.

    1. Porządki też mi pomagają w rozładowaniu emocji, to niezły sposób, bo człowiek zmęczy się, a i jeszcze efekty sprzątania widać. 🙂

  7. Każde emocje są inne i każde wymagają innych środków zaradczych… czasem jest to kilka godzin w terenie z plecakiem i aparatem; czasem jest to ze 3 kartony chusteczek wysmarkanych; czasem jest to niewidzące patrzenie w ścianę; czasem jest to bardzo głośna muzyka w słuchawkach; a czasem klawiatura.

  8. Moim sposobem na stres/nerwy jest pisanie- na tak zwanym nerwie pisałam najlepsze posty na blogu. Teraz z racji mniejszej ilości czasu ukojenie przynoszą mi książki i sen. Sen w sumie od zawsze był lekarstwem na całe zło.

    1. To podziwiam, że potrafisz spać w stresujących sytuacjach. Mnie się wtedy tak we łbie kotłuje, że nie jestem w stanie. 🙂

      1. Zasypiam wtedy piorunem i najczęściej nic mi się nie śni ( a sny normalnie mam codziennie i to takie, które doskonale pamiętam). Taki mój detoks. Organizm sam wie jak reseta strzelić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *