Czy naprawdę wszystko możemy?

Myślę, że każdy przynajmniej raz zastanawiał się nad relacjami w swojej rodzinie. Dla mnie jest to niezwykle ciekawe. Długo analizowałam układ pomiędzy moją babcią i mamą. Przyznam, że dla mnie to bardzo nietypowa relacja. Nie chciałabym się wdawać w szczegóły, bo sami rozumiecie, intymna sprawa. Zresztą znacie już trochę charakter babci, więc łatwo się domyślić, że idealnie nie było.

Jedna rzecz mnie zastanawia. Wielokrotnie powtarza się nam, że wszystko zawsze jest w naszych rękach. A ja myślę, że niekoniecznie tak jest. Kiedy przychodzimy na świat, to taszczymy już ze sobą cały bagaż doświadczeń przodków. Trudno nie wierzyć w to, że jeżeli dziadek przegrał cały majątek w karty, to nie ma to wpływu na losy jego wnuków. Inna sytuacja: kobieta wychodzi za mąż, rozwodzi się i całą nienawiść na byłego męża przelewa na dziecko. Myślicie, że jej wnuki nie odczują żadnych skutków takiej relacji? Nie ma szans. Okaleczone dziecko w przyszłości może być okaleczoną mamą. Mam jednak wrażenie, że negatywne skutki jakichś decyzji z przeszłości przodków w następnych pokoleniach wyhamowują. Nie są jak kula śnieżna. Chyba. A może to taka życzeniowa hipoteza?

„Na dnie duszy” – moja najnowsza powieść między innymi podejmuje problem relacji w rodzinie. To nurtowało mnie od lat. Przegadałam sporo godzin z psycholożką (Kamilo, dziękuję), bo starałam się zrozumieć i pewne rzeczy sobie poukładać. Mam nadzieję, że powieść Was też pobudzi do refleksji.

A jak myślicie? Waszym zdaniem też tak jest, że przychodzimy na świat z całkiem niezłym bagażem złych/dobrych decyzji naszych babek, prababek czy pradziadków?

19 thoughts on “Czy naprawdę wszystko możemy?”

  1. Bardzo ciekawy temat i chyba wiele by tu można pisać, bo z jednej strony każdy sam buduje swoje życie, ale z drugiej, to, że przyszedł na świat w takiej, a nie innej rodzinie, na pewno ma duży wpływ.

  2. Myślę, że jednak przychodzimy czyści jak biała karteczka. Tylko, że zapisywanie na niej zaczyna się niemal natychmiast i to nie naszymi rękoma, a rękoma najbliższych. Oni nam przekazują swój punkt widzenia, swoje doświadczenia itd. Dzieci, które zostały po narodzeniu podmienione, opuszczone itp. w dorosłości częściej jednak powielają schematy rodziny, w której się wychowały niż biologicznej. Ale zgadzam się, że przeszłość ma kolosalny wpływ na teraźniejszość. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wielki!

    1. O to mi właśnie chodzi, że ten bagaż przekazują nam rodzice. Nie mamy na to wpływu, a oni też robią to zupełnie nieświadomie.

      1. Chyba niezupełnie czystą kartką jestesmy z jakas częścią charakteru, osobowości sie rodzimy. Oczywiscie potem maja na nas wpływ okolicznosci ale…

  3. Ja jednak myślę e przychodząc na ten świat mamy możliwość wyboru rodziców by zrealizować plan . Przychodzimy tu świadomie by się rozwijać duchowo . Mamy anioła stróża który nam pomaga przetrwać tą chwile w wieczności . Sam jasnowidz Jackowski twierdzi iż mamy zapisane co się w naszym życiu wydarzy . Kiedyś znajomej powiedział , widząc jej syna przez chwilę żeby uważała na niego , gdyż ma wrażenie że w przyszłości zabije kogoś . Życie tu na ziemi jest chwilą , sprawdzianem naszej duchowości i miłości . To co dajemy innym pokazuje kim jesteśmy . Nie chcę za bardzo tego tematu rozwijać . Podsumowując , przyjmujemy bagaż przodków , bagaż zadań które musimy przerobić i bagaż poprzednich wcieleń . Dodam że jestem katolikiem i staram się być wierzącym katolikiem . Pozdrawiam .

    1. To już chyba zależy od tego, w co wierzymy i jakie mamy poglądy. Dla egzystencjalisty niewierzącego w Boga chyba to wygląda inaczej. A “przeznaczenie” jest czasami dobrą wymówką, jak się coś wydarzy nie po naszej myśli. Temat jest pewnie jeszcze bardziej skomplikowany. 🙂

  4. Moja babcia całe życie mówiła, że ma najgorszego męża z możliwych. Nie bardzo się nad tym zastanawiałam, choć ona 18 lat młodsza, dziadek ani piękny, ani bogaty. Ostatnio, w ataku demencji, wyszło na jaw, że dziadek ją po prostu zgwałcił… Nie wiem, czy to ksiądz jakiś ją “przekonał” do ślubu, nie mam pojęcia. Sytuacja była bardzo nieciekawa, babcia była sama, daleko od rodziny, pierwsze lata po wojnie. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak jej było ciężko. W dodatku mieli potem siedmioro dzieci w ciągu ośmiu lat!
    Wolałabym, żeby to się nigdy nie zdarzyło, ale wtedy nie byłoby mojej mamy, ani mnie samej. Tak wyszło. Ciężko żyć z taką świadomością i na pewno lepiej zapomnieć, o ile to możliwe.
    Na pewno rozgoryczenie babci w jakiś sposób na nas wszystkich wpłynęło…

  5. tak, ale ten bagaż to nie ich czyny, a to co przekazały swoim dzieciom, nawyki, przekonania, i przede wszystkim stereotypy… i tak, mamy wolną wolę, możemy się z tego wszystkiego wyrwać i oderwać… tylko jest to trudne, bo po pierwsze najpierw musimy zdać sobie sprawę, że nie musi być jak jest i że może być inaczej, po drugie – musimy zidentyfikować wielopokoleniowe i społeczne schematy jakie były przekazywane oraz rozpatrzeć je czy ich chcemy u siebie czy lepiej jest się ich pozbyć, w końcu po trzecie – zastępowanie schematów uznanych za zbędne i zastępowanie ich nowymi.

    To jacy byli nasi dziadkowie jest za to idealną wymówką żeby nie robić nic z własnym życiem – owszem, pewne skłonności dziedziczymy, ale poza tym, mamy możliwość kreacji, jeśli będziemy potrafili się wyrwać poza schematy przyswojone w pierwszych latach naszego życia, bo są one najgłębiej osadzone i najmniej dostępne naszej świadomość, acz można je odkopać i zmienić (czy to jest proste? ciężko określić, na pewno u każdego jest indywidualny proces i indywidualna siłą działania).

    1. Zgadzam się z tobą! Właśnie obserwując swoją rodzinę zdecydowałam, czego w życiu na pewno nie chcę i czego nie pozwolę sobie zrobić. Ewentualnie bałam się, że nieświadomie powtórzę jakieś zachowanie, albo wybór, mamy, ale na szczęście tak się nie stało.
      Sama nie jestem idealną mamą, cóż, moja była za bardzo zajęta problemami z mężem alkoholikiem żeby zajmować się nami. Na szczęście byli dziadkowie (ze strony ojca), którzy prezentowali zupełnie normalny wzór dla nas. Przydałby się jakiś psycholog… 😉

      1. To prawda, tylko to uświadomienie sobie tego wszystkiego chyba zawsze jest najtrudniejsze. Czasami potrzebny jest dobry psycholog, żeby to wszystko wyprostować. 🙂

        1. pewnie tak, w końcu psycholodzy tez z czegoś muszą żyć, ale z drugiej strony… to bardzo młody zawód jest, a i to początkowo dla elit bardziej był niz dla mas 🙂
          Żeby nie było – nie neguję, są problemy, których samemu się nei przskoczy, czy choroby, ale takie nawet ogromne zmagania dnia codziennego, często jesteśmy w stanie sami przejść… jedyny z tym problem, że wszystko chcemy mieć już i natychmiast (pełną wiedzę i pełną samokontrolę), a tego się nie da… ani z psychologiem, ani z psychiatrą, ani samem… no może z “kołczem”… ale ci ostatni to dla mnie ściema jest, i droga na skróty… gdyż to, że jednej osobie coś się udało wedle określonego wzoru postępowania, w cale nie znaczy, że dla innej osoby ten sam wzór się sprawdzi… choć owszem, jest to prawdopodobne, ale … rachunek prawdopodobieństwa, to nie pewność 🙂 🙂

          1. W tych ostatnich też nie wierzę, ale w dobrych psychologów i terapeutów już tak. Znam wiele osób, którym dobra terapia pomogła. Czasami po prostu człowiek potrzebuje takiego wsparcia.

          2. Bardzo czesto tez żeby zrozumiec własne decyzje trzeba spojrzec na własne życie z dystansu i uświadomic sobie jakie zdarzenia miały na te decyzje wpływ…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *