Fitness, ja i Schopenhauer

Fitness, ja i Schopenhauer

Wczoraj był dzień fitnessu. I oczywiście filozoficznych przemyśleń. A że czułam się jak śnięta ryba (ciśnienie miałam jak umarlak po dość długim leżakowaniu), więc proces myślowy przebiegał w bardzo zwolnionym tempie. W ogóle stwierdzam, że podczas ćwiczeń coś mi się w czaszce wydziela i jakoś tak ogłupiająco działa. Za chwilę instruktor pomyśli, że wariata maWięcej oFitness, ja i Schopenhauer[…]