Potargowe emocje

Potargowe emocje

Wróciłam z Warszawy. Było tyle emocji, że nie jestem w stanie ich wszystkich opisać. Muszę ochłonąć, więc dzisiaj jestem tylko po to, by dać znak, że żyję. Było mnóstwo spotkań. Z autorami, wydawcami, blogerami i czytelnikami. Sławek w tym roku zaszalał, bo to on głównie kupował książki i zbierał autografy. Ważne, że też jest zadowolony.Więcej oPotargowe emocje[…]

Zgubione jezioro

Zgubione jezioro

Pewnie nieraz już pisałam o tym, że uwielbiam rowerowe wędrówki z moim mężem. Pomimo że  mamy całe multum różnych kłopotów, które chyba czasami nas przerastają, to takie wypady pozwalają się oderwać od rzeczywistości. W przyrodzie jest ukojenie. Normalnie muszę stwierdzić, że Schopenhauer miał rację. Natura jest ucieczką przed cierpieniem i basta! Ostatnio jechaliśmy dość długąWięcej oZgubione jezioro[…]

Zakręcona jak słoik

Zakręcona jak słoik

Dzisiaj mam lekkie opóźnienie, bo wróciłam z kolejnych spotkań autorskich. Tym razem było Kęsowo i Kamień Krajeński. Jak zawsze było sympatycznie. Przyjechałam do domu naładowana pozytywną energią, w dodatku przywiozłam czarną kurę. Kura na szczęście nie wymaga karmienia i jaj też nie znosi (więc rodzina się nie powiększy), ale jest piękna. Z jednej rzeczy zaWięcej oZakręcona jak słoik[…]

Robimy, co możemy

Robimy, co możemy

Wróciłam. To był bardzo intensywny tydzień. W piątek, kiedy wsiadłam do pociągu, miałam w planie popisać, bo terminy gonią, a ja przez te ostatnie dni nic nie popracowałam. Plan był dobry. Nawet bardzo dobry. Można nawet posądzić mnie o „geniusiostwo” (jak to mówi moja koleżanka). Gorzej było z wykonaniem. Zapisałam jedno zdanie. Potem w mózguWięcej oRobimy, co możemy[…]

Kto zjadł ten obiad?!

Kto zjadł ten obiad?!

Podróże jednak kształcą i nikt temu zaprzeczyć nie może. Pierwszy raz w drodze do Gdańska zdarzyła mi się awaria w autobusie. Nie wiem, co się stało, ale kierowca okazał się superhiro i mistrz w jednym. Nagle, gdy autobus zaczął wydawać z siebie dźwięk oznajmujący światu, że powietrze schodzi ze wszystkich możliwych części tego pojazdu, zjechałWięcej oKto zjadł ten obiad?![…]

Nic się nie dzieje w pociągach?

Nic się nie dzieje w pociągach?

Pojechałam w środę do Warszawy. Cieszyłam się, bo podróż pociągiem to zawsze jakaś atrakcja. Można spotkać ciekawych ludzi, posłuchać zabawnych rozmów. A tu się okazało, że nic. Nic się nie wydarzyło w trakcie podróży. Nikt nie jadł kanapki z jajkiem, nie próbował postawić swojej walizki na moich stopach ani nie chciał opowiedzieć historii swojego życia.Więcej oNic się nie dzieje w pociągach?[…]

Jadę na zachód!

Jadę na zachód!

Witam Was w mikołajkowy poranek. Zabawię się w grubasa z brodą (i w czerwonym wdzianku). Tadam! Ogłaszam wyniki konkursu. Jak wiecie, książki mam tylko dwie, czyli żadnych wyróżnień być nie może. Dyscyplina nagrodowa! Poradniki ze słodkościami trafiają więc do: Dagi i Małgorzaty. Gratuluję i proszę o kontakt na priv. A kiedy dziewczyny podskakują z radości,Więcej oJadę na zachód![…]

Targi i “Leniusiołki”

Targi i “Leniusiołki”

Wróciłam z Katowic. Jestem pod wielkim wrażeniem. Nie spodziewałam się, że targi w Katowicach cieszą się tak dużą popularnością. Dziękuję za kciuki! Znów zadziałały! Macie moc! Jechałam z ogromną tremą, bo jeszcze nie miałam okazji spotkać się z moim wydawcą książki dla dzieci, po drugie bo dzieci to nowi czytelnicy, i po trzecie bo nieWięcej oTargi i “Leniusiołki”[…]

Wzburzone fale

Wzburzone fale

Wczoraj wiało. Pewnie w wielu regionach Polski odczuwało się silny wiatr. U nas nie tylko było wietrznie, lecz także deszczowo i pochmurnie. Sławek wpadł na pomysł, żebyśmy pojechali nad morze. Wiadomo, piękne zdjęcia można zrobić, a to jego konik. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wysnuła czarnej wizji, jak spadnie na nas drzewo, porwą faleWięcej oWzburzone fale[…]

Pustynny pejzaż i orzeł z kury

Pustynny pejzaż i orzeł z kury

Byliście kiedyś na wydmach w Łebie? My wczoraj pojechaliśmy drugi raz. Zaryzykowaliśmy, bo pogoda rano raczej nie zapowiadała słońca, ale czasami trzeba zaufać temu, co mówią w telewizji. Przeszliśmy prawie szesnaście kilometrów. W drodze powrotnej już moje stopy nie wiedziały chyba co robić. Człapały jedna za drugą w bólu i cierpieniu, bo mi się pęcherzWięcej oPustynny pejzaż i orzeł z kury[…]