Moje podróże małe i duże

Moje podróże małe i duże

Byliście kiedyś w Moguncji? Ja byłam wczoraj, bo Moguncja mnie wzywa co jakiś czas (ta jak ojca Janki z „Niedomówień”). Połaziłam po uliczkach miasta. Oczywiście przeszłam koło Haus zum Römischen Kaiser z muzeum Jana Gutenberga. W środku jeszcze nie byłam, nie miałam śmiałości. Podziwiałam katedrę, najstarsze domy Moguncji z pięknym pruskim murem i… wróciłam doWięcej oMoje podróże małe i duże[…]

Może nad morze z książką?

Może nad morze z książką?

Nie wiem, czy wiecie, ale od kilku lat w Sopocie właśnie w lipcu organizowane jest spotkanie pisarzy, blogerów i miłośników czytania. To jest już mój stały punkt wakacyjnych wyjazdów. Tak jak nie lubię blogerskich spotkań często skupiających się na tematyce zarabiania na pisaniu, tak uwielbiam „Może nad morze z książką”. To takie preludium do sierpniowegoWięcej oMoże nad morze z książką?[…]

Słodka maruda w krótkich majtkach

Słodka maruda w krótkich majtkach

Wczoraj byliśmy ze Sławkiem we Wrocławiu. To była bardzo wyczerpująca podróż, bo wyjechaliśmy wcześnie rano, a wróciliśmy wieczorem. Do przejechania było ponad tysiąc kilometrów. A mój mąż nie chce, by go zmieniać, bo twierdzi, że „za wolno jeżdżę”. Kłócić się nie będę z tą opinią, ale uparciuch jest potworny! Zresztą z nim tak jest, żeWięcej oSłodka maruda w krótkich majtkach[…]

Jestem nad oceanem

Jestem nad oceanem

Ostatnio koleżanka przysłała mi zdjęcie znad Atlantyku. Piękny pejzaż, błękitna woda. Cudo. No, ale u mnie jeszcze piękniej i nie trzeba było zaraz tłuc się na drugi koniec świata, żeby zamoczyć nogi w oceanie. Ja mam od przedwczoraj swój własny ocean. W dodatku wystarczy, że zejdę po schodach do piwnicy. I już mogę zamoczyć nogę!Więcej oJestem nad oceanem[…]

Chaty kociewskie

Chaty kociewskie

Kiedy piszę ten post, ledwo ruszam palcami, choć akurat górna część ciała jest i tak w lepszej formie niż ta dolna. Wczoraj zrobiliśmy sobie całkiem niezłą wycieczkę rowerową. Sławek zaplanował ją kilka dni wcześniej, kupił bilety na pociąg, bo mieliśmy dojechać do Łęgu, a stamtąd rowerami przez Złe Mięso, Długie i Ocypel do domu. AWięcej oChaty kociewskie[…]

Poskramiacz maszyn

Poskramiacz maszyn

W sobotę wyruszyliśmy ze Sławkiem na małą przejażdżkę rowerową. Jechaliśmy akurat prostą trasą, bo praktycznie nie zjeżdżaliśmy ze ścieżki rowerowej. I jedna rzecz nas rozśmieszyła. Dawno nikt nas tak nie rozbawił. A sytuacja wyglądała mniej więcej tak: Jedziemy, jedziemy, wiatr oczywiście we włosach (albo w kaskach). Dojeżdżamy do skrzyżowania, na którym mamy pierwszeństwo, ale wjeżdżamyWięcej oPoskramiacz maszyn[…]

Potargowe emocje

Potargowe emocje

Wróciłam z Warszawy. Było tyle emocji, że nie jestem w stanie ich wszystkich opisać. Muszę ochłonąć, więc dzisiaj jestem tylko po to, by dać znak, że żyję. Było mnóstwo spotkań. Z autorami, wydawcami, blogerami i czytelnikami. Sławek w tym roku zaszalał, bo to on głównie kupował książki i zbierał autografy. Ważne, że też jest zadowolony.Więcej oPotargowe emocje[…]

Zgubione jezioro

Zgubione jezioro

Pewnie nieraz już pisałam o tym, że uwielbiam rowerowe wędrówki z moim mężem. Pomimo że  mamy całe multum różnych kłopotów, które chyba czasami nas przerastają, to takie wypady pozwalają się oderwać od rzeczywistości. W przyrodzie jest ukojenie. Normalnie muszę stwierdzić, że Schopenhauer miał rację. Natura jest ucieczką przed cierpieniem i basta! Ostatnio jechaliśmy dość długąWięcej oZgubione jezioro[…]

Zakręcona jak słoik

Zakręcona jak słoik

Dzisiaj mam lekkie opóźnienie, bo wróciłam z kolejnych spotkań autorskich. Tym razem było Kęsowo i Kamień Krajeński. Jak zawsze było sympatycznie. Przyjechałam do domu naładowana pozytywną energią, w dodatku przywiozłam czarną kurę. Kura na szczęście nie wymaga karmienia i jaj też nie znosi (więc rodzina się nie powiększy), ale jest piękna. Z jednej rzeczy zaWięcej oZakręcona jak słoik[…]