Nic się nie dzieje w pociągach?

Pojechałam w środę do Warszawy. Cieszyłam się, bo podróż pociągiem to zawsze jakaś atrakcja. Można spotkać ciekawych ludzi, posłuchać zabawnych rozmów. A tu się okazało, że nic. Nic się nie wydarzyło w trakcie podróży. Nikt nie jadł kanapki z jajkiem, nie próbował postawić swojej walizki na moich stopach ani nie chciał opowiedzieć historii swojego życia. W dodatku konduktorzy tak mili, jakby cały czas towarzyszyła im ukryta kamera i starali się bardziej niż trzeba. Ba! Nawet opóźnienia nie było! Wyobrażacie to sobie?

Dopiero jak dojechałam do stolicy pojawiły się emocje. Musiałam skorzystać z taksówki. I wtedy w mojej rozczochranej wyświetliły się wszystkie artykuły, jakie kiedyś czytałam o mafii taksówkarskiej w Warszawie. I jak ja miałam spokojnie wziąć taksówkę? W strachu byłam, że wsiądę, a przy wysiadaniu zawału dostanę z powodu wysokości rachunku. No, ale mus to mus. Spojrzałam na kierowcę, oceniłam jego wygląd. Próbowałam zajrzeć w oczy, by dojrzeć, co tam, co u niego na dnie duszy mieszka. Nic nie stwierdziłam. Uspokajająco zadziałał taksometr, który po ruszeniu z miejsca nie zaczął pędzić jak sekundnik w zegarku. Nie zbankrutowałam! Wydałam trzynaście złotych! Dało się żyć. Emocje wróciły do poziomu zero.

Podniosły się dopiero (ale bardzo pozytywnie), gdy spotkałam się z moimi czytelniczkami z „fanowskiej” grupy (oczywiście po tym, jak załatwiłam swoje zawodowe sprawy). Było bardzo sympatycznie. Naładowałam bateryjki i wydawać by się mogło, że znów w drodze powrotnej raczej nic się nie zadzieje. No prawie…

Zaskoczenie było, kiedy poinformowano podróżnych, że pociąg do Gdyni nie odjeżdża z Centralnego, ale ze Wschodniego i trzeba tam dotrzeć innym pociągiem. W serce więc wdarł się niepokój. Bo jak coś pomylę? Na szczęście udało się, a ponadto pociąg w trakcie jazdy nadrobił piętnastominutowe opóźnienie! Wyobrażacie sobie? Takie cuda! W pociągu znów nikt nie jadł jaja na twardo, nikt nikogo nie informował przez telefon na jakiej jest stacji i jaka pogoda za oknem! Nikt nie ściągnął butów, by wywalić stopy na siedzenie! Żadnych walizek na stopach itp. Magia!

30 thoughts on “Nic się nie dzieje w pociągach?”

  1. Taka podróż pociągiem to nie podróż. Nie ma się czym chwalić 😉
    Powiedziałbym nawet, że podróż nieudana. Jak to tak bez jajka w przedziale?

      1. Łaaaaa! Jak to ?! Wysłałem! Ale to nic, wyślę mail jeszcze raz 😉
        Zaglądam do skrzynki po awizo za moimi szeptami dzieciństwa, a tu ciągle zonk! Już wysyłam mail, mój pięćdziesięciotysięczny komentarz nie pójdzie na marne 😉

  2. Znajomy ostatnio się skarżył, że każdy podróżny siedzi z nosem w ekranie, a na uszach ma słuchawki. Pendolino jechał. Gaduła z niego jest i był niepocieszony, że nie miał z kim porozmawiac. Taki znak czasów.

  3. Tak to jest. Czasy się zmieniły. Moja córcia bardzi chwaliła sobie podróż pociągiem do Krakowa: Mamo, po co ja się stresuję ciągle tym samochodem jak dojechać, po mieście, gdzie zaparkować? Ja nie wiedziałam,że pociągiem to taka luksusowa podróż teraz. I zero stresu

  4. Czy Ty Aneczko o tych naszych polskich kolejach oby na pewno piszesz w tej notce? Oby wszystkie podróże twoje miały tylko pozytywny stres ze sobą w pakiecie 🙂 🙂

    1. No właśnie! Biorąc pod uwagę to, że różne przygody już miałam, to sama nie wierzę, czy to jawa czy sen. Hi, hi 🙂

  5. No nie – taka nudna podróż? Dobrze, że Ci stacje odjazdu zmienili bo normalnie szoku ciężkiego pasażer mógłby dostać😉

  6. Musisz częściej przyjeżdżać pociągiem do stolicy! Podróżując w tak komfortowych warunkach można spokojnie poczytać, napisać parę szkiców… 😉 A tu zawsze czytelniczki czekają i są szczęśliwe, że maja okazję do spotkania! 😀

    1. A to prawda, bo trochę popracowałam. Jakiś czas temu kupiłam sobie małego laptopa. Jest lekki i mieści się do torebki. To genialny wynalazek. 🙂 Myślę, że będę takie podróże (i spotkania) powtarzać. 🙂

  7. My się wybieramy pociągiem do Gdyni pod koniec stycznia. Podejrzewam, że Młoda zafunduje współpasażerom niezapomniane doznania. Pamiętam naszą pierwszą wycieczkę- mała była wtedy ale nieźle kombinowała i sprawiała, że co chwilę były w przedziale wybuchy śmiechu 🙂

  8. Kiedyś to pociągi jeździły . Wyobraźcie sobie , jeden to przyjechał na dwa dni przed czasem ! Znowu inny, był tak opóźniony że przyjechał o czasie tego planowanego . Niestety , tego planowanego nie było gdyż nie mieli wagonów i lokomotywy 🙂 to były czasy , do wagonu wchodziło się przez okno 🙂

    1. To wsiadanie przez okno pamiętam. Jak jeździliśmy do rodziny, to tata zawsze jechał do Szczecina, tam zajmował miejsca, a my z mamą dosiadaliśmy się w Stargardzie. Ale zdarzało się przejechać kilkaset kilometrów w ścisku na korytarzu. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *