Bez pieprza

O gwarze kociewskiej pisałam już kilka razy. Wrażliwa jestem na to, jak ludzie mówią. Lubię ich słuchać. I chyba już wspominałam, że zdarza mi się słyszeć, jak Kociewiacy nie odmieniają rzeczowników. Oczywiście jest to wpływ języka niemieckiego, więc rozumiem, ale i tak dziwi mnie to, kiedy nie odmieniają rzeczowników młodzi ludzie. Współczesna szkoła chyba takie nawyki eliminuje. Tak mi się wydaje. Wiadomo jednak także, że przyzwyczajenia są silniejsze. (I dzięki temu mamy różnorodność.)

Wczoraj na zakupach usłyszałam, jak młoda ekspedientka (ponad dwadzieścia lat) powiedziała do klientki:

− To zaproszenie na kawa będzie.

Uśmiechnęłam się do tego zdania. Nawet tak bardziej na zewnątrz niż do wewnątrz, więc moją rozbawioną facjatę widać było na pierwszy rzut oka, ale że w sklepie akurat było niewiele osób i panowała bardzo sympatyczna atmosfera, nie trzeba było się ukrywać.

Kiedy usłyszałam to zdanie, od razu postanowiłam je zapamiętać, by w domu zapisać i mieć na wszelki wypadek, bo a nuż przyda się w którejś książce.

Stoję więc w niewielkim ogonku i cały czas w myślach powtarzam: „zaproszenie na kawa”, „na kawa”, „a…a…a…a…a…a”. I kiedy przyszła moja kolej, proszę o jakąś kiełbasę.

− Z pieprzem? – pyta inna ekspedientka.

− Bez pieprza – odpowiadam i po chwili i ja, i pani parskamy śmiechem. Natychmiast się poprawiam, ale oczywiście to, co się wypowiedziało, nie da się odpowiedzieć. Poszło w eter. I teraz pani pewnie zachodzi w głowę, tak jak ja przed chwilą, dlaczego tak śmiesznie ta rozczochrana baba odmienia.

Przyznam jednak, że słuchanie ludzi sprawia mi nieziemską przyjemność. A Wy zwracacie uwagę na to, jak mówią inni?

37 thoughts on “Bez pieprza”

  1. Zwracamy – ale bardzo mi sie podoba jak moja koleżanka mówi do córki: daj dla Taty, albo jak przyjde do niej a cos zrobiła: chcesz posmakować?
    I to jest dla mnie ciekawostka.
    Kiedys nawet przedyskutowałyśmy słowo pierne, bo dla niej to oznacza pieprzne, pikantne a dla mnie fajną rzecz która sie świetnie pierze i zakładamy bez prasowania.

    1. to jest jeszcze trzecie znaczenie, które zdarza mi się w moich okolicach u starszych osób słyszeć, a dotyczy pierdzenia „Jak se pierne to mi ulży” coraz rzadziej, ale jeszcze bywa. Zdecydowanie częściej jednak dotyczy ono prania, a tego aby chodziło o ostrość potrawy i użycie pieprzu to pierwszy raz czytam. Co region to inaczej 🙂 🙂

      1. Nigdy nie słyszałam o piernym dotyczącym prania, dla mnie to coś ostrego w smaku. Jak się coś dobrze pierze, to jest łatwe do prania, albo może niemnące, jeżeli można założyć bez prasowania. 😉

      2. Jam z W-wia i slowo „pierne” używane jest tylko i wyłącznie w kontekście pierdzenia 😀 Szczerze mówiąc to nawet bym nie wpadła na to, żeby tak o praniu mówić 😀

  2. Szkoła szkołą, to co wynosi się z domu, często jest o wiele silniejsze. Bywa, że nawet jeśli przez lata zostało opanowane, to w pewnym wieku wraca niejako automatycznie. Sama na mówienie zwracam raczej niewiele uwagi, poza kilkoma zwrotami, które niepomiernie mnie drażnią, to niespecjalnie wsłuchuję się w anomalie językowe, czy jakieś dialekty. 🙂 Częściej drażni mnie sposób pisania. W słowie pisanym cenię sobie choć odrobinę zastosowania gramatyki, co niestety, coraz częściej, o zgrozo u osób młodych, zaczyna być sztuką dostępną dla nielicznych i wybranych. Era SMSów i twiterów oraz hasztagów bardzo zmienia styl wypowiedzi pisemnej. Język zaczyna żyć własnym życiem zupełnie niezależnym od dotychczasowych (nadal obowiązujących0 zasad gramatycznych.

    1. Z ciekawości – jakie zwroty Cię drażnią? Ja dostaję wysypki i mam dreszcze, kiedy słyszę na końcu zdania oznajmującego dodane pytające „nie?” lub „tak?”. I mam ochotę zatykać uszy jak słyszę „bynajmniej” używane zamiennie z „przynajmniej”.

      1. Hm… Nie wiem, co mnie denerwuje. Chyba jak słyszę „wziąść”, „włanczać” i „w każdym bądź razie”. Na to ostatnie mam chyba alergię. 🙂

        1. O! I jeszcze jedna rzecz mnie do białej gorączki doprowadza. „Mi” na początku zdania. Grrr…. 🙂 Np.; „Mi się to nie podoba”. Od razu mam ochotę powiedzieć, że misie mieszkają w lesie. 🙂 Dlaczego ludzie nie mogą zapamiętać, że na początku ma być „mnie”? 🙂

          1. „se”, „my byli”, „tyś” zamiast sobie – to z tych co na szybko sobie przypomnieć jestem w stanie.
            To „tysianie” zwłaszcza – jako forma zamienna do Ty np. „tyś był”, „tyś zrobił” ciśnienie mi skacze do nieba. Jest jeszcze kilka, ale tak z podbiegu, kiedy skoncentrowana jestem na zupełnie innych rzeczach, nic nie przychodzi mi do głowy.
            Jeszcze kwestia konstrukcji zdań: „Byś poszedł może ze mną?” mnie wkurza, ale „Może poszedłbyś ze mną?” już jest jak najbardziej na miejscu.

          2. A! Tego „tyś” i „żeś” też nie lubię. 🙂 Wiele jest pewnie takich form, które drażnią. 🙂

    2. Masz rację. Język familijny jest też dla mnie ciekawostką. Zresztą co do gwary to zauważyłam, jak napisałam w książce wyraz w danej formie, bo na przykład trzy osoby mi powiedziały, że jest właśnie tak, to czwarta będzie szła w zaparte, że nieprawda. 🙂 A przecież język jest żywy, zmienia się, w domach różnie się mówi.
      Co do języka pisanego, to zgadzam się w stu procentach. 🙂

  3. Z reguły staram się mówić ogólnopolskim, ale niektóre zwroty są tak zakorzenione, że nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, że mogą być niepoprawne.
    Cóż, w Lublinie upierają się, że „ciapy” są w słowniku języka polskiego (w znaczeniu „kapcie”).
    O tym nieodmienianiu nigdy nie myślałam, że ono jakieś charakterystyczne jest dla regionu, ale rzeczywiście gwarowo często się tego u nas używa.
    Aniu, czy ciebie dziwi nasze kociewskie „zakluczyć”?
    😀

    1. Zakluczyć słyszałam nie tylko tutaj, więc to mnie akurat już nie dziwi, bo oswojone. Ale jak usłyszałam w przychodni panią, która mówiła, że „była wyjechana” przez jakiś czas, to się uśmiałam. To słyszałam tylko dwa razy, ale za każdym mnie zadziwiło. 🙂

  4. Znam osobę,która mówi że np.prała bluzkę w „ręcach”.Kiedyś spytałam się,czemu nie mówi w rękach,a ona że ma ręce i robi coś w ręcach :).Ale,ale…u nas na Zagłębiu ogólnie nie mamy żadnej gwary.Ale moja szwagierka ostatnio opowiadała,że do niej do pracy przyjeżdżają serwisanci z Warszawy.I ponoć tez mówimy czasami bardzo pociesznie(i to wcale nie było zasłyszane od jednej osoby).Powiem szczerze,że pierwszy dzień świąt miałyśmy zagwozdkę,o co im chodzi 🙂 Anula,jeśli coś takiego dziwacznego usłyszysz ode mnie lub Katarzyny-to mów.Bo powiem szczerze,że ciekawość mnie zżera 🙂

    1. A to prawda, że swoich jakichś naleciałości gwarowych się nie zauważa. U Ciebie i Kasi nic nie zauważyłam, nawet „obcego” akcentu nie ma. 🙂 🙂

  5. Ja też lubię słuchać 🙂 Czasem można się pośmiać, czasem zdziwić, bo te same słowa w innym regionie kraju nabierają zupełnie innego znaczenia 🙂 Mnie do dziś nieodmiennie dziwi i nieco irytuje kiedy znajomi mówią „powiedz DLA KOGOŚ, że…” 😉 A będąc dzieckiem pojechałam z mamą w odwiedziny do ciotki i do dziś pamiętam jak o czymś opowiadała i padło zdanie: „Ja się kompe” (w sensie kąpię) 😉

  6. Takie „błędy” wynikające z gwary czy po prostu z innych regionów są sympatyczne i jak najbardziej wytłumaczalne – w przeciwieństwie do błędów typowo językowych. A jeszcze jak ktoś co chwila wplata jakieś angielskie czy francuskie zwroty… Ciężko się słucha czasem. Ale bez pieprza jest zabawne 😉

  7. Aniu, jak na kawa się idzie to na kawa, a czasem i kuch się do kawa zje… 😉 gwary kociewskiej nie znam, ale na kawa się umawia także w gwarze borowiackiej (geograficznie to nie daleko chyba, ignorantką jestem w tym temacie). Szur to chłopak, a sklepek to piwnica, a forma „ja żem był, ja żem zrobił” ciągle żywa. Ale miło usłyszeć „ja żem kurków ci zebrał” ;). A na serio, to jak pierwszy raz pojechalam z mężem do jego rodziny w Bory Tucholskie, to chwilami nie rozumiałam o czym z wujem rozmawia. Część wyrażeń znałam (bo i tam, i tu w okolicy, skąd pochodzi moja rodzina, były jednak silne wpływy niemieckie – chodziło się ” na szago”, a przed podróżą miewało „raisenfiber”), to tam przez nagromadzenie pewnych wyrażeń nie rozumiałam chwilami nic. Ale mój chłop dobry szur mi wszystko wytłumaczył.

    Pisownia powyżej bardzo domyślna. Zresztą ja pisownie w języku polskim także traktuję (przyznaję z żalem) bardzo dowolnie.

    1. Borowiacy to faktycznie niedaleko, po sąsiedzku. Kiedyś słuchałam audycji radiowej, w której wypowiadał się jakiś regionalista i mówił o gwarze warmińskiej. Zaskoczyło mnie, że stwierdził, iż podobna jest do kociewskiej. Potem uważniej przysłuchiwałam się mojej babci, bo ona przecież z Warmii i faktycznie coś w tym jest. 🙂 Ciekawe są te zróżnicowania regionalne. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *